sobota, 19 maja 2012

Rozdział 29


* Oczami Lou*
Podjeżdżając pod jej dom nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Em tuliła się do Harryego a ten ją całował. Jakaż była jej reakcja gdy mnie zobaczyła. Była bardziej zdziwiona niż zadowolona.
- Co to ma znaczyć?- pytam się jej trzaskając drzwiami
- Lou to naprawdę Ty- dziewczyna podbiega do mnie i mnie przytula. Nie wiem co robić. Pozostaje mi tylko odwzajemnienie tego jakże miłego powitania. Tak naprawdę to nie do końca rozumiem co oznaczało to z Harrym ale cieszę się, że tak mnie przywitała. Po chwili przerywa ten jakże miły moment w którym mogę znów poczuć się kochanym i patrzy na mnie z zawiścią- Jak mogłeś?! Jak mogłeś tak potraktować mnie i Harryego? Taki z Ciebie chłopak i przyjaciel?- mówi i zaczyna uderzać pięściami w moją klatkę piersiową. Harry łapię ją w pasie i uspakaja
- Em spokojnie. Wejdźmy do środka i wtedy porozmawiamy. Jest zimno a Ty nie jesteś ubrana a na dodatek masz jedną skarpetkę na stopie- mówi a ja spoglądam w dół. Faktycznie ma tylko jedną skarpetkę. Em bierze Harryego pod ramię i prowadzi do drzwi. Po chwili jesteśmy w środku.
- Wiecie gdzie jest kuchnia. Idźcie tam a ja zaraz zejdę tylko przebiorę się.- oznajmia Em i znika na schodach. Powoli prowadzę Loczka do kuchni. Siadamy na krześle i patrzę na niego. Po chwili nie wytrzymuję i mówię
- Ty naprawdę nie możesz się powstrzymać co? Lubisz Em. To widać. Ale czy Ty nie rozumiesz, że psujesz tym nasz związek?- Harry siedzi osłupiały i nic nie mówi.- Ja wiem, że boli Cię rozstanie z Caroline ale uwierz w końcu spotkasz kogoś wyjątkowego na swojej drodze. Nie koniecznie musi być to Emma. -
- Lou między mną a Em nie ma nic innego niż przyjaźń. Przyjechałem tu wczoraj bo potrzebowałem pomocy. Tata wyrzucił mamę z domu i nie miałem do kogo zwrócić się o pomoc. To wszystko.-
- A czy Ty nie sądzisz, że ona nie ma swoich problemów? Ma ich od groma i nie musi rozwiązywać Twoich. Zresztą mogłeś się z tym zwrócić również do mnie. Przecież jesteśmy przyjaciółmi- mówię i tak naprawdę robi mi się przykro.
- Stary a gdzie Ty byłeś gdy ona przechodziła chwile załamania w szpitalu?! Nie było Cię przy niej! Jedyną osobą, która się nią zainteresowała był Zayn. Powinieneś jemu dziękować. – chłopak przerywa bo do kuchni wchodzi Em. Ubrana jest w różowe dresy i niebieską bluzę. Na nogach ma puchate ciapki i bardzo grube skarpetki w kolorze tym samym co bluza.
- Napijecie się czegoś? Kawa. Herbata, sok?- pyta
- Ja poproszę herbatę- odzywa się Harry
- A Ty Lou?- sposób w jaki wymawia moje imię powoduje, że przechodzą mi ciarki po plecach
- To samo- odpowiadam. Wiem, że teraz czeka mnie pogadanka na temat mojego zachowania ale ja robiłem to dla niej. Zresztą sama się o tym wkrótce przekona. Jednak mogłem w końcu odebrać chociaż jeden telefon od niej i powiedzieć jej, że wszystko jest ok. i ma się nie martwić. Jak zwykle popełniam mnóstwo błędów ale w końcu na czym mam się uczyć jak nie na nich? W końcu Eleonor dała mi mnóstwo do przemyślenia. Z zamysłu wyrywa mnie dźwięk gwizdka sygnalizującego, że woda już ugotowała się. Wkrótce  Em stawia przed nami kubki z herbatą, która bardzo ładnie pachnie. Brzoskwiniowo- waniliowa herbata jest dobra na wszystko. Upijam łyk. W środku od razu robi mi się gorąco.
- Harry jak noga?- pyta Em a troska dosłownie wylewa się z niej
- Dziękuję, już dobrze. Na początku było fatalnie ale teraz to już kwestia czasu gdy zdejmą mi gips. W końcu święta idą a na święta trzeba być sprawnym – mówi i uśmiecha się. Jego spojrzenie ląduje na mnie. Usiłuję mu przekazać że ma w końcu sobie pójść stąd bo chcę porozmawiać sam na sam z Em. Wydaje się, że zrozumiał bo nagle wstaje i mówi
- Em ja naprawdę muszę iść. Muszę porozmawiać z rodzicami i dojść do porozumienia. Wy też najlepiej do niego dojdźcie bo na was patrzeć nie można jedno smutne i drugie też. -
- Poczekaj odprowadzę Cię- mówi Em i wstaje. – Możesz zamówić taksówkę?- pyta się mnie Em
- Jasne- odpowiadam i wybieram numer- Będzie za 10 minut- oznajmiam a Em znika w przedpokoju z Harrym.
- Pssst Pssst!- słyszę z salonu. Wstaję i idę to źródła owego dźwięku. To Cris
- Cześć Louis i co wszystko załatwione?-
- Tak jak najbardziej tak. Dopięte jak to się mówi na ostatni guzik-
- To dobrze- odpowiada- jest jeszcze jedna kwestia. Mianowicie musisz się pogodzić z Em. Inaczej nici z tego rozumiesz?-
- Jasne. – słyszę klapnięcie drzwiami- Em idzie chowaj się- mówię i w tym momencie do salonu wchodzi Em
- Z kim rozmawiałeś?-
- A dzwonił Liam i mówił, że babci już lepiej i może nawet dzisiaj wróci do domu-
- To dobrze, że jej już lepiej. Bardzo mnie to cieszy. Możemy w końcu porozmawiać?- mówi i kieruje się do kuchni. Podążam za nią wdychając jej zapach. Jaką ja mam ochotę przytulić ją i zatopić swoje usta w jej ustach! Siadam naprzeciwko niej.
- Em zanim cokolwiek powiesz musisz wiedzieć, że mój wyjazd z Paryża miał konkretny powód. Byłaś nim Ty. Robiłem to dla Ciebie i naprawdę nie chcę abyś była zła na mnie za to.- mówię i widzę jak w Em rośnie złość.
- Dla mnie? Robiłeś to dla mnie? Czy Ty masz w ogóle serce? Przecież każdy normalny człowiek powiedziałby, że musi jak najszybciej wyjechać a nie znika bez żadnego słowa. Wiesz jak ja się  martwiłam Harry umierał ze strach w szpitalu? Dlaczego nie odbierałeś telefonów? Wiesz jak się czułam? Czułam się tak jak wtedy gdy dowiedziałam się, że Patryk nie żyje. Czułam, że pewna część mnie gdzieś odeszła i może już nie wrócić- mówiła a z jej oczu wydostawały się łzy wielkości grochu. Serce mi pękało ale ni mogłem jej nic powiedzieć. Jeszcze nie teraz. Wstałem i podszedłem do niej aby ją przytulić. Pierwsza próba zresztą jak i kolejne nie przyniosły skutku. Zrezygnowany powiedziałem
- Jak będziesz chciała się spotkać to daj znać.- i ruszyłem do drzwi. Po drodze mijałem Crisa któremu zasygnalizowałem, że nie wyszło nic dobrego. Chwytając za klamkę poczułem, że ktoś patrzy się na mnie. Odwróciłem się i zobaczyłem Em.
- Em Ty mnie już nie kochasz prawda? – zapytałem nie wiem skąd.
- Lou kocham Cię ale ja tak nie potrafię. Zawsze gdy Cię potrzebuję to znikasz. Zostawiasz mnie bez słowa wytłumaczenia. Kocham Cię ale to Ty zastanów się co tak naprawdę do mnie czujesz. Jestem gotowa poświęcić dla Ciebie wszystko a czy Ty jesteś na to gotowy? – powiedziała i znikła na schodach. Wyszedłem z domu i ruszyłem prosto przed siebie.
                                                                  ***
* oczami Crisa *
Wiedziałem, że Em teraz potrzebuje pocieszenia. Gdy zobaczyłem sylwetkę Louisa na zewnątrz od razu pobiegłem do niej. Zastałem ją leżącą na łóżku i bijącą się z własnymi myślami. Podszedłem i dotknąłem jej ramienia. Spojrzała na mnie zapłakanymi oczami. Widać było, że naprawdę go kocha i boli ją to co powiedziała mu.
- Wszystko się ułoży zobaczysz. Lou przemyśli to wszystko i znów będzie między wami dobrze- zacząłem mówić. Nagle ogarnęła mnie pustka w głowie i nie potrafiłem nic z siebie wydusić. Przytuliłem ją i po prostu byłem przy niej. Nagle rozległo się pukanie do drzwi. To była Jess
- Brat wybacz ale marny z Ciebie pocieszyciel. Pozwól, że to ja zastąpię Ciebie- powiedziała i zbliżyła się do niej. Powiedziała jej coś na ucho a twarz Em rozjaśnił uśmiech. Postanowiłem zostawić je same bo w końcu co tam miałem robić? Wyszedłem z pokoju i pierwsze co zrobiłem  to zadzwoniłem do Louisa. Po krótkiej aczkolwiek sensownej rozmowie dowiedziałem się, że przyjedzie tu za około godzinę i porozmawia z Em. Mam nadzieję, że nie zawali znów sprawy. Nie wiedziałem co mogę robić więc najzwyczajniej w świecie zabrałem się za sprzątanie. Tak naprawdę jeszcze nigdy tu tego nie robiłem ale w końcu musi być ten pierwszy raz. Nie mam pojęcia ile czasu zajęła mi owa czynność ale przerwał mi ją dzwonek do drzwi. Na zewnątrz stał Lou z bukietem róż w ręku. Były naprawdę imponujące.
- Właź- mówię – Jess!!!- krzyczę i po chwili słyszę kroki
- Co?-
- Nie co tylko zaprowadź tego Pana do Em i zostaw ich samych- mówię i popycham Lou który zrobił się blady na twarzy
- Easy stary! Jak kocha to wybaczy- mówię i tym optymistycznym wątkiem kończę moją wypowiedź
                                                                      ***
* Oczami Em*
Jess naprawdę poprawiła mi humor i dodała otuchy. Stwierdziłyśmy, że skoro Lou naprawdę mnie kocha to wróci tu i przeprosi. Nagle zawołał ją Cris i wyszła. Po chwili obok drzwi usłyszałam męski głos a serce zaczęło mmi bić z prędkością światła. W drzwiach ukazała się sylwetka Lou, który trzymał imponujący bukiet róż w dłoni. Chciało mi się śmiać więc odwróciłam głowę w stronę poduszki. Poczułam ciepło jego dłoni na moich plecach. Pierwszy raz os jego dotyku przeszły mnie ciarki. Co prawda były inne niż te, które przechodziły mnie gdy dotykał mnie Harry ale lepsze to niż nic. Wychodząc z tego założenia spojrzałam na Lou. Na jego twarzy malował się uśmiech
- No i z czego się cieszysz?- zapytałam
- Bo cieszysz się i Ty a to oznacza, że nie jesteś już zła- nie powiem, że nie zdziwiła mnie ta wypowiedź.
- A Ty niby skąd wiesz, że ja się śmiałam? Przecież nie było widać mojej twarzy-
- Cóż.. Zawsze gdy coś Cię śmieszy i nie chcesz tego okazać odwracasz się w inną stronę w tym przypadku do poduszki i tam ukrywasz swoje emocje-
- Zadziwiające- odparłam lekko zmieszana
- A widzisz…. Em bo ja przemyślałem całą tę sprawę. I jeżeli tego chcesz to możemy dać sobie spokój z tym wszystkim. Możemy uznać, że nie było naszego związku i po prostu dać sobie czas. -
- To znaczy, że Ty wcale mnie nie kochałeś?- pytam go i czuję, że zaraz wybuchnę płaczem
- Nie! Ja Cię ciągle kocham i naprawdę nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie ale widzę, że Ci ze mną jest ciężko więc…. Nie chcę Cię w żaden sposób ograniczać.- mówi chłopak i jego twarz pogrąża się w bezkresnym smutku.
- Głuptasie!- obejmuję jego twarz w dłonie. – nie ograniczasz mnie i nigdy tego nie robiłeś. Związek polega na tym aby akceptować siebie nawzajem a nie wytyczać błędy, które popełniamy. Jeśli naprawdę potrzebujesz przerwy nie ma sprawy. Jestem gotowa na to i nie mogę Cię zmusić do tego abyś mnie ciągle kochał całym sercem.- spoglądam na niego i dostrzegam w oczach te iskry które pojawiały się zawsze gdy mówił, że mnie kocha i że chce mnie kochać do końca życia- Mogę Cię o coś prosić?-
-Słucham-
- Mogę Cię przytulić?-
- I Ty się jeszcze o to pytasz? Kochanie czekałem na to odkąd Cię zobaczyłem- odpowiada chłopak i po chwili jestem w jego objęciach. Brakowało mi tego. Jego ciepła, zapachu i tej czupryny, która zawsze łaskotała mnie w szyję. Cieszę się tą chwilą i staram się zapamiętać jak najwięcej szczegółów odnośnie tej chwili.
- Czyli to koniec?- pytam smutno i jakaś łza spływa mi po policzku
- Jaki koniec Em? To jest dopiero początek- mówi, wyciera łzę i składa pocałunek na moich ustach. Smakuje jak truskawki. Początkowo opieram się ale ileż można opierać się ustom Louisa Tomilsona? Uwierzcie nie wytrzymałybyście długo. Po chwili Lou patrzy mi się w oczy i mówi
- Mam niespodziankę dla Ciebie- spogląda na zegarek- masz dokładnie godzinę czasu na przygotowanie się.
- Ale że jak? Jaka niespodzianka?-
- No taka niespodziewana niespodzianka- mówi i szczerzy się do mnie
- Chcę Ci przypomnieć, że Twoja ostatnia niespodzianka zakończyła się katastrofą-
- Ale ta tak się nie skończy. Obiecuję-
- No dobrze… - ulegam w końcu widząc, że dalsza kłótnia nie ma sensu- a jak mam się ubrać?- pytam i spoglądam na niego
- A odnośnie stroju to zaczekaj- mówi i wybiega z pokoju. Po 5 minutach wraca z ogromnym pudełkiem i mówi:- mam nadzieję, że będzie pasować. Ekspedientka w sklepie mówiła, że będzie idealna-
- A skąd Ty znasz moje wymiary?- zapytałam zdziwiona
- Oj.. No bo ja…. Ja zmierzyłem Cię jak spałaś- mówi chłopak i oblewa się purpurą. Otwieram pudełko a w nim widnieje piękna granatowa sukienka.
- Lou to musiało kosztować majątek. Naprawdę nie mogę przyjąć tego. – odpowiadam i zamykam pudełko
- A kocha mnie Pani?-
- Kocha- odpowiadam
- To może przyjąć- mówi i podsuwa mi pudełko przed nos. Biorę je na ręce i maszeruję do łazienki. Tam mogę ją dokładnie obejrzeć. Jest granatowa i sięga jakoś do kolan. Ma krótki rękaw a w tali ma pasek. Dekolt nie jest wyzywający a na plecach ma małe wcięcie, które zasłonięte jest koronką. Jest naprawdę boska! Biorę prysznic i zakładam ją na siebie. Nie mogę poradzić sobie z suwakiem więc wołam Lou. Zapinając suwak dłonie strasznie mu się trzęsą. Śmieszy mnie to naprawdę mocno ale powstrzymuję się od tego. W końcu gdy opuścił łazienkę mogę przyjrzeć się sobie. Jest idealna! Świetnie podkreśla moją sylwetkę! Lou naprawdę ma oko. Włosy związuję w elegancki kok a po bokach zostawiam małego loczka. Robię delikatny aczkolwiek stanowczy makijaż: oczy podkreślam kredką a na powieki nakładam niebieski cień. Usta pociągam błyszczykiem a na nogi wciągam niebieskie szpilki. Ponownie spoglądam w lustro i oceniam, że wyglądam naprawdę bardzo dobrze! Wychodzę z łazienki i widzę Lou stojącego przy oknie
- Lou i co powiesz na to?- pytam i patrzę na niego. Odwraca się w moją stronę, patrzy chwilę i obsuwa się w dół. Chwyta się małej szafki, która chroni go tak naprawdę przed bolesnym upadkiem.
- Lou wszystko ok.? - podbiegam do niego i chwytam za rękę. Wyczuwam, że ma przyspieszony puls- Co się stało?-
- Nic nic takiego. Po prostu jak zobaczyłem Cię taką piękną nogi mi się ugięły i padłem. Wyglądasz naprawdę cudownie Em. – chłopak podnosi się i spogląda na mnie- Ale Ty masz ciało. Nie myślałaś o karierze modelki?- pyta
- Póki co wystarczy mi sławny chłopak. To co? Gdzie mnie zabierasz?-
- Do.. Wróć! Do niespodzianka! Zaraz zobaczysz. – wychodzimy z pokoju. Informuję Crisa, że wychodzę. Jego reakcja na moją kreację była bardzo zbliżona do reakcji Lou. Zostawiam go aby się ,,odwiesił” i wychodzę z domu. Na dworze temperatura sięga nawet -15 stopni. Noc jest gwieździsta a to oznacza, że będzie dosyć chłodno. Po 40 minutach jazdy zatrzymujemy się przed pięknym dworkiem. Jedziemy ścieżką która z każdej strony otoczona jest drzewami. W końcu zatrzymujemy się. Louis otwiera drzwi i podaje rękę. Chwytam ją  pytam:
- Może teraz dowiem się gdzie jestem?-
- Teraz tak. Jesteś u mnie w domu.- mówi i otwiera drzwi. Nie wierzę, że zabiera mnie na kolację ze swoją rodziną.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej. Przepraszam was, że rozdziały nie pojawiają się tak systematycznie jak kiedyś no i są przede wszystkim gorsze a jest tak dlatego, że nie mam na nic czasu! Wstaję rano a nim się obejrzę jest już 20.00. Strasznie was przepraszam. Miłego czytania i komentować moi drodzy! :] Buziak, dobranoc xxx

czwartek, 17 maja 2012

Rozdział 28


Otwieram drzwi i przepuszczam go. Zapalam światło i mogę mu się dobrze przyjrzeć. Jest cały przemoczony, oczy ma zapuchnięte jakby płakał a pod nimi widnieją ciemne plamy. Chwytam go za rękę, która jest zimna niczym lód.
- Chodź na górę. Dam Ci jakieś suche ubrania i przygotuję coś do jedzenia- mówię do chłopaka i pomagam mu wspinać się po schodach. Gdy dochodzimy do pokoju Harry zatrzymuje się.
- Em ja nie wiem… To dla Ciebie duży kłopot- zaczyna i chce mi uciekać ale ciągle trzymam go na tyle mocno, że nie daje rady
- Teraz jest już za późno a poza tym widać, że potrzebujesz pomocy. Właź.- mówię i popycham drzwi. Uderza nas zapach lawendy i lilii. Mój nos jest w siódmym niebie. Zapalam lampkę w rogu pokoju i zaczynam szukać w szafie czegoś co się przyda Harry’emu. W końcu wyciągam koszulę Patryka i jakieś dresy a do tego grube, bawełniane skarpety. Daję mu ubranie i wskazuje na łazienkę. Gdy chłopak powoli znika w drzwiach rzucam mu jeszcze ręcznik. W końcu mój mózg zaczyna się odmrażać. Dzisiaj Harry już na pewno nie wróci do domu więc muszę gdzieś go tu ulokować. W oczy rzuca mi się kanapa stojąca pod oknem. Wrzucam jej zawartość do garderoby i idę na dół po pościel. Pukam do gabinetu cioci. Byłam przygotowana na to, że wszyscy już śpią jednak ciocia postanowiła zrobić mi niespodziankę i czekała na mnie
- Ciociu Ty jeszcze nie śpisz?- pytam zdziwiona wchodząc do gabinetu
- Em słoneczko moje! Czekałam na Ciebie- mówi kobieta i podchodzi do mnie. Po chwili przytula mnie z całych sił a po kilku sekundach zaczyna brakować mi tchu. Udaje mi się wyrwać z jej objęć.
- Przepraszam ciociu, że nie dałam Ci jakoś znać ale z tego wszystkiego pomyliłam samolot i różnie dziwne rzeczy z tego wyszły. Mam nadzieję, że się nie gniewasz.- spoglądam na nią
- Ależ skąd. Widziałam, że mamy gościa- ciocia spogląda na mnie znacząco- To on?-
- Nie ciociu. To mój przyjaciel. Ma problem, który najwyraźniej nie mógł czekać i w związku z tym może on zostać u nas na trochę?-
- No nie wiem nie wiem. A co na to jego rodzice?-
- Jutro wszystko załatwimy. Obiecuję.- mówię i daję jej buziaka z w policzek.- Mamy jakąś ciepłą kołdrę i poduszkę?-
- Tak. Obok Twojego pokoju są małe drzwi. Otwórz je i wszystko tam znajdziesz-
- Dziękuję Ci jeszcze raz. A teraz idę zrobię herbaty i idziemy spać. Dobranoc.- mówię i tym razem to ja tulę ją do siebie.
- Dobranoc Em. Wiesz jutro może nie udać się nam porozmawiać bo muszę wyjechać na kilka dni. Ne gniewasz się?-
- No skąd. Baw się dobrze- mówię i wychodzę. W gruncie jest mi smutno, że nie będę mogła się podzielić z nią moimi przeżyciami ale taką ma pracę. Wkraczam do kuchni. Nastawiam wodę na herbatę i robię szybko tosty z masłem orzechowym. Po chwili idę na górę niosąc przed sobą tacę wraz z jedzeniem. Stawiam ją ostrożnie na stoliku z którego uprzednio musiałam ,, usunąć’’ jego zawartość ( czytaj zepchnęłam wszystko nogą na podłogę). Rozkładam kanapę i ponownie wychodzę z pokoju. Zgodnie z tym co ciocia powiedziała obok mojego pokoju miał być inny pokój. O tam! Już widzę zarys drzwi. Uchylam je lekko i zapalam światło. Wybieram najgrubszą kołdrę i najmiększa poduszkę i przygotowuję miejsce snu dla Harryego. Kierując się na poddasze pokoju mijam łazienkę. Drzwi są uchylone a z wnętrza dobiega głos Harryego. Nuci I want. Nie mogąc oprzeć się pokusie zaglądam przez ową szparę do wnętrza łazienki. Nic szczególnego nie widzę. Po chwili udaje mi się uchwycić zarys jego sylwetki. Widzę jak woda spływa po jego brzuchu, który jest naprawdę dobrze wyrzeźbiony następnie po biodrach a na końcu po jakże zgrabnych nogach. Patrząc tak zdaję sobie sprawę jak to musi idiotycznie wyglądać. Dziewczyna, która ma chłopaka podgląda swojego przyjaciela. Otrząsam się z owej minuty słabości do męskiego ciała. Ostatni raz spoglądam na to ciało i wbiegam po schodkach na górę.
Pierwszą czynnością jaką robię widząc moje łóżko jest rzucenie się na nie i dosłownie turlanie się w tą i z  powrotem. Po tym jakże entuzjastycznym przywitaniu mojego łóżka przypominam sobie co chciałam zrobić. Otwieram szufladę szafki nocnej i patrzę czy mój magiczny zeszycik ciągle tam jest. Jest. Oddycham z ulgą i schodzę na dół. Harry ciągle siedzi w łazience więc wykorzystuję ten moment na to aby się przebrać. Ściągam bluzę i bluzkę. Pozostaję tylko w staniku. Następnie ściągam spodnie i na tyłku mam tylko dosyć wyzywające figi. Przeszukuję całą szafę szukając mojej nocnej koszulki kiedy słyszę
- Tego szukasz?- odwracam się w widzę Harryego trzymającego moją koszulkę. Odwracam się całkowicie zapominając o tym, że jestem prawie goła. Kieruję się do niego.
- No no Em. Lou nie chwalił się, że jego dziewczyna ma takie ciało- mówi i intensywnie mi się przygląda. W końcu przypominam sobie, że tak naprawdę nie mam nic na sobie i tylko mówię
- Rzuć mi tę koszulę-
- Nie ma nic za darmo!- mówi Harry i zaczyna kręcić koszulką na palcu. Podchodzę do niego i daję mu buziaka w policzek. On łapie mnie za talię i robi to samo.
- Z takim ciałem mogłabyś mieć każdego Em. Czemu akurat wybrałaś Lou?- pyta obrażony Loczek a ja szybko wkładam koszulkę przez głowę
- Sama nie wiem. Miłość kochany- odpowiadam i podaję mu kubek z herbatą. Harry ujmuje go w dłonie i upija łyk.
- Mmm… Jabłkowa z cynamonem. Moja ulubiona- stwierdza Harry a ja cieszę się, że mu smakuje. Szczerze powiem, że to również moja ulubiona herbata. Po tej krótkiej wymianie zdań biorę tacę z jedzeniem i moją herbatą i siadam na łóżku na którym ma spędzić noc mój towarzysz. Chłopak widząc, że kieruję się na owy tapczanik podąża za mną i przykrywa nas kołdrą. Stawiam tacę pomiędzy nami i zaczynam jeść.
- Przepraszam Cię Em. – ciszę przerywa głos Harryego. – Nie miałem się do kogo zwrócić     o pomoc a jedyną osobą, której ufam bezgranicznie jesteś Ty.  -
- A co z chłopakami?- pytam zdziwiona jego wyznaniem
- Niall poleciał do Irlandii, Liam pojechał do babci, która źle się czuje, z Louisem  wiesz jak jest a Zayn dopiero co wrócił do domu. Zdaję sobie sprawę z tego Em, że i Ty naprawdę jesteś zmęczona mną, zespołem i tak dalej. Masz do tego prawo. Teraz powinnaś wypoczywać po wypadku a nie siedzieć i gadać ze mną.- no tak wypadek. Już prawie o nim zapomniałam. Wszystko idzie do przodu. Tylko ja zostaję w miejscu.
- Daj spokój Harry. Jesteś moim przyjacielem i moim obowiązkiem jest Ci pomóc. Nie ważne czy jestem zmęczona czy też nie. Pamiętaj na mnie zawsze możesz liczyć. – mówię i uśmiecham się- A teraz jedz bo zaraz sama wszystko zjem- chyba chłopak w końcu się przekonał do moich słów i sięga po małą kromeczkę posmarowaną grubą warstwa masła. Nasze dłonie spotykają się na ułamek sekundy. Jednak czas nie stanowi przeszkody i po moim ciele począwszy od palców a skończywszy na stopach przebiega dosyć znajomy mi prąd. Zawsze gdy dotyka Harryego towarzyszy mi to samo uczucie.  Ignoruję to i spoglądam na Harryego
- Więc może powiesz co się stało?- pogodna dotąd mina chłopaka znika z jego twarzy
- Sam nie wiem od czego mógłbym zacząć. Pamiętasz jak przyszedłem do Ciebie gdy byliśmy w Paryżu? Wtedy zaczęły się moje problemy. Zadzwonił Lou i przyszedłem do Ciebie chociaż naprawdę nie chciałem się wtrącać między was. Po drodze dostałem wiadomość od siostry, że rodzice ciągle się kłócą. Nie chciałem sobie zaprzątać tym głowy więc po prostu zignorowałem to. Przyszedłem do Ciebie i starałem się jak najlepiej Ci pomóc. Wtedy jak wszedł Lou i Ty tam na balkonie usiłowałaś skoczyć zadzwoniła do mnie mama. Nie odbierałem. Usłyszałem jak krzyczysz i pobiegłem szybko na dół. Wtedy Cię złapałem i uświadomiłem jak mało brakowało a straciłbym kogoś naprawdę ważnego w moim życiu. I wtedy po raz kolejny zadzwonił telefon. To była mama. Odebrałem a ona zaczęła płakać i łkać do telefonu. Byłem zdruzgotany. Z kontekstu całej rozmowy udało mi się zrozumieć tylko tyle, że pokłóciła się z tatą a on trzasnął drzwiami i wyszedł. Naprawdę nie wiedziałem co robić. Nienawidzę jak oni się kłócą. Zawsze wszystko wygląda tak samo. I wtedy kiedy wróciliśmy do domu było idealnie. Nie było nikogo. Cisza i spokój. Na drugi dzień gdy pożegnałem chłopaków rozpętało się piekło. Talerze latały po całym domu. Mama płakała a ojciec krzykał. Próbowałem ich uspokoić ale nie mogłem nic zdziałać. I wtedy dowiedziałem się co było przyczyną ich kłótni. To wszystko przez mamę. Ona zdradziła go rozumiesz?- z oczu Harryego płynęły łzy. Duże, ciężkie łzy a każda z nich przepełniona była cierpieniem, bólem i rozgoryczeniem. Mimo to chłopak się nie poddawał i kontynuował- Nie widziałem jak to możliwe. Przecież oni zawsze byli uważani za naprawdę kochającą się parę. Wydawało mi się, że ich uczucie nie wygaśnie. Poszedłem na górę i zacząłem płakać. Zadzwonił do mnie Zayn i gdy dowiedziałem się, że przylecicie w przeciągu kilku godzin nie zastanawiałem się wiele tylko wyszedłem z domu. Po drodze usłyszałem jak tata krzyczy do mamy ,,wynoś się z mojego domu!”. Błąkałem się dość długo po mieście i w końcu postanowiłem przyjść do Ciebie. Po drodze jacyś ludzie mnie zaczepiali ale nie reagowałem na to. Myślami byłem ciągle w domu i nie wierzyłem czy to jest możliwe aby stracić wszystko w przeciągu kilku minut. -
- Harry to jest możliwe. Można stracić wszystko w ciągu kilku minut- opowiedziałam mu co się wydarzyło w moim życiu i poczułam się jak egoistka. Harry ma gorzej ode mnie. Nie wyobrażam sobie patrzeć na to jak tata wyrzuca mamę z domu.
- Przepraszam Em. Nie wiedziałem, że Twoje życie jest naprawdę ciężkie. Nigdy nie dałaś poznać po sobie co tak naprawdę czujesz. Zawsze byłaś uśmiechnięta i zadowolona. Współczuję Ci Em. – powiedział chłopak a łzy sączące się z jego oczu przybrały na sile. Herbata dawno już wystygła więc odstawiłam ją na bok. Przysunęłam się do Harryego i mocno go przytuliłam. Rozumiałam go znakomicie. Wiem jak boli strata kogoś bliskiego. Ale on jest naprawdę dzielny i jakoś uda mu się znieść ten ból. Wtulił się w moje ciało. Po kilku minutach koszulka była już mokra ale nie zwracałam uwagi na to. Harry był teraz najważniejszy.
- Dziękuję Ci za to, że jesteś- powiedział chłopak i spojrzał na mnie swoimi pięknymi zielonymi oczami, które teraz były pełne łez. Szkliły się niczym gwiazdy w najjaśniejszą noc.
- Nikt nam nie obiecywał, że życie będzie łatwe i usłane różami. To, że inni tak sądzą nie mają racji. Wiem jak Ty się czujesz. Wszyscy zazdrosną Ci sławy, pieniędzy no i zainteresowania dziewczynami ale oni tak naprawdę nie zdają sobie sprawy z tego, że Ty też jesteś normalnym człowiekiem. Zgadza się, udało Ci się w życiu osiągnąć wielki sukces mimo tak młodego wieku ale los nie patrzy na stan naszych kont ani też na to czy jesteśmy sławni. Tutaj jesteśmy tylko równi. Pamiętaj Harry, że zawsze Ci pomogę i możesz na mnie liczyć. – mówię i składam delikatny pocałunek na jego policzku mokrym od łez. Czuję ich słony smak. Ocieram łzy, które zagubiły się gdzieś po drodze z jego oczu.
- Jesteś niesamowita. Rozumiesz mnie jak nikt. Jeszcze nigdy nie czułem się tak dobrze przy żadnej kobiecie. – mówi chłopak i przytula mnie mocno. Nie wiem co myśleć. Strasznie szkoda mi go. On nie powinien tak cierpieć. Nie zasługuje na to. Nienawidzę jak ktoś z bliskich mi osób cierpi. Spoglądam na niego. Chyba zasypia. Kładę głowę na jego ramieniu i ocieram łzy ciągle spływające po jego delikatnej twarzy. Spoglądam na zegarek 3.58. Zamykam oczy i po chwili jestem już w całkowicie innym świecie.
                                                                            ***
Wstaję dosyć wcześnie. Czasomierz wskazuje 9.00. O dziwo jestem wyspana. Postanawiam nie marnować dnia. Wstaję powoli aby nie obudzić mojego współtowarzysza i wychodzę z pokoju. Wybieram numer do szkoły i po krótkiej rozmowie dowiaduję się, że moja klasa ma już wolne. Ucieszyła mnie ta wiadomość i po chwili cała w skowronkach zabrałam się za sprzątanie. Ogarnęłam kuchnie, salon i postanowiłam przygotować śniadanie. Po chwili słyszę ciężkie kroki. Nie odwracam się ponieważ muszę pilnować sytuacji na patelni. Nieświadoma tego co się stanie nadal drepczę przy patelni. Nagle czuję lodowaty dotyk na skórze i czuję się jak Bella ze Zmierzchu. Mój krzyk rozlega się po całym domu. Odwracam się szybko i spoglądam na ów zimną osobę. To Cris.
- Jak mogłeś?! Za to nie dostaniesz naleśnika!- mówię i przytulam się do niego. Mimo wszystko brakowało mi mojego brata.
- No ale ja nie wiedziałem, że moja siostrzyczka coś gotuje. Chyba nie chcesz aby umarł z głodu?- mówi i robi minę, która chwyta moje serce.
- Och już dostaniesz. A teraz zmykaj stąd póki się nie rozmyśliłam- mówię i wracam do poprzedniej czynności. Usmażoną górę naleśników smaruję nutellą i na chwilkę wkładam do piekarnika. Wyjmuję je i polewam syropem klonowym i idę na górę. Harry ciągle śpi. Nie chcę go budzić. Musi w końcu odetchnąć po tym wszystkim. Biorę ubrania i idę się wykąpać. W końcu własna łazienka. Świeża wychodzę w samej bieliźnie do pokoju. Zapomniałam wziąć skarpetek a fakt, że Harry śpi powoduje, że nabieram pewności siebie i wychodzę. Biorę to co potrzebowałam i znów znikam w łazience. Po około 15 minutach wychodzę z łazienki i spoglądam na łóżko. Nie ma w nim nikogo.
- Harry?- odzywam się, jednak nikt mi nie odpowiada. Przetrząsam cały pokój. Nie ma go. Otwieram drzwi pokoju i krzyczę na cały głos
- Harry!- zero reakcji. – O Li nie widziałaś chłopaka mniej więcej tego wzrostu z burzą loków na głowie?- zaczepiam pokojówkę
- O Panno Em tak widziałam. Przed chwilą opuścił dom. – Mówi kobieta a ja wybiegam z domu. W oddali widzę postać, która opuszcza naszą posiadłość. Biegnę ile sił w nogach.
- Harry! – krzyczę. Chłopak się odwraca- Co Ty odpierdzielasz? Wracaj zaraz ze mną do domu-
- Em nie mogę. –
- Właśnie, że możesz. Chodź.- mówię i ciągnę go za rękę. On obejmuje mnie ramieniem i daje buziaka w policzek.
- Dobrze niech Ci będzie ale potem idziemy na duża pizzę ok.? Musisz mi powiedzieć jak się spało z Zayn’em. Ja nawet z nim jeszcze nie spałem i muszę dowiedzieć się czy warto.- mówi chłopak i spogląda na mnie. Słyszę jak jakieś auto wjeżdża na podjazd. Oglądam się za siebie. Auto zatrzymuje się i drzwi powoli otwierają się
- Lou?!- pytam nie mogąc uwierzyć własnym oczom.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Haj! Przepraszam was, że wczoraj nie dodałam nic ale na prawdę nie miałam jak. Zbyt dużo nauki a zbyt mało czasu. Na prawdę przepraszam. Dzisiaj się troszkę przyłożyłam i wyszło tak w miarę. Nie jestem zadowolona ale nie mogę was trzymać w niepewności :] Hm... Pogoda jest tragiczna więc był czas na napisanie :] A teraz życzę wam miłego czytania, zachęcam do komentowania i cóż. Dziękuję za ponad 3000 wyświetleń! Jesteście kochani :) Do następnego !:]

wtorek, 15 maja 2012

Rozdział 27


Co tego chłopaka ugryzło? Czy on naprawdę nie potrafi normalnie rozmawiać? Po kolejnych próbach skontaktowania się z naszą gwiazdą zrezygnowana wrzucam telefon do torebki.
- I jak? Powiedziałaś Harrey’emu?- zapytał Zayn, który wrócił z naszym zamówieniem
- Wiesz. Nie do końca. Po tym jak mu powiedziałam, że wracamy dopiero za 2 dni, krzyknął ,, Że co?!’’ i rozłączył się. Co się z nim dzieje?- zapytałam z nadzieją, że uzyskam odpowiedź.
- Bo wiesz Em…. – zaczął Zayn- to nie jest takie proste- zaczął intensywnie zastanawiać się nad tym co chce powiedzieć-  Bo reszta chłopaków też nie rozumie Harry’ego- odpowiedział w końcu.
- Że co?! Jak to nie rozumie Harry’ego. Przecież znacie się nie od dziś i nie rozumiecie go?-
- Oj Em nie łap mnie za słowa. Chciałem powiedzieć coś innego ale to już nie ważne. To sprawy pomiędzy mną a chłopakami- odpowiedział krótko Zayn i zaczął bawić się ciastem. Coś było tu nie tak. Czy oni mają jakieś tajemnice?
- Czy to ma związek ze zniknięciem Lou?- pytam go
- Tak Em, ma. Nie pytaj mnie o nic więcej bo i tak nie powiem Ci.- jego głos jest chłodny. To nie ten sam chłopak, który siedział koło mnie w samolocie.
- Do jasnej cholery! – krzyczę na cały głos. Wszystkie osoby w kawiarni patrzą się na nas a ja nie przejmuję się tym tylko kontynuuje- Co się z wami dzieje? Najpierw Lou, potem Harry a teraz Ty. Ty Zayn! Mój przyjaciel? Tak nie postępują przyjaciele. Nie w ten sposób- mówię, chwytam torebkę i wychodzę z kawiarni. Coś się dzieje pomiędzy nimi a ja nawet nie mogę dowiedzieć się co. Spostrzegam taksówkę po drugiej stronie ulicy, przebiegam szybko nie zważając na słowa Zayn’a za mną. Po chwili jestem już w środku i jadę do naszego hotelu.

                                                                ***
* oczami Zayna*
Próbowałem ją dogonić ale wybiegła tak raptownie z kawiarni, że nie było szans. Zapewniłem chłopaków, że ukrywanie prawdy przed nią nie przyniesie dobrych skutków. Ale nie! Oni jak zwykle uparci musieli postawić na swoim. I co ja mam teraz zrobić? Przecież nie mogę sprzedać chłopaków i powiedzieć jej wszystkiego. Wracam do kawiarni. Siadam przy naszym stoliku i wybieram numer Harry’ego. Po 3 sygnałach odbiera Niall
- Niall?- pytam zdziwiony
- Masz to Zayn- odpowiada blondasek a ja słyszę szum i po chwili głos Harry’ego
- Już myślałem, że to ona i nie chciałem odbierać.-
- Coś Ty narobił? Wiesz jaką awanturę mi zrobiła? Mógłbyś hamować swoje przeżycia-
- Przepraszam Cię ale ja naprawdę się przestraszyłem. Wy tak na serio? Dopiero za dwa dni?- zapytał Loczek
- Tak, naprawdę. Podobno jakaś śnieżyca była u was i dlatego. -
- Nie da się wcześniej? Nic a nic?- pyta chłopak z nadzieją w głosie
- Najwyraźniej się nie da. Louis się odzywał?-
- Nie. Ciągle milczy. Dobra zadzwonię później mama woła. Baju!- krzyczy Harry a po chwili w telefonie rozlega się dźwięk, który mówi, że osoba rozłączyła się. Dokańczam kawę, płacę i wychodzę.
- Co tu teraz robić?- myśle- nie wrócę do hotelu bo Em zasypie mnie gradem pytań na które nie będę mógł jej odpowiedzieć. Jest okropnie zimno a ja zaczynam źle się czuć.
- Raz się żyje – myślę, robię szybkie zakupy i wracam do pokoju. Przekręcam klucz w drzwiach i widok, który rozciąga się w pokoju jest żałosny. Em leży na łóżku cała zapłakana. Makijaż, który miała na sobie szlag trafił. Widząc mnie podnosi się i idzie do łazienki. Słyszę szczęk zamykanych drzwi a potem następuje cisza, której tak nie cierpię.

                                                                           ***
Zamykam się w toalecie Bóg wie czemu. Siadam na muszli i zadaje sobie pytanie ,, Do czego w ogóle ja dążę? Każdy ma swoje tajemnice i zespół też ma prawo je mieć. Tylko jaki to ma związek ze zniknięciem Lou? ‘’. Chwytam telefon i wybieram numer Lou. Znów powtórka z rozrywki. Pora na Harry’ego. Sygnał jest ale nie odbiera. Czy naprawdę oni musza mnie tak traktować? Po tym krótkim monologu prowadzonym we wnętrzu mojej duszy podnoszę się i spoglądam w lustro. Totalna katastrofa. Poprawiam to i owo. Gdy już miałam wychodzić słyszę, że ktoś się dobija do drzwi.
- E.. Em ja chciałem Ci tylko coś powiedzieć.- zaczyna Mailik
- Co się dzieje?- pytam bez żadnych emocji.
- Bo… dzwonili z lotniska i za niecałą godzinę mamy samolot do domu- mówi i odwraca się na pięcie.
- Zayn… Proszę nie traktuj mnie tak. Może i zachowałam się jak idiotka w tej kawiarni ale to wszystko przez to, że nie mam żadnych wiadomości od Lou-
- Ja wszystko rozumiem Em ale Ty też musisz wiedzieć, że jestem w takiej samej sytuacji jak Ty a nawet gorszej.- odpowiada czarnuszek i zaczyna wrzucać wszystko do walizki. Zakładam, że chodzi o dziewczynę ale nie chcę go o to pytać bo widać, że bardzo to przeżywa. Zaczynam robić to samo co on i po chwili obydwoje zachowujemy się jak dawniej. Śpiewamy, żartujemy a cała ta napięta atmosfera, która była pomiędzy nami gdzieś znikła.
- To co? Jedziemy na lotnisko?- pyta w końcu chłopak
- No pewnie! W końcu dom!- mówię i ubieramy się. Schodząc na dół żegnam się z naszą gospodynią i wyruszamy na lotnisko. Po około 30 minutach jazdy jesteśmy na lotnisku. Za niedługo będę się tu czuć jak w domu. Od razu kierujemy się do bramki i po kilkuminutowej odprawie zasiadamy w wygodnych fotelach i czekamy na potworny strach.

                                                                        ***
Kilkugodzinny lot w końcu dobiega końca.  Jak nigdy przespałam całą podróż. Wysiadając z samolotu wita nas mroźny londyński wiatr. W końcu dom. W końcu zacznę normalnie żyć.  Londyńskie lotnisko jak nigdy świeci pustkami. Szybko zbieramy się i wsiadamy do taksówki. Miałam zadzwonić do Michała ale nie mam najmniejszej ochoty go teraz widzieć.  Nie chcę znów słyszeć od Louisa słów, które potną mi serce na kawałki. Jest poniedziałek. Jutro raczej nie dam rady pójść do szkoły. Zadzwonię rano i powiem, że źle się czuję. Zaraz zaraz… Spoglądam na datę. 23 listopad. Zostało kilka dni szkoły przed przerwą świąteczną. Te święta będą tragiczne. Pierwsze święta bez rodziców, śmiechu i kłótni dziewczynek o prezenty no i będą one bez Patryka. Bez jego czułości.
- Jesteśmy na miejscu. – oznajmia Zayn
-  O tak. – mówię i wysiadam z auta. Zayn wyciąga moją walizkę i żegna się ze mną.- Nie zostaniesz?- pytam lekko smutna
- Nie tym razem. Jadę do domu. W końcu! Strasznie za nimi się stęskniłem. Wkrótce się zobaczymy- mówi i daje mi buziaka w policzek i znika w taksówce. Stoję na ulicy i macham za samochodem póki nie zniknie za zakrętem. I znów zostałam sama. Zewsząd można wyczuć świąteczny nastrój mimo do świąt jeszcze kupa czasu. Chwytam walizkę i podążam do domu. Po krótkim spacerze dostrzegam skuloną postać na dziedzińcu. Strach zaczyna mnie paraliżować. Mimo to dzielnie podążam dalej gotowa w każdej chwili rzucić się do ucieczki. Śnieg skrzypi mi pod nogami. Owa postać zaczyna się poruszać i kierować w moją stronę. Zatrzymuję się. Zarys sylwetki jest mi znajomy ale nie potrafię go zidentyfikować.
- Em!- mówi lekko zachrypniętym głosem. Ktosiek jest na tyle blisko, że ściąga kaptur i potrząsa czupryną.
- Harry?- pytam ponieważ tylko w  tak charakterystyczny sposób potrząsa głową.
- Tak to ja. Mogę wejść? – pyta mnie
- Oczywiście- odpowiadam i otwieram drzwi. Zastanawia mnie czego on może chcieć? Wygląda na zmarzniętego i głodnego. Zapraszam go do środka i to co potem słyszę od niego powoduje, że zaczynam myśleć iż jestem egoistką.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Oj macie. Krótki, bezsensowny ale jest. Cierpię na brak weny i brak czasu. Bycie superbohaterem męczy :D Mam prośbę. Komentujcie jakoś to opowiadanie bo mam wrażenie, że ono wcale się wam nie podoba... Taka mała prośba. Przecież to nic trudnego zostawić mały ślad po odwiedzinach. :) Miłego czytania. Kocham xxx

Macie tańczącego! i śmiejącego się Mailika :) Uwielbiam go.. Dzień w dzień nawiedzają mnie sny właśnie z tym Panem po lewej w roli głównej. I ciągle mnie zastanawia. Dlaczego on jest taki HOT???

poniedziałek, 14 maja 2012

Rozdział 26


* oczami Harry’ego.*
Wysiedliśmy z samolotu około 24.00. Czekaliśmy około godziny na Em i Zayna ale żadne z nich nie pojawiło się przy nas. W końcu sięgnąłem po telefon i wybrałem numer Zayna:
- Wybrany abonent ma wyłączony telefon lub jest poza zasięgiem sieci- powiedziała automatyczna sekretarka.
- Choler!- krzyknąłem. Wybieram numer do Em. I znów ta sama gadka. – Co jest z nimi? Czy oni nie wiedzą do czego służy telefon?- odwracam się reszty chłopaków
- Nie widzieliście Em i Zayna?- 3 słodkie buźki machają przecząco głową. Podchodzę do kobiety i pytam:
- Przepraszam czy Pani Emma Novak i Zayn Malik byli w samolocie z Londynu do Paryża?-
- A o której miał odbyć się lot?-
- O 20.34- kobieta szuka i szuka a ja coraz bardziej się denerwuję
- Niestety nikogo takiego na pokładzie nie było- mówi kobieta.
- Em i Zyna nie było w samolocie.- mówię chłopcom a na ich twarze pokrywa kolor biały
- Jak to nie było?- pyta Niell, który zaprzestał jeść jakiegoś burger
- No normalnie. Nie wsiedli do samolotu-
- I co teraz zrobimy?- pyta zestresowany Liam
- Nie mam pojęcia. Póki co nie mówmy nic cioci Em i mamie Zayna no i Louisowi. Dzisiaj chyba nic nie zdołamy zdziałać. Lepiej pojedźmy do mnie, prześpimy się a jutro będziemy myśleć- mówię i nie mogę pojąć skąd tyle opanowania we mnie. Zawsze to ja byłem typem tego, który panikuje. Chłopcy mówią, że to bardzo dobry pomysł i wsiadamy do pierwsze lepszej taksówki. Podczas drogi do domu próbuję wielokrotnie skontaktować się z Em i Zayn’em ale moje wysiłki idą na marne.
- A jak zadzwoni do nas mama Zayna i zapyta gdzie jest to co powiemy? Że zgubiliśmy gdzieś go w Paryżu wraz z dziewczyną Louisa? – pyta Niell
- No coś Ty. Tak na pewno nie powiemy. Najwyżej będziemy musieli ją okłamać-
- Okłamać?!- krzyczy Niall. Strasznie brzydzi się kłamstwem.
- A widzisz jakieś inne wyjście? Powiemy, że przesadziliśmy z alkoholem i wkrótce Zayn pojawi się w domu. Sorry stary. Nie możemy nic innego zrobić. – mówi Liam. Po około 1,5 godzinnej jeździe w końcu zatrzymujemy się pod domem. Otwieram cichutko drzwi i na paluszkach skradamy się do mojego pokoju. W końcu każdy z nas znajduje sobie kącik do spania i po prostu zasypiamy zmęczeni całą sytuacją.
Budzi mnie dźwięk telefonu. Spoglądam na zegarek na którym widnieje 10.35. Kto jest na tyle mądry aby o tej porze dzwonić?
- Halo?- pytam zaspanym głosem
- Harry?-
- Emma?- pytam zdziwiony i raptownie się podnoszę- Gdzie jesteście? Nic wam nie jest?-
- Vas happenin?- słyszę po drugiej stronie głos Zayn’a
- Cicho bądź Zayn. Jak sam słyszysz wszystko z nami w porządku. Jesteśmy cali i zdrowi. -
- A gdzie jesteście? Dlaczego nie przylecieliście tym samym samolotem co my?-
- Głupia sprawa Harry. Tak bardzo się spieszyliśmy, że Zayn widząc chłopaka podobnego do Liama krzyknął ,, Patrz to Liam!’’ I pobiegliśmy za nim. Jak się okazało to nie był Liam tylko całkowicie ktoś inny a nasz samolot nie leciał go Londynu tylko do Nowego Jorku. I cóż. Teraz utknęliśmy właśnie tu. Postaramy się jak najszybciej przylecieć do domu. – zaczęła opowiadać Em a ja mimo wielkiej ochoty rzucenia telefonem o ścianę nie zrobiłem tego. Tak bardzo się o nią martwiłem. Tak bardzo martwiłem się o nich. Kamień spadł mi z serca gdy usłyszałem jej głos- A teraz śpij bo pewnie jesteś zmęczony.  Zadzwonię później. Buziaki- dokończyła Em i rozłączyła się. Opadłem na poduszkę pozbawiony swego rodzaju ciężaru i zasnąłem ponownie.

                                                                              ***
Natłok emocji sprawił, że nie mogłam usiedzieć w miejscu. Jak my się teraz dostaniemy do Londynu? Czy Lou jest teraz w Londynie? Pewnie umiera ze strachu a mnie. Wybieram numer do Harry’ego, który o dziwo odbiera. Po krótkiej ale sensownej rozmowie mogę być spokojna, że oni są spokojni. Tysiące myśli przelatywały mi przez umysł.
- Em skończ już z tym- odezwał się Zayn, któremu udało się zachować przysłowiową zimną krew. – Dzisiaj i tak nic nie zrobimy. Obydwoje jesteśmy zmęczeni, głodni i wyziębieni. Najlepszym rozwiązaniem będzie jak znajdziemy jakiś hotel, motel lub cokolwiek aby się przespać. Chodź. – wziął mnie pod rękę i zaprowadził do wyjścia.  Na dworze panowała śnieżyca. Dosłownie.
- Zayn czy to..-
- Tak to śnieg- odpowiedział równie zdziwiony chłopak co ja. Mieliśmy szczęście. Akurat pod lotnisko podjechała taksówka a my do niej szybko wskoczyliśmy.
- Dokąd?- zapytał miły kobiecy głos
- Może zna Pani jakiś hotel, motel, pensjonat lub cokolwiek innego w którym na pewno będą wolne pokoje?- zapytał Zayn
- Znam dokładnie takie miejsce- i ruszyliśmy. Mimo iż była wczesna pora na ulicach roiło się od ludzi. Najczęściej byli to bezdomni, którzy ogrzewali się przy małych ,, ogniskach”. Spojrzałam na Zayna. Przysypiał przyklejony policzkiem do szyby. W końcu zatrzymaliśmy się przy danym miejscu, zapłaciłam za taksówkę i dosłownie wyciągnęłam Zayna z taksówki. Można powiedzieć, że wzięłam go na ręce ( był strasznie lekki!). Kobieta pomogła mi z walizkami i odjechała. Zadzwoniłam do drzwi owego hotelu. Po kilku minutach otworzyła mi starsza Pani opatulona w różowy szlafrok.
- Tak?-
- Przepraszam jeśli Panią obudziłam ale czy tu można wynająć pokój?-
- Och. Ależ oczywiście kochaniutka. Zapraszam- odrzekła kobieta i uchyliła nam drzwi. Po chwili byliśmy już w środku. Posadziłam Zayna na fotelu i poszłam załatwić formalności. Wynajęłam pokój na czas bliżej nieokreślony i zaczęłam zabierać wszystko z przedpokoju. Najpierw wniosłam walizki a potem dopiero Zayna. Gdy już go ,, dostarczyłam’’ do pokoju byłam nieźle zmęczona. Jednak wciągnięcie takiego chłopaka po schodach to jest wyzwanie. O dziwo nawet się nie obudził. Delikatnie posadziłam go na łóżku, które jak to określiła starsza kobieta będzie idealne dla zakochanej pary. Było to łoże małżeńskie. Cóż.. Musimy się jakoś tym zadowolić. Wyczułam delikatne drgawki przechodzące po jego ciele.
- Obyś tylko czarnuszku nie pochorował się – mówiłam do siebie. Ściągnęłam mu kurtkę i buty. Jednak bluza, którą miał pod spodem również przemokła tak samo jak spodnie.
- Raz się żyje. Najwyżej mnie powieszą- dodałam sobie otuchy tymi słowami i zaczęłam go rozbierać. Delikatnie ściągnęłam bluzę pod którą tak skrycie nosił idealne ciało. Nie mogłam się oprzeć i przejechałam palcem po jego klatce uśmiechając się do siebie. Przyszedł czas na spodnie. Delikatnie odpięłam guzik i rozpięłam rozporem i zaczęłam je ściągać. Uff… Udało się. Nagle zauważyłam, że spod paska od bokserek wystaje kawałek tatuażu. Jaka była moja ciekawość jak to zobaczyłam. Jednak w ostatniej chwili opamiętałam się , ułożyłam Zayna na łóżku i przykryłam kołdrą.
Gdy upewniłam się czy wszystko z nim ok. poszłam do łazienki wziąć gorącą kąpiel. Całe szczęście, że była wanna i gorąca woda! Nalałam sobie wody po brzegi wanny, dodałam ukochanego płynu do kąpieli i zanurzyłam się w tym cudowny płynie. Potrzebowałam tego. Już tak dawno nie kąpałam się wannie. Zawsze tylko prysznic i prysznic a tu tymczasem trzeba się zrelaksować. Po około półgodzinnym moczeniu się wychodzę z wanny świeża i zrelaksowana jak nigdy. Wypuszczam wodę z wanny z nadzieją, że cały stres tak jak i brud odczepił się ode mnie i wraz z ta wodą uleci. Jeszcze tylko wyszoruję łazienkę i idę spać. Kładę się delikatnie obok Zayna i nie wiem kiedy zasypiam.
,, W pokoju jest ciemno. Budzę się nie mogąc złapać oddechu. Wstaję z łóżka i podchodzę do balkonu. Otwieram szeroko okno i wychodzę na taras pokryty grubą warstwą białego puchu. Jeden głęboki wdech. Potem kolejny i już czuje się lepiej. Spoglądam na niebo z którego spadając na mnie białe śniegowe gwiazdki. Nagle czuję czyjś dotyk. Odwracam się i widzę zaspanego Zayna.
- Coś się stało?- pyta mnie
- Nie. Tylko musiałam zaczerpnąć świeżego powietrza. – mówię i spoglądam na niego. On spogląda na mnie i kieruje wzrok na moje stopy
- Em właź szybko do pokoju a nie stoisz boso na śniegu- wyciągam do niego ręce a ten jednym szybkim ruchem sprawia, że ląduje w jego ramionach. Niesie mnie na łóżko. Przykrywa kołdrą i daje buziaka w policzek. Po chwili sam kładzie się obok mnie i obejmuje ręką. Patrzy mi głęboko w oczy.
- Ale Ci się oczy świecą- mówię do niego.
- To przez to światło.- mówi najwyraźniej zawstydzony chłopak i odwraca się w druga stronę.
- Ej nie ma tak!- mówię wstając z łóżka i przechodząc na jego stronę. Po drodze potrącam nogą butelkę. – Za karę pograsz ze mną w butelkę!- mówię, chwytam ją i kładę naprzeciwko łóżka
- To dobry pomysł. Zawsze to więcej wiadomości o Tobie- mówi czarnuszek i siada obok mnie. Gra przynosi korzyści bo dowiaduję się m.in. tego, że lubi kolor niebieski, zapytany o najgłupszą rzecz jaką zrobił odpowiedział ,, Kiedy miałem 6 lat wyrzuciłem telewizor przez okno” no i że uwielbia czytać Harry’ego Pottera.  W końcu wypada na mnie:
- Prawda czy wyzwanie?-
- Wyzwanie- odpowiadam niezwykle pewna siebie. Zayn długo myśli i w końcu mówi :
- Pocałuj mnie- bez żadnych problemów zbliżam się do niego, ujmuję tę piękną twarz w dłonie i zaczynam całować jego miękkie usta. Ten pocałunek jest spełnieniem moich najskrytszych marzeń. Nawet Lou tak nie całuje.  W tym pocałunku jest wszystko, jest brutalność i delikatność. Jest siła i jest namiętność. Nagle to wszystko przeskakuje na kolejny etap. Rozpinam guziki od jego koszuli a on zaczyna ściągać mi koszulę. Przez chwilę jakby coś zatrzymało nas.”
- Em! Em obudź się!- krzyczy nad uchem Zayn. Otwieram oczy i widzę, przed sobą Zayna z patelnią w ręce. To był tylko sen! Najzwyklejszy w świecie sen!
- Chyba coś złego Ci się śniło- mówi chłopak i odchodzi
- Tak. Zły sen. – omiatam pokój wzrokiem. Na dworze jest już jasno. Podchodzę do balkonu i spoglądam na śnieg. Nie ma na nim śladów stóp. Uff…. – Zayn?-
- Tak?- głowa chłopaka wychyla się z kuchni
- Dziękuję, że jesteś- mówię i posyłam mu buziaka. On robi to samo i wraca do kuchni. Postanawiam się ubrać. Zestaw na dziś to szeroka niebieska bluza, do tego czarne jeansy i kolorowe grube skarpetki. Robię delikatny makijaż a włosy związuje w warkocz. Wychodząc z łazienki od razu kieruję się za zapachem do kuchni. Przy kuchence stał Malik i gotował! On gotował!
- Co dziś na zaserwuje kucharz Malik?- pytam
- Pyszne tosty z serem lub dżemem do tego pyszniutka kawka i...-  spogląda do lodówki- masło orzechowe? Tylko tyle zdążyłem kupić nim stado fanek wpadło do sklepu-
- To Ty byłeś na zakupach?- pytam zdziwiona
- Ktoś musiał to zrobić. A tak schodząc z tematu to jak ja się tu znalazłem? Mam w głowie jedną czarną dziurę-  mówiąc to wskazuje na głowę
- Wiesz.. Czyli jednak to prawda, że po ty nic się nie pamięta- mówię i uśmiecham się tajemniczo pod nosem
- Em… Co myśmy wczoraj robili?-
- Paliliśmy Maryśkę- odpowiadam Ledwo co dusząc śmiech
- Żartujesz?- pyta zdenerwowany
- Nie.- odpowiadam i wybucham śmiechem
- Bardzo śmieszne Em!- mówi i opada na krzesło- a ja mało co zawału nie dostałem! To może powiesz mi jak to było?- mija chwila nim się uspokajam ale w końcu zaczynam mówić
- Usnęło Ci się w taksówce więc wzięłam Cię na ręce i przyniosłam tu. Potem warstwa po warstwie rozebrałam Cię i cóż…- zawieszam głos
- I? Nawet nie mów, że coś zrobiliśmy- jego strach rośnie w oczach
- Ależ owszem- mówię i widzę jak bije się z własnymi myślami- poszliśmy spać- i znów ta jego bezcenna mina.
- Ty mała!- mówi i dostaję ścierką po głowie. Reszta śniadania upływa nam w miłej atmosferze.
- Wiesz musimy pojechać na lotnisko załatwić bilety.- mówię po skończonym posiłku.
- Tak. To co? Posprzątamy i zbieramy się?-
- Yhym!- mówię i szybko zabieramy się za porządek. Po 10 minutach wszystko lśni. Ubieramy się najcieplej jak potrafimy i jedziemy na lotnisko.

                                                                      ***
Znów na lotnisku tłumy. Co za miasto? Powoli ale naprawdę powoli udaje nam się w końcu dojść do stanowiska gdzie obsługuje starsza kobieta.
- Poprosimy o 2 najbliższe bilety do Londynu- mówi Zayn
- Bardzo mi przykro ale wszystkie loty zostały odwołane-
- Dlaczego?!- wtrącam się
- Z powodu śnieżycy jaka nawiedziłam dzisiejszej nocy Londyn-
- Do kiedy są odwołane?-
- Póki co najbliższy lot jest dopiero za dwa dni- spoglądamy na siebie
- To my poprosimy o te bilety na ten lot za 2 dni- mówi wyraźnie poirytowany Zayn
- Proszę- kobieta wręcza nam bilety i na odchodne dodaje- niech Państwo się nie nastawiają, że ten lot się odbędzie. Przez tę śnieżycę różnie może być-
- Dziękujemy- mówimy i odchodzimy.
- To co? Może kawa i ciastko?- proponuję
- O tak.- mówi Zayn i wchodzimy do kawiarni. Po chwili zajmujemy miejsce i wyciągam telefon.
- Zadzwonię do Harry’ego- mówię i wybieram numer.
- ok.- mówi chłopak i idzie zmówić coś dla nas. Po blisko 3 sygnałach odbiera w końcu telefon
- No i co? Za ile macie samolot?- pyta wyraźnie    zadowolony Harry
- A może na  początek cześć?-
- Cześć cześć. – mówi- To za ile ten samolot?-
- Jakby Ci to powiedzieć… -
- No mów!- krzyczy zniecierpliwiony Harry-
- Być może dopiero za 2 dni-
- Że co?!- krzyczy Loczek i się rozłącza
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mały skromny rozdział ale jest. Jutro prawdopodobnie nie dodam nic ponieważ nauki a nauki... Hmm.. Mam nadzieję, że się nie pogniewacie za to. Za niedługo zrobię wam małą niespodziankę :]
Po lewej macie słodko uśmiechającego się Lou a po prawej Zayna śpiewającego do misia :] Cóż za słodycz gości na tym blogu.... :] Kocham was xxx dzięki za wszystko :] Miłego czytania i cóż. Komentujcie kochani :]


niedziela, 13 maja 2012

♥♥♥

Oni nas kochają! Patrzcie jak słodko wyglądają :]
Wyobraź sobie. Stoisz przed Harrym a on wskazuje na Ciebie i mówi : You've got that one thing. Padam na samą myśl o tym!
A co wy byście zrobiły gdyby w waszym progu stanął któryś z chłopców i tak powiedział? Piszcie w komentarzach :]
I na koniec Zayn bez koszulki. Tak na dobry sen :]

Rozdział 25


Całą drogę wyglądałam przez okno. Chłopcy żartowali całą drogę próbując mnie choćby na chwilę rozśmieszyć. Uśmiechałam się do nich ale to nie był prawdziwy uśmiech. Najwyraźniej uznali, że kontynuowanie tego nie ma sensu i każdy zajął się sobą. Cały czas intensywnie myślałam gdzie się podział Lou. Jak on mógł zostawić swojego najlepszego przyjaciela gdy ten go tak bardzo potrzebował. Zresztą nie tylko Harry go potrzebował bo ja również. Z pocieszeniem przybył tylko Zayn. To się czuje. Traktuje go jak swoją przyjaciółkę tylko w męskim wydaniu. To właśnie do niego bym poszła z problemem i to właśnie jego darzę największym zaufaniem. Lou grabi sobie powoli i chyba naprawdę muszę z nim pogadać o przyjaźnie z Harry’m bo nie podoba mi się to w jaki sposób on go traktuje. W ogóle wszyscy chłopcy są dla mnie jak starsi bracia i nie poradziłabym sobie bez nich. W końcu auto zatrzymuje się  przed hotelem. Wszyscy wyskakują jak poparzeni tylko ja i Zayn wleczemy się jak anemicy.
- Macie 30 minut na spakowanie się. Punkt 19.30 odjeżdżam stąd i nie czekam na spóźnialskich.- oznajmia nam kierowca i każdy z nas rozchodzi się do pokoi.
- Nie wiesz co się dzieje z Louisem? Nie było go w szpitalu..- pytam Zayn’a
- Wiesz jak wychodziliśmy z kawiarni to powiedział, że wraca do hotelu bo się źle czuje. Tyle było jego rozmowy z nami. My wzięliśmy taksówkę i przyjechaliśmy do was. -
- No to zaraz pójdę do niego zobaczę co się dzieje- mówię i zaczynam wspinać się po schodach na górę. Mijam swój pokój i nagle zdaję sobie sprawę, że nie wiem gdzie on mieszka. Wpadam do pokoju Harry’ego bez pukania. Chłopak stoi przede mną znów w samej bieliźnie
- Boże przepraszam! Muszę nauczyć się pukać- mówię i wychodzę z pokoju jeszcze szybciej niż tam weszłam.
- Em nie masz za co przepraszać. Wchodź.- mówi Harry i śmieje się. Uchylam powoli drzwi i niepewni rozglądam się po pokoju. Gdy upewniłam się co do tego czy Harry ma na sobie odpowiedni strój zamykam za sobą drzwi.
- Więc cóż było takie pilne, że wpadłaś tu tak szybko?-
- Lou. Nie wiem gdzie mieszka a muszę z nim pogadać. -
- 330. Nie dziękuj. – mówi i odwraca się ode mnie i kontynuuje pakowanie. Od razu kieruję się do jego pokoju. Pukam. Zero odpowiedzi. Pukam po raz drugi i nic. Naciskam na klamkę ale drzwi są zamknięte.
- Lou możesz otworzyć? To nie jest śmieszne. – mówię do drzwi. Stoję tam dobre 5 minut i gada do drzwi aż w końcu wpadam na pomysł aby zadzwonić. Od razu włącza się poczta. Co się z nim dzieje?! Czy on nie rozumie, że martwię się o niego? Zrezygnowana odchodzę od drzwi i kieruję się do siebie. W pokoju panuje półmrok. Wyciągam walizkę, kładę na środku łóżka i składam powoli ubrania do niej. Umysł zaprząta mi Loui. Nie wiem co mam robi. Siadam na łóżku. Powoli analizuję przebieg wydarzeń dzisiejszego dnia. Przecież było wszystko dobrze. Chodził uśmiechnięty, zadowolony i naprawdę szczęśliwy. Nie rozumiem. Z zmysłu wyrywa mnie dźwięk telefonu. Szukam go z nadzieją, że to Lou. Jakież musi być moje rozczarowanie gdy na wyświetlaczu widnieje ,, Zayn dzwoni”
- Spakowana?- pyta wesoły głosik
- Raczej zapłakana – mówię i odkładam słuchawkę. Nie mija 15 sekund a już ktoś puka do drzwi
- Właź kimkolwiek jesteś- odpowiadam i pochylam się aby ten ktosiek nie zobaczył mojej twarzy
- No nie ładnie Em- Zayn podchodzi do mnie i ujmuje twarz w dłonie. Spoglądam prosto w jego oczy. – Co się dzieje?-
- A co ma się dziać? Gdy potrzebuję Louisa jego nie ma! Bóg wie gdzie on jest i co robi! Byłam pod jego drzwiami i nic. Zamknięte na cztery spusty. Dzwoniłam włącza się poczta. A jak coś mu się stało?-
- Em na pewno nic mu nie jest. Zapewniam Cię. Poczekaj.- mówi Zayn i wyjmuje dzwoniący telefon : Tak, tak wiem…. Jedźcie bez nas…. Em źle się czuje zaraz przyjedziemy….. No no…. Na razie”- To Harry. Właśnie odjeżdżają na lotnisko. Zaraz spakujemy Cię weźmiemy taksówkę i dołączymy do nich dobrze?-  na znak zgody kiwam głową i zaczynamy pakować mnie. W pewnym momencie Zayn zaczyna śpiewać a ja po prostu dołączam do niego. Chyba czarne chmury na chwilę rozjaśniają się nade mną. Wygłupom przy pakowaniu nie było dosyć. W końcu domykamy walizkę i zamykamy drzwi. Oddajemy klucze w portierni i pytam kobietę stojącą za ladą
- Przepraszam czy Pan Louis Tomilson wymeldował się z hotelu?- kobieta coś sprawdza i po chwili mówi
- Tak, Pan Tomilson wymeldował się o 16.00- To co powiedziała sprawia, że robi mi się słabo. Zayn widząc co się dzieje podbiegł i chwycił mnie pod ramię i sadza w fotelu. Po chwili wędruje z kubkiem wody a ja wypijam go za jednym zamachem.
- Już lepiej?- pyta z troską
- Tak, możemy iść- i kolejne kłamstwo. Wychodzimy z hotelu i atakuje nas tłum fotoreporterów. Nie dbam o to co o mnie napiszą. Walę któregoś z nich łokciem po żebrach aby się odsunął. W końcu wsiadamy do auta i jedziemy na lotnisko.

                                                                         ***
Na lotnisku panuje niezłe zamieszanie. Tłum ludzi kieruje się do wyjścia a my staramy się mu przeciwstawić. Zayn mówi
- Patrz! Tam jest Liam!- kierujemy się za Liam’em prosto to bramki. Kładziemy bagaże na taśmę a urocza jasnowłosa dziewczyna oznajmia nam, że zdążyliśmy w ostatniej chwili. Patrzę na zegarek. 20.25. Faktycznie. Po chwili znajdujemy się na pokładzie samolotu. Siadam obok Zayn’a. Rozglądam się za pozostałymi członkami zespołu w tym za Louisem. Nie wiedze nikogo no ale cóż może mają miejsca bardziej z przodu. Obydwoje z Zayn’em zakładamy słuchawki na uszy i startujemy. Jak zwykle przy starcie strach paraliżuje mnie a ja wtulam się w mojego współpasażera. Najwyraźniej jemu to nie przeszkadza bo dodatkowo mnie obejmuje ramieniem co sprawia, że czuję się bezpiecznie. Po chwili lotu zasypiam w takiej pozycji na kolanach Zayna.
Budzi mnie Zayn:
- Chcesz coś zjeść?- pyta z troską i gładzi mój policzek na którym odbił się guzik od jego spodni
- Zawsze i wszędzie – odpowiadam a miła stewardessa serwuje nam różne smakołyki. Po zjedzeniu czegoś co było pyszne muszę skorzystać z toalety.
- Zaraz wracam- mówię do Zayna. Gdy już załatwiłam ową potrzebę zaczepiam tę samą stewardessę :
- Przepraszam ile jeszcze będziemy lecieć?-
- Za około 40 minut będziemy lądować-
- Dziękuję- mówię i oddalam się od niej. Spoglądam na zegarek. 3.30.  Nie wiedziałam, że tak długo będziemy lecieć. Byłam raczej nastawiona na to, że w domu będę koło 24.00 ewentualnie 1.00. No cóż. Jakoś to przeżyję. Siadam na swoje miejsce i spoglądam na Zayn’a. Biedaczek najwyraźniej nie może się ułożyć bo przewraca się z boku na bok.
- Jeśli chcesz to możesz się położyć mi na kolana?- mówię i wskazuję kolana
- Czekałem na to- mówi, uśmiecha się i kładzie. Gładzę jego włosy a on wcale nie krzyczy. Zawsze jak robił to któryś z chłopaków to krzyczał jak najęty. A teraz proszę. Dotykam jego policzka i czuję pod palcami lekki zarost. Cieszę się, że mam takiego przyjaciela. Mimo iż jest sławny i nasza przyjaźń może ulecieć równie szybko jak się zaczęła wierzę w to, że to jest przyjaźń na śmierć i życie. Tak naprawdę nigdy nie miałam przyjaciół. Była niegdyś taka Eliza, która jak mi się wydawało miała pokrewną duszę do mojej. Ale kiedy w moim życiu pojawił się Patryk całe nasze pokrewieństwo prysło jak bańka mydlana. A teraz ja i Zayn tworzymy naprawdę zgrany team. Od razu jak go zobaczyłam poczułam tę więź i mam nadzieję, że będziemy starali się oboje ją utrzymać.
- Proszę o zapięcie pasów. Za chwilę będziemy lądować- ogłasza głos z głośników
- Zayn pobudka. W końcu dom. W końcu Londyn. Lądujemy- szepczę mu do ucha a on jak mały miś kola powoli się przebudza. Wygląda słodko. Zapinamy pasy. Kolejny stresujący moment, który mija dość miło bo to tym razem Zayn chwyta mnie za rękę. Zaciskam oczy i otwieram je dopiero wtedy gdy ludzie powoli zamierzają do wyjścia. Na zewnątrz jest ciemno. Mroźny wiatr pieści nasze twarze. Wtulam się w szal i idziemy po walizki. Pierwsze co rzuca mi się w oczy to wystrój pomieszczenia. Bardzo się zmienił. Zayn chwyta mnie za rękę abym nie zgubiła się w tym tłumie i ciągnie w stronę taśmy z walizkami. Po chwili mamy już nasze bagaże i czekamy na chłopców. W pewnym momencie spostrzegam, że wyszli już wszyscy pasażerowie naszego lotu. Podchodzę do kobiety, która nas witała i pytam
- Czy to już wszyscy pasażerowie?-
- Tak. – odpowiada. Spoglądam na Zayna a ten spogląda na mnie. Przez głowę zaczyna mi przechodzić pewna myśl.
- Dlaczego zmienił się wystrój lotniska?-
- Wystrój?- kobieta spogląda na mnie jak na idiotkę- To pomieszczenie nie było remontowane od 20 lat. – i wszystko jasne.
- To gdzie my w ogóle jesteśmy?- pyta Zayn
- Jak to gdzie. Przylecieli Państwo samolotem z Paryża do Nowego Jorku-
- Że co?!-

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No i zaraz dobijemy do pięknej 30 :] na koncie ponad 2600 wyświetleń :] cieszę się jak głupia. I cóż. Pogoda się psuje więc może będą częściej rozdziały? Kto to wie :) No i cóż. Zaleczam rany! W końcu! Nie wiem pójdę do kosmetyczki może do fryzjera i zaczynam nowe życie. A póki co ostatni odcinek Pamiętników Wampirów lody w garść i żyjemy dalej :)


sobota, 12 maja 2012

Rozdział 24


Wokół nas zaczął się gromadzić tłum przechodniów i gapiów.
- Możesz wstać?- zapytałam Harry’ego i podałam mu rękę. Chłopak próbował ale skończyło się to krzykiem wyrażającym ogromny ból. – Dobra nie ruszaj się lepiej. Siadaj na tym – powiedziałam i zdjęłam płaszcz.
- Jeszcze taki głupi nie jestem aby siadać na Twoim płaszczu. Zmarzniesz Em- powiedział Harry
- Nie martw się o mnie. Patrz tu jest jeszcze 4 chłopaków, którzy z chęcią mnie przytulą- mówiąc to odwróciłam się do chłopaków, którzy natychmiast wokół mnie utworzyli krąg. – I widzisz?-
- No dobra- powiedział Harry widząc, że nie ma co się dalej kłócić. Ludzi wokół nas robiło się coraz więcej.
- Patrzcie! To One Direction!- krzyknęła jakaś dziewczyna. Poczułam, że nie skończy się to niczym dobrym. I tak jak myślałam tak też się stało. Tłum zaczął napierać na nas. Chciałam uciekać stąd najdalej jak się da ale Harry nie mógł.
- Wejdźcie do tej kawiarni tu naprzeciwko- powiedziałam chłopcom- wytłumaczcie kierownikowi o co chodzi i ma nie wpuszczać nikogo innego. Ja tu poczekam z Harrym.- chłopcy długo się opierali ale w końcu jakoś udało im się przedostać to owego budynku. Zostałam sama z Harrym.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że będziecie musieli odwołać resztę trasy?- w końcu odezwałam się
- Że co?! Nawet nie ma mowy. Nie mogę zrobić tego ani chłopcom ani fanom- powiedział Loczek smutnym głosem.
- Hej- powiedziałam słysząc smutek w jego głosie- przecież to mogło się zdarzyć każdemu z was. -nagle wokół nas zrobiło się jaśniej. Dopiero po chwili zobaczyłam, że ten sam tłum stoi u drzwi kawiarni w której byli chłopcy. Co za ludzie.. – Zaraz pojedziemy do szpitala i wszystko się wyjaśni. –
- Em boję się. Na prawdę. Jeszcze nigdy nie byłem w szpitalu- wypowiedział Harry i w tym samym momencie przyjechała karetka
- Dzień dobry proszę za mną- powiedziałam i zaprowadziłam sanitariuszy do Harry’ego.
- Co się właściwie stało?- zapytała masywna kobieta
- Harry przewrócił się na śliskim chodniku i jak podejrzewam ma skręconą kostkę. – stwierdziłam i spojrzałam na kobietę
- Studentka medycyny?- zagadnął młody sanitariusz.
- Nie. Jeszcze nie. Po prostu zamiłowanie do biologii- odpowiedziałam i uśmiechnęłam się. Harry już leżał na noszach a jego wzrok mówił ,, Nie opuszczaj mnie’’ – Przepraszam? Czy ja też mogę pojechać z wami?- zapytałam
- Pani z rodziny?-
- Prawie.- odparłam
- No jak narzeczona to proszę siadać- odpowiedział starszy mężczyzna. Stałam  osłupiała jego słowami ale po chwili weszłam do karetki, siadłam obok Harry’ego i odjechaliśmy.

                                                                                 ***
I znów szpital. Miejsce pełne bólu, cierpienia i smutku. Białe ściany, które są w każdej Sali przepełnione są smutkiem. Zdecydowanie jestem za tym aby w szpitalach były kolorowe ściany. Od razu dodawałyby ludziom otuchy. Wchodzimy do gabinetu i czekamy na doktora. Harry chwyta mnie za rękę. Znów ciarki i ,, to coś”. Spogląda na mnie a ja się uśmiecham. Odwzajemniam uścisk i mówię:
- Wszystko będzie dobrze. Zaraz Pan Doktor poda Ci leki przeciwbólowe i na tym zakończy się Twoje cierpienie. – pochylam się i delikatnie całuje go w policzek
- Ach Ci zakochani- mówi starszy mężczyzna, który wchodzi do gabinetu. To z pewnością doktor. – Ale cóż Paryż i miłość ma swoje prawa- puszcza do nas oczko- Zatem. Cóż się stało?-
- Byliśmy na spacerze i najwyraźniej chodnik był pokryty lodem bo nagle Harry przewrócił się i nie mógł już wstać. Delikatnie ściągnęłam buta i dotknęłam kostki. Nie pozwoliłam mu się ruszać bo z tego co wyczułam jest skręcona- opowiedziałam z grubsza co się wydarzyło
- Ma Pan wiele szczęścia Panie- i tu popatrzyła na Harry’ego -
- Styles- odparł chłopak
- Panie Styles. Można powiedzieć, że ta dziewczyna uratowała Pana przed niesamowitym bólem. Zazdroszczę Panu takiej kobiety. Pozwoli Pani, że zabiorę Pana Styles’a na prześwietlenie a tymczasem Pani wypełni potrzebne dokumenty dobrze?- Na znak zgody kiwam głową i widzę Harry’ego, który znika za drzwiami. Po chwili słyszę jak ktoś się do mnie dobija – to Zayn.
- Co tam?- pytam jak gdyby nigdy nic
- No w końcu! Gdzie wy jesteście? -
- W szpitalu. Wzięli Harry’ego na prześwietlenie a ja wypełniam potrzebne dokumenty. Kiedy urodził się Harry?-
- 1 luty 1994   do czego Ci to?- pyta Zayn
- Mówiłam Ci, że muszę wypełnić dokumenty-
- Zaraz do was przyjedziemy. Wyślij mi adres. Buziaki- i rozłącz się. Szybko piszę mu adres i kończę to co zaczęłam. Po 10 minutach wraca do mnie Harry. Jest naprawdę przestraszony.
- Co się stało?- podbiegam do niego a on mnie zaczyna tulić
- Nienawidzę szpitali. Tu jest strasznie. Chcę do domu.- mówi a głos się mu załamuje
- Obiecuję, że zabiorę Cię do domu. Dobrze? Tylko porozmawiam z lekarzem.- mówię i odsuwam się od niego- I co mu dolega?- pytam doktora
- Tak jak Pani stwierdziła ma skręconą kostkę. I to nie jest byle jakie skręcenie tylko bardzo poważne. Zaraz założymy mu gips i cóż. 2 tygodnie w łóżku musi być. Niech Pani go dopilnuje bo inaczej konsekwencje mogą być naprawdę poważne-
- Ale to jest niemożliwe. Jesteśmy aktualnie w trasie koncertowej i nie odwołamy jej przez moją kostkę- zaczyna Harry. Doktor spogląda w kartę i jego twarz rozjaśnia uśmiech
- A to Pan Panie Styles.. One Direction czy jakoś tak? Moja córka była na waszym koncercie. O mało nie padła jak wróciła. Jednak obawiam się, że nie obędzie się bez odwołania reszty koncertów. Bardzo Mi przykro Panie Styles.- mówi i podchodzi do niego.
- A teraz gdzie?- pyta smutny Harry
- Musimy założyć gips- i znikają.

                                                                                       ***
Czekam na korytarzu. Sekundy wydają się całą wiecznością. Z każdą minutą niecierpliwie się coraz bardziej. Słyszę jakieś zamieszanie na korytarzu i głos Zayn’a
- O tam siedzi!- zbliża się do mnie grono potworów.
- Gdzie Harry?- pyta Liam
- Zakładają mu gips- odpowiadam powoli
- Długo już tam siedzi?-  spoglądam na zegarek
- Całe 10 minut- i tyle byłoby mojej rozmowy na dziś. W mgnieniu oka cała wesoła gromadka rozchodzi się po szpitalu a pozostaje jedynie Zayn.
- Nie przejmuj się tak. To nie Twoja wina- zaczyna powoli czarnuszek. Nie mówię nic tylko ciągle wpatruje się w podłogę. – Zapewne teraz myślisz, że gdybyś nas nie wyciągnęła na spacer wszystko byłoby dobrze. – Skąd on o tym wie? Cały cza gryzę się z tą myślą i nie mogę przestać się obarczać winą. Zayn widząc, że rozmowa ze mną nie przyniesie żadnych skutków po prostu przytula mnie do siebie. Podnoszę wzrok i widzę jak klamka gabinetu w którym przebywał Harry powoli porusza się. Kiedy drzwi całkowicie się otwierają widzimy w nich Harry’ego z miną, która wyraża wszystko. Na nodze widnieje śnieżnobiały gips.
- Czy jest wasz manager?- pyta lekarz Zayn’a
- Niestety go nie ma ale zaraz zadzwonię do niego to przyjedzie. – mówi Zayn i już podnosi telefon do ust. Widać rozmowa nie przebiega zbyt łatwo bo Zayn ostro się tłumaczy.
- Będzie za 10 minut- odpowiada chłopak i bierze Harry’ego po ramię. – a teraz idziemy do stołówki. Należy Ci się w końcu coś dobrego od życia- i maszerują przed siebie. Zostaję tu gdzie byłam. Gdy nie widzę nikogo już z zespołu wchodzę do gabinetu i zaczynam
- Przepraszam, że przeszkadzam ale musi Pan co nieco wiedzieć o ich managerze. Mianowicie jest to człowiek, któremu zależy na dobru chłopców więc bardzo Pana proszę o to aby Pan zalecił mu odwołanie reszty trasy i wysłanie Harry’ego do domu czyli do Londynu. Niech Pan powie, że chłopcy są przemęczeni a do tego słano wyglądają. Może Pan dla mnie to zrobić?-
- Oczywiście ale pod warunkiem, że dostanę ich autograf dla córki-
- Nie ma sprawy. Jeszcze raz dziękuję- mówię i wychodzę z gabinetu. Akurat widzę ich managera i mówię, że doktor czeka w środku. Mija 20 cholernie długich minut. Spoglądam na zegarek 18.00.
Całkowicie zapomniałam, że mam dzisiaj samolot do domu! Ale co ja mam teraz zrobić? Zostawić chłopców i tak sobie pójść? Przecież tak nie można postępować z ludźmi… Dobra coś się wymyśli. Tę jakże interesującą burzę mózgów przerywa mi głos dochodzący z gabinetu
- Dobrze, rozumiem. Dziękuję za pomoc.- To manager. Wychodzi i zwraca się do mnie- Gdzie są chłopcy?-
- Poszli do stołówki- odpowiadam i prowadzę go do owego pomieszczenia.
- Cześć chłopcy- wita się z nimi- Musimy pogadać. Jak sami wiecie nasza sierotka Harry nie jest w najlepszym stanie na kontynuowanie trasy. Mam dla was ciekawą wiadomość a mianowicie wracacie najbliższym samolotem do Londynu. -
- Najbliższym to znaczy o której? – zagaduje Zayn
- 20.34 a teraz zbierać się i pakować. Emmo pojedziesz z nimi bo Ty chyba też lecisz tym samolotem tak?-
- Tak.- odpowiadam i kieruję się do wyjścia. Nie mam pojęcia gdzie jest Lou. Nie było go gdy potrzebowaliśmy go. Najbardziej potrzebował go Harry. Zresztą to już nie ważne. Pod osłoną nocy wsiadamy do auta i ruszamy do hotelu na najszybsze pakowanie świata.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No cóż.. Napisałam rozdział. Byle jaki ale jest. Chyba muszę was przeprosić więc przepraszam was. Jakiś moment załamania. Ale ja na prawdę już mam dość. Postaram się pisać choćby krótkie rozdziały ale będę pisać. Wstawiam wam  2 urocze animacje. Nie mogę przestać się na nie patrzeć:) Louis no i Zayn.. Niech ich wzrok was nie opuszcza:)  Miłego czytania xxx