piątek, 13 lipca 2012

Rozdział 63


Nie wiem co to miało być. Czy to jakieś emocje wyższe wzięły górę czy już całkowicie straciłam głowę dla tego zespołu? Nie miałam pojęcia. Pocałowałam Louisa… W zasadzie on pocałował mnie ale to nie miało znaczenia bo nasze usta i tak i tak się spotkały. Chłopak dla rozluźnienia atmosfery zaproponował zjedzenie w końcu śniadania, które czekało na nas dobrą godzinę.
Chłopak niczym mnie nie zaskoczył. Przypalone tosty, zepsuty dżem, to wszystko mieściło się w normie.
- Wiesz… Chyba jednak zjemy coś na mieście- zaśmiał się Lou i po chwili ruszyliśmy na śniadanie. W głębi duszy modliłam się abym nigdzie nie natknęła się na Harry’ego bo wtedy byłoby jednak nie za wesoło.
Weszliśmy do jednego z barów mlecznych gdzie zamówiliśmy duże kakao i ciepłe bułeczki z czekoladą. Do baru zaczęło się schodzić coraz więcej ludzi co o tej godzinie było dosyć normalne jednak ja nie przywykłam do takich tłumów i zaczęłam pośpiesznie jeść śniadanie.
- A Tobie gdzie się tak spieszy?- zapytał mnie Louis z uśmiechem na twarzy. Chciałam mu powiedzieć do domu ale zdałam sobie sprawę, że takiego już nie posiadam.
- Za dużo ludzi- powiedziałam gdy przełknęłam kęs. Chłopak śmiesznie poruszył brwiami a ja zaśmiałam się.
Coś wewnątrz mnie podpowiadało mi żebym jak najszybciej rozstała się z  Louisem i ruszyła szukać mieszkania dla siebie. Bałam się, że może mnie zobaczyć Harry i pomyśli, że do niego wróciłam albo coś takiego. Zresztą Louis powiedział mu, że mnie u niego nie było a jakby mnie zobaczył to miał dać znać. Czułam się dziwnie w obecności byłego chłopaka, którego niespełna 1,5 godziny temu widziałam nago. Jego najwyraźniej to bawiło bo nie mogłam wyczytać z jego twarzy emocji. Co jak co ale kamuflować to się umiał.
Czy to możliwe, że on się zmienił? Czy to możliwe, że ,, zawiązek” z Eleonorą nauczył go czegoś innego niż dbania o własny tyłek? Możliwe.
- Louis ja się już będę powoli zbierać- powiedziałam w końcu
- Poczekaj niech pomyśle. Teraz się rozstaniemy bo nie chcesz aby nas Harry zobaczyła razem tak?- spuściłam nisko głowę i oblałam się rumieńcem. Chłopak najwyraźniej zrozumiał to jako,, TAK’’- Nie ma sprawy Em. Ja to wszystko rozumiem. Możesz być pewna, że nie puszczę pary z ust o tym co się stało u mnie w mieszkaniu. Jesteś całkowicie bezpieczna. A gdy znajdziesz już coś do zamieszkania wyślij mi adres ok.?- skinęła głową na znak zgody i uściskałam kolegę. Gdy sięgałam po portfel chłopak złapał mnie za rękę i rzekł coś w stylu
- Chyba jaja sobie robisz. Mam jeszcze trochę klasy i ja za to zapłacę- posłałam mu jeden blady uśmiech i wyszłam z baru. W końcu mogłam zacząć racjonalnie myśleć.

Słońce było coraz częstszym gościem na niebie. Jego promyki delikatnie przypiekały twarz gdy siedziałam na ławce w parku i przeglądałam gazetę z ogłoszeniami o sprzedaży mieszkań. Zaciekawiło mnie kilka ale najczęściej okazywało się, że już ktoś mnie ubiegł. Pełna rozgoryczenia i złości cisnęłam gazetę do kosza stojącego obok ławki.
- Co ja teraz zrobię? Gdzie się podzieję? Jak dam sobie radę? Gdzie spędzę noc?- te i inne pytania krążyły mi po głowie. Ukryłam twarz w dłoniach aby chociaż trochę ochłonąć z pierwszego szoku. Czy już mogę zyskać statut bezdomnego człowieka? Chyba tak skoro nie mam gdzie się podziać.
- Tak ładny dzień a Panienka się martwi?- usłyszałam głos i spojrzałam w górę. Nade mną stała staruszka i spoglądała z troską w oczach
- Życie mnie zawiodło- powiedziałam a ona się uśmiechnęła
- Szukasz mieszkania co?- zapytała a ja od razu podniosłam głowę- widziałam jak czytasz gazetę a potem wrzucasz ją ze wściekłością do kosza. Może umiałabym Ci pomóc-
- Tak?- zapytałam z nadzieją w głosie
- Moja córka właśnie za 6 godzin wyjeżdża z Londynu. Ma do sprzedania mieszkanie z wyposażeniem ale póki co brak chętnych. Jesteś zainteresowana?-
- tak, pewnie- krzyknęłam a na mojej twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech
- Proszę tu masz adres. Jest teraz w domu więc nie ma problemu.-
- Dziękuję! Z nieba mi Pani spadła!- krzyknęłam ponownie i uściskałam staruszkę. Chwyciłam moje rzeczy i czym prędzej pognałam pod wskazany adres. To jest chyba jakiś cud.


* Harry*
Nikt jej nie widział, nikt o niej nie słyszał. Rozpłynęła się czy jak? Przecież Londyn nie jest takim dużym miastem aby człowiek znikł bez śladu.
Krążyłem już po mieście dobrych kilka godzin gdy zadzwoniła do mnie Lucy z prośbą abym przyjechał. Oczywiście sądziłem, że Emma się odnalazła więc czym prędzej tam pojechałem. Na miejscu ujrzałem radiowóz. Oblał mnie zimny pot i wtrząchnęły mną dreszcze. Bałem się, że będę musiał zidentyfikować ciało Emmy lub coś w tym stylu. Przed oczami miałem same czarne myśli, które nawet nie chciały dać o sobie zapomnieć.
Podchodząc do drzwi czułem się jak skazaniec idący na śmierć. Czułem, że to będzie dla mnie wyrok, swego rodzaju sądny dzień.
- Proszę wejdź Harry- powitała mnie Lucy dosyć ciepłym głosem. Wszedłem do domu nawet nie rozbierając się. W salonie siedziało trzech policjantów. Jeden z nich zmierzył mnie wzrokiem
- Proszę usiąść- obwieścił jeden dosyć chłodnym głosem
- Imię i nazwisko-
- Harry Styles-
- Zawód?-
- Jestem piosenkarzem. Współtworzę zespół One Direction-
- Jest Pan chłopakiem zaginionej Emmy Novak?-
- Tak.-
- Czyli wszystko jasne. Mogło to być porwanie. Miała chłopaka słodką gwiazdkę więc niech Pani szykuje pieniądze-  powiedział szyderczym głosem jeden z nich
- Wypraszam sobie. Lucy chyba będzie lepiej jak już pójdę- powiedziałem patrząc na kobietę, która była na skraju załamania
- nie. Chyba będzie lepiej jak panowie już pójdą. Proszę nie wszczynać poszukiwań-
- Ale jak to?-
- Rezygnuję z tej usługi a teraz żegnam- powiedziała  silniejszym głosem i przepędziła policjantów. – Wierzyć się nie chce. Niby policjanci powinni służyć inny a oni tylko szkodzą. Odnalazłeś ją?-
- Nie, jeszcze nie ale będę szukać. Jak się Pani czuje?- zapytałem ściągając płaszcz
- Dobrze.. To znaczy źle. Nie mam już siły martwię się o nią czy jej nic nie jest. Mogłaby chociaż dać znak, że żyje, nic jej nie jest. Niekoniecznie musi wracać do domu ale chcę przestać się martwić.-
- Rozumiem Panią doskonale. Może zrobię herbatę a potem się Pani położy?-
- O tak Harry. Dziękuję. Jak możesz to przynieś mi ją do sypialni.-
- Jasne- odpowiedziałem i poszedłem do kuchni zrobić ową herbatę. Dobrze wiedziałem, że w jednej z tych szuflad Cris schował tabletki nasenne. Gdy w końcu udało mi się je odnaleźć, rozpuściłem dwie z nich i dodałem do herbaty. Musiałem jakoś pomóc tej kobiecie. Musiałem za wszelka cenę odnaleźć Em.

* Emma*
Gdy dotarłam na miejsce moim oczom ukazało się piękne osiedle. Tak, osiedle domków jednorodzinnych. Myślałam, że to mieszkanie będzie w bloku a nie dom jednorodzinny. Stanowczo nie było mnie na niego stać a tym bardziej po co dziewczynie w moim wieku taki duży dom. Jeszcze mieszkać w nim sama? Nie, dziękuję.
Jednak coś mnie podkusiło i chciałam znać cenę i wnętrze tego domu. Coś sprawiło, że zaczęłam myśleć o wspólnym mieszkaniu z Harrym. Ciekawe co by na to powiedział.
Zadzwoniłam do drzwi. Otworzyła je kobieta, która miała około 30 lat i była bardzo ładna. Obdarzyła mnie ciepłym uśmiechem i zapytała:
- W czym mogę pomóc?-
- Witam! Nazywam się Emma Novak i Pani mama wspominała, że ma pani do sprzedania mieszkanie.- oświadczyłam na jednym wydechu
- Och ta mama! Zapraszam Cię!-
- Czy to jest to mieszkanie?- zapytałam upewniając się
- Tak. Wiesz starsi ludzie nie rozróżniają czym jest mieszkanie a czym dom.- przerwała bo podbiegł do mnie mały chłopczyk i mnie przytulił- David przestań! Puść Panią!- krzyknęła kobieta
- Nic nie szkodzi. Kocham małe dzieci- powiedziała i uśmiechnęłam się do chłopaka. On zrobił to samo i uciekł
- Przepraszam Cię. David choruje na autyzm stąd decyzja o przeprowadzce. Do tej pory przed Tobą było tu kilka osób ale nikomu nie przypadł do gustu ten dom. Mój mąż zginął 2 lata temu w wypadku i od tamtego czasu choroba Davida się pogłębia. W końcu zdecydowałam się na kupno domku poza miastem, na wsi blisko zwierząt, koni. Podobno one pomagają dzieciom taki jak on.-
- Bardzo mi przykro. Moi rodzice również zginęli w wypadku- powiedziałam a kobieta chwyciła się za twarz i zdławiła krzyk. Uścisnęła moje ramie i wyszeptała
- Tak bardzo mi przykro- ja kiwnęłam głową i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Wszędzie było mnóstwo kartonów
- Pakujemy się. Za niedługo przyjadą po nasze rzeczy i  musimy być gotowi. Chodź oprowadzę Cię.- poszłam za kobietą. Wskazywała mi po kolei  na paterze kuchniejadalnie, salon a następnie na górze łazienkę, toaletęsypialnie i jeden wolny pokój który jak mniemam należał do Davida. Piwnica była bardzo duża zresztą tak samo jak i garaż.
Za domem rozciągał się duży plac, który mógł spokojnie posłużyć jako ogród. Wystarczy trochę nad nim popracować.
Gdy skończyłyśmy zwiedzanie domu zaprosiła mnie do kuchni i zrobiła herbatę.
- Podoba się?- zapytała
- Tak, bardzo. Nie rozumiem dlaczego Pani chce go sprzedać-
- och nie mów do mnie Pani bo się czuję staro. Katherina-
- Emma-
- Więc chciałabyś go kupić?- zapytała w momencie w którym jej dziecko wskoczyło mi na kolana
- Bardzo bym chciała bo znalazłam się w dosyć ciężkiej sytuacji ale zapewnie nie będzie mnie na niego stać- dodałam nieco ciszej
- Nawet tak nie mów. Ten dom jest na każdą kieszeń. Nie chcę za niego więcej niż…- kobieta zaczęła myśleć- 5 tysięcy. Jesteś tak sympatyczna, że to właśnie Tobie chcę go sprzedać. Innym zaśpiewałabym 7 razy tyle ale ty wydajesz się być odpowiednia no i David Cię polubił-
- Na prawdę? Tak tanio? -
- Tak, tylko proszę kup go. Mogę rozłożyć Ci to na raty jeśli chcesz. Nie ma problemu. Dajmy na to teraz dasz mi 700 funtów a potem się dogadamy-
- Dobrze! Tylko muszę skoczyć do bankomatu. Jak ja się cieszę! O której wyjeżdżacie?- zapytałam
- O 16.30 mają po nas przyjechać. Jeśli chcesz to wtedy możesz mi dać pieniądze a ja przekażę Ci klucze-
- Ok. Umowa stoi!- krzyknęła, podpisałam umowę i ruszyłam do bankomatu. Musiałam jeszcze pojechać do domu po moje rzeczy ale to było gorsze niż przepuszczałam. W końcu musiałam kiedyś to zrobić i to był ten czas.

* Lucy*
Obudził mnie dzwonek do drzwi. Pełna nadziei, że to Harry pobiegłam i je otworzyłam. Ku mojemu zdziwieniu w drzwiach stała Emma.
- Przyjechałam po moje rzeczy- powiedziała cicho a ja o mało nie zemdlałam
- Em to naprawdę Ty!- powiedziałam nie wierząc własnym oczom- Gdzie Ty się podziewałaś?-
- Ciociu ja naprawdę nie jestem gotowa na taką rozmowę. Ciągle mam do Ciebie ból i żal o to co zrobiłaś. Znalazłam sobie mieszkanie i póki co tam będę mieszkać. Mogę wziąć moje rzeczy?-
- Tak, oczywiście- powiedziałam idąc za dziewczyną. Gdy znaleźliśmy się u niej w pokoju powiedziałam- mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz. Ja ciągle mam wyrzuty sumienia o to co zrobiłam jak byłam młoda.-
- Ciociu to i tak nie usprawiedliwia Cię. Jak mogłaś oddać własne dziecko za trochę popularności i karierę? Ja rozumiem, że pieniądze są ważne ale nie są najważniejsze. A właśnie- powiedziała i wyjęła kartę którą jej dałam- jest Twoja-
- Nie Em, zatrzymaj ją. Będę Ci wpłacać pieniądze na utrzymanie. Chociaż tyle muszę- powiedziałam a dziewczyna niepewnie schowała ja  z powrotem . W końcu gdy zapakowała ubrania i wszystkie inne rzeczy zaczęła je znosić na dół do auta a ja jej w tym pomogłam.
- Harry Cię szuka- powiedziałam gdy była już gotowa odjechać
- Proszę nie mów mu, że mnie widziałaś- odparła a ja zauważyłam smutek na jej twarzy
- Dobrze ale zadzwoń w końcu do niego-
- Dobrze. Żegnaj… mamo- wyszeptała Emma i odjechała z piskiem opon
- Żegnaj córeczko- powiedziałam i zdałam sobie sprawę z tego, że straciłam ją na zawsze.

* Zayn*
Harry odchodził od zmysłów. Nie mógł przestać mówić o niej gdy do mnie przyjechał. Wiedziałem, że potrzebuje teraz pocieszenia i wewnętrznego spokoju ale jemu nie dało się tego przetłumaczyć.
Gdy sięgał po kubek z gorącym kakao jego dłonie drżały
- Harry wszystko się ułoży, zobaczysz. Ona żyje i ma się dobrze.-
- A jak ten policjant miał racje i ją porwali? Jak ją zgwałcili a potem zabili? Zayn ja bez niej umrę rozumiesz?- spojrzał na mnie a jego niegdyś błyszczące od radości oczy były teraz przepełnione bólem
- O czym Ty mówisz! Zobaczysz jeszcze do Ciebie dzisiaj zadzwoni! Obiecuję Ci to- podszedłem do niego i objąłem go ramieniem. Miałem nadzieję, że nie okłamuję sam siebie.

* Louis*
Błądziłem po sklepach w poszukiwaniu odpowiednich rzeczy do mieszkania gdy dostałem wiadomość od Em:
Niegdyś bezdomna Em ma w końcu już swoje cztery kąty. Zobaczysz. Będę miała lepszy dom niż ty :P
Uśmiechnąłem się i w głębi duszy poczułem smutek. Miałem nadzieję, że spędzi znów u mnie noc.

* Emma*
Gdy dojechałam już do MOJEGO domu Katherina pakowała kartony do auta. Uśmiechnęła się na mój widok.
- Proszę- podałam jej kopertę z gotówką- Możesz przeliczyć-
- Nie trzeba. Ufam Ci- powiedziała i podała mi klucze do domu. Z radością w oczach uścisnęłam je w dłoni- Na blacie w kuchni zostawiłam Ci mój adres i telefon. Będziesz u nas miłym gościem. Oczywiście Ty i Twój chłopak- znów się uśmiechnęła a ja zaproponowałam jej pomoc z pudłami. Po kilku minutach wszystko była w aucie a ta spojrzała tęsknie na dom
- Tylko nie doprowadź go do ruiny!- pogroziła mi palcem przed nosem i serdecznie uściskała. Potem przytulił się do mnie David i odjechali. Stałam długo na podjeździe patrząc na gasnące światła na końcu ulicy. W końcu weszłam do domu i odetchnęłam z ulgą.
- Witaj w domu- powiedziałam i zabrałam się za znoszenie pudeł.

Świat spowijał mrok gdy zaczęłam taszczyć do domu pudełko za pudełkiem. Nie wiem jakim cudem udało mi się to wszystko tak upchać w tym samochodzie ale stanowczo nie jest to lekkie.
- Może pomogę?- usłyszałam za sobą głos. Gdy odwróciłam się ujrzałam w świetle ulicznej latarni twarz młodego chłopaka. Uśmiechał się przyjaźnie do mnie.
- Tak, poproszę- powiedziałam i odsunęłam się. Chłopak zręcznie wyciągnął pudełko i podał mi je- Za lekkie to ono nie jest. Skarby tam trzymasz?- zaśmiał się i ja również to zrobiłam. Był uroczy i otwarty. Podobało mi się w nim to, że nie boi się nawiązywać kontaktów- Może pomóc Ci to pozanosić do domu?-
- Tak, poproszę- powtórzyłam i chłopak zręcznie zaczął wnosić pudełka do domu. Po około 30 minutach wszystkie stały tuż obok schodów.
- Tak w ogóle to jestem James.- chłopak podał mi rękę
- Emma- odpowiedziałam i uścisnęłam ją. Była lodowata.- Może napijesz się herbaty? Chociaż tyle za pomoc- uśmiechnęłam się a ona powiedział:
- Chętnie- zapaliłam w kuchni światło i zaczęłam szukać herbaty. Dobrze, że pozostawiała mi suche produkty bo wyszłabym na wariatkę. Chłopak wszedł do kuchni i usiadł przy stole.
- Cóż…- odezwał się a jego głos brzmiał jak głos Harry’ego, przeszedł mnie dreszcz- teraz Ty będziesz tu mieszkać tak?-
- Na to wygląda- odpowiedziałam i postawiłam przed nim gorący napój, ciastka i cukier.
- Czyli mam nową sąsiadkę- posłał mi śliczny uśmiech a ja musiałam się opamiętać.
- Przecież mam Harry’ego, kocham go. Zaraz zadzwonię do niego- powtarzałam sobie w myślach
- O! a gdzie mieszkasz?- zapytałam
- Dwa domy od Ciebie. Teraz już będę miała wpadać do kogo na ploty. A nie będziesz się bała sama mieszkać?-
- Nie będę sama mieszkać. Będę mieszkać z chłopakiem-
- Ou…. To fajnie- widać było, że jego uśmiech bladnie. – A co rodzice na to?- i znów oblał mnie zimny pot
- Wiesz….- zawahałam się czy mu wszystko powiedzieć, ale poczułam chęć wyżalenia się komuś i padło na niego- Moi rodzice zginęli w wypadku niecały Rom temu. Od tamtego czasu mieszkam w Londynie i próbuje jakoś sobie życie ułożyć. Pokłóciłam się z ciotką, która się mną opiekowała i postanowiłam usamodzielnić się jako tako. Ona zrozumiała to i powiedziała, że będzie mi pomagać ale to zbyt dużo nawet jak dla mnie-
- Nie wiedziałem, przepraszam. Pochodzisz z Polski zgadza się?- zapytał a ja nie kryłam zdziwienia
- Tak ale skąd wiesz?-
- Tylko w Polsce są takie ładne dziewczyny- spojrzałam na chłopaka wymownie- no ale poza tym masz ten akcent. Kiedyś mieszkał tu Polak i opowiadał nam o tym kraju- zadźwięczał telefon- och sorki ale musze spadać. Mama czeka z kolacją. Może masz ochotę?-
- Nie, nie. Zaraz Harry przyjedzie. Dzięki za pomoc i odrobinę towarzystwa- uśmiechnęłam się i odprowadziłam chłopaka do drzwi.- Było miło mi Cię poznać-
- Mnie Ciebie również Emmo. Do zobaczenia-
- Do zobaczenia- uśmiechnęłam się i zamknęłam drzwi.
Wróciłam do kuchni i włożyłam kubki do zlewu. Usiadłam na krześle i drżącymi rękoma chwyciłam telefon i wybrałam numer do Harry’ego. Po dwóch sygnałach usłyszałam jego głos:
- Na diabła Em gdzieś Ty zniknęła?! Wiesz jak się bałem?! Gdzie jesteś?-
- Spokojnie Harry. Ciągle żyję i nic mi nie jest. Zaraz wyślę Ci adres i jeśli możesz to przyjedź tu ok.?-
- Tak , jasne- rozłączyłam się i szybko napisałam mu adres. Po 20 minutach usłyszałam dzwonek do drzwi.
Gdy je otworzyłam Harry dosłownie rzucił się na mnie. Jego ramiona tworzyły swego rodzaju sieć w której czułam się cholernie bezpiecznie. Gdy odsunął się ode mnie jego oczy były wilgotne od łez.
- Nigdy więcej tak nie rób. Jasne?- kiwnęłam głową i weszłam w głąb budynku. Po chwili Harry stał u mojego boku i patrzył się dziwnie
- Stało się coś Em?-
- Tak. Chciałabym aby nasz związek przeszedł na inny etap.-
- Nie rozumiem- powiedział i potrząsnął burzą loków
- Harry zamieszkasz tu ze mną?- zapytałam a chłopak spojrzał na mnie jak na wariatkę. To chyba nie wróżyło nic dobrego.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
James

Nie wiem, sami oceńcie czy nadaje się to do czegoś. Co mogłam to wymyśliłam.
Pozdrawiam, Magda
P.S dzięki za każde słowo wsparcia. To na prawdę wiele znaczy. :)

środa, 11 lipca 2012

Rozdział 62


Rano obudziło mnie słońce. Po chwili usłyszałam dosyć niepokojący dźwięk z kuchni więc chwyciłam wczorajszą koszulę Harry’ego i zbiegłam na dół pośpiesznie zapinając guziki.
Gdy już dobiegłam do kuchni zaczęłam się śmiać. Na środku pomieszczenia stał Harry z patelnią w jednej dłoni i miską w drugiej. Na podłodze była jajecznica z dodatkiem mąki, proszku do pieczenia i czegoś ciemnego… Może kakao?
Gdy chłopak odwrócił się w moją stronę zaczęłam jeszcze bardziej się śmiać. Jego twarz była cała czarna
- Bo ja… To znaczy to..- zaczął się jąkać
- I tak wyglądasz cudownie- powiedziałam i zbliżyłam się do niego po to aby złożyć pocałunek na jego ustach. – Mmm… Pasta do zębów- zaśmiałam się a chłopak spojrzał na mnie dziwnie.
- Idź się umyć, ubrać i tak dalej a jak zejdziesz to śniadanie będzie podane- powiedział chłopak a ja nadal śmiejąc się z niego wróciłam na górę. Chwyciłam kosmetyczkę i ruszyłam do łazienki.
Ciepłe strumienie wody pieściły moją skórę. Sięgając do kosmetyczki po żel pod prysznic przewróciłam się i ze strachu pisnęłam. Wiedziałam, że za chwilę będzie tu Harry. Mogłam odliczać 3… 2… 1…
- Em w porządku?- zabrzmiał za drzwiami głos
- Tak. Przewróciłam się, to nic takiego- uspokoiłam chłopaka i podniosłam się. Na pewno będę mieć siniaka na biodrze bo już lekko się zaczerwieniło. Spojrzałam na zegarek i zaczęłam zagęszczać ruchy. Po chwili byłam już czysta i świeża no i wcierałam w ciało balsam. Dzisiaj postanowiłam związać włosy w warkocz i ubrać się jakoś na luzie.  Wróciłam jeszcze do pokoju Harry’ego po torbę i już schodziłam na dół.
Moje oczy chyba zaczęły szwankować bo zobaczyła idealnie nakryty stół, mnóstwo pysznego jedzenia i czystą kuchnię
- Tak szybko?- zapytałam
- Trzeba było jeszcze dłużej tam siedzieć- powiedział chłopak sarkastycznie
- To było tylko 15 minut- odpowiedziałam lekko zbita z tropu jego nagłą zmianą nastroju
- 15 minut?! Oj Em chyba muszę Ci kupić wodoodporny zegarek. 45 minut!
- Naprawdę? Och przepraszam… - zasiadłam do stołu i czekałam aż chłopak to zrobi ale nic takiego nie nastało.- Usiądziesz?- zapytałam
- Tak, naturalnie- odpowiedział i usiadł. W jego zachowaniu było coś nienaturalnego coś co mnie niepokoiło. Postanowiłam, że zapytam go czy wszystko dobrze po szkole. Nie chciał  wszczynać kłótni przy śniadaniu.
Po blisko 20 minutach wspólnego posiłku Harry powiedział, że czas się zbierać więc szybko zrobiłam nam kanapki i ruszyliśmy w drogę.
- Harry stało się coś?- zapytałam w końcu nie mogąc znieść tej okropnej ciszy
- A co się miało stać? Nic- odparł równie lekkim tonem co wcześniej
- No mi się akurat wydaje, że coś jest nie tak bo zwykle tak się do mnie nie odzywasz- powiedziałam i odwróciłam twarz w stronę szyby. Poczułam, że już długo nie wytrzymam i znów wybuchnę płaczem. Nie chciałam już łez w moim życiu. Nie tak miało to wyglądać.
- Dobrze Em. Nie jest dobrze ale to nie Twoja sprawa ok.?- powiedział Harry patrząc na mnie
- Nie moja sprawa?! A czyja?! Sadziłam, że skoro jesteśmy razem to ufamy sobie ale chyba się przeliczyłam- zaparkowaliśmy przed szkołą- Dzięki za podwózkę- powiedziałam od niechcenia i ruszyłam czym prędzej do szkoły. Harry krzyczał coś za mną ale ja nie chciałam zaprzątać sobie nim głowy. Miałam dość jego humorków z samego rana.

* Harry*
Och.. Wiedziałem, że kłótnia wisi w powietrzu i wystarczy tylko chwila aby rozpętało się piekło w tym samochodzie. I tak też się stało. Nie mogłem jej powiedzieć prawdy. Nie teraz gdy zaczęło nam się tak dobrze układać. Nie chciałem jej zamartwiać osobistymi sprawami z samego rana tym bardziej, że przed nią ciężki dzień w szkole.
Gdy wysiadła z auta poczułem się tak jakbym utracił ją na zawsze. Krzyczałem aby wróciła ale to jednak było za mało. Nawet na mnie nie spojrzała.
Po chwili zadźwięczał mój telefon. Był to Zayn
- I co? Powiedziałeś jej?- zapytał
- Nie, nie mogłem. A poza tym mamy 2 tygodnie wolnego więc jeszcze trochę czasu mam. Spokojnie. Załatwię wszystko- wcisnąłem przycisk kończący rozmowę i pojechałem do domu. Musiałem posprzątać Bałagan no i w końcu wyspać się. Resztą zajmę się potem.

* Emma*
Wchodząc do szkoły nie poczułam się najlepiej. Ostatnimi czasy byłam w niej gościem a to nie wróży nic dobrego.
Odszukałam pośpiesznie moją klasę i zapukałam:
- Och przepraszam- powiedziałam wychodząc z klasy gdy ujrzałam całkiem nieznane mi twarze. No tak. Nowy semestr więc nowy plan. Udałam się do sekretariatu aby zdobyć rozpiskę lekcji ale nie zastałam tam sekretarki. Zapukałam więc do gabinetu dyrektorki
- O jakże dobrze Cię widzieć Emmo! Niesamowity występ muszę Ci powiedzieć- przywitała mnie Dyrektorka. Czyżby ostatnio przybyło jej siwych włosów- Swoją drogą dobrze, że przyszłaś i tak chciałam z Tobą porozmawiać, usiądź- wskazała mi krzesło naprzeciwko swojego biurka.
- Oho, to się zaczęło- pomyślałam i usiadłam.
- Stało się coś?- zapytałam lekko drżącym głosem
- W rzeczy samej. Dobrze wiem jaka jest Twoja sytuacja Emmo i wiem, że masz problemy ze zdrowiem ale szkoła nie może sobie pozwolić na to aby uczennica miała ponad 80 % nieobecności. Masz nie zaliczone sprawdziany. To nie dobrze Em.- poczułam, że oblewam się rumieńcem
- Ja wiem Pani Profesor ale przecież to nie moja wina. Ja będę się starać to nadrobić- powiedziałam czując po raz drugi tego dnia łzy pod powiekami
- Ja wiem, że jesteś zdolna ale decyzja nie należy do mnie. To decydują uczniowie i nauczyciele prowadzący. -
- Ale jak to? Czyli nie będę mogła tego nadrobić?- zapytałam nie rozumiejąc do końca o co jej chodzi
- Nie. Zgodnie ze statutem szkoły uczeń, który przyjęty jest do naszej szkoły nie może mieć ponad 50 % nieobecności. Rada pedagogiczna z dnia 20 lutego zadecydowała o wydaleniu Cię ze szkoły w trybie natychmiastowym.-
- Słucham?- zapytałam nie wierząc w jej słowa
- Przykro mi Panno Novak ale od tej pory nie jest Pani już nasza uczennicą- kobieta podała mi kopertę z dokumentami.
- Ale co ja mam teraz zrobić? Rok szkoły w plecy tak? Czy Pani nie rozumie tego, że balet jest całym moim życiem?! Ja nie robię tego dla siebie! Ja robię to dla rodziców!- łzy płynęły mi po policzkach
- Przykro mi ale ja nie mogę nic już zrobić. Do widzenia- pożegnała mnie kobieta i otworzyła mi drzwi. Mój dotychczasowy świat się zawalił.

* Lucy*
Nie widziałam innej możliwości niż powiedzenie Emmie całej prawdy. Dziewczyna przez 17 lat żyje w świadomości, że kobieta, która ją wychowała jest jej matką. To mój błąd. Moje niedopatrzenie.
Nigdy nie wiedziałam jak to jest być matką. Gdy chciałam tego spróbować było ciut za późno aby starać się o własne więc stąd pomysł z adopcją. Wychowywanie dwóch nastolatków w szczycie buntu to niezły wyczyn. Potem wróciła do mnie moja Em. Już nie była taka mała, w całości przypominała Adama a po mnie odziedziczyła tylko kolor oczu. Chociaż tyle.
Gdy Emma oświadczyła mi, że wybiera się na noc do Harry’ego miałam ochotę nie zgodzić się ale widząc szczęście w jej oczach nie mogłam powiedzieć NIE. Mimo wielkiej obawy powtórki z ostatnich wydarzeń powiedziała żeby szła. Chociaż tyle jej się należało.
Było koło 11.00 gdy usłyszałam jak ktoś wchodzi do domu.
- Już jestem cioci! – krzyknęła Emma wspinając się na schodach
- Teraz albo nigdy – pomyłam- Emmo! Pozwól tu na chwilę!- krzyknęłam. Po chwili rudowłosa dziewczyna stanęła w drzwiach
- Stało się coś?- zapytała
- Dlaczego wróciłaś tak wcześnie?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie
- A bo wiesz… Lekcja skrócili. Ale chyba nie chcesz rozmawiać o mojej szkole zgadza się?-
- Tak. Usiądź- wskazałam jej miejsce obok siebie. Dziewczyna siadła a ja nie wiedziałam od czego zacząć- Pamiętam ten moment gdy przyszłaś na świat. Byłaś taka niewinna i krucha, że każdy bał się Ciebie nosić- zaczęłam
- Ciociu możesz przejść do sedna?- zapytała mnie patrząc znudzonym wzrokiem na mnie
- Och Ty i Twój brak wyczucia. – uśmiechnęłam się- Emmo musisz wiedzieć, że przez 17 lat żyłaś w okrutnym kłamstwie, którego ja byłam inicjatorką.-
- Możesz jaśniej?-
- Tak. Przeczytaj- podałam dziewczynie plik papierów. Czytając jej raz po raz przełykała nerwowo ślinę. Gdy spojrzała na mnie w jej oczach błyszczały łzy
- Więc moim rodzice nie są moimi rodzicami? Z tego co pamiętam gdy rodzice mają grupę krwi A i AB dziecko nie może mieć 0 a ja mam właśnie taką…. Skąd to masz? I o co chodzi z tym kłamstwem? Jak Ty….?- Em odsunęła się ode mnie- To niemożliwe- wyszeptała
- Emmo to ja jestem Twoją matką- powiedziałam poprzez łzy.
- Ale dlaczego?! Dlaczego teraz?!- krzyczała Em- Aż tak bardzo mnie nienawidziłaś, że aż mnie musiałaś oddać?! I dlatego mnie wzięłaś powrotem gdy dowiedziałaś, że mama i tata nie żyją?!- serce mi pękało jak na nią patrzyłam
- Sądziła, że chociaż tak mogę Ci to wynagrodzić- powiedziałam dosyć spokojnie- daj sobie to wytłumaczyć
- Nie… To jakiś obłęd. Ja nie wytrzymam już w tym domu!- krzyknęła i pognała na górę. Zrobiłam to samo- Em dziecko co Ty robisz?!- krzyknęłam
- Nie będę mieszkać tu z Tobą! Nienawidzę Cię!- wepchnęła do torby ubrania i inne rzeczy po czym zbiegła pośpiesznie na dół
- Em nie wygłupiaj się. To nie..-
- Nie interesują mnie Twoje powody. Nie szukaj mnie bo i tak tu nie wrócę!- tak brzmiały jej ostatnie słowa. Po nich uderzyła drzwiami i tyle jej widziała. Oparłam policzek o chłodną barierkę i zapłakałam rzewnie.

* Emma*
Jakby tego wszystkiego było mało mi! Ona moją matką? Przecież to jest niemożliwe. Moją mamą była moja mama, nie ona! Jakim cudem byłabym do niej tak uderzająco podobna o do Lucy praktycznie wcale? Dlaczego moje życie tak się psuje? Czy mogę teraz w ogóle kogoś nazwać moim rodzicem? Chyba nie.
Testy genetyczne to jedyne co w tej chwili przychodziło mi do głowy. We Wrocławiu na pewno są jeszcze szczoteczki do zębów rodziców lub jakieś szczotki do włosów więc nie będzie problemu. Na pewno to jakoś uda się wytłumaczyć.
Wychodząc z domu nie myślałam o tym gdzie się podzieję. Miałam zbyt duży mętlik w głowie więc nie ważne było miejsce do spania. Oczywiste było to, że do Harry’ego nie pójdę. Nie po tym co mi zrobił. Jedyną osobą na którą mogłam liczyć był Zayn ale jakoś nie bardzo widziało mi się spanie u niego. Nie chciałam nikomu zawracać głowy. Będę musiała poszukać mieszkania, pracy no i jakiejś szkoły. Moje marzenia musiałam schować głęboko w kieszeń bo żadna szkoła baletowa już mnie nie przyjmie.
W końcu dotarłam do naszej ulubionej kawiarenki. Mówiąc naszej mam na myśli mnie, Harry’ego, Niall’a, Liam’a, Zayn’a no i Louisa. Brakowała mi ich cholernie i w końcu będę musiała zaaranżować jakieś spotkanie. Ale to już po tym jak ułożę własne sprawy.
- Podać coś?- zapytała mnie kelnerka
- Tak. Poproszę Latte Macchiato i jakieś ciasto. Może być sernik.- powiedziałam a kobieta skinęła głową i oddaliła się.
W mojej głowie błądziło tysiące różnych myśli. Nie wiedziałam jak moje życie będzie teraz wyglądać. Byłam na siebie zła, byłam zła na Harry’ego i na Lucy. W głowie nie mieściło mi się to jak można przez całe 17 lat oszukiwać własne dziecko! Rozumiem trudna sytuacja finansowa, rodzice lub coś takiego ale ona miała od najmłodszych lat zapewniony i dobrobyt i powodzenie u mężczyzn. Z tego co wiem to musiała mieć jakieś 20 lat jak mnie urodziła więc o rodzicach nie ma mowy bo już nie żyli. Nie mogę tego pojąc dlaczego mnie zostawiła. No i zaczynałam myśleć, że tata mógł wcale nie być jej bratem.
Do nich też miałam żal o to, że nie pisnęli słówkiem o adopcji. A przecież ja bym zrozumiała i byłoby inaczej niż jest teraz.
W końcu kelnerka przyniosła zamówienie i zapytała czy wszystko dobrze. Zapewniłam ją, że tak i otarłam łzy. Piłam kawę nie zważając na dziwne spojrzenia ludzi. No tak, pewnie wyglądałam jak panda. Ale żadnym sposobem nie mogłam powstrzymać potoku łez. Czułam się tak bardzo zraniona i nikomu niepotrzebna jak nigdy wcześniej. Czułam, że nikt mnie nie kocha i nikomu na mnie nie zależy. Nawet moja własna matka mnie nie chciała. Co było we mnie takiego, że wszyscy po kolei mnie odrzucali?
Nagle poczułam czyjś dotyk na moim ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam znajomą mi twarz
- A co Ty tu robisz?-
- Mógłbym zapytać Cię o to samo. Boże… Co się stało?- chłopak złapała moją dłoń i przyjrzał mi się uważnie
- Życie dało mi po dupie. Znów- powiedziałam i wtuliłam się w chłopaka. Jego dłonie zbudowały coś na rodzaj fortecy i wiedziałam, że już nic nie będzie w stanie mnie zranić. Zapach jego perfum przenikał przez grubą warstwę ubrań a one po raz kolejny sprawiły, że poczułam się bezpiecznie.
- Na pewno wszystko ok.?- zagadnął przyglądając mi się
- Tak Lou. Dziękuję, że jesteś- powiedziałam i znów uściskałam chłopaka. Byłam z nim tak blisko po raz pierwszy od bardzo dawna. Zauważałam to czego kiedyś w nim nie widziałam. Coś wewnątrz mnie zatęskniło za nim nie jako kolegi ale jako chłopaka. Wiem, że to nienormalne ale jakoś tak było.
- Skąd wracasz?- zapytałam widząc jego torbę i pozwalając mu usiąść tuż obok mnie
- Właściwie to zostawiłem Eleonorę i jechałem do mojego nowego mieszkania. Kupiłem je dzisiaj i cóż… pora w nim zamieszkać. -
- A jak z mamą? Słyszałam, że było nie najlepiej-
- Było.. Ale już jest dobrze. Pogodziliśmy się i powiedziała nawet, że mi wybacza i mogę wrócić do domu ale stwierdziłem, że nie mogę jej siedzieć całe życie na głowie więc stąd moja decyzja o własnym mieszkaniu. No ale mniejsza o mnie. Mów co się stało, że płaczesz-
- Och Loui. Co tu dużo mówić. Zaczęło się od tego, że..- i opowiedziałam mu o konfrontacji z dyrektorką szkoły a w domu z Lucy. Nie omieszkałam wspomnieć o jakimś tajemniczym problemie Harry’ego no i cóż. Zakończyła  na tym, że wyszłam z domu zabierając kilka najważniejszych rzeczy.
- Wiesz co? Mam pomysł- powiedział chłopak a ja spojrzałam na niego- dzisiaj ja Cię przenocuję a jutro poszukamy czegoś dla Ciebie co?-
- Ale ja nie wiem czy ja tak mogę. Nie jestem gotowa na taki krok chyba.. jeszcze…-
- No to gdzie pójdziesz? Pod most? Em to tylko jedna noc i gwarantuje Ci nietykalność. AK chcesz to położę Cię na kanapie w salonie i już- chłopak posłał mi uśmiech a ja ciągle naburmuszona powiedziała tylko
- Ok. – siedzieliśmy chwilę w milczeniu gdy Louis powiedział
- Musze Cię przeprosić za to co się stało…-
- Daj spokój. Nie wracajmy do tego – powiedziałam nie chcąc mieć jeszcze więcej powodów do zmartwień.
- Po prostu przepraszam- powiedział tym razem pół tonu ciszej. Około godziny 17.00 wyszliśmy z kawiarenki i skierowaliśmy się do jego mieszkania. Obawiałam się czy słusznie robię idąc spać do byłego chłopaka ale on w końcu miał racje. No bo gdzie ja miałam się podziać?

* Louis*
Kilka godzin wcześniej
- Co Ty sobie wyobrażasz? Że ze mną zrywa się ot tak?- krzyczała Eleonora
- El posłuchaj mnie. Ja przemyślałem to i wiem, że źle zrobiłem wdając się z Tobą w ten romans-
- No nie mów, że Ci było źle ze mną. To co? Wolałbyś być z tą cnotką dalej i nie czerpać satysfakcji z seksu? -
- A wiesz, że życie a tym bardziej związek nie tylko na tym polega?! Tutaj liczą się też uczucia, odczucia innych osób a nie tylko Twoje! Ja nie mogę uwierzyć, że mogłem być z taką egoistką jaką jesteś Ty!!-
- Ja i egoizm? No, no… Wiedzę, że nieźle wyszkoliła Cię ta grupka szczeniaków. Widzę, że mnie nie doceniasz. Ale obiecuję Ci..-
- Ty już lepiej nic nie obiecuj ok.? Jesteś błędem mojego życia! Wiedziałem, że było jakieś drugie dno tego wszystkiego bo ot tak nie zainteresowała byś się mną powtórnie. Chciałaś skłócić mnie z chłopakami, namówić do tego abym utracił Em a najbardziej zależało Ci na rozpadzie zespołu.- rzucałem moje ubrania do torby- ale koniec z tym. Koniec z tym chorym związkiem
- Ja Cię tylko ostrzegam, że zamienię Twoje życie w piekło. Lepiej się zastanów czy warto narażać siebie oraz swoich przyjaciół tylko ze względu na jakąś dziewczynę-
- Od zespołu to Ty się odwal tak samo jak i od Em! Nawet nie wiesz jak ona teraz cierpi! Poza tym to są tylko i wyłącznie sprawy między nami więc wiesz…-
- Ze mną się ot tak nie zrywa!- wrzasnęła dziewczyna gdy chwyciłem za klamkę
- Otruj się własnym jadem żmijo!- rzuciłem na odchodne i poszedłem przed siebie.
Im byłem dalej od niej, od jej mieszkania tym bardziej stawałem się zadowolony i czułem, że pozbyłem się swego rodzaju ciężaru. W końcu zakończyłem coś czego nie powinno być i byłem z siebie naprawdę dumny. Wiedząc, że mogę zacząć nowe życie szedłem do mieszkania gdy zauważyłem ją. Siedziała i piła kawę. W jej zachowaniu było coś takiego co nie pozwoliło mi przejść obok niej obojętnie. Wiedziałem, że potrzebuje pomocy i wsparcia. Gdy wtuliła się we mnie poczułem się jak niegdyś. Poczułem się kochany, akceptowany i rozumiany. Wiedziałem, że moje uczucie do niej nie znikło ani nie zmniejszyło się. Odpowiedziałem tym samym wdychając zapach miętowego szamponu do włosów. Gdy spojrzałem na jej twarz ogarnęła mnie troska. Jej oczu były zapuchnięte i czerwone od łez. To nic, że wyglądała niczym panda przez rozmazany makijaż. I tak był piękna. Słuchałem jej opowieści i dziwiłem się, że tak traktuje ja los. Przecież ona już przeszła zbyt wiele i teraz powinna mieć z górki a nie dowiadywać się, że ludzi, których uznawała za rodziców wcale nie byli jej rodzicami wręcz przeciwnie ciotka, która nie odzywała się do niej prawie całej jej życie była jej matką. Paranoja.
Zaprosiłem ją na noc nie po to aby naprawiać dawne błędy tylko po to aby jakoś jej pomóc. Nie miałaby gdzie się podziać a po hotelach nie będzie się tłukła. W końcu dotarliśmy do mojego mieszkania. Otworzyłem drzwi przed dziewczyną i puściłem przodem. Jeszcze trochę kultury mi zostało. Tak naprawdę widziałem to mieszkanie przez około 10 minut i od razu zdecydowałem się na jego kupno. Nie było ani za duże ani za małe, na jedną osobę w sam raz. Wystrój lekko mi się nie podobał ale co to za problem go zmienić.
Gdy dziewczyna zaczęła się rozbierać w przedpokoju pobiegłem do kuchni nastawić wodę na herbatę. Mimo iż był prawie marzec na dworze ciągle było chłodno. Temperatury wahały się jak chciały. Jednego dnia + 10 a drugiego – 10 cudownie nieprawdaż?
- Mogę skorzystać z toalety?- zapytała Em cichym głosem
- Jasne, pierwsze drzwi po prawej.- powiedziałem i wyciągnąłem kubki. Następnie pościeliłem jej łóżko w salonie i zaczekałem na nią
- Dzięki. Jesteś kochany- powiedziała i uśmiechnęła się słabo. Poczułem motylki w moim brzuchu jakbym po raz pierwszy słyszał takie słowa od dziewczyny. Zdobyłem się tylko na niepewny uśmiech i podałem dziewczynie herbatę gdy usiadła obok mnie.
- Chyba ze mną źle- powiedziała
- Dlaczego?- zapytałem zdziwiony jej wyznaniem
- Dlaczego? A dlatego, że każdy prędzej czy później porzuca mnie. Dopiero teraz dociera do mnie to, że osoba którą uważałam za moją matkę tak naprawdę nią nie była. Powinnam się cieszyć, że jednak moja matka żyje ale nie potrafię. Chyba nigdy jej nie nazwę matką. Wątpię aby była do tego jakaś odpowiednia sytuacja bo…. Nie chcę jej widzieć. Oczywiście póki co.- Rudowłosa rysowała kółka na niebieskiej pościeli. Ewidentnie ją to męczyło i bolało ale nie było na to żadnego leku.
- Chodź tu- powiedziałem i wyciągnąłem ręce. Dziewczyna dziwnie spojrzała na mnie, zawahała się ale w końcu przytuliła moją sylwetkę. Nie było tu ukrytego podtekstu, po prostu to normalne, że ludzie z problemami potrzebują wsparcia.  Siedzieliśmy tak dosłownie chwilę i w końcu gdy na nią spojrzałem miała zamknięte oczy a oddech miarowy. Usnęła, jak za dawnych czasów.

* Harry*
Nie wiedziałem co się z nią dzieje. Jakież było moje rozczarowanie gdy pojechałem po nią gdy skończyła zajęcia ale jej nigdzie nie mogłem znaleźć. Od kilku osób dowiedziałem się, że ona w ogóle nie była na zajęciach co było bardzo dziwne bo sam ją odwiozłem prawie, że pod drzwi szkoły. Wróciłem do domu na obiad a następnie pojechałem do niej. Może źle się poczuła i wróciła do domu lub co gorsza trafiła do szpitala?
Kilka minut stania pod drzwiami dało mi do myślenia, że stało się coś złego. W końcu otworzyła mi  Lucy ale nie przypominała mi tej samej Lucy sprzed kilku dni.
- Jest Emma?- zapytałem
- A nie ma jej z Tobą? Sądziłam, że od razu do Ciebie pojedzie- powiedziała a po jej policzku popłynęło kilka łez
- Co się stało?- zapytałem ponownie
- Pokłóciłyśmy się, powiedziałam jej całą prawdę a ta wykrzyczała mi jak bardzo mnie nienawidzi i wyszła trzaskając drzwiami jednocześnie oświadczając, że nie wróci już tu. Harry ja nie wiem co mam robić. Teraz gdy wiem, że nie jest u Ciebie zaczynam martwić się jeszcze bardziej.-
- Spokojnie. Znajdę ją i wezmę do siebie. Niech Pani odpocznie trochę- powiedziałem
- Dziękuję.- odpowiedziała i zamknęła drzwi. Pognałem do auta i zacząłem intensywnie myśleć gdzie mogła się podziać. Na początku obszedłem wszystkie możliwe miejsca gdzie mogłaby ona być. Jednak w żadnym z nich nie zastałem jej. Było koło 18.00 a temperatura spadała coraz niżej. A jak gdzieś siedzi pod gołym niebem bez ubrań i bez ciepłego picia? Jak zamarznie? Mój mózg pracował na zdwojonych obrotach a przed oczyma widziałem same najgorsze scenariusze. W końcu zacząłem dzwonić do chłopaków czy u nich nie zatrzymała się Em. Gdy Liam, Niall i Zayn powiedzieli NIE załamałem się. Wiedziałem, że jest jeszcze Louis ale to było tak absurdalne, że nawet nie wybierałem do niego numeru.
Przeszukałem ponownie miejsca gdzie mogłaby ona być. Zero szans na to aby ją odnaleźć, zrezygnowany wróciłem do domu i próbowałem się do niej dodzwonić lecz to także zakończyło się porażką. Niespokojny ułożyłem się n łóżku i próbowałem przespać ten niepokój jednak to także zakończyło się porażką.

* Emma*
Obudziły mnie promienie słoneczne. Pierwszy raz w tym roku więc poczułam przypływ energii na nowy dzień.
Podniosłam się z łóżka i przeciągnęłam leniwie jak kot. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 7.00 więc stwierdziłam, że Louis śpi i mogę iść spokojnie wziąć prysznic. Gdy chwyciłam przygotowane ubrania, kosmetyczkę i ruszyłam do łazienki wesoło pośpiewując.
Chwyciłam za klamkę, która nie stawiała oporu więc śmiałym krokiem weszłam do łazienki. Po chwili wybiegałam z niej z krzykiem i strachem na ustach. Dlaczego? Gdy tylko weszłam do środka zauważyłam nagiego Louisa. Dosłownie nagiego. Mogłam się patrzeć na każdy milimetr jego ciała jednak wolałam nie narażać moich oczu na takie widoki więc czym prędzej zwiewałam z pomieszczenia
- Nie znasz czegoś takiego jak zamek w drzwiach?- zapytałam dysząc
- Nie znasz czegoś takiego jak pukanie?- zapytał chłopak wyraźnie rozbawiony całą sytuacją
- No wiesz co?!-
- No co? Jestem u siebie a poza tym nic takiego się nie stało-
- Nic się nie stało? Prawie oślepłam a Ty mi mówisz, że nic takiego?- tym razem to ja zaśmiałam się pod nosem
- Em moja sylwetka nie jest wcale taka zła. Spójrz- powiedział chłopak i wyszedł zza ściany. Ja instynktownie zasłoniłam oczy i czekałam aż to się skończy- Dobra idź do łazienki, zrobię śniadanie- słyszałam jego chichot ale nic już nie powiedziałam. Przemknęłam czym prędzej do łazienki i trzy razy upewniłam się czy oby na pewno zamknęłam drzwi. Po chwili krople wody zaczęły chłodzić nagrzane od nieprzyjemnych wydarzeń ciało.
Gdy już wyszłam z łazienki i skierowałam się do salonu usłyszałam dzwonek do drzwi. Louis poszedł otworzyć a ja w tym czasie domykałam moją podróżną torbę. Po chwili usłyszałam zachrypnięty głos a serce podeszło mi do gardła. To był Harry.


* Harry*
Długo zastanawiałem się czy nie odwiedzić Louisa a gdy już zdecydowałem się na taki krok okazało się, że nie mieszka już mamą. Zdziwiła mnie lekko jego decyzja i nagła zmiana stanu życia ale w końcu każdy musi się kiedyś usamodzielnić. Szczerze powiedziawszy sam od dłuższego czasu zastanawiałem się czy nie wyprowadzić się z domu i zamieszkać wraz z Emmą.
Gdy zapytałem się Jay czy może mi podać adres uśmiechnęła się przyjaźnie i napisała na papierze kilka słów. Dobrze znałem tę dzielnicę bo to niegdyś tu mieszkała moja przyjaciółka Kim nim przeprowadziła się do Berlina. Bez problemu odszukałem numer jego mieszkania i zadzwoniłem do drzwi.
- Harry co Ty tu robisz?- zapytał lekko zdziwiony Louis na mój widok
- Szukam Em. Nie było jej u Ciebie?- chłopka rozejrzał się nerwowo po mieszkaniu i powiedział
- Niestety ale nie.-
- Mogę na chwilę?- zapytałem i nawet nie czekałem na odpowiedź. W salonie zastałem pościeloną sofę. Zdziwiło mnie to ale cóż, jego mieszkanie i może robić co chce.
- Emma wczoraj wyszła z domu i nie wróciła. Pokłóciła się z Lucy no i cóż. Nie wygląda to najlepiej. Martwię się o nią jak każdy normalny facet. Jakbyś ją widział lub też coś to daj znać ok.?- zapytałem a chłopak skinął głową- To nie będę zawracał Ci głowy. Na razie- powiedziałem i skierowałem się do wyjścia. Tuż przy wejściu wisiał damski płaszcz uderzająco podobny do tego, który miała Em. Coś we mnie drgnęło ale przecież równie dobrze jakaś inna dziewczyna mogła mieć taki sam prawda? Zamykając za sobą drzwi poczułem się okropnie bezradny. To było błędne koło.

* Louis*
- Poszedł?- szepnęła dziewczyna
- Tak- odpowiedziałem ciągle czując przyspieszone bicie serca.
- Uff… Mało brakowało- stwierdziła wychylając się zza sofy przed którą kilka minut temu stał Harry. – Nie powiem, że nie zdziwiła mnie ta wizyta bo byłam przerażona gdy usłyszałam jego głos-
- Ja tak samo! Panika jak nie wiem! Nie sądzisz, że powinnaś się z nim skontaktować? Widać, że się martwi.-
-To nie ważne. Zadzwonię później.- gdy dziewczyna była blisko mnie odgarnąłem jej  mokre włosy z czoła.
Ta chwila była magiczna. Ona przybliżyła się niesamowicie blisko a ja poczułem, że jeśli jej nie pocałuję to umrę. Czułem jej oddech na mojej szyi, był łagodny, ciepły i pachnąc pastą do zębów. Jej usta miały kolor pudrowego różu i wyglądały niesamowicie kusząco. Dzieliły nas milimetry a serce zaczęło walić mocniej i……
- Nie mogę- szepnęła odsuwając się powoli- Nie mogę Louis.- nie powiem, że mnie to nie zabolało bo zabolało i to okropnie ale wiedziałem, że jej serce jest teraz zajęte a ja już miałem swoją szansę.
- Kawy?- zapytałem oddalając się od niej jak gdyby nigdy nic.
Gdy spojrzałem przez ramię ona ciągle stała tam i spoglądała na mnie wzrokiem wyrażającym współczucie. Po chwili opuściła wzrok i odwróciła się ode mnie.
- Teraz albo nigdy- powiedziałem sobie i ruszyłem w jej stronę. Gdy byłem na tyle blisko, że mogłem jej dotknąć ona odwróciła się a ja chwyciłem jej dłonie. Jej oczy płonęły. Nie wiem czy to była ekscytacja czy też złość ale po chwili nie wytrzymałem i pocałowałem ją.
Chłód jej ust działał kojąco na moje zmysły a ja ciągle zastanawiałem się dlaczego postąpiłem tak lekkomyślnie. Czuć było, że dziewczyna jest w szoku i jest spięta.
Po chwili nasze usta oddaliły się od siebie ale na odległość nie więcej niż 0,5 milimetra
- Kocham Cię- wyszeptałem a moje wargi przy wymawianiu tych słów muskały jej
- Louis….- szepnęła dziewczyna odsuwając się o kilka centymetrów tak aby mogła spojrzeć mi w oczy- Wiesz dobrze, że moje uczucie do Ciebie było ogromne i niewątpliwie ciągle czuję coś do Ciebie ale… Ja nie mogę tak. Kocham Harry’ego i jestem z nim naprawdę szczęśliwa. Nie potrafiłabym stworzyć z Tobą związku. Nie mam aż tyle zaufania do Ciebie. Te wszystkie rzeczy jakie się wydarzyły wciąż żyją we mnie i tak naprawdę to one miały bezpośredni wpływ na to, że to wszystko się wykruszyło. Przepraszam Cię- gdzieś na jej policzku zagubiła się łza. Natychmiast ją otarłem i uśmiechając się powiedziałem
- Nie gniewam się. Zraniłem Cię wiem i wiem też, że odbudowanie zaufania to proces trwający a trwający. Przepraszam za ten pocałunek. Potraktuj to jako pożegnanie. A teraz biegiem na śniadanie bo wszystko wystygnie- zaśmiałem się a dziewczyna przytuliła mnie mocno i szepnęła ,, Dziękuję Ci mój przyjacielu”.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ta da:D
Rozdział powstawał przez kilka dni a przeróbek miał tyle, że nikt tego nie zliczy :)
Zaskoczeni??
Powiem wam, że sama siebie zaskoczyłam ale pozytywnie :)
Miłego czytania i dziękuję za wszystkie komentarze :D
Pozdrawiam, Magda

sobota, 7 lipca 2012

Rozdział 61


Zapanowała cisza. Nie było słychać nawet najmniejszego pisku którejś z fanek. Spoglądałem na stojącą naprzeciwko mnie dziewczynę i dziwiłem się. Jak ona zrobiła, że tu jest? Przecież to jest niemożliwe żeby w tak krótkim czasie przypomniała sobie mnie, uczucia wobec mojej osoby i całą resztę.
Jej oczy wyglądały tak jakby czegoś wyczekiwały. Płonęły w nich iskry a ja zdawałem się zauważać w nich starą, kochającą mnie Em. Nie byłem w stanie wypowiedzieć chociażby najmniejszego słowa. To był dla mnie szok. Po tylu dniach życia na krawędzi załamania czuję przypływ niesamowitej energii która musi gdzieś się ulotnić. Zaczynam nerwowo pocierać ręce.
- Nie cieszysz się z tego, że Cię przyszłam zobaczyć tak?- zapytała mnie Emma a jej oczy zaszkliły się w blasku lamp. – Czego mogłam spodziewać się po tym jak nie odbierałeś telefonów i wiecznie byłeś zajęty. Teraz już rozumiem.- powiedziała i odwróciła się ode mnie. Micke przetransportował ją za barierki a tłum rozsunął się niczym morze w Biblii. Patrzyłem na znikającą sylwetkę w mroku i dopiero teraz zrozumiałem.
- No leć za nią!- krzyknął Zayn a ja potrząsnąłem głową i krzyknąłem- Em! Zaczekaj!- tłum ponownie wykonał ten sam ruch tak, że miałem wolną drogę. Dziewczyna stała pod Mildreds
i spoglądała na mnie. Jej oczy były pełne nadziei.
- Em czy Ty mnie pamiętasz?- zapytałem lekko drżącym głosem
- Harry jesteś moją wielką miłością więc jak mam Cię nie pamiętać?- zapytała śmiejąc się
- Ostatnio było inaczej.- powiedziałem
- Gdybyś odbierał telefony wiedziałbyś, że byłam w szpitalu, miałam operację i pamięć wróciła. Harry ja pamiętam każdy dzień spędzony w Twoim towarzystwie i wszystko co się wydarzyło.-
- Słońce to cudownie!- poderwałem dziewczynę do góry i zacząłem ją tulić jednocześnie kręcąc się wokół własnej osi. Emma krzyczała żebym ją postawił ale nie było takiej możliwości. Byłem zbyt szczęśliwy aby móc ją wypuścić z ramion. Po chwili nasze usta spotkały się a ja poczułem bicie jej serca. Nie ważne było, że ludzie spoglądają na nas jak na wariatów. W końcu nim byłem. Byłem zakochanym wariatem.

* Emma*
Ta miłość uderzyła mu do głowy! Kręcił się dookoła własnej osi mówiąc jak bardzo mnie kocha a gdy poprosiłam go aby mnie odstawił mówił, że nie! Nie ma mowy! Tak długo czekał na ten moment więc musi się mną nacieszyć.
Ludzie siedzący w kawiarni jak i Ci którzy zmierzali do domów spoglądali na nas i uśmiechali się. Nie przeszkadzało nam to, że fotoreporterzy robią nam zdjęcia. A niech wiedzą co to jest prawdziwa miłość! Kochałam Harry’ego jak nikogo na świecie.
 W końcu nasze usta się spotkały. Eksplozja wszystkich uczuć począwszy od miłości przez szczęście po pożądanie. Harry ciągle trzymał mnie w dłoniach a ja dotykałam jego twarzy. Chciałam zapamiętać jak najwięcej z tej chwili, jak najwięcej szczegółów jego twarzy na wypadek gdybym znów miało coś mi się stać. Obiecałam sobie, że od tej chwili będę zapisywać wszystko co się dzieje w moim życiu. Nie mogę stracić tego co mam.

- Harry wróć do nich. Czekają na Ciebie- powiedziałam gdy zdołałam się oderwać od jego ust
- Oni są teraz nie ważni. Liczysz się tylko Ty.- odparł lekko zachrypniętym głosem
- Spotkamy się potem dobrze? Możemy przegadać całą noc. Tak będzie najlepiej-
- Naprawdę? Zostaniesz u mnie na noc?- zapytał mnie a jego tęczówki zapłonęły dziką zielenią
- Tak, zostanę u Ciebie. Pojadę do domu i wezmę kilka rzeczy bo jutro do szkoły. Jak skończycie to daj znać ok.?- uśmiech z twarzy mu nie schodził
- Oczywiście. Od razu gdy skończymy zadzwonię do Ciebie- musnął moje usta swoimi i odbiegł w kierunku grupy. Tłum się rozstąpił. Harry wyglądał jak Mojżesz. Mój Mojżesz. Zaśmiałam się i ruszyłam w kierunku auta. Niedługo potem byłam w domu i pakowałam swoje rzeczy. Pozostało tylko czekać na telefon Harry’ego.

*Louis*
Cieszyłem się, że znów tworzymy zgraną grupę. Brakowało mi tego tak cholernie, że na jednym z wywiadów popłakałem się niczym dziecko. Po tej lekcji życia, którą za sponsorował mi los zrozumiałem potęgę przyjaźni i to jaki biedny jest człowiek gdy nie ma do kogo się zwrócić z problemem. Brakowało mi tylko jednej osoby w życiu. Była nią Emma. Wiedziałem, że teraz gdy jest z Harrym jest naprawdę szczęśliwa i nie zamierzałem tego psuć. Jednakowoż będę musiał się z nią zobaczyć aby porozmawiać, na spokojnie, bez krzyków, jak w miarę dorośli ludzie.
Kolejnym problemem w moim życiu stała się rodzina. Nie wiedziałem czy mogę wrócić do domu ot tak po prostu. Nie wiedziałem czy ciągle jest tam dla mnie miejsce. Zrozumiałem, że jestem już na tyle dorosły aby się usamodzielnić i wynająć własne mieszkanie. Nie mogę siedzieć mamie całe życie na głowie a przecież tak było.  Przez całe 20 lat. Muszę zrobić wszystko aby ich odzyskać bo Eleonora nie jest w stanie zapewnić mi tego czego potrzebuję. Nie jest w stanie zapewnić mi prawdziwej miłości taką jaką niegdyś pałała do mnie Emma. Teraz patrząc na to wszystko z perspektywy czasu wiem, że łączył nas tylko seks. Nic więcej. Zero uczuć zero zobowiązań. Namiętność może i była ale wyparowała gdzieś pomiędzy jej potrzebami a tym czego ja oczekiwałem.
W końcu zawitaliśmy w Londynie i wiedziałem, że czeka mnie 4 poważne rozmowy. Najpierw mama, potem Char, Emma i na końcu Eleonora. Radość z życia gdzieś w końcu się kończy a moja skończy się w momencie gdy odwiedzę własny dom. Ale koniec tych smutków i przemyśleń. Czeka nas spotkanie z tłumem nieokiełznanych fanek więc póki co czas na radość.

Wszystko było dobrze do momentu w którym zjawiła się Em. Powróciły wszystkie wspomnienia. Moje serce zaczęło mocniej bić a oczy spoglądały na jej twarz. Jej kremowy płaszcz idealnie pasował do jasnej cery i ognistych włosów. Wiedziałem, że to do niczego nie doprowadzi ale nie mogłem oderwać wzroku. Po chwili zauważyłem, że wszystko ucichło a ona wpatrywała się swymi dużymi oczami na mojego przyjaciela. I pomyśleć, że niegdyś tak patrzyła na mnie…. Bolało mnie to ale cóż mogłem poradzić? Nic.
Harry był chyba w szoku gdy ją ujrzał bo po chwili milczenia dziewczyna odwróciła się i pobiegła w swoją stronę. Zayn czym prędzej ,, obudził’’ Harry’ego i powiedział mu aby biegł za nią. I tak też zrobił. Nie był tak głupi jak ja i nie dał jej uciec. My jak to my, wróciliśmy do swoich obowiązków nie zważając na brak jednego z nas.

* Liam*
W końcu wszystko wróciło do normy. Harry jak nigdy zadowolony i w końcu zaczyna pozytywnie myśleć. Louis śmiejący się do dziewczyn i przyglądający się nam z łezką w oku. A Niall i Zayn? Cóż. Zayn jest jak wolny strzelec, co chce to ustrzeli a Niall woli swoje kanapki od dziewczyn. A ja? Ja kocham Marry ponad wszystko i nie pozwolę aby stała się jej krzywda. Cieszę się, że znów tworzymy jedność, cieszę się, że znów możemy na sobie polegać.
 
* Zayn*
Harry to jednak przygłup. Dziewczyna przychodzi, podaje swoje uczucia na tacy a ten nawet nie śmie jej nic powiedzieć. Dziwne prawda? W końcu pod wpływem zewnętrznego bodźca ( czytaj mnie) opamiętał się i pobiegł za nią. Po niecałych 20 minutach wrócił z uśmiechem na twarzy. Czyli wszystko jest ok.

* Niall*
W końcu wracam do domu! Do mojej ukochanej Irlandii! W końcu zobaczę się z moją babcią i w końcu będę mógł zjeść tyle pierożków ile mi się nie podoba. Odpocznę w jakiś sposób od tego zgiełku, natrętnych fanek, problemów sercowych przyjaciół zresztą od nich samych też. Cieszyłem się jak nigdy dotąd bo to już było ponad moje siły.
Za godzinę miałem samolot do domu więc postanowiliśmy się już zbierać. Nie lubię zawodzić fanów tym bardziej kiedy wiem jak długo czekali na to aby spotkać się z nami. Chłopcy pożegnali się ze mną i już po chwili byłem wieziony na lotnisko. Przede mną dwa tygodnie BŁOGIEGO spokoju.

* Harry*
Zbierałem się jak najszybciej potrafiłem. Na samą myśl o tym, że będę widział się zaraz z Emmą czułem przypływ radości i energii. Po 20 minutach stałem przed jej bramą i wybierałem do niej numer.
- Tak?- usłyszałem delikatny głos
- To co jedziemy? – zapytałem a uśmiech pojawił się mimowolnie na mojej twarzy
- Tak a czy ty stoisz pod moim domem?- zapytała zdziwiona
- Tak Sherlocku widzę Cię w oknie. Chodź do mnie- powiedziałem i rozłączyłem się. Po chwili głowa Emmy zniknęła w głębi pokoju, który spowił mrok. Niedługo potem ujrzałem sylwetkę idącą po chodniku i niosącą małą torbę. Wyskoczyłem z auta i uściskałem ją mocno.
- Bo mnie udusisz- powiedziała i uśmiechnęła się. To był najwspanialszy moment w całym dniu.

W domu nie było nikogo. No tak. Rodzice wyjechali na drugi miesiąc miodowy a Gem do dziadków.
- Nie ma nikogo?- zapytała Emma ściągając płaszcz
- Nie. Jesteśmy tylko Ty i ja- powiedziałem i chwyciłem ją w ramiona. Jak mi tego brakowało! Zacząłem ją całować najpierw w usta potem po szyi stopniowo schodząc w dół. Gdy doszedłem do zapięcia bluzki moim oczom ukazał się rząd kremowych guzików. Zrezygnowany opadłem na kanapę.
- Rząd guzików co?- zapytała mnie Em a ja pokiwałem głową. Uśmiechnęła się i zaczęła powoli rozpinać bluzkę. Robiła to w taki sposób, który przyprawił mnie o zawroty głowy.
- To ja pójdę się wykąpać. Wszystko czego mi potrzeba to długa, orzeźwiająca kąpiel- powiedziałem i pognałem na górę
- To ja przygotuję kolację!- krzyknęła dziewczyna gdy byłem już na górze. O jejciu! O jejciu! Czemu ona musiała być taka podniecająca i tak cholernie… niedostępna? Jakoś tak. Odkręciłem korek z gorącą wodą, która zaczęła powoli wypełniać wannę. Udałem się do pokoju aby zanieść walizkę i wziąć coś do ubrania się. W końcu ruszyłem do łazienki i zanurzyłem się w wodzie, która sprawiła, że poczułem się o niebo lepiej. Nie minęło 15 minut gdy usłyszałem wołanie Em
- Harry gdzie jesteś?-
- W łazience, kąpię się- odpowiedziałem- Stało się coś?-
- Nie, nic- powiedziała i weszła do mojego pokoju. Po chwili dało się usłyszeć ciche pukanie do drzwi
- Mogę?- dziewczyna niepewnie uchyliła drzwi
- Jasne wchodź- nie miałem przed nią czego ukrywać. Em powoli weszła. Była w samym ręczniku a włosy miała związane w koka.
- Mogę się dołączyć?- zapytała i zsunęła ręcznik na podłogę. Zaparło mi dech w piersiach. Jej naga sylwetka wyglądała imponująco. Udało mi się tylko kiwnąć głową na znak zgody. To stanowczo zbyt wiele emocji jak dla mnie. Dziewczyna usiadła naprzeciwko mnie i spojrzała na mnie:
- Kochasz mnie?- zapytała
- Oczywiście- powiedziałem bez wahania
- To dlaczego spoglądasz na mój biust a nie na mnie?-
- Bo jest częścią Ciebie. A poza tym jestem facetem Em- uśmiechnąłem się i spojrzałem na jej twarz. Śmiała się ze mnie. – A masz Ty nie dobra Ty!- krzyknąłem i ochlapałem dziewczynę. Pisnęła i również mnie ochlapała. Zaczęła się prawdziwa bitwa, którą po krótkiej chwili zakończyła Em pocałunkiem. Jej delikatne usta całowały moje w sposób który był trudny do opisania. Trzymałem ręce na jej talii która była w pianie. Po chwili moje ręce błądziły po plecach i brzuchu. Em uśmiechnęła się i wyszeptała:
- Dotykaj mnie Harry- nie powiem, zaskoczyła mnie tym ale było mi to na rękę. Ja potrzebowałem bliskości z nią a ona ze mną. Wiedziałem jak to się skończyło ostatnim razem ale to nie stanowiło żadnej bariery dla nas.
Moje dłonie wędrowały po jej ciele. Każdy centymetr tego jakże błogiego ciała był do mojej dyspozycji więc nie zamierzałem tego zaprzepaścić. Wiedziałem, że Emmie się to podoba bo na jej twarzy zagościł uśmiech
- Emmo- zapytałem
- Tak?-
- Czy zechcesz być ze mną do końca świata?-
-  Do końca świata a nawet dzień dłużej- powiedziała i pocałowała moje usta- A teraz chodź w łóżku może być przyjemniej- chwyciła moją dłoń i skierowała się do mnie. Po chwili nasze ciała ponownie stanowiły jedność i nie znały żadnych granic. To był naprawdę wyjątkowy wieczór. Kochałem ją najmocniej na świecie.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Proszę :D
Moje kochane. W poniedziałek chyba wyjeżdżam na jakiś tydzień do miejsca gdzie nie ma internetu, zasięgu i życia. Muszę odpocząć od zgiełku i fałszywych ludzi....
Jutro postaram się dodać jakiś rozdział i cóż.... Do zobaczenia za tydzień?
Mam nadzieję, że nie uciekniecie :D
Pragnę podziękować:
Camille, Sthokrotka, KiSs Me!! ♥, dream, Monica, RealMartynaU, alex.caroline.directioners i Edycie za każde słowo które mi napisałyście. To tak na prawdę wy tworzycie tego bloga. Kocham was!!! xoxo

Pozdrawiam, Magda :)


piątek, 6 lipca 2012

Rozdział 60

Muzykę do rozdziału znajdziecie tutaj.

Przybiegłam do kuchni jak najszybciej mogłam. Widok który tam zastałam wywołał u mnie dreszcze. Emma leżała na podłodze a tuż obok niej zbita szklanka. Jej ręka krwawiła. Pewnie skaleczyła się którymś ze szkieł.
- Em dziecko słyszysz mnie?- zapytałam. Zero reakcji. Chwyciłam telefon i zadzwoniłam po karetkę. Nie minęło nawet 10 minut a sanitariusze ponownie zabierali moje dziecko do szpitala. Byłam okropnie zdenerwowana i zestresowana ostatnimi czasy. Wizyta Emmy w szpitalu, poronienie, utrata pamięci a teraz to. To było ponad moje siły.
Zabrali ją od razu na blok operacyjny. To oznacza kolejne kilka godzin czekania na chociażby jedną informację. Zastanawiałam się czy nie zadzwonić do Harry’ego. To w końcu jej chłopak i powinien wiedzieć o tym co się z nią dzieje. W końcu stwierdziłam, że nie będę go zamartwiać telefonami gdy jest w trasie. On też musi odpocząć.
Z milionem myśli w głowie czekałam na wyniki badań i wyniki operacji. Zastanawiałam się nad reakcją Emmy na to gdy jej powiem, że jestem jej matką.
* Tymczasem w Tourbusie*
- Harry otwórz! Musimy pogadać!- krzyczał Liam stojący tuż przy drzwiach do łazienki
- Nie mam o czym z wami gadać- odburknął chłopak zamknięty w toalecie
- Harry nie wygłupiaj się! Zachowujesz się niczym małe dziecko!- odezwał się mulat z uśmiechem na twarzy- zobaczycie- dodał ciszej- zaraz wyjdzie.- i tak też się stało. Po chwili otworzyły się drzwi a za nimi ukazała się twarz zapłakanego Harry’ego. Widać było, że chce coś powiedzieć ale się powstrzymuje.
- Słuchajcie!- zaczął Liam pełniący funkcję ojca w tej grupie- Ostatnimi czasy nie jest między nami najlepiej. Wiemy jakie są tego powody Harry- spojrzał na lokowatego chłopaka- i każdy na swój sposób współczuje i żałuje tego co się stało. Ty też do końca życia nie możesz nosić urazy w sercu i ciągle mówić, że to jest wina Louisa. Każdy się w pewnym stopniu przyczynił do tego co się stało z naszą przyjaźnią, zespołem i relacjami między nami. Osobiście was przepraszam za te wszystkie głupie zachowania i kurde Harry przepraszam, że nie było mnie tuż koło Ciebie gdy było Ci tak ciężko.- powiedział chłopak a na jego policzku pojawiło się kilka samotnych łez
- Liam ma rację i ja również popieram to aby wrócić do tego co było kiedyś. Nawet teraz kanapki mi już nie smakują jak kiedyś. Brakuje mi naszych kawałów, wypadów na miasto, wygłupów lub też wspólnych rozmów. Przepraszam was za to, że byłem taki obojętny wobec was. Naprawdę mi przykro- rzekł blondyn i odłożył kanapkę na stół. Po chwili wyciągnął kubełek lodów i zaczął je wcinać.
- Louis…- odezwał się mulat- Przepraszam Cię. Przepraszam za każde słowo które padło w Twoją stronę po tych całych zajściach. Wiem, że to był wypadek i wie też to, że zrobiłeś to pod wpływem emocji. Na pewno gdybyś wiedział, że Emma nosi dziecko Harry’ego nie zdobyłbyś się na taki ruch. A moja reakcja była taka ponieważ kocham Emmę jak siostrę i bardzo wiele ona dla mnie znaczy. Przepraszam Cię.- chłopak podszedł do mężczyzny w bluzce w paski i przytulił go.
- Dzięki Zayn. To naprawdę wiele dla mnie znaczy co mówicie. Teraz wiem co Eleonora ze mną zrobiła. Chciała mnie skłócić z wami i mieć tylko dla siebie. Wiem, że zrobiłem źle zdradzając Em i bardzo tego żałuje! Gdybym tylko mógł cofnąć czas zrobiłbym to. Harry- spojrzał na zapłakanego chłopaka. Jego zielone tęczówki połyskiwały w świetle- naprawdę Cię przepraszam. Nie zrobiłem tego z zazdrości. Cieszę się, że ona jest w końcu szczęśliwa. Wiem, że Ty ją kochasz, ona kocha Ciebie i nawet utrata pamięci nie sprawi, że ona zapomni co do Ciebie czuje. Ostatnie dni nauczyły mnie co tak naprawdę jest ważne w moim życiu. Pogubiłem się lekko i teraz wiem, że takich przyjaciół jak wy należy szukać ze świecą. Harry naprawdę jest mi źle i przykro.-
- Czyżby?- odezwał się  Harry a jego głos drżał- Codziennie gdy zasypiam widzę jak Emma spada z tych schodów. Codziennie myślę jakby to było gdyby ona urodziła te dzieci i…..- zawiesił głos i rozpłakał się na dobre. Ciężkie jak ołów łzy płynęły po jego policzkach a następnie ginęły w niebieskiej koszulce. Każda z nich symbolizowała cierpienie, ból, niepewność, strach i samotność.
- Przepraszam was- zaczął chłopak – ale ja nie potrafię mu wybaczyć.- odwrócił się i odszedł. Wszyscy spojrzeli na siebie a Louis opuścił głowę w dół. Po chwili odwrócił się i również wyszedł.
- To byłoby zbyt piękne.- skomentował Liam całą sytuację i ruszył za Harrym.
* Emma*
Spowiła mnie całkowita ciemność. W głowie miałam tysiące różnych obrazów i słów. Gdzieś w oddali słyszałam głos Harry’ego mówiącego jak bardzo mnie kocha. Czy ja już umarłam? Dlaczego nie widzę światełka w tunelu? Jedyną rzeczą o której wtedy marzyłam było przypomnienie sobie Harry’ego i naszego uczucia. Tęskniłam za czymś i wiedziałam, że tęskniłam za ciepłem jego dłoni, za jego głosem, za jego pocałunkami i za jego osobą. Niby takie banalne szczegóły a potrafią dać w kość.
- Halo, halo! Słyszysz mnie?- zapytał mnie ktoś. Chciałam odpowiedzieć tak, oczywiście ale nie mogłam. Nie miałam siły otworzyć ust. Powoli, naprawdę powoli otworzyłam oczy ale natychmiast je zamknęłam. Światło jarzeniówek zaczęło mnie razić. Od razu przypomniałam sobie ten dzień gdy dowiedziałam się, że rodzice nie żyją.
- Emmo, Emmo….- mówił męski głos- otwórz oczy- zaczęłam je powoli otwierać a światło było już mniej ostre. Kształty sylwetek zaczęły łączyć się w jakiś realny i ostry obraz. W rogu stała zapłakana Lucy a obok mojego łóżka lekarz i pielęgniarka.
- Powiedz mi Emmo czy wiesz który mamy dzisiaj?-
- 20 luty- odparłam cicho.
- Tak.- uśmiechnął się- a kojarzysz Harry’ego Styles’a?- zapytał mnie
- A niby dlaczego mam go nie kojarzyć? To mój chłopak- powiedziałam nieco zdenerwowana- coś mu się  stało tak? Mieliśmy wypadek?-
- Nie, nie. Możecie nas zostawić na chwilę?- zapytał lekarz dwie kobiety. Po chwili wyszły one z pokoju- Z chłopakiem jest wszystko dobrze. Z tego co wiem to jest teraz w trasie koncertowej po Wielkiej Brytanii i wracają za tydzień. Emmo musisz wiedzieć, że miałaś wypadek. Jeden z Twoich przyjaciół niechcący zepchnął Cię ze schodów. Miałaś krwiaka na mózgu, który sprawił, że utraciłaś pamięć. Na krótko ale utraciłaś. Niedawno pękł owy krwiak i z tego co widzę odzyskałaś pamięć. Powiedz mi czy cierpiałaś ostatnio na bóle brzucha bądź podbrzusza?-
- Tak. Ostatnio tak.-
- Yhym… Te bóle było spowodowane tym, że byłaś w ciąży.- serce stanęło mi w miejscu. Ciąża? Ja i ciąża?
- Byłam?- zapytałam drżącym głosem
- Tak. Był to 8 tydzień. Bliźnięta. Jednak na skutek upadku poroniłaś. Przyczyną mogło być również to, że jesteś stosunkowo jeszcze młoda i organizm dziecka mógł nie podjąć pracy. Takie rzeczy się zdarzają. To nie będzie przeszkodą aby mieć w przyszłości dzieci. Wszystko już jest teraz dobrze- lekarz ujął moją dłoń a ja rozpłakałam się. Miałabym być matką? Przecież ja się nie nadaję do tego. Jedna noc z Harrym przyniosła nam takie zmiany. Ciekawe czy on o tym wie… - Dobrze się czujesz? Zawołać mamę?-
- Nie. Chcę zostać sama- powiedziałam i odwróciłam się na bok.- Moja mama nie żyje- powiedziała cicho a lekarz odwrócił się i powiedział:
- Bardzo mi przykro- i opuścił salę. Leżałam tak klika godzin sama nie wiedząc co myśleć o tym wszystkim. Chciałabym aby był tu Harry teraz. Chciałabym poczuć jego ciepłą dłoń i słowa jakiegokolwiek pocieszenia. Nawet chciałabym Louisa tutaj, chciałabym móc się z nim pogodzić i żyć jak dawniej ale nie było tak łatwo.
Koło 22.00 przyszła do mnie pielęgniarka aby zmienić mi kroplówkę i zapytać czy nie chcę do łazienki. Pokiwałam przecząco głową i zamknęłam oczy. Po chwili zasnęłam.
* Harry*
Chciałem mu wybaczyć ale nie mogłem. Nie po tym co mi zrobił. Wiedziałem, że jestem w tym momencie samolubny i w ogóle ale nie byłem gotów na taki krok. Przynajmniej nie teraz.
Położyłem się na kanapie twarzą do chłodnej szyby i leżałem tak myśląc o słowach Louisa. Wiedziałem, że są one szczere i pełne nadziei ale nie mogłem.
Brakowało mi już tych plotek o Larrym, śmiechu, zabaw i uścisków. Naprawdę chciałem ale cóż….
- Harry? Możemy porozmawiać?- zapytał Liam
- Mów- powiedziałem przykrywając się kocem
- Proszę porozmawiaj z Louisem niekoniecznie przy nas. Pogódźcie się w końcu i Niech wszystko będzie jak dawniej. Nie możesz żywić tej urazy do niego przez całe życie. To nie na tym rzecz polega. Należy umieć sobie wybaczać. Chłopak przeprosił Cię i widać było, że mówi to szczerze a Ty co? Nawet nie powiedziałeś mu nic. Tylko tchórze uciekają przed prawdą i odpowiedzialnością a nie…-
- Dobra, porozmawiam z nim.- powiedziałem dla świętego spokoju. Liam wyszedł z pokoju. Zamknąłem oczy i delektowałem się tą ciszą gdy znów ktoś wszedł
- Liam porozmawiam z Louisem ok.?- powiedziałem lekko poirytowany
- To może porozmawiamy teraz?- usłyszałem już znacznie cichszy głos, który należał do Louisa. Odwróciłem się na drugą stronę i spojrzałem mu w oczy
- Przepraszam Cię- powiedziałem a chłopak uśmiechnął się od ucha do ucha i mnie przytulił. Poczułem znajomy zapach perfum i wszystko co złe odeszło w niepamięć. Cieszyłem się, że mam brata znów u swojego boku.
* Emma*
Dni przelatywały mi przez palce. Nim się obejrzałam był koniec lutego. Dzisiaj wychodziłam ze szpitala a jutro chłopcy wracali z trasy. Próbowałam się skontaktować się z Harrym ale ten nie odbierał. Zawsze gdy rozmawiałam z Zayn’em to ciągle powtarzał, że chłopaka nie ma przy nim lub gdzieś wyszedł. Było mi przykro z tego powodu. Zaczęłam nawet myśleć, że przestał darzyć mnie tym niesamowitym uczuciem. Bałam się, że zostanę sama.
- Cieszysz się, że wychodzisz do domu?- zapytał mnie lekarz. Z uśmiechem na twarzy odpowiedziałam
- Oczywiście Panie Doktorze!-
- A jak się czujesz?-
- Dziękuję, już dobrze. Jakieś zalecenia?- zapytałam
- Tak. Musisz uważać na głowę. Jakiś ból lub coś w tym stylu najlepiej zgłosić się do lekarza. Przepisze Ci leki wspomagające koncentrację i powinno być dobrze i cóż. Obyśmy się już tutaj nie zobaczyli- powiedział, dał mi wypis i wyszedł. Po chwili przyszła pielęgniarka wyjęła mi wenflon i zaczęłam się pakować. Przez te kilka dni uzbierało się troszkę rzeczy, jedzenia i zwiędłych kwiatów. Gdy kończyłam się pakować weszła Lucy i zabrała mnie do domu.
- Lepiej już?-
- Nawet nie wiesz o ile lepiej. Cieszę się, że jedziemy do domu i w końcu posprzątamy te świąteczne ozdoby!-
- Nie ma takiej potrzeby. Już wszystko usunięte. Postarałam się i już jest czysto-
- Och… To dobrze. Trzeba zmienić wystrój na trochę bardziej wiosenny co Ty na to?-
- Masz do dyspozycji cały dom a teraz może zajedźmy do sklepu aby kupić coś do jedzenia. Lodówka  świeci pustką od kilku dni!- zaśmiała się Lucy i skierowałyśmy się do jednego z tych dużych hipermarketów.
Jak zwykle ludzi w brud a my z wielkim koszykiem. Miałam wielką ochotę na coś słodkiego więc nawet się nie wahałam tylko wzięłam kilkanaście czekolad, jakieś ciastka, obowiązkowo Nutellę, dżemy i powidła, masło orzechowe, chleb tostowy, jakieś soki, chipsy no i maślane bułki.
- Chyba Cię nieźle wygłodzili w tym szpitalu- zagadnęła Lucy gdy zobaczyła mnie obładowaną artykułami
- Szpitalne jedzenie jest do niczego- powiedziałam i uśmiechnęłam się. Bardzo dawno tego nie robiłam więc dziwnie się czułam z uśmiechem na twarzy. I znów w mojej głowy zawitał Harry. I znów nie odbierał telefonu.
- Nie odbiera?- zapytała mnie Lucy z troską na twarzy. Pokiwałam przecząco głową. – Daj mu czas. On też musi sobie to poukładać jakoś bo przeżył ogromny szok gdy dowiedział się o ciąży i zaniku pamięci. Powoli dziecko. Nic na siłę. – poklepała mnie po ramieniu a ja o dziwo poczułam się lepiej. Poczułam się jakby to ona była moją prawdziwą matką.
* Harry*
Dzisiaj wracamy do domu. Wcale mnie to nie cieszy. Londyn kojarzy mi się teraz z Emmą a jej brak przy moim boku zamieniał każdy dzień w tym mieście w coś potwornego.
Właśnie tego dnia się obawiałem. Obawiałem się tego, że będę musiał stanąć na wysokości zadania i zapomnieć o kimś takim jak Emma. Ona sobie mnie już nie przypomni. Byłem tego pewny. Wiem, że zbyt szybko się poddałem ale ja nie potrafiłem funkcjonować w świecie bez niej. Bolało mnie to, że teraz muszę dostosować swoje życie do czegoś całkowicie innego. Do czegoś czego nie znałem.
Za godzinę mieliśmy wracać do Londynu. Spotkanie z fanami i zapewnienie ich, że między nami wszystko jest dobrze sprawiło, że na moment poczułem się lepiej. Gdyby nie zespół to nie wiem jakbym sobie poradził. Każda piosenka którą śpiewamy, każda fanka która krzyczy, że nas kocha lub każda inna osoba, która mówi, że jesteśmy najlepsi sprawia, że uśmiech automatycznie pojawia się na twarzy.
Właśnie podpisywaliśmy płyty ostatnim 20 osobom. Byłem wykończony. Marzyłem o kąpieli w wannie, wypiciu gorącej herbaty i zjedzenia czegoś w miarę dobrego. Marzyłem o tym aby zobaczyć Emmę na przystanku i zostać przez nią wyciskanym za wszystkie czasy. Żyłem marzeniami. Póki co udało nam się naprawić zespół i przyjaźń ale czy uda nam się naprawić miłość?
* Emma*
Dochodziła 17.30 gdy dowiedziałam się, że moi chłopcy wjeżdżają do Londynu. Znałam adres ich przystanku i wiedziałam, że tam będą tłumy ale musiałam tam być i ratować moją miłość. Harry nie wiedział, że odzyskałam to co straciłam. Nie wiem jakiej reakcji mam się spodziewać. Czy ucieszy się na mój widok czy też obrzuci mnie obelgami i pójdzie w swoją stronę. Jedno było pewne, że musze się o tym przekonać.
Odstawiłam samochód 2 ulice dalej. Już tutaj było słychać jak fanki podśpiewują teksty piosenek moich chłopców. Serce zaczynało mi bić coraz mocniej. To jest naprawdę ogromny stres gdy nie wiesz czy osoba którą kochasz nadal darzy Cię takim samym uczuciem. To była dla nas wyjątkowo brutalna próba ale mi się udało ja przetrwać ale jak było z Harrym? Zaraz się dowiem.
Przeciskałam się przez owy tłum gdy nagle zza rogu wyjechał ich autobus. W górę uniosły się krzyki i płacze młodych dziewczyn. Po chwili dołączyły piski czyli zaczęli już wysiadać. Dalej dzielnie się przeciskałam aż w końcu doszłam do barierki. Przy niej stał Micke.
- Emma a co Ty tu robisz?- zapytał zdziwiony ale uradowany zarazem
- Puścisz mnie? Musze się z nim zobaczyć- powiedziałam zdenerwowana
- Jasne. Chodź!- chłopak wyciągnął ręce i przeniósł mnie nad barierkami. Po chwili byłam już po drugiej stronie i mogłam swobodnie wziąć oddech.
-No to idę- powiedziałam sobie w duchu i ruszyłam. Delikatnie wychyliłam głowę zza autokaru i zobaczyłam tę burzę loków. Serce zaczęło mi walić jakbym przebiegła dwudziestu kilometrowy maraton. W końcu zdobyłam się na odwagę i stanęłam za nim. Po chwili chłopak się odwrócił a krzyki ustały. Jego oczy powiększyły się kilkukrotnie i zapytał
- Emma?!-
- Tak Harry to ja.- powiedziałam i niepewne się uśmiechnęłam.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I jak? Nadaje się jeszcze do pisania?
Rozdział był pisany w szpitalu w poczekalni na szanowną Panią Doktor, która spóźniła się dobrą godzinę.
Myślę o tym czy nie przekazać go innej osobie. Nie wiem czy piszę to jeszcze jakoś ciekawie.... mi się wydaje, że nie.
Zresztą sami mi to powiedzcie.
Pozdrawiam, Magda :)

środa, 4 lipca 2012

Rozdział 59


Lekarz spojrzał na mnie dziwnie.
- Jak to Pani jest matką Emmy?-
- Bo widzi Pan. Gdy miałam 20 lat byłam osobą mającą ważną pozycję w swoim zawodzie. Szczyt kariery, duże horyzonty i zewsząd napływające propozycje współpracy. Pewnej nocy posunęłam się za daleko z moim ówczesnym narzeczonym. Gdy dowiedziałam się, że owocem naszej miłości ma być dziecko zawalił się cały mój świat. Nie byłam na to gotowa, nie w takim wieku. Nie chciałam wykonać aborcji. Nie mogłabym potem żyć z tą świadomością, że zabiłam bezbronne dziecko. Gdy nie mogłam już ukrywać swojego brzucha
Musiałam poświęcić się pracy w domu. Firma traciła kolejnych klientów a ja nie mogłam dalej pracować. Wtedy zaczęłam myśleć żeby oddać dziecko do adopcji. To było jedyne wyjście z takiej sytuacji. Gdy Adam dowiedział się o tym co chcę zrobić zostawił mnie. Gdy urodziła się Emma zadzwoniłam do brata. Przyjechał do mnie wraz ze swoją żoną i postanowili adoptować moją Em. Byłam zadowolona z tego, że wiem komu oddaję moje dziecko. 2 tygodnie po porodzie wróciłam do pracy i wszystko było dobrze. I nagle po 16 latach dowiaduję się, że mój brat nie żyje i przeżyła tylko moja córka. Bez chwili zastanowienia postanowiłam przygarnąć ją pod swój dach i chociaż  w ten sposób wynagrodzić jej to co wydarzyło się kiedyś. Wiem, że teraz ona już mi tego nie wybaczy ale nie mogłam wtedy postąpić inaczej-
- Rozumiem. Ale zdaje sobie Pani sprawę z tego, że niełatwa droga przed Panią. Emma na pewno będzie zła o to, że tyle lat żyła w kłamstwie nie wiedząc, że Ci ludzie którzy ją wychowali to tak naprawdę nie byli jej rodzice. – w oddali rozbrzmiał głos: Doktor Brown proszony jest do Sali 345. – Przepraszam Panią na chwilę.- wybiegł z Sali. Po chwili uświadomiłam sobie, że sala 345 to sala Emmy. Pobiegłam do owego pomieszczenia i to co tam zastałam sprawiło, że poczułam się o niebo lepiej.
* Zayn*
Siedziałem i oglądałem jakiś film gdy zadzwonił telefon. Odebrałem go z nadzieją, że to ze szpitala. Tak też było. Po krótkiej rozmowie pełen nadziei popędziłem do Harry’ego i krzyknąłem:
- Harry! Emma się obudziła!- chłopak zerwał się na nogi i zapytał
- Co?-
- Emma się obudziła!- powtórzyłem a on pośpiesznie zaczął się ubierać. Po chwili byliśmy już w drodze do szpitala. Widziałem w jego oczach łzy. Sam omal się nie popłakałem słysząc tak dobrą wiadomość. Do szpitala wpadliśmy niczym burza. Obok łóżka stała Lucy i płakała.
- Dobrze, że jesteście- powiedziała do nas i odwróciła się do Emmy. Harry od razu podbiegł do niej i przytulił ją. Było coś dziwnego w jej zachowaniu. Coś co mnie niepokoiło.
* Harry*
Jakaż była moja radość gdy usłyszałem tak dobrą wiadomość. Gdy zobaczyłem jej otwarte oczy i lekki uśmiech na twarzy nie mogłem się powstrzymać i przytuliłem ją. W końcu po tylu przepłakanych dniach przy jej łóżku mogę nacieszyć się tym, że jej oczy są otwarte.
Wiem, ze mnie widzi, słyszy i czuje mój dotyk.
- Emmo jak się czujesz?- zapytał stojący w rogu lekarz
- Dobrze. Tylko nie bardzo rozumiem co tu się dzieje-
- Miałaś wypadek. Spadłaś ze schodów. – powiedział lekarz
- Och.. Rozumiem. A kim są ci ludzie tutaj?- zapytała i spojrzała na mnie. Zmroziło mnie. Ona nie pamiętała kim jesteśmy?
- Nie pamiętasz tych ludzi?- zapytał również zdziwiony lekarz
- Nie. Gdzie jest mama? Gdzie jest tata? Gdzie jest Patryk?- spojrzałem na nią. Ona naprawdę mnie nie pamiętała. Wiedziałem to bo spoglądała na mnie innym wzrokiem. Bała się mnie, bała się nas. Wyszedłem z Sali trzaskając drzwiami. Potem kolejno wyszli Zayn i lekarz. Lucy została w środku i tłumaczyła coś Emmie. Po chwili ona wybuchła płaczem. Chciałem tam pójść przytulić ją i usłyszeć, że żartowała ale to działo się naprawdę. Ona nie wiedziała kim jestem.
- Dlaczego ona nas nie poznaje?!- wrzasnąłem gdy zobaczyłem lekarza
- Tak się czasem dzieje. Najwyraźniej krwiak uciska miejsce, które odpowiedzialne jest za pamięć. Nie spodziewałem się tego ale mózg jest tak specyficznym organem, że nigdy nie wiadomo co się może zdarzyć. Proszę się uzbroić w cierpliwość i cóż.. Bardzo współczuję. Jest duża możliwość, że gdy krwiak zniknie pamięć powróci. My będziemy robić wszystko aby sobie przypomniała teraźniejsze życie.- odparł lekarz i ruszył w swoją stronę. Poczułem łzy zbierające się w kąciku oka. Po chwili spływały swobodnie po policzku a ja nawet ich nie zatrzymywałem. No bo po co? To i tak nie wróci jej pamięci.
- Harry..- Lucy dotknęła mojego ramienia- ona chce z Tobą porozmawiać- spojrzałem na nią i podniosłem się. Po chwili byłem już w Sali Emmy i patrzyłem na nią. Ona również spoglądała na mnie po czym się odezwała:
- Ty jesteś Harry zgadza się?-
- Tak, ja jestem Harry a tam za drzwiami to..-
- to Zayn. Jest jeszcze Liam, Louis i Niall-
- Czyli pamiętasz nas?- zapytałem zdziwiony
- Niestety nie ale Lucy mi wszystko wyjaśniła. Wiem, że jesteśmy parą i wiem też, że Louis mnie zdradził i przez niego tu jestem. Chcę abyś wiedział, że ja zrobię wszystko abym mogła przypomnieć sobie to co było między nami, cały zespół i wszystko co jest związane z moim życiem w Londynie. Przepraszam Cię za to.-
- Em nie masz mnie za co przepraszać. Przecież to nie Twoja wina. To wszystko przez Louisa. Chciałbym abyś..- zaszlochałem- abyś odzyskała pamięć bo nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie i bez tego wszystkiego. To przez niego straciliśmy dzieci…-
- Co?! Dzieci?! To my mieliśmy dzieci?!-
- Tak Em, byłaś w ciąży. 8 tydzień zapewne sama o tym nie wiedziałaś bo potencjalnie było zbyt wcześnie. I przez Louisa poroniłaś. Chyba wystarczy jak na jeden dzień prawda?-
- Chyba tak. Podejdź tu.- powiedziała a ja podszedłem. Przytuliła mnie i pocałowała w policzek. – Sylwester…..- powiedziała cicho
- Co?- zapytałem
- Nie, nic. Sądziłam, że to jakoś pomoże ale cóż. Mam nadzieję, że wkrótce wszystko wróci do normy- powiedziała i wyszedłem. Zayn objął mnie ramieniem i zapytał
- Wszystko dobrze?- skinąłem głową na znak zgody i usiadłem na krześle.
- A jak ona sobie mnie nie przypomni? Co ja wtedy zrobię?  A jak znów pokocha Louisa? Ja nie chcę tak żyć. Ja chcę odzyskać moją Em. Moją ukochaną Em.-
- Wiem, mi też jej brakuje. Jakby na to nie patrzeć utrata przyjaciółki boli. Chodź pojedziemy do domu, wypijemy herbatę, odświeżysz się i pogadamy.- odparł chłopak a ja zgodziłem się na jego propozycję. Spojrzałem po raz ostatni na Emmę i opuściłem szpital.
* Emma*
Obudziłam się w jakimś pomieszczeniu przypięta do różnych nieznanych mi urządzeń. W rogu pokoju stała kobieta, która uśmiechnęła się do mnie po czym wyszła i przyprowadziła mężczyznę ubranego na biało. Tuż za nim weszła kobieta, która rzuciła się na mnie i zalała łzami. No a potem wpadło tu tych dwóch chłopaków z którymi łączyła mnie nie lada uczucie. Bynajmniej z jednym z nich.
Po chwili gdy zapytałam kim oni są ten lokowaty wyszedł a za nim mulat i lekarz. Chłopak zalał się łzami, nie wiedziałam dlaczego. Lucy wyjaśniła mi, że moich rodziców już nie ma zresztą Patryka też. Straciłam pamięć czyż to nie cudownie? Mieć jedną czarną dziurę w głowie i pamiętać coś czego już nie ma.
Spoglądając na Harry’ego, jego łzy i słowa wypływające z niego wiedziałam, że mnie kocha i że to uczucie jest dla niego ważne. Przytulając go miałam nadzieję, że tak się stanie. I stało się. Lekki przebłysk świadomości i przed oczami ujrzałam mnie oraz niego przytulających się na jakimś moście. Ten sam zapach. Pokaz fajerwerków uświadomił mi, że mógł to być nasz sylwester. Gdy wychodząc z Sali spojrzał na mnie tym wzrokiem nie wytrzymałam i wybuchłam płaczem.
Kolejne dni nie przyniosły zmian lecz przyniosły więcej rozczarowań. Harry nie przyszedł do mnie ani razu. Brakowało mi czegoś w życiu i mógł to być on. Codziennie chociaż na godzinę wpadali Lucy, Zayn i blondyn pochłaniający tony żarcia- Niall. Próbowałam przypomnieć sobie z całych sił cokolwiek co miałoby związek z zielonookim brunetem ale przychodziły tylko rozczarowania.
Dwudziestego lutego Lucy zabrała mnie do domu. Po drodze wyjaśniła mi, że mieszkam z Crisem i Jessicą moim przybranym rodzeństwem ale teraz wyjechali do Glasgow do dziadków.
Dom był  bardzo duży nawet za duży. Śniegu było coraz mniej a błota coraz więcej. Wchodząc do domu ujrzałam świąteczny wystrój. Mimo iż święta dawno za nami tutaj ciągle dało się wyczuć tę atmosferę.
- Chyba czas na porządki co?- zagadnęłam ciocię
- Chyba tak. Jakoś nie było okazji na to a teraz jest jak najbardziej odpowiednia pora- powiedziała i przeszłyśmy dalej. Instynktownie skierowałam się do kuchni by zaparzyć świeżą herbatę i zjeść coś normalnego. Jednak lodówka świeciła pustkami a jeśli coś w niej było to nie nadawało się to do jedzenia. Z kubkiem herbaty poszłam za Lucy do mojego pokoju. Pachniał lawendą i był naprawdę przytulny.
- Jakbyś coś potrzebowała to będę u siebie -
- A gdzie dokładnie?-
- Trzecie drzwi na lewo od kuchni- uśmiechnęła się i wyszła. Widać było, że jest jej ciężko przywyknąć do nowej sytuacji.
Usiadłam na sofie aby przyjrzeć się otoczeniu. Co prawda nie przypomniałam sobie nic istotnego ale przynajmniej wiedziałam jak wygląda mój pokój. Po chwili na moje kolana wskoczył mały kotek.
- Marley- powiedziałam i przytuliła kota. Czy ja powiedziałam Marley?! Z przerażeniem spojrzałam na zawieszkę u jego szyi. Jak nic miał tak na imię. Krzyknęłam z radości i przytuliłam kota. Chyba nie będzie tak źle.
* Harry*
Trasa koncertowa trwała w najlepsze. I pomyśleć, że musiałem patrzeć na Louisa i tym bardziej udawać zadowolonego z jego pobytu tutaj. Przecież wszystkie wywiady, sesje i koncerty były robione na zasadzie ,, Wymuszony uśmiech i udawana przyjaźń”.
Nie dzwoniłem do Emmy. Nie widziałem w tym sensu. Zayn poszedł się z nią pożegnać ale ja nie mogłem. Wiedziałem, że ona i tak mnie nie pamięta więc po co zaprzątać sobie głowę kolejnymi smutkami i żalami? Nie widziałem w tym sensu.
- Emma was pozdrawia!- krzyknął Zayn gadający z nią przez telefon od dobrej godziny. Dzwonił do niej każdego dnia odkąd odzyskała przytomność
- Czy Harry jest?- zapytał Zayn i spojrzał na mnie. Ja pokręciłem przecząco głową i wyszedłem z tego pomieszczenia- Nie, nie ma go tu ale mu powtórzę. -
Straciłem sens życia, pół serca a każdy dzień związany był z niekończącą się tęsknotą i smutkiem. Oglądając nasze zdjęcia i nasze uśmiechnięte mordki wyobrażałem sobie, że tuż po zakończeniu naszej trasy ona będzie czekała na mnie na lotnisku i przywita mnie z uśmiechem na twarzy mówiąc mi jak bardzo tęskni.
- Jak się czujesz?- zapytał siadający obok mnie Niall
- Źle.- odpowiedziałem
- A może coś więcej?- drążył chłopak
- A jak się mogę czuć? Dziewczyna, którą kocham mnie nie pamięta a każdy dzień spędzony bez niej przyprawia mnie o wielki ból serca. Niall ja już tak nie mogę. Oddałbym wszystko co mam aby ona chociaż na jeden dzień sobie mnie przypomniała i było tak jak kiedyś.-
- Ale póki jest nadzieja, że tak może być nie można Ci się poddawać. Nie możesz skreślać tego, że ona już sobie o nas nie przypomni.-
- Wiem, dzięki- powiedziałem i na tym skończyłem naszą rozmowę. Chłopak chwycił kilka bułek i wyszedł.
- Po co to robisz?- zapytał mnie Zayn spoglądający mi przez ramię
- Aby żyć w miarę normalnie-
- Wiesz, że tak oszukujesz sam siebie? -
- A czy mam jakieś inne wyjście?- spojrzałem na niego
- Tak, porozmawiaj z nią-
- Ale o czym? Ona nas nie pamięta stary!- wrzasnąłem- przez tego idiotę w bluzce w paski straciłem ją na zawsze! Już mam dosyć udawania, że wszystko jest dobrze! Liam nie odzywa się do mnie w ogóle a  Niall  pyta jak się czuje tylko dla zasady. Straciłem przyjaciół, braci, dziewczynę a teraz tracę zespół! To ponad moje siły!- wykrzyknąłem i dopiero teraz zobaczyłem, że wokół nas stoją inny. Spojrzałem na ich twarze i wybuchłem płaczem. Wybiegłem i zamknąłem się w toalecie
- Harry!- krzyknął za mną Louis ale to nic nie dało. Chciałbym mu wybaczyć bo już mam tego dosyć ale nie potrafię. To zbyt boli
* Louis*
Czy on będzie żywił żal do mnie o to przez całe życie? Mnie też to bolało, że chłopcy cierpią przez to, że Emma ich nie pamięta ale ja również cierpiałem bo tak naprawdę nie miałem z kim pogadać o tym co mnie dręczy. Eleonora mnie nie rozumiała. Ciągle tylko ona, ona, ona. A gdzie było miejsce dla mnie? No chyba właśnie nie ma miejsca dla mnie.
Byłem wdzięczny Liam’owi za to, że mnie wspierał i przynosił wiadomości odnośnie zdrowa Emmy. Nie wiedziałem, że była w ciąży. Gdybym o tym się dowiedział nieco wcześniej nawet bym jej nie dotknął. W ogóle sam do tej pory nie wiem co mi strzeliło do głowy aby ją popchnąć. To było… Straszne. Naprawdę brakowało mi tej braterskiej siły i tego wsparcia. Byłem gotowy oddać wszystko za zgodę między nami. Byłem gotów pozostawić El dla nich, dla mojej rodziny.
* Liam*
Harry miał rację. Louis zepsuł sprawę ale to nie tylko jego wina. Każdy się w pewnym stopniu do tego przyczynił.
Fakt, faktem. Nie odzywałem się do niego od dawien dawna ale nie potrafiłem spojrzeć mu w oczy i powiedzieć tego co myślę o tym całym jego zachowaniu. Bolało mnie to, że tak traktuje Louisa więc postanowiłem zerwać z nim kontakt na znak protestu. Teraz wiem, że to był błąd. No i Em… Niewesoła sprawa.
* Niall*
Brakuje mi was! Brakuje mi przyjaźni i wygłupów!- krzyczał mój wewnętrzny głos. Nawet kanapki nie smakują już tak samo przez te kłótnie. FUCK!
* Zayn*
Będzie dobrze. Pogodzimy się, Wiem to bo patrząc na innych na pewno myślą jak to naprawić. Ja tam widzę dla nas światło w tunelu.
* Emma*
Nie marnowałam czasu. Od razu przystąpiłam do szukania czegoś na kształt pamiętnika bądź też dziennika. Musiałam sobie to wszystko przypomnieć.
Przeszukałam już prawie cały pokój i nic nie znalazłam. Została mi tylko garderoba. Moja ostatnia nadzieja.
Zaglądałam do każdego pudełka do każdej torebki i w końcu zajrzałam do ostatniego, fioletowego pudełka. Na samym dnie leżały dwa notesy.
- Jeah!- krzyknęłam i wyciągnęłam je. Rozsiadłam się na łóżku i otworzyłam pierwszy z nich. Należał on do Patryka.
20 października
Emma i ja w końcu jesteśmy razem. Wydaje mi się, że to nie będzie taki przelotny związek jakie do tej pory mnie nawiedzały. Ona jest delikatna, miła, troskliwa, uczciwa, urocza i same najlepsze cechy jakie może posiadać dziewczyna moich snów. Nigdy nie spodziewałem się, że cos takiego mnie trafi tym bardziej, że jest to dziewczyna młodsza ode mnie. Gdy ją objąłem jakieś 20 minut temu bałem się aby jej nie połamać. Taka była delikatna. Wiał wiatr, jej włosy szalały w każdą stronę a ona śmiała się z tego jak najęta. A jaki ma śmiech. Jest on ukoronowaniem każdego momentu z nią.

Pamiętałam ten wieczór a raczej początek jego. Coś ścisnęło mnie za serce i nie chciałam tego czytać dalej. To były jego prywatne zapiski. Jednak ciekawość zwyciężyła i czytała dalej omijając niektóre wpisy.
24 grudnia
Wigilia Bożego Narodzenia. Odwiedziłem Emmę i jej rodzinę. Podarowałem jej jedyną herbacianą różę jaką udało mi się zdobyć w całym Wrocławiu. Marzę o jej ustach, jej dotyku i ciepłem słów, które dzisiaj usłyszałem. Mówiła o wspólnej przyszłości, dzieciach, domu z białym płotem i szczęśliwym związku w którym nie brakuje nic. Byliśmy para idealną. Każdy z nas akceptował siebie takim jakim jest i nie wstydził się tego. Jej rodzice bardzo mnie polubili zresztą moi również uważają, że Emma jest odpowiednia dla mnie.
 ,, Będę Cię kochała do końca swoich dni. A gdy coś takiego już nadejdzie obdarzę tą miłością kogoś innego aby mógł być tak szczęśliwy jak ja.”
07 styczeń
Zimowy bal.
mnóstwo dziewczyn prosiło mnie o to aby z nimi pójść ale moje serce odmawiało bo już należy do kogoś kto podarował mi swoje.  Muszę stwierdzić, że Emma wyróżnia się spośród tych wszystkich dziewcząt naszego Liceum. Jest jak na swój wiek bardzo dojrzała, stanowcza ale jednocześnie nieśmiała, uwielbia się śmiać i ma dystans do siebie, nigdy się nie poddaje i jest bardzo bystra. Ma 1000 pomysłów na minutę a jej serce kocha szczerze. Gdybyś mógł ją zobaczyć. Suknia do samej ziemi ciągnąca się jeszcze kawałek za nią. Włosy ułożone w sposób który porusza zmysły nie jednego mężczyzny a całość wieńczy cudowny makijaż. Jak ja ją kocham.
03 marca
Pierwsza kłótnia za nami. Dziewczyna popłakała się na moich oczach a ja czuję się cholernie źle! Wszystko przez tę Alice i jej chore pomysły na to jak mnie zaprosić na kolację. Ona nie rozumiała słowa NIE lub nie mogę bo umówiłem się z Em. Jeszcze jej w takim złym humorze nie widziałem. Muszę ją jakoś przeprosić. To miłość mojego życia.
***
100 róż dało radę. Staliśmy na ulicy niepewnie spoglądając na siebie. Wiedziałem, że jej też jest źle z tym więc to ja pierwszy zmusiłem się do powiedzenia przepraszam. Po tym ona rzuciła mi się na szyję i powiedziała, że mamy już tak nigdy więcej nie robić. Jej usta zatopiły się w moich i poczułem chłód. Jadła lody jak mniemam waniliowe. Żarłok. Po chwili przyjechały róże a ona puściła wszystko w niepamięć moja mała Em.
16 maj
Maj, maj, maj. Jedziemy nad jezioro z Emmą. Pierwszy nasz samotny wypad poza miasto. Tylko ja, ona i leśna polana. Namioty mam, jedzenie mam, miłość mam więc wszystko mam!
Tak wiem, jestem w niej zakochany po uszy ale cóż poradzę na to? Zakochany wariat.
25 czerwiec
Kończymy rok szkolny! To oznacza wakacje, przesłuchania Emmy, niekończące się spacery w świetle gwiazd i… mam jakieś złe przeczucie, że coś nas rozdzieli w te wakacje. Emma uspakaja mnie, że przezwyciężymy wszystko. Może zabiorę ją na jakąś wycieczkę po Polsce? Póki co na tyle mnie stać. To uczucie nie daje mi spokoju. Boję się.
 07 lipca
Miałem dziwny sen. Jest on związany z jutrzejszym wyjazdem wraz z rodzicami Emmy poza miasto. Mamy piękne lato! Słońca jest pod dostatkiem więc nie można narzekać! A wracając do snu to śniło mi się, że mieliśmy wypadek i wszyscy zginęli prócz Emmy. Był on naprawdę dziwny. Potem wszystko zaczęło wirować i spoglądałem na nią z górny. Na nią i na jakiegoś chłopaka z burzą loków na głowie. Dziwne to było uczucie ale to tylko sen prawda? Za chwile mam spotkanie w sprawie pracy a potem idziemy z Emmą na pizzę.
P. S wczoraj Emma pochłonęła 3 porcje lodów! Jaki żarłok!
08 lipca
Zaraz mają po mnie przyjechać rodzice Em. To dziwne uczucie zaczęło się we mnie potęgować dlatego napisałem coś na kształt listu pożegnalnego. Wiem, że jest to żałosne ale boję się, że coś może mi się dzisiaj stać. Coś może nas rozdzielić na zawsze. Wiem, że ten dzień będzie dla nas dużą zmianą ale wiem też, że będzie on lepszy dla Emmy. Kocham ją najmocniej na świe….

Kartkuje notes w poszukiwaniu owego listu. Dłonie trzęsą się z każdą sekundą coraz mocniej. W końcu coś upada na podłogę a ja jednym ruchem zgarniam to i otwieram. Pochyłe pismo mówi mi, że Patryk to napisał
Droga Emmo.
Wiem, że czytasz to teraz płacząc i dziwiąc się mi. Sam nie wiem dlaczego to napisałem ale to uczucie i tamten sen mówi mi, że na mnie już pora i muszę odejść z tego świata.
Chcę abyś wiedziała, że nigdy nie kochałem tak nikogo jak Ciebie. Byłaś i jesteś dla mnie najważniejsza na całym świecie. Dziwna sytuacja prawda? Ale nie wolno Ci płakać i być słabą. Gdy Ci będzie źle przypomnij sobie nasze wspólne chwile i ciepło mojego głosu.
Nigdy nie pisałem takiego listu i nie sądziłem, że będę musiał ale życie tworzy różne historie.
A jeśli chodzi o tego chłopaka z mojego snu to ja sądzę, że on pokocha Cię tak jak ja. Bezgranicznie i szczerze.
                                                                                   Kocham, Patryk

Łzy sączyły się z moich oczu obficie. Z każdą sekundą mój mózg przyswajał więcej informacji i nagle poczułam ogromny ucisk i TRACH!!! Wszystkie wspomnienia do dniu w którym przyjechałam do Londynu powróciły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Patryk miał to przeczucie, że zginie a ja go jeszcze namawiałam do tego aby pojechał. On się opierał i mówił abyśmy zostali ale nie. My musieliśmy być uparci i proszę. Sprowadziłam śmierć na własną rodzinę.
Osunęłam się poduszkę i chwyciłam kota pod rękę. Zaczęłam płakać i analizować to co przed chwilą przeczytałam. Patryk widział w sowim śnie, że spotkam Harry’ego i on mnie pokocha. Ale dlaczego nie widział Louisa?
Po chwili gdy już uspokoiłam targające mną emocje chwyciłam drugi dziennik i zaczęłam go czytać. Należał on do mnie. Opisywałam tam każdy swój dzień od momentu przyjazdu do Londynu. Trochę uzbierało się tego ale nie poddawałam się. Znalazłam tam opis mojego pierwszego spotkania z Louisem i Harry’m, tego jak Louis zapytał czy zostanę jego dziewczyną, nasz pierwszy pocałunek, mój wypad do Francji i pierwszą kłótnię, wigilię, wigilię One Direction, moje chwile słabości z Zaynem no i w końcu dotarłam do tego co mnie najbardziej niepokoiło. Harry i nasza historia.
Wpisy skończyły się tuż po moim przyjęciu urodzinowym. Co było potem? Nie mam pojęcia. Zaczęło mi się kręcić w głowie więc postanowiłam zejść na dół i napić się chłodnej wody. Stojąc nad umywalką poczułam ból przeszywający całą czaszkę a następnie schodzący coraz niżej
- Lucy!- zdążyłam krzyknąć nim cały dotychczasowy świat pochłonęła ciemność.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

poniedziałek, 2 lipca 2012

Rozdział 58


Dni mijały szybko. Harry ciągle siedział obok łóżka Emmy, trzymał ją za rękę i liczył na cud. Jednak ten cud nie nadchodził. Emma ciągle leżała a lekarze wykonywali różne badania. Z tego co się dowiedziałem to miała jakąś malutką zmianę w mózgu. Być może był to krwiak a być może nowotwór. Bałem się o nią każdego dnia. Była taka blada, delikatna i taka bez życia. Brakowało mi jej uśmiechu, porad i różnych śmiesznych zdarzeń z nią w roli głównej. Louisa zatrzymali do momentu w którym Emma się  wybudzi i będzie mogła złożyć zeznania. Lekko się to skomplikowało ale cóż.. Ma za swoje. Przez tę całą sytuację powstało dużo zamieszania wokół zespołu, wokół Louisa. Nagłówki wszystkich brukowców głoszą ,,Rozpada One Direction? To już postanowione”, ,, Louis Tomlison- zabójca czy namiętny kochanek?’’, ,, Harry Styles- uwodziciel kobiet”. Gazety lekko mówiąc przesadzają. Obarczają zespół tymi wszystkimi sprawami jakbyśmy to my wszyscy byli winni temu co się stało.
Liam w ogóle już  z nami nie rozmawia. Z nami to znaczy ze mną i Harrym. Niall udziela się zarówno tu i tu. Wiem, że jest to stresująca sytuacja ale w końcu Emma jest częścią naszego życia! Przez tego pasiastego chłoptasia straciła dzieci! Straciła szansę na to aby być w końcu szczęśliwą osobą. Lucy dowiedziawszy się o ciąży Em lekko się przestraszyła ale w końcu przyjęła to do wiadomości, że będzie babcią. No ale Harry w końcu musiał jej powiedzieć, że jednak nic z tego nie będzie no i wtedy kobieta zalała się łzami. Pojechała do Jay, która jak mniemam stała się jej przyjaciółką. Tak cholernie się boję o moją przyjaciółkę, że nie wiem jak mogę funkcjonować.
* Harry*
Nie liczyłem już dni ile przesiedziałem przed jej łóżkiem. Jej oczy ani drgnęły, jej usta nie wypowiadały żadnych słów ani nie uśmiechały się do mnie, jej policzki zwykle różowe teraz były blade. Cała była blada. Czekałem na ten moment gdy chociaż ujrzę jakiś ruch jej ust bądź też oczu. Jednak nic takiego nie nastało.
- Można Pana prosić Panie Styles?- zapytała mnie któregoś dnia pielęgniarka. Poszedłem za nią do znanego mi już gabinetu i kazała czekać na lekarza. Po chwili zjawiła się osoba w białym fartuchu
- A więc mamy pewność co do tego, że zmiana w mózgu nie jest spowodowana rakiem. Najprawdopodobniej jest to krwiak, który powstał na skutek uderzenia głową o schody. Czy ma Pan może jakieś dokumenty dotyczące jej rodziców?-
- Niestety nie ale postaram się dostarczyć. A po co one są potrzebne skoro oni nie żyją?-
- Niepokoi mnie jej grupa krwi. Pani Lucy mówiła, że jej rodzice mieli grupę A i AB a Emma ma grupę 0 więc jest to niemożliwe aby ona była ich biologiczną córką. Rozumie Pan?-
- Tak, rozumiem. – powiedziałem
- A teraz niech Pan idzie do domu i troszkę się prześpi. Wygląda Pan jak cień człowieka.- i tyle było naszej rozmowy. W zasadzie miał rację. Nie spałem od kilku dni, oczy same mi się zamykały a ciuchy były brudne.
- Podrzucisz mnie do domu?- zapytałem Zayn’a
- No w końcu- powiedział i wstał. Po chwili byliśmy na dworze a wokół nas zaczęło się gromadzić sporo dziennikarzy. Zayn prowadził mnie pomiędzy tymi ludźmi. Zero prywatności i szacunku do cierpienia innej osoby. Ciekawe jakby oni się czuli gdyby ktoś ich tak śledził na każdym kroku.
Kolega wysadził mnie tuż pod drzwiami i powiedział, że zaraz wróci tylko skoczy do sklepu. Dom był pusty więc nawet nie musiałem rozmawiać z nikim o stanie Emmy. Od razu skierowałem się do łazienki aby wziąć prysznic i spłukać z siebie brud, pot, łzy i ból poprzednich dni. Ciepłe strumienie wody przyniosły orzeźwienie zarówno dla duszy jak i dla ciała. Powieki stawały się coraz cięższe z każdą chwilą. Wyszedłem pośpiesznie spod prysznica i spojrzałem w lustro. Okropnie wyglądałem. Cera przybrała kolor szary, cienie pod oczami były maksymalnie pociemniałe a oczy przekrwione. Nie mogłem pójść spać bo jak zadzwonią ze szpitala to nie będę słyszał.
Zszedłem na dół z zamiarem zrobienia sobie kawy ale tam czekał na mnie Zayn i powiedział:
- Teraz idziesz na górę spać. Nie ma kawy. Ja zostanę tu i będę pilnował telefonu a jak coś będzie się dziać to od razu budzę Cię i jedziemy jasne?-
- No dobra. Dzięki za wszystko- odparłem i skierowałem się na górę. Ostatnie co pamiętam to moment w którym mój policzek dotknął poduszki. Potem zasnąłem niczym dziecko.
* Zayn*
Chyba w końcu zaczął normalnie myśleć. Odpoczynek dobrze mu zrobi. Zawiozłem chłopaka do domu i postanowiłem zrobić mu małe zakupy. Cokolwiek do jedzenia.
Gdy wróciłem Harry brał prysznic więc przez ten czas zdążyłem rozpakować zakupy. Wiedziałem, że zaraz wróci po kawę i będzie chciał czekać na telefon ze szpitala ale raz dwa wybiłem mu to z głowy. W końcu sam doprowadziłby do tego, że leżałby w szpitalu. Po 15 minutach poszedłem na górę sprawdzić czy śpi. Spał jak małe dziecko.
Wróciłem na dół i zrobiłem sobie herbatę. Usiadłem przed telewizorem i nawet sam nie wiem kiedy z porannych godzin robiła się 20.00.
* Lucy*
Tego właśnie się obawiałam. Emma i ciąża. Początkowo poczułam złość i nienawiść do tej dziewczyny ale w końcu gdy spojrzałam na to z perspektywy bycia babcią poczułam ciepło gdzieś na dnie serca. Dwójka maluchów pełzających po domu. Był to zdecydowanie powód do radości a nie nienawiści.
Gdy Harry powiedział mi, że na skutek upadku Emma poroniła zrobiło mi się słabo. Gdzieś tam poczułam ogarniającą mnie pustkę i smutek. Było mi jej szkoda. Lekarze sami nie potrafili dokładnie określić czym jest ta zmiana na mózgu a ja nie mogłam już patrzeć na jej cierpienie. Musiałam poszukać jakiejś lepszej kliniki.
Potrzebowałam pocieszenia. Jedyną osobą na którą mogłam liczyć była Jay. Od razu do niej pojechałam i wypłakałam jej w rękaw wszystkie obawy i żale. Kobieta była zdruzgotana gdy dowiedziała się, że Louis pozbawił Emmę potomstwa. Wiem, że on tego nie chciał i na pewno o tym nie wiedział ale stało się tak i nic tego nie zmieni.
W końcu około 19.30 zadzwonił do mnie lekarz z pytaniem czy posiadam jakieś dokumenty o rodzicach Emmy. Oczywiście, że posiadałam więc pożegnałam się z Jay i ruszyłam do domu a potem prosto do szpitala.
Mężczyzna uważnie przeglądał dokumenty, które przywiozłam ze sobą.
- Tak jak myślałem.- powiedział lekarz
- Co się stało?- zapytałam zmartwiona
- Państwo Novak nie są i nigdy nie byli rodzicami Emmy.- odparł i spojrzał na mnie. Momentalnie ścięło mnie z nóg. Lekarz widząc, że zbiera mi się na płacz zaprosił mnie do swojego gabinetu i posadził na kozetce.
- Pani wie kim są jej rodzice prawda?- przytaknęłam mu. Tajemnica noszona w sercu przez tyle lat miała teraz ujrzeć światło dzienne. Było to dla mnie trudne ale w końcu i tak kiedyś bym musiała o tym powiedzieć Emmie.
- Bo to ja jestem matką Emmy- powiedziałam i zalałam się łzami.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nie ma rewelacji ale robię wszystko by to jakoś miało i ręce i nogi...
Jest mi ciężko... Jeszcze jutro pogrzeb i powrót do szpitala. Co jak co ale wakacje to mam świetne.
Pozdrawiam, Magda :)