piątek, 15 czerwca 2012

Rozdział 49


Stała i wpatrywała się w nas. Jej czarne włosy, które były lekko pofalowane okalały jej twarz. Wyglądała niczym ta dziewczynka, która wychodzi ze studni w horrorze ,, The Ring”. Ciarki przeszły mnie po plecach i uśmiechnęłam się blado. W jej wzroku było coś co wzbudzało we mnie strach. Może ten czarny makijaż potęgował to uczucie? Nie miałam najmniejszego pojęcia.
Zaczęliśmy szukać swoich miejsc. Szłam powoli, nie przejmując się niczym. Miałam nad nią przewagę bo miałam Louisa. Gdy w końcu doszliśmy do naszego stolika uśmiechnęłam się od ucha do ucha. Siedzieliśmy wraz z Harrym. Zaczęłam rozglądać się za nią.
- Szukasz kogoś?- zapytał mnie Louis
- Tak. Szukam..- próbowałam na szybko coś wymyślić- Szukam Jay- powiedziałam w końcu
- Głuptasie- rzekł chłopak i chwycił moją głowę w swoje dłonie i delikatnie odwrócił- tam są. Chodź! – pociągnął mnie za rękę i ruszyliśmy w kierunku jego bliższej bądź dalszej rodziny.
Podeszliśmy do Jay, która żywo prowadziła dyskusję z jakimś starszym mężczyzną. Na nasz widok krzyknęła i zaczęła się śmiać. Usłyszałam jak ja to pięknie wyglądam i jakie ja mam szczęście, że Lou mnie spotkał. Starszy mężczyzna dodał, że rude są gorące na co ja wybuchnęłam niepohamowanym śmiechem. Jay wysłała nas do Pary Młodej aby Lou mógł ,,pochwalić’’ się swoją dziewczyną. Jeszcze takiej euforii nie czułam nigdy. Z każdej strony sypały się komplementy odnośnie mojej osoby, odnośnie nas jako pary. Gdy wracaliśmy do stolika z przerażeniem odkryłam dla kogo było przeznaczone czwarte miejsce! Obok nas a ściślej ujmując obok Louisa miała zasiąść Eleonora. Byłam nie tyle wściekła co zdruzgotana. Ta laska działała mi na nerwy mimo iż jeszcze jej nie poznałam.
- Och Em! Musisz poznać kogoś!- krzyknął Lou i pognał w kierunku dziewczyny. Rozumiecie to? Zostawił mnie samą i pobiegł do niej aby się przywitać. Buziak w policzek? I może frytki do tego?! Co ta dziewuch mi tu chłopaka zabiera?! Podeszła i złapałam MOJEGO chłopaka za dłoń.
- No w końcu.- wypalił Louis- El poznaj Emmę- gdy wypowiedział jej zacne imię zrobiło mi się jakoś smutno i pusto w środku. Wypowiedział je z taką miękkością i jakiegoś rodzaju uczuciem.
- Witaj, jestem Eleonora. Dobrze w końcu jest móc zobaczyć Cię na własne oczy. Louis bardzo często o Tobie opowiadał. Miło mi.- zdębiałam. Louis bardzo często o Tobie opowiadał?? Miło jej? Co to wszystko w ogóle ma oznaczać? Podałam jej byle jak rękę i powiedziałam, że również mi miło i na tym ucięłam naszą konwersację. Czy ona chciała mi dać do zrozumienia, że nadal spotyka się z Louis’em? Najwyraźniej tak.. Postanowiłam się tym nie martwić i nie psuć sobie tego wyjątkowego wieczoru. Zaczęłam się bawić.
* Harry*
Oho. To spotkało się dwie baby Louisa. Nie mogło z tego nic dobrego. Emma była wyraźnie poruszona wydarzeniami ostatnich godzin. Spoglądałem ukradkiem na nią i widziałem, że robi dobrą minę do złej gry. Stanowczo złej. Louis wyciągnął ją na parkiet kilka razy ale teraz to El nim obracała. Jego towarzyszka siedziała i patrzyła na to.
- Ej nie pij tyle- powiedziałem widząc, że sięga po 3 z kolie kieliszek wódki.
- Jakoś muszę odreagować, prawda?- zagadnęła
- To może spacer?- zapytałem
- A wiesz?? Zdaje się, że on nawet nie zauważy, że znikłam.- powiedziała i wstała. Podałem jej płaszcz i po kilku sekundach kierowaliśmy się na dwór. Dzisiejsza noc była wyjątkowo ciepła w porównaniu z ostatnimi dniami. Mimo to, śnieg ciągle chrzęścił pod nogami. Za budynkiem był dosyć ładny ogród więc od razu skierowaliśmy się tam. Nikt z nas nie odezwał się słowem. Dopiero gdy doszliśmy do oświetlonej altany Em odetchnęła i zapytała:
- Długo oni ze sobą byli?- widziałem, że sprawia jej trudność wypowiedzenie każdego słowa
- Teoretycznie dwa lata-
- A jak to wyglądało w praktyce?- i znów ten sam to przyprawiający mnie uczucie pustki w głowie
- W praktyce nie było tak źle, byli naprawdę szczęśliwy a Lou z każdym dniem zarzekał się, że to jest dziewczyna, która z każdym dniem zmienia jego życie. Niewątpliwie kochał ją i to mocno aż na kilka tygodni przed tym jak ty przyjechałaś zerwali ze sobą. Ot tak po prostu.-
- Co było tego powodem?-
- A kto za nimi trafi?- spojrzałem na dziewczynę i wiedziałem, że każde moje słowo jest dla niej jak cios w serce. Postanowiłem przerwać ten morderczy dialog i uszanować ciszę, która była jak lekarstwo.
- Wiesz ja widzę, że coś się dzieje. Widzę, że ona bardzo go pociąga i mają się ku sobie. Harry, wiem , że Louis jest Twoim przyjacielem i błagam Cię powiedz jak Ci się zwierzył z uczuć do niej. –  powiedziała na jednym wydechu Em i spojrzała na mnie błagalnym spojrzeniem. Co ja mogłem jej powiedzieć? Louis nic mi nie powiedział o niej ani tym bardziej o uczuciach. Całe czas w jego słowach była Em i pochwała jej osobowości.
- Em on mi nic nie powiedział, słowem się nie odezwał- powiedziałem i przytuliłem przygnębioną już dziewczynę- skoczymy do środka? Drżysz z zimna… Napijemy się czegoś ciepłego i potańczymy, co Ty na to? – zapytałem robiąc arcy śmieszną minę. Na jej twarzy zagościł uśmiech.
- Tak, to bardzo dobry pomysł.- odparła i ruszyliśmy.
* Louis*
Co za dziewczyna? Skąd w niej tyle siły? Poczułem się znów jak za dawnych czasów, gdy byłem właśnie z El. Nasze życie było niekończącą się zabawą, pełną przygód i wrażeń. Gdy w końcu dała mi możliwość odpoczęcia i napicia się czegokolwiek poszedłem do stolika. Po kilku minutach stwierdziłem, że siedzę sam a Em i Harry’ego gdzieś wywiało. Po chwili dołączyła do mnie El.
- Niezła zabawa co?- zagadnęła
- I to jak. Padam z braku sił- odparłem i uśmiechnąłem się. Pot lał się strużkami. Zastanawiało mnie to gdzie oni się podziali? Już miałem sięgać po telefon i do niej dzwonić gdy zobaczyłem ich wchodzących na salę, śmiejących się zapewne z taniego żartu mojego kolegi.
- Gdzie byłaś? Martwiłem się- powiedziałem ujmując jej dłoń. Była lodowata.- Em, kochanie Ty zmarzłaś. – podszedłem do niej tuląc ją w ramiona.
- Już mi lepiej- powiedziała odsuwając się ode mnie i poszła po herbatę.
- Co Ty odwalasz stary?- niemal krzyknąłem patrząc na Harry’ego wodzącego za nią wzrokiem
- Ja? To zastanów się co robisz Ty! Obracasz swoją byłą Pannę nie widząc, że ranisz przy tym ją! Aż tak Ci zależy na tym aby ją stracić?- szczerze powiedziawszy nie wiedziałem o co tak naprawdę chodzi temu chłopakowi i nie obchodziło mnie to. To, że Em wolała siedzieć przy stoliku z powodu wysokich obcasów i obolałych nóg, nie oznaczało, że ja mam robić to samo. Machnąłem na chłopaka ręką i spojrzałem na Em. Rozmawiała z jakimś chłopakiem. Wolny kraj.
- Wiecie, ja pójdę przypudrować nosek. Wyjaśnicie sobie to między sobą.- powiedziała El i usunęła się z pola walki.
- To nie jest Twoja sprawa co ja robię, rozumiesz? Najwyraźniej nie wyzbyłem się całkowicie uczucia do Eleonory i ono stary wróciło znów! Rozumiesz o co chodzi prawda? Nie potrafię nad tym panować. Gdy ona jest obok mnie, całe moje ciało cierpi. Wiesz jak to jest nie uprawiać seksu tak długo?- wyznałem w pewnym sensie prawdę Harry’emu a ten skinął głową na znak zgody.
- Przynajmniej nie rób tego na oczach swojej dziewczyny.- rzucił krótko i ustąpił miejsca Em. Faktycznie była jakaś przybita i lekko smutna, ale po chwili opuściły mnie te myśli bo śmiała się razem z Harry’m z pary tańczącej na środku parkietu. Faktycznie śmiesznie razem wyglądali.
Siedzieliśmy i tak rozmawialiśmy dosłownie o niczym gdy przyszedł mi sms od El:
Za 5 minut w starej altanie na tyłach domu.
Zdziwiła mnie lekko jego treść ale może jej się coś stało albo źle się poczuła? Po chwili wstałem i powiedziałem:
- Idę się przewietrzyć. Strasznie tu duszno, zaraz wracam- obydwoje skinęli głowami a ja pognałem na spotkanie z El.
* Emma*
Harry wybiegł niczym poparzony z tej Sali. Wbrew temu co mówił, nie było tu tak wcale gorąco. No chyba, że aż tak działała na niego ta dziewczyna no to wtedy zapewne tak.. Chyba błędem było pojawienie się tu, na weselu. No bo jaki jest w tym sens aby przyjść na weselę, aby się zabawić samemu? Teoretycznie przyszłam tu z chłopakiem a w praktyce było troszkę inaczej. Zapewne skończyłabym ten wieczór tak, jak go zaczęłam gdyby nie Harry. Złapał mnie za rękę i wyciągnął na parkiet mówiąc, że będę się smucić na starość a nie teraz i na pewno nie przez Louisa. W sumie miał on rację. Miałam naprawdę już dosyć tej atmosfery przygnębienia, smutku panującej wokół mnie i dałam się ponieść chwili. Zrobiłam bardzo dobrze. Po chwili w rytmach latynoskiej muzyki wyginałam ciało z najlepszym tancerzem na świecie- Harrym Styles’em. Niejedna jego fanka chciałaby być na moim miejscu. Genialnie tańczył. W końcu przyszedł czas na wolniejszy kawałek i wtuleni w siebie, zapominając o otaczającej nas rzeczywistości spoglądaliśmy sobie w oczy. Były piękne. Ich zieleń ujmowała serce i z każdym momentem zatracałam się w nich coraz bardziej. W końcu muzyka zmieniła swój bieg na nieco szybszą, jednak nam to nie przeszkadzało. W pewnym momencie Harry zrobił jakiś dziwny ruch i widziałam wszystko do góry nogami. Czyli tak się bawimy? Gorące i namiętne tango? Ok., nie ma sprawy. Podciągnął mnie do góry i spojrzał ponownie w oczy. To co potem się działo było rodem z filmu. Zgromadził się tłum gapiów i widzów. Uwodziłam chłopaka spojrzeniem, krokiem i każdym innym gestem. Czułam, że dopełniamy siebie w tym tańcu. Każde z nas, nie ukrywajmy, pragnęliśmy siebie i ten taniec był przejawem tego wszystkiego. Gdy wykonałam Corte* zostaliśmy oklaskani przez wszystkich zgromadzonych na Sali, na czele z Parą Młodą. Uśmiechaliśmy się do siebie jak najwięksi szczęściarze na świecie. Jakbyśmy wygrali fortunę. A my po prostu patrzyliśmy na siebie z bliskiej odległości.
* Eleonora*
Siedziałam i czekałam zniecierpliwiona na chłopaka. Po chwili usłyszałam kroki i zobaczyłam głowę Lou wychylającą się zza malutkich drzwi.
- Tu się skryłaś- mówi i siada obok mnie. Ławeczka lekko trzeszczy- stało się coś?-
- Och Lou. Tak, stało się.- mówię smutnym głosem
- Ej.- podnosi palcem moją brodę ku górze.- co się stało El? Nie strasz mnie-
- Louis czy Ty nadal nic nie rozumiesz? Tak trudno jest połączyć ze sobą kilka faktów?-
- Ale o czym Ty mówisz?- pyta mnie jakbym mówiła w innym języku. Zaczynam się śmiać.
- Czy dla Ciebie to nic nie znaczy? Każdy nasz gest, każde ukradkowe spojrzenie i każde spotkanie?-
- Ach o tym mówisz. El ja kocham…-
- Czyżby? To co w takim bądź razie robisz tu i teraz? Zapomniałeś, że przyszedłeś na wesele z dziewczyna?-
- El ty mnie źle rozumiesz. Świetnie się rozumiemy, dobrze jest nam ze sobą ale-
- Nie ma żadnego ale! Louis spójrz! Byliśmy ze sobą 2 lata i to był najlepszy okres w naszym życiu, nie powiesz, że nie.- mimo przyciemnionego światła widzę uśmiech na jego twarzy. – Co nam stoi na przeszkodzie do szczęścia? Tylko ona. Zrób w końcu coś dla siebie a nie tylko dla niej. Zrób coś pod wpływem impulsu, zostaw ją, bądź ze mną, zacznij żyć. Może Ty tego nie widzisz ale ona świetnie dogaduje się z Harry’m więc może akurat z nim postanowi być? Ja kocham Cię całym sercem, nawet na chwile nie dałam sobie zapomnieć o Tobie. Zbyt wiele przeżyliśmy razem.- mówię i spoglądam na niego. Wygląda jakby analizował mój słowotok.
* Louis*
Siedziałem i próbowałem skupić się na tym co ona do mnie mówi ale nie potrafiłem. Czy tak właśnie miało wyglądać moje szczęście z Em? Ona miała rację, zbyt bardzo zbliżyliśmy się do siebie. Stało się to raptownie, tuż po jednej kłótni z Em zadzwoniłem do niej w zamiarze szukania pocieszenia.  Tylko ona tak naprawdę mnie rozumiała. I jakoś tak się potoczyło. Najpierw spacery, niewinne spotkania w kawiarniach a teraz nagle bum! Wszystkie emocje eksplodowały a ja nie miałem na to wpływu. Jeszcze dochodziła do tego ta specyficzna męska cecha. Em pogrywała sobie ze mną robiąc różnego typu gry wstępne a potem nagle oznajmiała, że nie może, że nie teraz. Szlag mnie trafiał w takich chwilach bo to było jak jakieś męczarnie! Patrzenie się na jej tak cudowne ciało i brak możliwości dotknięcia go jakikolwiek sposób. Hazza też nie był gorszy. Pogrywał z nią byle jak a ona wierzyła mu w każde słowo. Gdy patrzyłem na El i jej ciało, które nigdy nie stawiało mi oporu poczułem, że tak jak już nie może. Mimo iż czułem coś do Em uczucia do El były silniejsze.
- El to nie jest tak, że ja o Tobie zapomniałem. Nie, nie potrafiłem. Do tej pory Twoje zdjęcia wiszą u mnie w pokoju. Mimo wszystko ja nie mogę tego zrobić Em, nie teraz gdy straciła tyle ważnych osób w życiu.-
- Louis otrząśnij się! Ona teraz bawi się z Harrym i nie nawet nie myśli o Tobie.- dziewczyna przysunęła się i położyła mi rękę na udzie. Zaczęła jechać coraz wyżej i wyżej gdy w końcu zapytała:
- Ile razy?-
- Od rozstania z Tobą nic- powiedziałem zażenowany
- Żartujesz?! Aż taka cnotka z niej?- jej ręka spoczęła niebezpiecznie blisko rozporka. Zdjąłem ją i wstałem
- El ja tak nie mo…- i wtedy jej usta wpoiły się w moje. To nie był zwykły pocałunek, było to coś na kształt dzikiego wyrażania pożądania drugiej osoby. Ten pocałunek był prawdziwą bombą wybuchową, mieszanką wszelakich uczuć. Mało brakowało a zdarłbym z niej tę sukienkę tam. Moje dłonie błądziły po całym jej ciele, docierały tam, gdzie Em nigdy w życiu nie dała się dotknąć. Taka właśnie była różnica pomiędzy Eleonorą a Emmą. El zawsze była gotowa zaspokoić mężczyznę.
* Harry*
To było niesamowite przeżycie! W końcu mogłem pokazać co tak naprawdę  potrafię. Nie wiedziałem, że taniec może być tak namiętny i zmysłowy. A taniec z taką dziewczyną? Klękajcie wszystkie gry wstępne, byłem cały jej. Ukłoniliśmy się i wróciliśmy do stolika.
- Jak to możliwe?- zapytała mnie czerwona Em
- Ale co?- zapytałem pijąc duszkiem szklankę soku
- No to, że tak świetnie tańczysz. Nie miałam pojęcia, Harry to było… świetne- wydyszała Emma a ja zdobyłem się na krótkie dziękuję. W pewnym momencie podeszła do nas Młoda Para na pamiątkowe zdjęcie. Uśmiechnęliśmy się ładnie, błysk flesza i po wszystkim. Spojrzałem na nią a ona wybuchła śmiechem. Alkohol ją troszkę rozluźnił i wcale to nie było złe. Oczywiście nie mogłem oderwać od niej wzroku. Była śliczna, jak najpiękniejsza noc z milionem gwiazd, jak najpiękniejszy kwiat. A Louis? Cóż. Pewnie posuwa gdzieś El na tyłach budynku bo Em jest na tyle wyrozumiała aby nie dawać byle komu tak jak El. Swoją drogą dziwiło mnie to, że jeszcze nie spali ze sobą ale cóż. Jest to wyrazem szacunku Em do swojej osoby i swojego ciała.  Gdy spojrzałem na zegarek dochodziła pierwsza. Nie czułem się w ogóle zmęczony więc ponownie wyciągnąłem moją koleżankę na parkiet. Jednak nie dane było mi długo z nią tańczyć, bo podszedł do nas inny chłopak i chciał wymienić z nią kilka kroków. Pocałowałem dziewczynę w rękę i wróciłem do stolika. Swoją drogą ciekawiło mnie to gdzie na tak długo znikła El z Lou… Nie chcę aby Emma znów przez niego cierpiała.
* Emma*
Nie to, że ja narzekam ale ten chłopak miał jedną zaletę, był przystojny ale za cholerę nie umiał tańczyć. Po kilku krokach, które skończyły się niesamowitą boleścią stóp podziękowałam mu i wróciłam do stolika.
- Tak szybko?- zapytał Harry
- To była MA- SA- KRA! Moje stopy- mówiąc to zaczęłam gładzić je ręka. Harry zaśmiał się a ja posłałam mu mordercze spojrzenie. Miałam już dość tej muzyki, tańczenia, jedzenia na dodatek byłam cała obolała.
- Harry zawieziesz mnie do domu?- zapytałam
- Tak, jasne. Tylko znajdźmy Louisa aby mu powiedzieć.-
- Czekaj, od czego są telefony?- wyciągnęłam telefon i uśmiechnęłam się. Wybrałam pośpiesznie numer do mojego chłopaka
* Louis*
Tego brakowało mi przez te wszystkie miesiące, dni, godziny. Brakowało mi ELEONORY, jej ciała, jej ust. Gdy staliśmy tak przylegając do siebie ustami zaczął dzwonić mi telefon. Wyjąłem go i z przerażeniem stwierdziłem, że to Em!
- El poczekaj – powiedziałem odsuwając od siebie dziewczynę.
- Tak?- odebrałem próbując uspokoić drżący głos
- Louis źle się czuję.- powiedziała Em
- Dobrze, już idę- powiedziałem zbierając się ale El trzymała mnie za dłoń
- Nie, nie. Harry odwiezie mnie do domu. Zobaczymy się za niedługo. Baw się dobrze- powiedziała i rozłączyła się
- Harry odwiezie mnie do domu- zacytowała El słowa Em.- i nadal sądzisz, że między nimi jest tylko przyjaźń?-
- Sam nie wiem co o tym myśleć- powiedziałem
- Wiem co poprawi Ci humor. Ja, Ty, moje mieszkanie i wanna.- powiedziała i pociągnęła mnie za rękę w stronę parkingu.
* Emma*
Zaczęliśmy się zbierać z Harrym. Podeszliśmy do Młodych i podziękowaliśmy za świetne przyjęcie. Dostaliśmy troszkę smakołyków i już zmierzaliśmy do auta. Na dworze było przyjemnie chłodno. Wiatr pieścił moje zaróżowiałe  policzki i przegrzane ciało. Wsiadając do auta wydawał mi się, że widzę Eleonorę, która trzyma za rękę Louisa! Chyba byłam już przemęczona. Wsiadałam do auta i spojrzałam na Harry’ego.
* Harry*
Dziewczyna była już naprawdę zmęczona, zresztą ja również.  Ileż w końcu można jeść, tańczyć, skakać i bawić się na całego? Jechaliśmy wsłuchując się w słowa ballad miłosnych. Gdy w końcu dojechaliśmy do domu Em powiedziała, że nie ma innej opcji i że zostaję u niej na noc. Zgodziłem się bez żadnego słowa zaprzeczenia. Byłem już lekko zmęczony i wcale nie uśmiechało mi się jechać jeszcze taki kawał do domu.
Weszliśmy do kuchni i wzięliśmy jakieś czekoladowe ciastka i poszliśmy na górę. Po chwili Em przyniosła mi pościel a za nią wbiegło coś na kształt kota.
- To kot?- zapytałem patrząc na rudą kulkę bawiącą się rogiem poduszki
- Tak, poznaj….-
- Bezimienny?- zapytałem
- Póki co tak, prezent od Louisa- powiedział Em i włączyła jakąś komedię. I znów spędziliśmy wieczór w ten sam sposób co zawsze. Nie zwracałem uwagi na fabułę tylko patrzyłem na Em bawiącą się z kociakiem.
- Pójdę się umyć- powiedziałem w końcu czując, że zbliża się pora spania.
- To ja się przebiorę, nie mam siły na prysznic- rzekła dziewczyna podnosząc się leniwie z łóżka. Po kilku minutach wróciłem do niej czując się o niebo lepiej. Em spała słodko na łóżku a obok niej spał kot. Zgasiłem telewizor, przygarnąłem ją do siebie a ona o dziwo położyła ręce na moim brzuchu.
- Mam nadzieję, że nie będę Ci przeszkadzać- szepnęła- nie mam siły iść po schodach
- To może Cię zaniosę? Bo jak ktoś rano wejdzie to może być nieprzyjemnie-
- Spokojnie zamknęłam drzwi, a poza tym uwielbiam Twoje ciało pachnące wanilią. – lekko uśmiechnęła się pod nosem objęła mnie mocno i po chwili jej oddech wyrównał się. Spała.
* 3dni później*
- Em pośpiesz się! Zaraz wyjeżdżamy!- krzyczał czekający na mnie Cris. Pakowałam walizkę w biegu. Tak, moja organizacja była nie do pobicia.
 – Em no!- tym razem był to Harry. Tak, właśnie tak. Jadę z Harrym celebrować przywitanie nowego roku w Leeds. Czekała nas kilku godzinna podróż. Na miejscu mieliśmy się spotkać z resztą zespołu. No prawie z resztą. Wyjątkiem był Louis, który musiał wyjechać z rodziną. Jego strata. Zamknęłam za sobą drzwi i zbiegłam po schodach. Przywitałam Loczka buziakiem w policzek i mocnym niedźwiadkiem. Cris stał i gapił się na mnie jakby ujrzał ducha.
- No co? Ty też chcesz?- zapytałam uśmiechając się
- No tak- wyszczerzył ząbki a ja powtórzyłam czynność.
- To co? Zbieramy się?- zagadnęłam
- Tak- powiedział Cris, pożegnał Lucy tak samo jak i ja i odpaliliśmy silnik auta.
* Louis*
To mi się udało. Nie powiem, że nie. Co prawda zabolało mnie to, że okłamałem Em i nie będę mógł z nią przywitać Nowego Roku ale spędzę go w obecności mojej kochanej El! Jedziemy do Liverpool’u. będzie cudownie móc spędzić kolejną upojną noc w obecności tak chętnej do wszystkiego osoby. Od tego wesela spotykaliśmy się praktycznie codziennie, bywało, że nawet 2 razy dziennie na tzw. Szybki numerek. To była ulga dla mojego ciała. Po roku zacząć robić takie rzeczy… Jak szklanka wody gdy nie pije się 2 dni. Przynosi ulgę. Właśnie czekam na nią na lotnisku. Po chwili zmierzamy już na pokład samolotu i zaczynamy świętować.
* Liam*
Punkt 10.00 wyjeżdżam z domu w kierunku Leeds. Walizka czekała na mnie tuż obok drzwi, spokojnie wstałem sobie rano nieco wcześniej aby zjeść śniadanie. Mama to ma klasę, prawdziwe angielskie śniadanie. Bekon. Mmmm…. Niebo w gębie. Cieszyłem się na spotkanie z moimi przyjaciółmi. Już tęskniłem za matkowaniem im.
* Niall*
Ze snu wyrywa mnie budzik. Śniłem o pysznych pierożkach babci i prażonej kukurydzy. Na samą myśl mam ochotę zabić ten budzić. Och.. To dzisiaj jedziemy? Chyba tak. Biorę walizkę i jedną ręką zwalam zawartość pułki do jej wnętrza. Następnie poprzez zapach sprawdzam stan bielizny i już jestem gotowy do podróży. Leniwie wciągam na siebie ubrania i schodzę na śniadanie. Mama zrobiła mi tylko 8 kanapek. Śmiem twierdzić, że żałuje mi jedzenia. Na drogę przygotowała mi też zbyt mało. Będę musiał wstąpić do Nados.
* Zayn*
W końcu oderwanie się od tej ponurej rzeczywistości. Na jedzenie już patrzeć nie mogę. Swoją drogą ciekawi mnie to od kiedy Lou zrobił się takim domownikiem? Bo wiecie. On  nigdy nie opuściłby takiej okazji do imprezowania. Wyjechałem sobie już spokojnie z domu, słucham radia i akurat leci nasza piosenka. Kiwam głową w rytm i jadę przed siebie. W końcu okazja do zabawy!
* Kilka godzin później.*
- No.. Nieźle to wygląda – mówię stojąc przed naszym hotelem
- Harry idziesz?- pytam mnie Em. Jest strasznie zła bo nie dałem jej spać. Ale czy to moja wina, że po prostu ją uwielbiam drażnić?
- Idę, idę- mówię i podążam za dziewczyną. Nie minęło nawet 15 minut a już usłyszałem śmiech w holu. Od razu rozpoznałem Zayna i jego ,, Vas Happenin?’’
* Emma*
Weszła do pokoju i rozłożyłam się na łóżku. Wybrałam numer do Fel aby nie przerywać Louis’owi jazdy.
- Hej Fel tu Em, gdzie już jesteście?- zapytałam pełna entuzjazmu w głosie
- Cześć Em! Sory, ale nie bardzo wiem o czym mówisz. Gdzie mamy być? Jesteśmy w domu- powiedziała zdziwiona dziewczyna. Pewnie jeszcze nie wyjechali.
- Jeszcze nie wyjechaliście?-
- Em ale my nigdzie nie jedziemy.-
- No a co z Liverpool’em? Przecież mieliście tam dzisiaj z Louisem jechać. Całą rodziną do jakiejś ciotki na Sylwestra. -
- My? Em my nie mamy tam rodziny. -
- Ale jak to? Jest Louis?- teraz to już była przerażona
- No nie ma go. Wyjechał jakąś godzinę temu mówiąc, że jedzie po Ciebie i zaraz wyjeżdżacie.- powiedziała równie zdziwiona dziewczyna co ja.
- Ale nie ma go ze mną. Ja jestem z chłopakami w Leeds. – i opowiedziałam jej z grubsza jak to było.
- Ale jaja…. A to Louis.-
- Przepraszam Fel ale muszę kończyć- urwałam rozmowę bo poczułam cisnące mi się łzy do oczu. Poczułam pod plecami jakieś zgrubienie i podniosłam się. Uniosłam do góry koc i zobaczyłam małą paczuszkę. Widniał na niej napis : Dla Emmy. Było to bardzo dziwne. Powoli rozpakowałam ją i zobaczyłam list.
,, Przepraszam Cię, że dowiadujesz się tego w ten sposób. Nie chcę abyś potem cierpiała przez niego. Przejrzyj na oczy. C.”
Nic nie rozumiałam. Wzięłam do ręki białą kopertę, syto wypełnionym czymś prostokątnym i po prostu wyjęłam to. Zlałam się łzami. Poczułam się jak szmata.
- Hej Em!- usłyszałam jak koś wchodzi- co tam?- zero reakcji- Em?- był to Harry
- Louis mnie zdradza- wydusiłam z siebie te gorzkie słowa i rozpłakałam się na dobre

czwartek, 14 czerwca 2012

Rozdział 48


Ciepło płynące z żarzącego się kominka delikatnie muska moją twarz. W domu cisza jak makiem zasiał a mój umysł pogrążony w marzeniach już dawno odpłyną do dobrze znanej mi krainy. Nie mogę uwierzyć. Wieczór Wigilijny dobiegł już końca. Dziewczynki padły ze zmęczenia a Jay i Lucy lekko przesadziły z alkoholem. Spoglądam na wpatrzoną w ogień Emmę. Jest tak jak powinno być. Ja i ona naprawdę szczęśliwi. W pewnym momencie czuję wibracje telefonu. Spoglądam  na wyświetlacz i widzę wiadomość od El. Prócz życzeń z okazji świąt dowiaduje się, że ona również będzie na weselu. Coś czuję, że Em się to nie spodoba ale ja nie mam przecież na to wpływu. Spogląda na mnie sowimi dużymi oczami i co w nich mogę ujrzeć? Widzę radość, smutek, zagubienie szczęście, miłość i… widzę w nich siebie.  Nie potrafię opisać co w takiej chwili czuję. Jestem tak cholernie szczęśliwy, że ją mam, że jest ze mną naprawdę szczęśliwa. Z tego wszystkiego zapomniałem o jej prezencie.
- Muszę Cię na moment przeprosić- mówię i wstaję. Otwierając drzwi wyjściowe przejmujący chłód oplata moje całe ciało. Mimo wszystko dzielnie podążam do auta po upominek, mam nadzieję, że będzie zachwycona.
* Emma*
Nie mogłam się doczekać kiedy Lou w końcu wróci z tym prezentem. Tak strasznie byłam ciekawa co to było. Zresztą, nie ważne co będzie ważne, że będzie od Louisa. Gdy tak czekałam zaczęłam troszkę sprzątać te wszystkie papiery z prezentów. Wrzuciłam wszystko do kominka i poczułam ciepło na twarzy. Uwielbiałam to uczcie. Uwielbiałam mieć świadomość, że tam za oknami jest – 25 stopni a tu ponad 22. W pewnym momencie usłyszałam jak Louis wchodzi do domu.
- Zamknij oczy!- krzyknął od razu gdy wszedł
- A muszę?-
- Zamykaj i już!- krzyknął a ja pośpiesznie zrobiłam to co mi kazał. Wokół mnie zapanował mrok.
- Nie podglądasz?- zapytał chłopak upewniając się
- Nie. – odpowiedziała i uśmiechnęłam się. Emocje sięgały zenitu.
- Daj mi rękę- powiedział w pewnym momencie a ja niepewnym ruchem podałam mu ją. W pewnym momencie strach przejął kontrolę nad moim umysłem i zaczęłam się wycofywać gdy poczułam coś delikatnego, miękkiego i ciepłego. Było to bardzo pozytywne uczucie. Zaczęłam badać owy przedmiot i pomyślałam, że to może jakiś sweter czy coś w tym stylu. Louis zaczął się śmiać
- Widzę, że Ci się spodobało. Otwórz oczy.- zaczęłam powoli podciągać powieki ku górze. Ociągałam się niesamowicie sama nie wiem dlaczego. I wtedy zobaczyłam mój prezent. Siedział i spoglądał na mnie swoimi wielkimi oczyskami. Byłam w siódmym niebie! Naprzeciwko mnie siedział piękny, malutki kotek! KLIK Od razu chwyciłam go na ręce i przytuliłam. Usłyszałam znajome mi mruczenie.
- Lou! To jest… To jest….- zaczęłam jednak nie mogłam znaleźć słów aby opisać swój stan. Muszę zakupić jakiś słownik synonimów lub coś w tym stylu.
- Nie podoba się?- zapytał lekko przygaszony
- Wręcz przeciwnie! To jest mój najlepszy prezent jaki dostałam!- powiedziałam i złożyłam na jego ustach namiętnego całusa. – Wesołych świąt Louis.-
- Wesołych świąt Emmo- odpowiedział chłopak i odwzajemnił pocałunek.
***
Mimo wszystko święta spędzone wśród przyjaciół są wyjątkowe. Gdy patrzysz na ich uśmiechy, słuchasz żartów to od razu przybywa Ci spora dawka pozytywnej energii.
Tak też było i tym razem. Grupka przyjaciół siedziała w salonie przy stole delektując się smakołykami. W gruncie rzeczy jadł tylko Niall ale dobre i to. Em stała nieopodal kominka i żywo prowadziła dyskusję z Harrym, Louis i Zayn naśmiewali się z czegoś na kształt dużego, rogatego słonia a ja pełniłem funkcję obserwatora. Powolnym, miarowym krokiem przemierzałem salon. Delektowałem się gorzkim ale zarazem słodkim winem. Chciałem zatopić w nim wszystkie obawy dzisiejszego dnia. Usiadłem obok Niall’a
- I jak? Smakuje?- zapytałem patrząc na chłopaka uśmiechniętego od ucha do ucha.
- Jeszcze się pytasz? Za taką  żonę, ba! Nawet dziewczynę dałbym kupę złota! Ona niesamowicie gotuje!-
- Dziękuję- odpowiedziała stojąca tuż za mną Em. Uśmiech nie schodził jej z twarzy. Czyli Lou spisał się w nocy.
- To co? Może usiądziemy i zjemy?- zapytała i wszyscy jak na komendę podeszli do stołu. Spojrzałem na wszystkich. Moja mała rodzina.
- Daddy? Może coś powiesz?- zapytał Zayn
- Więc zebraliśmy się tutaj aby…-
- Nie chcę przerywać ale przejdźmy może do konkretów? Jedzenie czeka- powiedział Niall a z jego żołądka wydobyło się dla nas ostrzeżenie. Wszyscy zaśmiali się.
- Dobra, więc jak co roku spotykamy się na Wigilii One Direction. W tym roku skład nieco nam się powiększył- spojrzałem na Em a ta delikatnie skinęła głową- ale wychodzi nam to na dobre. Kurde moi drodzy. Jak zwykle brakuje mi słów podczas takich przemówień więc oddaje głos……
* Emma*
Błagam niech to tylko nie będę ja. Co ja im powiem? Pustka w głowie. Spoglądam na Louisa i widzę, że o mało nie wybuchnie śmiechem. Cały on.
- Może Em?- słyszę moje imię i czuję jak robię się czerwona.
- Och… Więc chciałabym wam podziękować za naprawdę cudowny rok. Gdyby nie wy nie wiem jakim cudem udałoby mi się wyjść z tego psychicznego dołka i zacząć żyć teraźniejszością. Przyjaźń z wami bardzo wiele dla mnie znaczy, jesteście dla mnie jak bracia, co poniektórzy jak rodzice- spojrzałam wymownie na Liam’a i chłopak od razu spalił raka- inni są moim oczkiem w głowie- spojrzenie padło w kierunku Louis’a – a z kolei inny mają to coś co mnie z nimi łączy- Hazza spojrzał na mnie ja poczułam, że zaczynam się denerwować- Jest to moje pierwsze takiego typu spotkanie z wami i mam nadzieję, że nie ostatnie. Niech te święta okażą się dla was czasem pojednania z innymi, czasem refleksji nad swoim postępowaniem a nowy rok niech wam przyniesie zarówno każdemu z osobna jak i zespołowy dużo sukcesów, radości i szczęścia. A teraz jedzmy bo wszystko stygnie- skończyłam swoją przemowę i spojrzałam na chłopaków. Każdy z nich miał łzy w oczach. Podeszłam do każdego, przytuliłam, dałam buziaka i wróciłam na swoje miejsce. Harry cały czas nie spuszczał ze mnie wzroku. Dziwnie się czułam będąc obserwowana przez przyjaciela. Martwiło mnie to, że nie było to spojrzenie czysto przyjacielskie, było w nim coś takiego, że nie mogłam się nie uśmiechnąć spoglądając w jego stronę. Ukradkiem widziałam, że Louis ciągle SMS-uje z kimś pod stołem. Miałam nadzieję, że nie była to jego była.
* Harry*
Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Gdy stwierdziła, że niektórzy z nas mają to coś wiedziałem, że spojrzy na mnie. I w końcu jej oczy spojrzały na mnie. Jej spojrzenie wyrażało dogłębne uczucie, którym mnie darzyła. Ewidentnie było to coś więcej niż przyjaźń, ale nie mogłem już nic zdziałać. Przynajmniej nie teraz. Zastanawiało mnie kiedy ona tak wyładniała? Pamiętam, wtedy kiedy pierwszy raz ją zobaczyliśmy była jak anemik, snuła się ledwo co żyjąc i nie ukazując swoich atutów a teraz? Radość czuć było na kilometr. To było niesamowite. Wiedziałem, że to zasługa nas jako zespołu ale wiedziałem też to, że jest to zasługa każdego nas. Indywidualnej jednostki. Gdy tak siedzieliśmy i jedliśmy ciągle nie odrywałem od niej wzroku. Była idealna w każdym calu. Od czasu do czasu odwracała w moją stronę głowę i ukradkowo się uśmiechała. Czyżby Emma Novak flirtowała ze mną?
* Niall*
Nie wiem jak inni ale ja przy tym stole widzę na prawdę bardzo dużo i nie chodzi tu wcale o jedzenie. Harold ewidentnie pożera wzrokiem Em a Louis uporczywie zmaga się z natłokiem wiadomości pod stołem. Co się dzieje z tą dwójką? A raczej trójką… Liam z Zayn’em dyskutowali na temat naszej trasy koncertowej w przyszłym roku. Czeka na nas USA.. Już czuję zapach burgerów unoszący się na ulicach i corndogi niczym ze snu i…
- A ty co? Lewitujesz czy jak?- zaśmiał się Zayn. – nie interesują cię prezenty?-
- Prezenty?!- poczułem, że moje oczy poszerzają się niezwykle szybko. – Jasne! Idziemy!- krzyknąłem i pognałem za chłopakiem. Zebraliśmy się wokół choinki gdzie tym razem w rolę Mikołaja wcieliła się nasza Em. Do twarzy jej było w tym czerwonym kubraczku. Zasada była taka: albo dajesz buziaka albo nici z prezentu. Widziałem niezadowoloną minę Lou ale cóż.. Zasady to zasady. Miałeś prawo wybrać dowolną część ciała… Dla mnie i dla innych bomba ale czy Lou podoła temu zadaniu?
- Zayn - powiedziała Em pograbiałym głosem. Chłopak podszedł do niej, usiadł jej na kolana i niczym dżentelmen złożył na jej policzku delikatny pocałunek.
- Liam – ten to miał klasę, wybrał jakże uroczy nosek
- Niall- przyszła pora na mnie i pocałowałem ją w uszko. Och.. uszko to jest to..
- Louis- wymawiając jego imię uśmiechnęła się słodko. Oczywiście chłopak wybrał jej usta i po chwili wszyscy spoglądali na nich z zaciekawieniem
- Harry- i tu stała się dziwna rzecz. Nie to żebym za specjalnie się jej przyglądał ale ona zrobiła się lekko czerwona. Czyżby Harry ją onieśmielał? Chłopak z pełną gracją podszedł do niej, ujął jakże delikatną dłoń i spoglądając jej prosto w oczy złożył delikatny pocałunek. To jest klasa! Prawdziwa klasa! Krzyczałem w duchu. Po kolejnych kolejkach każdemu z nas udało się nie wyprowadzić Louisa z równowagi. Widziałem jak patrzy na nas i gdzie nasze usta się pokierują. Ostatni należał do Harry’ego. Miałem dziwne uczucie, że coś się tutaj wydarzy.
* Louis*
A niech tylko ten małolat spróbuje pocałować ja gdzieś w okolicy ust. Pożałuje tego dnia w którym mnie poznał. Wiedziałem, że dla Emmy jest to nic nieznacząca zabawa no i przecież traktowała chłopaków jak braci ale… Harry nie dawał mi ciągle spokoju. Coś między nim a nią było takiego niepokojącego. To coś nie dawało mi spokoju. Gdy usiadł jej n kolanach moje serce zamarło.
* Tymczasem w umyśle reszty zespołu*
Gdy chłopak usiadł na kolanach dziewczyny widzieliśmy jak Louis nerwowo przestępuje z nogi na nogę. Chłopak miał niezłego stresa a poza tym takie były reguły tej zabawy. No właśnie ZABAWY. Każdy pocałunek był niewinny i zabawny ale Hazza postanowił wczuć się w rolę. Nie było odwrotu.
* Harry*
Co mi zależało? Nie mogłem się opanować. Widząc słodką czerwień jej ust aż mnie skręcało w środku. Dosłownie. I te chamskie pocałunki Louisa. Jakby zaznaczał, że ona jest tylko i wyłącznie jego własnością. Gdy usiadłem na jej kolanach czas jakby zwolnił. Wszystko było idealnie. Ja, ona i jej całe ciało i wtedy złożyłem na jej ustach pocałunek. Niewinny, chłopięcy pocałunek. Widziałem, że się uśmiecha. Smak jej ust był jak najbardziej uzależniający narkotyk. Nie potrafiłem się oderwać. Nagle poczułem mocne pociągnięcie za bark
- Stary przegiąłeś!- krzyczał wściekły Louis. Chłopaki próbowali go w jakiś sposób uspakajać tłumacząc, że to jest tylko zabawa i sam wymyślał reguły tej gry gdy krzyknął
- To jest moja dziewczyn! Nikt nie ma prawa jej dotykać, całować oprócz mnie. Jasne?!- Wszyscy zebrani byli w ogromnym szoku. ‘’Brawo Louis. Właśnie pokazałeś jakim dupkiem jesteś. ‘’ Miałem ochotę wykrzyczeć mu te słowa w twarz ale powiedziałem tylko:
- Jasne, przepraszam ale zasady to zasady. Już nie kłóćmy się tylko rozpakujmy prezenty. – widziałem jak Emma stara się ukryć łzy. Czy on zawsze musi kończyć wszystko kłótnią?
Po chwili nerwowa atmosfera odeszła w zapomnienie gdy zaczęliśmy  rozpakowywać prezenty i śmiać się z nich do upadłego.
***
Wczorajszy dzień był naprawdę dniem wielkich przeżyć i dniem bezgranicznej radości. Na samo wspomnienie tych chwil na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Chłopacy dosyć późno opuścili mój dom jednak wystarczyło mi zaledwie kilka godzin snu i czułam się wypoczęta. Właśnie siedziałam i jadłam śniadanie gdy rozległ się dźwięk przychodzących wiadomości. Przyszło ich ok. 5 z tego co zdołałam policzyć. Jak nie trudno zgadnąć były od członków zespołu. Najczęściej wyrażały zachwyt tym, że idą na przedstawienie baletowe no i gratulowali mi głównej roli. Pękałam z dumy gdy zdałam sobie sprawę z tego, że za pół godziny zaczyn próbę. Chwyciłam szybko baletki, nakarmiłam kotka i już gnałam przed siebie aby tylko nie spóźnić się już pierwszego dnia.
Od progu wita mnie gniewna mina Pani a raczej Panny Cremer.
- O proszę, na spektakl też się Pani spóźni?- zapytała z przekąsem- za pięć minut, duża sala- odpowiada i odchodzi. No to ładnie, pierwszy dzień a ja już zarwałam opiernicz. Przebieram się jak najszybciej potrafię. Włosy wiąże w wysokiego kucyka a następnie koka i gnam na przed siebie.
Pierwsze co rzuca się w wchodząc do tej Sali to bogata ornamentyka, następnie zwraca się uwagę na wielkość jej a potem na poszczególne osoby w niej. Dziwi mnie, że jestem tylko ja i dwóch chłopaków.
- A gdzie reszta?- pytam rozciągając się
- Jaka reszta? Ja mam przygotować was wybitnie do waszych ról, reszta ma zajęcia w innej Sali.- mówi kobieta i spogląda na mnie
- Ściągnij stopy, nie garb się, mocniej!...- i zaczęło się. Poprawianie, wyśmiewanie i potęga jej głosy. Dała nam niezły wycisk. Wiedziałam, że wybierając balet jako coś czym chcę zajmować się w przyszłości musze dużo ćwiczyć ale żeby dać nam taki wycisk? Wiedziałam, że będzie ciężko ale nie sadziłam, że aż tak. Ku mojemu zadowoleniu moim partnerem okazał się Daniel. Obydwoje teraz cierpieliśmy.
- Podejdźcie no tu- zarządziła kobieta- Wiem, że to dużo jak na pierwszy dzień ale musze wam powiedzieć, ze nie będzie mnie przez kilka lekcji. Dlatego macie luz aż do nowego roku ale pamiętajcie! Ćwiczenia w domu to podstawa! Na następnych zajęciach sprawdzę co umiecie! A teraz gnajcie do domu, święta są- czyżby przez nią zaczął przemawiać człowiek?- Panno Emmo.- zagadnęła a ja stanęłam jakbym połknęła patyk na dźwięk jej głosu.
- Tak?- odwracam się pełna obaw
- Jesteś naprawdę świetna. Oby tak dalej ale mam dobrą wskazówkę. Daj się czasem ponieść muzyce- puszcza mi oczko i wychodzi. Ok…. nie powiem, że to było dziwne. Spoglądam na zegarek i z przerażeniem stwierdzam, że już 18.00! Matko! Ja na 19.00 muszę być gotowa a o tej porze to już Nawet nie złapię żadnej taksówki lub też czegoś w tym stylu. Gdy wychodzę ze szkoły widzę nasze auto na podjeździe.
- No wsiadaj!- krzyczy Cris- Nie mamy czasu!- mówi a ja pośpiesznie wsiadam do auta. Po drodze dowiaduję się, że wysłała go z misją Lucy no i, że w domu czeka na mnie sztab fryzjerów, makijażystek itd. Wdzięczna Bogu za taką ciotkę oddycham z ulgą.
Wchodząc do domu biegnę pod prysznic i szybko się myję. Wychodząc z łazienki zostaję przechwycona przez dużą grupę kobiet, które mają mnie zrobić ,, na bóstwo”. Spoglądam nerwowo na zegarek i widzę, że jest dopiero 18.25. Oddycham z ulgą. Po 15 minutach kobiety patrzą na mnie i uśmiechają się do siebie.
- Spójrz tylko- mówi jedna z nich i odsłania mi lustro. Gdybyście mogli widzieć moją minę. Szczęka opadła mi do samej podłogi. Że niby to ja? Taka ładna? Nie mogę sama siebie poznać. Nie mogę być ładniejsza od Panny Młodej. Mam wyprostowane włosy, które o dziwo wyglądają naprawdę dobrze! Są lekko spięte z tyłu ale nie dużo, większa część opada swobodnie na ramiona. Sukienka idealnie prezentuje się na moim ciele, makijaż zostało dobrany pod ten sam kolor. Nie mogę wyjść z szoku. Na szyi widnieje malutka jaskółeczka, którą dostałam od Louisa. Gdy słyszę rozmowy na dole wiem, że to ten czas, w którym muszę zejść na dół i cieszyć się z tego, że chłopak nie może oderwać ode mnie wzroku.
Serce bije mi bardzo mocno, ponownie czuję się jak gwiazda jakiegoś filmu, w którym wszyscy czekają na wielkie wejście. Powoli schodzę nie widząc nikogo na dole i szczerze powiem, że marzyłam aby wszyscy byli mną zachwyceni. Gdy już zeszłam z tych okropnych schodów zmierzam do salonu.
- Ta da!!- krzyczę i wychodzę zza drzwi. Ku mojemu zdziwieniu w salonie nie ma Louisa.
- Harry?! – krzyczę zdziwiona
- Emma? To naprawdę Ty?- pyta chłopak jakby zobaczył ducha
- No ja a niby kto? Św. Teresa? Gdzie Louis?- pytam zdziwiona tym obrazkiem. Gdy chłopak wybudził się z ,, pierwszego szoku” chwycił moją dłoń i pognał przed siebie
- Wytłumaczę Ci wszystko w aucie. A teraz ruszaj się bo się spóźnimy- w biegu udaje mi się chwycić płaszcz i po chwili jedziemy do kościoła.
* Kilka godzin wcześniej- Louis*
Ona mnie zabije jak zadzwonię do niej i powiem, że nie dam rady po nią przyjechać. Że też teraz mam wymyśliła sobie, że mam pomóc kuzynce w przygotowaniu wszystkiego. Czy ona naprawdę nie rozumiała, że nie mogę zostawić Emmy na przysłowiowym lodzie? Na nic się zdały moje prośby i błagania. Zrezygnowany musiałem poprosić Harry’ego aby zajął się nią. Nie to, że zapomniałem o tym co się ostatnio wydarzyło ale tylko on był dyspozycyjny. Ku mojej radości zgodził się. Zabije mnie jak nic. Próbowałem się do niej dodzwonić ale miała wyłączony telefon. Mam nadzieję, że nie zniszczy Harry’emu jego tak słodkiej buźki.
* Harry*
Gdy ją ujrzałem myślałem, że zasłabnę. Czy to naprawdę ona? Taka piękna.. Tak urocza i słodka zarazem.. Boże! Najpiękniejsza dziewczyna jaką znam. Wiedziałem, że będzie nieźle wkurzona, że przyjechałem ja zamiast Louisa ale czego nie robi się dla przyjaciół?
- Może teraz wytłumaczysz mi co się stało z Louisem?- zapytała lekko poirytowana. Opowiedziałem jej z grubsza co i jak.- Ja go chyba zamorduję!- wrzasnęła
- Następnym razem odbieraj telefon-
- Co?-
- Telefon. Dzwonił do Ciebie kilka razy ale za każda próba kończyła się tak samo. Poczta-
- Och.. – wydobyła z siebie cichy jęk- miałam próbę. Zapomniałam włączyć go- zaczęła nerwowo przeszukiwać torebkę. Spojrzałem na nią.
- Czy Ty oby nie zrobiłaś się czerwona? Ktoś tu się chyba zawstydził- zaśmiałem się a ona uderzyła mnie torebką.
- Pięknie wyglądasz- powiedziałem
- Ty się nie podlizuj, i patrz na drogę a nie na mnie- powiedziała udając wkurzoną. Po chwili dostrzegłem, że uśmiecha się pod nosem
- ale i tak uwielbiam jak się uśmiechasz- powiedziałem i znów BACH! Torebką po głowie. To była cała ona, wariatka jakich mało.
* Emma*
Na początku byłam nieźle wkurzona, że Lou wrobił mnie w Harry’ego ale jakby na to spojrzeć z innej strony ten pomysł był na prawdę bardzo dobry. Uwielbiałam go całego, jego głos, jego ruchy i jego spojrzenia. Gdy tak jechaliśmy poczułam, że naprawdę między nami jest tak jak nie powinno być. Z każdą chwilą czułam się w jego towarzystwie lepiej nie wiedząc jak to możliwe.
- Jesteśmy- oznajmił w końcu parkując na jedynym wolnym miejscu- była lekko smutna, że już muszę się z nim pożegnać ale tu przyszedł czas na kolejną niespodziankę. Harry również został zaproszony przez Louisa! Ucieszyła  się bardzo! Panna Młoda była naprawdę bardzo ładna. Podziwiałam jej sukienkę z nadzieją, że ja też kiedyś taką założę. Harry chyba dostrzegł moje smutne spojrzenie i powiedział mi na ucho:
- I tak jesteś od niej ładniejsza. Nie dorasta Ci do pięt- na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Msza szybko nam minęła i po kilku minutach już byliśmy w domu weselny. Reakcja Louisa była zbliżona do reakcji Harry’ego. Zero kontaktu przez dobre 30 sekund. Potem podniósł mnie przepraszając, że tak wyszło a ja nie potrafiłam się na niego gniewać. No bo niby jak? Przyjęcie rozpoczęło się naprawdę cudownie! Louis to jest kłamczuch jakich mało! Gdy Młoda Para zaczynała walca dołączyło kilka inny par. W końcu poczułam jego rękę na mojej i pociągnął mnie na środek parkietu. Był genialnym tancerzem! A zapierał się, ze nie potrafi tańczyć walca! Kłamca! Wszyscy zaczęli bić barwo a mnie rozpierała duma. Widziałam wiele zazdrosnych spojrzeń ale jedno przykuło moją uwagę. Pośród wszystkich tańczących i bawiących się par dostrzegłam ją. Dostrzegłam Eleonorę.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej! Przepraszam za takie niesystematyczne dodawanie rozdziałów ale to wszystko przez szkołę! Ku mojej radości pozostało mi do zaliczenia ok 4 sprawdzianów więc już prawie finiszuję :D
Kochani czytać i komentować! Chcę zobaczyć ilu was jest! Proszę zostawiajcie komentarze po tym jak to przeczytacie. Kocham xxx

wtorek, 12 czerwca 2012

Rozdział 47

Gdy słucham tego czuję ciarki na plecach, rękach i wszędzie gdzie się da. Magia *.*
Zaparło mi dech w piersiach. Dlaczego ona musiała być taka ładna? Ten makijaż, ta sukienka…  To wszystko dodawało jej dużo wdzięku i gracji. Gdy zaczęła schodzić podbiegłem do niej i chwyciłem jej dłoń. Podała mi ją i uśmiechnęła się. Chciałem coś powiedzieć tylko jak? Nie potrafiłem wydobyć chociażby jednego wdzięku. Widziałem jak wszyscy na nas spoglądali a ja czułem się dumny jak paw. Wyglądała jak… Tysiąc gwiazd? Nie.. to za słabe. Ona emanowała blaskiem i szczęściem. Niesamowite uczucie. Gdy zeszliśmy na dół udaliśmy się do salonu. I znów kolejne zaskoczenie. Stół wyglądał prześlicznie.
-  I Ty to sama? – zapytała stojąca za mną mama
- Tak, zgadza się. Na moich barkach było przygotowanie kolacji i dekoracja tego oto pomieszczenia. Proszę, siadajcie do stołu- powiedziała i nagle zrobił się gwar, huk odsuwanych krzeseł i krzyki dziewczynek o to, która z nich ma siedzieć przy Emmie. W końcu postanowiły, że będą się zamieniać i znów zapanował niczym nie przerywany spokój. Poczułem się tak, jakbyśmy tworzyli jedność, jakbyśmy byli rodziną. W końcu głos zabrała Em:
- Witam was wszystkich. Chciałabym wam podziękować za to, że zechcieliście spędzić z nami ten wyjątkowy wieczór. Jest to dla mnie naprawdę wyjątkowy wieczór, zresztą zapewne nie tylko dla mnie- spojrzała na mnie i kontynuowała swoją wypowiedź- Jednocześnie jest to dla mnie ciężki dzień. Zabrakło bliskich mi osób w tym moich ukochanych rodziców- poczułem ukłucie w sercu- Mimo wszystko teraz to wy tworzycie moją rodzinę i mam nadzieje, że pozostanie tak jak najdłużej.- wiedziałem, że płacze, czułem to, słyszałem i…. mi samemu zaczęły się kręcić łzy w oczach- Są to moje pierwsze święta gdy nie mogę usiąść tacie na kolanach i powiedzieć mu jak bardzo go kocham, nie mogę usiąść z mamą i oglądać po raz setny Pretty Woman- pociągnęła nosem- no i nie mogę pokłócić się z dziewczynkami. Chciałabym wam wszystkim z osobna podziękować za tak ciepłe przyjęcie mnie w Londynie, za to, że sprawiliście, że poczułam się kochana, doceniana i lubiana. Dzięki wam chodź na chwilę zapomniałam czym jest ból, cierpienie i smutek. Dzięki wam czuję, że mam na kogo liczyć. A teraz przepraszam- powiedziała i pobiegła w stronę toalety. Zapanowała grobowa cisza. Mama wraz z ciotką Em płakały pocieszając się wzajemnie, moje siostry i rodzeństwo Em siedziało ze spuszczoną głową a bliźniaczki kłóciły się o to, która z nich ma siedzieć teraz obok Em.
- Przepraszam- wstałem i pognałem za nią. Stała przy lustrze i wypłakiwała ostatki łez.- Em, już wszystko dobrze- powiedziałem i przytuliłem ja. Jej ciało naparło na moje i po chwili poczułem jej ręce na plecach.
- Ja.. Ja… To już mnie..- szlochała dziewczyna
- Cii….- uspokajałem ją- już wszystko dobrze. Rozumiem Cie doskonale bo sam przez to przechodzę-
- Ale jak to?- spojrzała na mnie oczami pełnymi łez
- Moi rodzice się rozwodzą- oparłem i dałem upust łzom. Przywarła do mnie mocniej. Staliśmy tak jeszcze chwilę gdy zapytałem:
- Może wrócimy  i zaczniemy kolację?-
- Tak, wracajmy- odpowiedziała i spojrzała w lustro. Nawet makijaż jej się nie rozmazał. W przeciągu kilku minut byliśmy znów w salonie.
- Zaczynajmy- odezwałem się a Em sięgnęła po talerz z opłatkiem. Gdy już wszyscy mieli ten bielusieńki chlebek w ręce zaczęliśmy składać sobie życzenia. Nie lubiłem tego momentu. Zawsze mama płakała a dziewczynki nawijały o ślubie. Za każdym razem składałem wszystkim te same życzenia. Zero nowości w tym roku. W końcu zasiedliśmy do stołu. Zajadając się smakołykami Emmy spoglądałem na Crisa i Charlotte. Wyraźnie przypadli sobie do gustu. Całą kolację Em błądziła gdzieś  w myślach i uśmiechała się blado. Mama wraz z Lucy wypiły o kilka lampek wina za dużo i teraz siedziały i śmiały się.
- To co? Czas na prezenty?- zagadnąłem a dziewczynki krzyknęły: TAAAK! Pognały prosto pod choinkę by szukać paczek ze swoimi imionami. Poszedłem razem z nimi. Zauważyłem, że Em wychodzi gdzieś z Fell. Martwiłem się o nią. W końcu Fell wróciła do nas ale bez mojej dziewczyny.
- A gdzie Emma?- zagadnąłem siostrę
- Wiesz jest u siebie w pokoju- odparła po czym dołączyła do reszty i zaczęła szukać swoich prezentów. Cieszyłem się słysząc radość w głosie dziewczynek z uzyskanych prezentów. Cieszyłem się, że właśnie mamy taką Wigilię.
                                                                          ***
Za oknami prószył śnieg. Białe płatki tańczyły w świetle ulicznych latarni i lampek przyozdabiających zarówno dom jak i ogród. Z każdą chwilą padało coraz gęściej. Spoglądając pustymi oczami w okno przypomniały mi się święta w domu:
,, - Mamo! A Marta ma lepszy ode mnie prezent!- krzyczy rozwścieczona dziewczynka
- Oli.. Macie takie same prezenty tylko ona ma inny kolor. Spójrz- kobieta chwyta do ręki lalki i przybliża je do siebie
- Masz rację! Jesteś najlepszą mamą na świecie!- krzyczą obie i układają się na dywanie. Po chwili zapominają o wcześniejszym sporze i bawią się w najlepsze.
- I moja ukochana córeczka-kobieta podchodzi do najstarszej z córek i przytula ją. W jej oczach błyszczą łzy
- Mamo, nie płacz. Przecież zawsze mówiłaś nam, że w Wigilię nie można płakać bo wtedy będzie się płakać cały rok- zaczęła dziewczyna wtulona w jej pierś
- Wiem, ale jesteś już taka duża i zaraz uciekniesz nam z domu, że muszę się teraz Tobą nacieszyć-
- Ja nigdy was nie opuszczę- tuli ją do siebie i gwałtownie się odwraca słysząc śmiech. Jej ojciec łaskocze bliźniaczki leżące na podłodze. Zanoszą się śmiechem. W końcu kobieta wręcza dziewczynie spore pudełko. Postanawia otworzyć go później bo słyszy dzwonek do drzwi. Za nimi stoi młody i przystojny chłopak z różą w ręku. Wchodząc przytula ją mocno i delikatnie całuje.
- Wszystkiego najlepszego Aniołku- mówi uśmiechając się serdecznie do szczęśliwej dziewczyny”
I jak ja mam funkcjonować? Opadam z braku sił na łóżko znajdujące się tuż za mną. Mrok panujący w pokoju buduje ponurą i smutną atmosferę. Sięgam po telefon leżący obok łóżka i wsłuchuje się w głuche sygnały.
* Louis*
Wchodząc do pokoju zalał mnie mrok. Wokół mnie było na tyle ciemno, że nie mogłem zauważyć nawet własnej ręki. Po kilku minutach przyzwyczajony do mroku wzrok kierował mnie na górę. Wchodząc po schodkach poczułem przypływ radości. Radość? W takim momencie? Alkohol powoli dawał znać o sobie. Ujrzałem sylwetkę Em skierowaną twarzą do okna. Stała tam i rozmawiała przez telefon w języku ojczystym. Mimo iż nic nie rozumiałem wiedziałem, że jest to bardzo trudna rozmowa. Zapewne rozmawiała z mamą Patryka. Usiadłem i czekałem aż skończy rozmawiać. Gdy odłożyła słuchawkę ciągle stała twarzą do okna i spoglądała w pustą przestrzeń.
- Przepraszam Cię – powiedziała dziewczyna po kilku minutach
- Skąd wiedziałaś, że tu jestem?- zapytałem lekko zdziwiony
- Perfumy.- szepnęła ciągle nie odrywając wzroku od pustej przestrzeni
- Wszystko dobrze?- zapytałem wstając i podchodząc do niej. Odwróciła się w moją stronę i spojrzała na mnie oczami nie wyrażającymi nic innego oprócz bólu.
- Już nic nie będzie tak jak kiedyś- wyszeptała patrząc na mnie. Przerażał mnie jej wyraz twarzy. Pusty, przepełniony bólem i rozpaczą za utraconą miłością i rodziną.
- Wiem Em ale to może jest dopiero początek czegoś nowego? Czegoś lepszego? Może ON chciał dać Ci szansę na nowe, lepsze życie? Nie możesz ciągle tkwić w wydarzeniach przeszłości. Musisz iść na przód, musimy, Chcę Ci w tym pomóc tylko mi pozwól…. – odetchnąłem i usiadłem
- Poczekaj chwilę- powiedziała, zapaliła światło i zbiegła na dół. Po chwili słyszałem jak wchodzi. Niosła duże pudełko, zapakowane w fioletowy papier z fioletowa kokardą na wierzchu. – Wszystkiego najlepszego kochanie- uśmiechnęła się i pocałowała w policzek.
- Aż taki wielki? – podniosłem prezent- I taki ciężki?- uśmiechnąłem się widząc, że dziewczyna też to robi. Rozpakowałem go i mogę śmiało stwierdzić, że to był najlepszy prezent w moim życiu.
* Niall*
W końcu wieczór! Wystrojony w garnitur zbiegam na dół aby witać gości w tym moją ukochaną babcię. Już czuję smak jej pierożków w ustach. Mniam! Jestem taki głodny! Od rana nie jadłem nic treściwego. Ku Mojem radości wszyscy gromadzą się wokół stołu. Jedzenie!!! Mój żołądek fika koziołki z radości. Po podzieleniu się opłatkiem i zaśpiewaniu kilku kolęd mogę zaspokoić swój głód. Wszystko tak ślicznie wygląda, że nie wiem od czego zacząć. Czy od śledzika w oleju czy może od pierożków babci? Po chwili zastanowienia nakładam to i to. Eksplozja smaku! Moje podniebienie czuję się jak w raju!
- Jedz wnusiu jedz!- krzyczy babcia z uśmiechem na twarzy
- Babcia! To jest pyszne!- mówię dalej zajadając się pysznościami. Kocham Święta!
* Zayn*
Moje biedne ręce cuchną ciągle makiem. Fuuuu…. Na samą myśl o tej czarnej breji robi mi się niedobrze. W końcu zasiadamy do stołu. Mama niezwykle jest poruszona widząc mnie w garniaku. Tata jest dumny, że ma takiego syna  a ja? Spoglądam na stół i widzę MAK. Wybieram miejsce położone jak najdalej od tego ohydztwa. Dzielimy się opłatkiem, w tle lecą kolędy, mama płacze. Historia lubi się powtarzać. Tak jest co roku. Gdy w końcu udaje mi się dorwać do pachnącego barszczyku mój brzuszek jest zadowolony. Jedno jest pewne w tym niepewnym czasie- na pewno nie tknę maku!
* Harry*
Spędzać święta sam z ojcem? Nie dziękuję. Spoglądam pusto w miejsca gdzie zawsze siedziała mama i Gemma. Stwierdzam, że tata nie jest najlepszym kucharzem. Potrafi przypalić nawet wodę na herbatę więc zamówiliśmy catering. Kobieta, która przywiozła jedzenie śmiała się z nas. No tak. Dwóch facetów, żaden bez kobiety czyli przygotowanie zjadliwego jedzenia graniczy z cudem. Szczerze powiedziawszy tęsknię za mamą, jej śmiechem i nawet tym jak na mnie krzyczała. Głupio się przyznać ale brakuje mi Gemmy. Ona zawsze potrafiła mnie wesprzeć. W końcu nadchodzi ta ciężka chwila gdy siadamy do stołu TYLKO we dwóch i spoglądamy na siebie niepewnym wzrokiem. Ojciec podnosi się i kieruje się do mnie z opłatkiem.
- Harry….- nie słucham co mówi. Wyłączam się  całkowicie. Nawet w taki dzień jak dziś nie potrafię mu przebaczyć tego co zrobił.
- Dziękuję. Nawzajem- mówię i siadam. W końcu nie wytrzymuje i mówię- Tato. Czy Ty naprawdę już nie kochasz mamy? Dlaczego ją wyrzuciłeś? Dlaczego?! Spójrz. Są święta a jej oraz Gem nie ma tutaj. Ich miejsce zawsze było przy nas a nie w jakimś hotelu- łzy cisną mi się do oczu ale nie dbam o to. Mina taty raptownie zmienia się i tym razem to on mówi:
- Harry, życie nie jest takie proste. Pełniłem błąd wyrzucając mamę z domu. Jesteśmy tylko ludźmi więc robimy różne dziwne błędy w życiu. Dzwoniłem do niej dzisiaj, chciałem się pogodzić ale ona nie odbierała. Mi ich również brakuje. Nie tylko Tobie Harry- spojrzałem na ojca i w tym momencie ujrzałem jak pierwszy raz płacze. Tak.. Płacze ten mężczyzna, która zawsze mówił mi, że łzy u chłopa to oznaka słabości i lęku. Nie wiedziałem co powiedzieć. Podszedłem do niego i przytuliłem go. Gdy byliśmy tak do siebie przytuleni usłyszałem ciche:
- Wesołych świąt.- gdy podniosłem oczy ku górze ujrzałem roześmianą mamę wraz z Gem.
- Mamo! Gem!- podbiegłem do nich i zacząłem ściskać. Mojej radości nie było końca. Gdy zobaczyłem jak tata zbliża się do mamy a potem ujmuje ją w ramiona zrozumiałem czym jest magia świąt.
* Liam*
Cudownie. Kolacja spędzona w gronie rodzinnym potrafi zbliżyć ludzi. Wiecie ile ten dzień przyniósł mi przyjaciół? Zaraz.. Policzmy.. Raz.. Dwa… Trzy.. Tak! Zyskałem całego jednego nieożywionego przyjaciela- Pana Wałka. Ja to bym nie radził próbowania tych uszek. Sam nie wiem co do nich wpadło. Gdy mama ich spróbowała na jej twarzy zagościł uśmiech.
- To już wiemy kto, co roku będzie nam gotował barszcz i uszka- powiedziała mama i spojrzała wymownie na mnie. O nie! Tylko nie to!
- Mój wnuczek kucharzem! Moja krew!- powiedziała babcia i zaczęła ciągnąć mnie za poliki.
- Młody Ty się nie da tak babom wykorzystywać- rzekł dziadek- Jak byłem na froncie…- no i się zaczęła opowieść o problemach gastrycznych mojego dziadka. Co raku to samo. Ale czy to nie zbliża ludzi? Oczywiście, że tak.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że tak krótko dzisiaj ale nauki po samą głowę od stóp licząc. Mam nadzieję, że po części zrozumiecie. Niestety taki mam przywilej, że jutro mam sprawdzian z polskiego, pytanie z niemieckiego i poprawę z anglika od której zależy moja ocena. Przepraszam jeszcze raz. Miłego czytania, kocham xxx

niedziela, 10 czerwca 2012

♥♥♥

Może jako słodkie kociaki? :)

Cześć wam moi drodzy czytelnicy!
Zgodnie z obietnicą mam dla was zestawienie najlepszych blogów wszech czasów!( numeracja nie ma żadnego związku, jest przypadkowa)
 1. http://houseofkennedy.blogspot.com/
2. http://cometo-mylife.blogspot.com/
3. http://timespentwithboys.blogspot.com/
4. http://directionowelovee.blogspot.com/
5.http://onedirection-lovestory.blog.pl/
6.http://youthislikediamondsinthesun.blogspot.com/
7. http://momentswithonedirection.blogspot.com/
8. http://notrealevents.blogspot.com/
9. http://onelove-onedirectionstory.blogspot.com/
10. http://onedirection296505.blogspot.com/
11. http://www.unusual-direction.blogspot.com/
12. http://www.steal-heart.blogspot.com/
13. http://more-than-this-onee.blogspot.com/
14. http://opowiesci-nieznane.blogspot.com/
15.http://youknowiwilltakeyoutoanotherworld.blogspot.com/


Nie chciałam nikogo pominąć... Jest to bardzo możliwe ponieważ czytam mnóstwo tych blogów i nie mogę przestać :) Każda z was umie pisać i to na prawdę cudownie! Gratuluję :) Uwielbiam czytać wszystkie zawarte powyżej blogi... Dziękuję tym którzy są od początków istnienia mojego bloga oraz dziękuję tym, którzy dzielnie czytają wszystko od początku. Jesteście boskie :) xoxo
P.S One Direction jako słodkie kociaki rozwalają system :)

Rozdział 46

Wprowadzenie w świąteczną atmosferę. Koniecznie przesłuchaj!

Wigilia. Jedyny dzień w roku w którym można uniknąć wszelkich sporów i zakopać urazę do innych ludzi. Jest to czas pojednania, czas fałszywych uśmiechów i tłumaczenia się babci z tego, że zjadło się już wystarczająco dużo.  Od kiedy pamiętam zawsze zasiadaliśmy do stołu z pierwszą gwiazdą, która pojawiła się na ciemnym już nieboskłonie. Stół zawsze pięknie nakryty, pośrodku talerzyk z opłatkiem a pod białym obrusem sianko. Przy stole nie mogło zabraknąć miejsca dla niespodziewanego gościa. Jednak takowy nigdy się nie trafił. Każdy z nas uwielbia tę rodzinną atmosferę, śpiewanie kolęd, rozpakowywanie prezentów i pytania dziadków ,, Jak w szkole? Wszystko dobrze? Jakie masz oceny?’’. Zazwyczaj święta to czas radości i dziękowania Bogu za rodzinę. Ale czy ja tak mogłam? Dziękować za coś co mi odebrano?
Już od samego rana panowała tu nerwowa atmosfera. Od trzech dni nie było mowy o niczym innym niż o kolacji w ten wyjątkowy wieczór. Lucy przygotowała dla każdego z nas odpowiednie zadania. Mnie akurat przypadło upieczenie ciast, robienie sałatek itd., no i dekoracja stołu. Nie powiem, że byłam z tego zadowolona. Nie spałam tyle ile powinnam. W końcu wszystko dało o sobie znać i do szarlotki zamiast cynamonu dodałam czarnego pieprzu. Gdy poprosiłam Crisa o to aby spróbował i powiedział czy dobre stwierdził, że chciałam otruć całą rodzinę po czym wypił cały dzbanek wody. Nie dziwiłam mu się chociaż bardzo podobała mi się koncepcja tego przepisu. Szarlotka na ostro. Nieźle to brzmi ale trzeba popracować nad przepisem.
W Wigilijny poranek obudziła mnie ciocia ze łzami w oczach i stwierdziła, że blachę z ulubionym jej ciastem. Uspokoiłam ją i powiedziałam, że wyrobię się ze zrobieniem nowego. Po takim zapewnieniu, opuściła mój pokój a ja jak ubrałam się w ,, domowe’’ ubrania. Schodząc na dół zobaczyłam sztab ludzi wnoszących dużą choinkę. Zdziwiło mnie to bardzo, ponieważ w salonie stała już jedna i to dosyć duża. Nie chciałam wnikać po co ją tu wnoszą więc pognałam do kuchni przygotować ciasto. Gdy było ono już w piekarniku zaczęłam przygotowywać obrusy itp. rzeczy.
- Ciociu gdzie odbędzie się kolacja?- zapytałam
- W salonie są już przygotowane stoły. Możesz nakrywać- powiedziała i poszła sprawdzić co to za hałas. Salon zmienił się diametralnie. Znikły kanapy, dywan i telewizor a na ich miejsce postawiono dwa stoły i aż 15 krzeseł. Dziwne. Przecież była nas zaledwie czwórka.
- Cris!- zaczepiłam pędzącego chłopaka- Dlaczego tu jest aż tyle krzeseł?-
- To Ty nie wiesz? Dzisiaj na kolację wpada ten Twój Louis z rodziną- odparł i pognał dalej
- Że co?!- udało mi się tylko tyle wykrzyknąć w napadzie złości. Ale jak to on i jego rodzina? Czemu ja o tym nic nie wiem?
- Co to ma znaczyć, że dzisiaj na kolację wpada Louis z rodziną?!- krzyknęłam na ciocię stojącą w drzwiach
- Och nie mogę z tym Crisem. To miała być niespodzianka. Chcę poznać jego rodzinę lepiej. Nie gniewaj się. A teraz wracaj do pracy. Kolacja ma być o 19.00-
Zegarek wskazywał 10.30. Poczułam zapach dymu.
- Cholera jasna ciasto!- pognałam ile sił do kuchni ale niestety. Nic nie dało się ocalić. Pozostała jedynie czarna bezkształtna, zwęglona masa.
- Niech szlag trafi was wszystkich i te święta! Nienawidzę świąt!- krzyknęłam i zalałam się łzami. Po prostu nie miałam już na to aby żyć, aby oddychać a co dopiero gotować lub też dekorować stół. Osunęłam się na podłogę i zalałam łzami. To był najgorszy dzień w moim życiu. Siedziałam tak i płakałam gdy do kuchni wszedł Cris.
- Załamanko jakieś?- zaczął ze śmiechem
- I z czego rżysz? Tak Ci wesoło?- zapytałam dosyć wrednie
- Ej, siostra wyluzuj się troszkę. Wiem, że ostatnie dni dają Ci w kość ale to już finisz. Jeszcze kilka godzin i odetchniemy z ulgą. Spójrz- powiedział i pokazał mi swoje ręce, były całe zakrwawione-
- Mój Panie! Co Ci się stało?- zapytałam podrywając się i szukając apteczki.
- Wiesz jak się trzyma choinkę ważącą tysiąc ton to różnego rodzaju sznurki , sznureczki, linki, lineczki ocierają się o skórę i proszę bardzo- powiedział i zaśmiał się gorzko. Wiedziałam, że bardzo go to boli jednak musiałam w jakiś sposób oczyścić rany a potem je zdezynfekować. Udawał twardego ale jego mina nie mówiła nic dobrego.
- Płacz śmiało, ulży trochę- rzekłam nie patrząc na niego. W końcu poczułam delikatne krople i wiedziałam, że są to łzy.
- Gotowe-  powiedziałam uśmiechając się do niego. On spojrzał na mnie oczami pełnymi łez i odwzajemnił uśmiech. Następnie obejrzał się za siebie i zobaczył ,, ciasto’’.
- O Mój Boże! Upiekłaś obcego! Jak mogłaś!- wrzasną chłopak
-Bardzo śmieszne. Hahahaha..- udawałam, że się śmieję i wyszłam z kuchni. Nogi kierowały mnie do salonu. Zaczęłam dekorować stół i szło mi to całkiem nieźle jednak było mi zbyt cicho. Włączyłam stację z klasycznymi przebojami licząc, że muzyka pomoże mi się uspokoić. Jednak to nie było takie proste i po chwili znów czułam się spięta. Nie minęła może godzina a stół już był w pełni gotowy.KLIK Brakowało jeszcze na nim tylko jedzenia.
Gdy już zrobiłam to co miałam zrobić spojrzałam na zegarek i dochodziła 14.00! Czas gnał przed siebie nie zważając na nic. Postanowiłam zabrać się za wybieranie kreacji na wieczór bo znając moje ruchy może zając mi to całe wieki. Otwierając szafę z wielkim hukiem zaczęłam przeszukiwać dokładnie wieszak po wieszaku. Nie potrafiłam się na nic zdecydować. Nie miałam żadnej gotowej kreacji na wieczór wigilijny spędzony wśród najbliższych mi osób. W końcu na samym spodzie szafy dostrzegłam pudełko. Było całe pokryte kurzem. Podniosłam je i otworzyłam. Od razu uderzył mnie zapach perfum mamy. Jej sukienka z młodych lat. Podarowała mi ją na pamiątkę jej młodości. KLIK Nie obchodziło mnie to czy jest odpowiednia do tego typu kolacji ale chciałam ją założyć by chodź w części mieć ją obok siebie. Poszłam wziąć relaksującą kąpiel. Mimo wszystko był to naprawdę ważny wieczór zarówno dla mnie jak i dla Louisa. Pierwsza nasza kolacja wigilijna.
* Niall*
Uwielbiam Wigilię. Dlaczego? No bo kurcze można dużo jeść a nikt na Ciebie nie krzyczy! To jest dla mnie taki dzień jak dla uczniów koniec roku szkolnego. A babcia jak się cieszy widząc mnie jedzącego.. Mmmm… Od samego rana mama wygania mnie z kuchni, krzycząc, ze jej wszystko zjem. A to wcale nie prawda. No bo ja tylko chcę wszystkiego spróbować aby wiedziała co poprawić. Po wielokrotnych próbach dostania się do kuchni wybieram numer do Liama.
- Czeeeść moje słoneczko- witam przyjaciela
- Cześć Niall. Pewnie dzwonisz bo mama Cię wygoniła z kuchni?-
- To wcale nie jest śmieszne. Mój brzuszek robi teraz smutną minę bo cierpi głód. Jak tam przygotowania u Ciebie?- zapytałem z troską
- A wiesz.. Dobrze. Wszystko staramy się dopiąć na ostatni guzik. Święta jak święta kupa jedzenia nie wiadomo po co.-
- No jak to po co? Aby jeść!- krzyknąłem i już na samą myśl o pierożkach babci oblizałem wargi
- No tak. Jedzenie to Twoja miłość- zaśmiał się chłopak- Pamiętaj, że widzimy się w drugi dzień świąt!-
- I widzisz.. Zapomniałbym. Lepiej przypomnij innym bo również zapomną. -
- Dobra to ja idę dzwonić a Ty tam nie szalej młody z tym jedzeniem! Wesołych!-
- Nawzajem! – powiedziałem i rozłączyłem się. W domu unosił się zapach maku. Mmm… Makowiec. Marząc o tonach jedzenia zasnąłem na schodach.
* Zayn*
Cholerny mak! Czy on musi tak za przeproszeniem cuchnąć! W ogóle kto wymyślił, że na stole wigilijnym musi być 12 potraw i w tym kluski z makiem lub jakieś inne dziadostwo. Fuj! Już nigdy nie tknę maku.
- Mamo! Mamo!- zawołałem ekspertkę do spraw maku
- Co się tam dzieje?-
- Dlaczego ten mak ciągle jest taki sam jak bym go nawet raz nie przemielił?!-
- Spokojnie. Do tego trzeba serca i cierpliwości. Spójrz- powiedziała mama i zaczęła mi pokazywać jak należy mielić te czarne, cuchnące i drobne ziarna. O dziwo jej to wychodziło całkowicie dobrze.
- Mamo, musze Ci powiedzieć, że jesteś mistrzynią w mieleniu maku. No nawet nie mogę oderwać oczu tak robisz to cudownie!- zacząłem jej prawić komplementy. Jednak kobiety nie są takie trudne do zrozumienia. Pod wpływem kilku komplementów mama zaczęła się uśmiechać i już wiedziałem, że nie muszę tego robić. Zacząłem powoli odchodzić gdy mama nagle zawołała:
- A Ty gdzie? Mak sam się nie przemieli. W końcu i ty możesz zostać makowym królem- na jej twarzy zagościł uśmiech
- No mama! Przecież wiesz jaki ja jestem!-
- Zayn! Co roku ta sama gadka z Tobą! Zrób raz coś porządnie!- wrzasnęła i wyszła z kuchni. Tym samym dała mi wyraźnie znać, że kłótnia została zakończona. Gdy zabierałem się do tego maku zadzwonił mi telefon. Był to Liam
- Vas happenin?- powitałem chłopaka
- O! Widzę, że mielenie maku sprzyja Twojemu poczuciu humoru- zaśmiał się chłopak
- Tak, tak. Uwielbiam to robić!- odpowiedziałem z sarkazmem- Co się dzieje?-
- A nic takiego. Dzwonię aby przypomnieć, że spotykamy się drugiego dnia świąt. Jak co roku.-
- Tak wiem ale u kogo?-
- To się jeszcze zobaczy, dam Ci znać. -
- Spoko. Nie obraź się stary ale ja kończę bo mi się tu mak buntuje. Wesołych!- krzyknąłem i rozłączyłem się. Nagle zawołał mnie ktoś z wnętrza domu
- Co?- odpowiedziałem i odwróciłem się. Ku mojemu szczęściu wywróciłem miskę w której był mak.
- Nie co tylko słucham- powiedziała mama wchodząca do kuchni- A to co?- zapytała spoglądając na czarną breję u moich stóp
- A niech to szlag! Mój mak! I co teraz?! Maku! Maku nie umieraj!- zacząłem udawać, że płaczę jednak mama była nieugięta i na odchodne odparła
- Nie myśl, że Ci się uda. A teraz wsiadaj do auta i do sklepu po mak! Raz, raz!- wychodząc z domu przeklinałem owy mak. Dlaczego ja?!
* Liam*
Ach ten nasz makowy Zayn. Już teraz wiem dlaczego zawsze się krzywi gdy jemu drożdżówki za makiem. Uraz z dzieciństwa. Zadzwoniłem do Harolda i poinformowałem go o naszym spotkaniu. Jak zwykle nie pamiętał. Zacząłem zastanawiać się co oni by beze mnie zrobili? Ku mojej i mojej mamy radości zastał mi tylko Louis. Wybrałem pośpiesznie do niego numer i po chwili krzyknąłem:
- Mamo! Jestem cały Twój!- mama odpowiedziała mi śmiechem i rzekła
- Chodź tu! Mam specjalnego gościa dla Ciebie- zadowolony i pełen ciekawości kto to pobiegłem do kuchni- Przywitaj się z nowym kolegą-
- Mama, ale nikogo tu nie ma- odparłem rozglądając się po kuchni
- No jak to nie. Powiedz cześć nowemu koledze wałkowi! Zostawiam was samych, porozmawiajcie sobie- i wyszła z kuchni śmiejąc się. No tak, zostałem wlepiony w lepienie uszek. I jak ja teraz z tego wyjdę?
* Louis*
Dobrze, że zadzwonił do mnie Liam i przypomniał o naszym spotkaniu. Kompletnie wypadło mi to z głowy. Postanowiłem zrobić sobie małą przerwę w krojeniu warzyw. Jak zwykle zmusiła mnie mama. Wybrałem numer do Em.
- Tak?- zapytała spokojnym i ciepłym głosem
- Cześć słoneczko! Mam nadzieję, że nie masz planów na Drugi Dzień Świąt o 19.00 bo porywam Cię do Liama? Chyba tak.
- Ale jak to do Liama?- wrzasnęłam do telefonu
- No po prostu mamy dzień Wigilii One Direction i Ty jako moja dziewczyna jesteś zaproszona.- odparłem z dumą
- A co ze ślubem? Jednak go nie ma?-
- jaki ślub? Kochana.. może za kilka lat..- oparłem pogrążając się w marzeniach
- Louis! Ślub Twoje kuzynki czy siostry!-
- Cholera jasna! Dupa ciasna!- zacząłem krzyczeć
- Louis! – krzyknęła Em- Opanuj się trochę z tym słownictwem
- Zapomniałem, kurka zapomniałem-
- Czego zapomniałeś synu?- zapytała mnie mama wchodząca do kuchni- a w ogóle z kim rozmawiasz?-
- Z Em- powiedziałem. Gdy ona to usłyszała to dosłownie rzuciła się na mnie. Chociaż nie.. Rzuciła się na mój telefon
- Mamo! To mój telefon!- wrzasnąłem
- Oj siedź cicho i nie gadaj- zaczęła się siłować z moją ręką i po chwili wyrwała mi telefon. Byłem w szoku. Skąd moja matka ma tyle siły? Dopiero po 5 minutach mogłem odzyskać moją własność.
- Przepraszam za to- powiedziałem
- Nie szkodzi- odparła wesołym głosem- Louis nie obraź się ale żeby własna mama dała Ci radę?- śmiała się ze mnie, chamsko się śmiała
- Oj weź mi tu się nie śmiej. -
- Przepraszam. I co z tym ślubem?-
- idziemy. Zapomniałem całkowicie o tym. Zaraz do nich zadzwonię i odwołam to wszystko.
- No ok. A może spotkamy się u mnie w Pierwszy Dzień co Ty na to?- zagadnęła
- Bardzo dobry pomysł! Widzimy się wieczorem. Paaa!- rozłączyłem się i wybrałem numer do Liam’a.
* Liam*
Już miałam zabrać się za prowadzenie jakże interesującej konwersacji z Panem Wałkiem gdy zadzwonił do mnie Louis.
- Co tam się stało?-
- Stary zabij mnie ale ja nie dam rady być na naszym spotkaniu-
- Że co?!- zapytałem nieźle wściekły i cisnąłem Panem Wałkiem o ziemię. Gdy zorientowałem się, że zraniłem mojego jedynego towarzysza podczas lepienia uszek schyliłem się i zacząłem mówić ,, Wybacz mi. To wszystko wina Lou’’
- Stary! Jesteś tam?- krzynką chłopak
- Tak tak. Ale dlaczego Cię ni będzie? Coś się stało?-
- A no stało się. Mam ślub-
- Już? Tak szybko Em Ci uległa?-
- Pacanie Ty nie mój. Mojej kuzynki. Em zaproponowała abyśmy się spotkali jutro u niej. Co Ty na to?-
- Mi to obojętne. Nie mam planów więc… Ok. Ale teraz Ty dzwonisz do reszty i mówisz co i jak- rozłączyłem się i spojrzałem na wałek. Biedny on.
* Emma*
Nawet w wannie nie można mieć spokoju. Co za chłopaczysko. Niedługo zapomni jak się nazywa lub gdzie mieszka. Gdy w końcu zdecydowałam się opuścić wannę a przyszło mi to z dużym trudem zaczęłam zastanawiać się jak mam ułożyć włosy. Spiąć je? Może wyprostować? Może zostawić rozpuszczone? Nie miałam pojęcia. Spoglądając na zegarek o mało nie padłam z przerażenia. 17.30!!!! Co ja tyle czasu robiłam? Za 1,5 godziny miała być tu rodzina Louisa a ja w rozsypce tak samo jak potrawy. Założyłam jakąś rozciągniętą koszulkę i zbiegłam na dół. K mojemu zdziwieniu pomiędzy schodami, na przeciwko wejścia stała ogromna choinka. KLIK. Była imponująca ale musiałam ruszać dalej. Rozpaliłam w kominku aby było przytulniej, zniosłam prezenty pod choinkę i zaczęłam szykować jedzenie. Układanie wędlin, podgrzewanie barszczu na wolnym ogniu, gotowanie uszek, nakładanie do półmisków sałatek i dużo, dużo różnych rzeczy jest naprawdę pracochłonne! Nim się obejrzałam zegar wybijał 18.00. Powoli zaczęłam znosić wszystko na stół. Gdy już to zrobiłam przyszedł czas abym zajęła się sama sobą bo nie mam zamiaru wyglądać jak służąca. Założyłam sukienkę, na nogi powędrowały szpilki, delikatny makijaż w kolorze czerni oraz usta pociągnięte nieco ostrą ( czerwoną) szminką dodały nieco wdzięku. Włosy zostawiłam rozpuszczone, idealnie się ułożyły! Gdy skończyłam ze sobą zegar wskazywał 15 minut do kolacji. Gdy zeszłam na dół nie było nikogo. W kominku palił się ogień, tak jak wtedy podczas feralnego wieczoru. Nalałam barszczu do wazy, uszka przełożyłam do głębokiej misy i zaniosłam na stół. To samo zrobiłam z kompotem i ciastem. Gdy wszystko było dopięte na ostatni guzik pobiegłam na górę aby przyjrzeć się po raz ostatni. Dobrze, że to zrobiłam bo na moich ząbkach pojawiła się czerwona poświata zapewne od szminki. Była już 19.00, odetchnęłam głęboko i zamknęłam za sobą drzwi pokoju. Usłyszałam głosy i śmiech na dole. Było to oznaką, że Lou wraz z rodzina już są. Gdy stanęłam na schodach usłyszałam tylko
- Łaaaaał- wydobywające się z ust bliźniaczek. Gdy wszyscy odwrócili się w moją stronę poczułam się niczym gwiazda. Było to moje pierwsze zejście w zwolnionym tempie
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Bum! No i piękny 46 już za nami. Czy wy też chcecie już święta czytając moje wypociny? Powiem wam szczerze, że ja już czekam na nie bardzo, bardzo mocno mimo iż ich nie lubię. Ale jest wtedy jedzenie! No i prezenty!
Dziękuję wam za zacne 5700 wyświetleń.. Cieszy mnie ta liczba :D Kocham xoxo

sobota, 9 czerwca 2012

Rozdział 45

Czy wy też mieliście w życiu chociaż jedną taką chwilę w której waszym największym marzeniem było zapadnięcie się pod ziemię ze wstydu?  Ja właśnie taką chwilę miałem. Emmy ciocia widziała nas w dosyć dwuznacznej sytuacji.
- To nie tak jak myślisz- krzyknęła Emma i nadal uparcie tkwiła przy moich spodniach
- To może mi wyjaśnisz jak? Bo ten obrazek jakoś niczego nie wyjaśnia- powiedziała ciocia takim tonem, którego strach się było bać.
- Po prostu- Em wstała i spojrzała na kobietę- Louis’owi przewrócił się kieliszek z winem i zaplamił spodnie. A, że on ma takie ruchy postanowiłam sama mu je zdjąć i zaprać aby nie było plamy- dziewczyna znów schyliła się i tym razem udało jej się ściągnąć spodnie- Widzisz? –zapytała podstawiając jej spodnie pod nos- Zaraz wracam!- rzuciła i znikła w ciemnym korytarzu
- Stanowczo jestem przewrażliwiona- zaczęła Lucy opierając się o kanapę
- Spokojnie, moja mama też by tak zareagowała- powiedziałem posyłając jej jeden z tych uśmiechów
- Ja po prostu mam już za sobą ten etap, w którym miałam 17 lat i nie pamiętam jak to jest. – wstała i poszła do kuchni. Po chwili wróciła ze szklanką wody w jednej ręce i…
- To tak na wszelki wypadek- powiedziała i rzuciła paczą prezerwatyw w moją stronę. Nie ukrywam byłem w szoku. Ona i takie rzeczy? Nie mogę uwierzyć. Po chwili wróciła Em niosąc mi jakieś spodnie.
- Załóż to, tamte zaraz wyschną. – powiedziała i rzuciła mi je. Po chwili wróciła z papierowym ręcznikiem i wytarła plamę z wina na podłodze. Zaczęła zbierać szkło z podłogi, chodząc to w jedną to w drugą stronę.
- Uważaj na te szkła bo zaraz…-
- Ała! Ała! Ała!- krzyknęła dziewczyna łapiąc się za stopę.
- A nie mówiłem?!- wziąłem ją na ręce i zaniosłem do kuchni. Zapaliłem światło i zacząłem szukać apteczki
- Trzecia szuflada od dołu- powiedziała Emma zaciskając usta. Najwyraźniej sprawiło jej to dużo bólu bo w końcu na jej policzkach pojawiły się pierwsze łzy. Gdy znalazłem to czego potrzebowałem odwróciłem się aby opatrzyć stopę ale ten widok spowodował, że zawahałem się. Pod nogą była niemała kałuża krwi
- Tracisz strasznie dużo krwi- powiedziałem i zrobiło mi się gorąco.
- Nie pomagasz wiesz?- zapytała blada Em. Ściągnęła rajstopy i moim oczom ukazała się dosyć głęboka rana.
- Nie chcę Cię straszyć ale tutaj nie pomoże plaster i bandaż. Poczekaj.- powiedziałem i pobiegłem po telefon. Gdy wróciłem zobaczyłem, że Em powoli zamyka oczy
- Ani nawet mi się waż zasypiać- powiedziałem otwierając okno i jednocześnie wybierając numer do któregoś z chłopaków. Po chwili usłyszałem czyjś głos
- Halo?-
- Louis co Ci strzeliło dzwonić o tej porze?- zapytał zaspany Harry a ja spojrzałem na zegarek, który wskazywał kilka minut po 12.
- Przepraszam ale chodzi tu o Emmę! Stary musisz mi pomóc. Ona traci dużo krwi i robi się cholernie blada!- zacząłem panikować
- Ale co się stało? Jaka krew?- pytał wyraźnie poruszony Loczek
- Błagam Cię jak możesz to przyjedź do niej. Ja piłem i nie mogę jechać. Ona musi trafić jak najszybciej do szpitala!- powiedziałem i rozłączyłem się bo Em nagle zaczęła wymykać mi się z rąk
- Nie mdlej mi teraz słońce moje!- mówiłem biorąc ją na ręce i przystawiając do okna. Nic nie pomogło. Kolejną rzeczą jaka przyszła mi do głowy była woda. Oblałem ją zimną wodą i na chwilę odzyskałem z nią kontakt.
- Em za żadne skarby nie można Ci zasypiać rozumiesz?-
- Louis ale moje powieki takie są ciężkie… Zdrzemnę się na chwilę dobrze? – zapytała i ponownie osunęła się mi na dłonie. Pobiegłem z nią do drzwi, założyłem jej płaszcz, sobie kurtkę i buty i wyszedłem przed dom. Gdy doszedłem do bramy zjawił się Harry. Był cały roztrzęsiony. Wybiegł z auta i pomógł mi ułożyć w nim dziewczynę. Po chwili siedzieliśmy w aucie i jechaliśmy do szpitala. Spoglądałem nerwową na nią a ona z każdą chwilą miała coraz bledszą twarz. Cholernie się o nią bałem.
- Może teraz mi powiesz co się stało?- zapytał Loczek spoglądając na mnie. Opowiedziałem mu z grubsza wydarzenia wieczoru i w końcu zajechaliśmy pod szpital. Harry otworzył mi drzwi a ja wziąłem ją na ręce i pognaliśmy do szpitala. Na korytarzach było cicho. Loczek od razu pobiegł szukać kogoś do pomocy i po chwili wrócił z młodą Panią Doktor. Widząc przesiąknięty krwią bandaż od razu kazała nam iść do zabiegowego. Gdy dotarliśmy doktorka wyprosiła mnie z gabinetu tłumacząc się przepisanymi BHP.
- Spokojnie. Wszystko będzie dobrze.- pocieszał mnie Hazza ale ja nie potrafiłem uporządkować myśli. To był jakiś cholerny szał.
- Widziałeś jaka ona blada była? Przecież to moja wina- powiedziałem łamiącym się głosem
- To nie Twoja wina. Przecież tak samo Ty jak ona mogłeś stanąć na to szkło- odparł i mnie przytulił. Po kilku minutach otworzyły się drzwi gabinetu.
- Żyje?- zapytał Loczek
- Tak, wszystko z nią dobrze- powiedziała kobieta z uśmiechem- Założyłam jej trzy szwy na stopie i podałam leki przeciwbólowe oraz uspakajające. Tu macie receptę. Przepisałam kilka preparatów, które przyspieszą gojenie się rany.-
- Możemy ją zabrać do domu?- zapytałem
- Jak najbardziej. Nic nie stoi na przeszkodzie- odparła kobieta, dała nam jakiś świstek do podpisania i po chwili niosłem Emmę do auta z tą różnicą, że teraz wiedziałem, że nic jej nie grozi.
- Dzięki stary. Nie wiem co bym zrobił bez Ciebie.- powiedziałem gdy przyjaciel zaparkował tuż przed drzwiami domu
- Czego się nie robi dla przyjaciół? – zapytał uśmiechając się- Uważajcie tym razem na siebie- odparł i wsiadł do auta. Od razu gdy weszliśmy do domu skierowałem się do jej pokoju. To był naprawdę męczący dzień. Nawet nie zauważyłem kiedy usnąłem.
* Emma*
Matko, nie spałam tak dobrze od kilku dni. Przekręcając się na bok znów ujrzałam twarz Louisa. Wyglądał słodko. Po raz drugi w przeciągu kilku dni mam totalną pustkę w głowie. Dlaczego to zawsze się tak kończy?
Powoli zsunęła się z łóżka aby nie obudzić chłopaka. Zeszłam do kuchni i sam widok zmroził mnie od stóp do głów. Na podłodze było mnóstwo krwi. Cholera jasna! Jakieś morderstwo czy jak?! Pobiegłam na górę szturchając Louisa.
- Louis, Louis!- krzyczałam- Obudź się na miłość boską!-
- Co się stało?- zerwał się niczym burza w gorące, letnie popołudnie
- Kogoś zamordowali na dole!- powiedziałam i poczułam, ze do oczu napływają mi łzy. Już miałam przed  oczami obraz Lucy leżącej w kałuży krwi. Ukryłam twarz w dłoniach
- Głuptasie! Spokojnie- zaczął śmiać się Lou
- W takim momencie stać Cię na śmiech?! Draniu Ty!- rzuciłam w niego poduszką. Chłopak wstał i usiadł obok mnie, obejmując mnie ramieniem.
- To nie żadne morderstwo- powiedział i spojrzałam na niego
- Nie? To skąd ta krew?-
- To Ty…- odarł i wskazał na moją nogę. Była obandażowana. Dziwne, że nawet tego nie poczułam.
- Ale jak to?- zapytałam będąc w szoku.- Co się stało?- i po tym pytaniu Louis opowiedział mi jak to wlazłam w potłuczone szkło i jechaliśmy do szpitala na szycie. To było dosyć typowe dla mnie.
- A ja już  myślałam… Ciamajda ze mnie- powiedziałam i uśmiechnęłam się.
- Ale za to jaka kochana ciamajda- pocałował mnie w usta- a teraz chodź posprzątamy to zanim kolejna osoba dostanie zawału- odparł i pomaszerowaliśmy do kuchni.
* Louis*
Kuchni faktycznie wyglądała jakby ktoś dokonał tam morderstwa. Wszędzie było pełno krwi, bandaży, plastrów a w rogu leżały rajstopy Em. Niczym scena z horroru.  Ne przywykłem do widoku krwi i po krótkiej chwili zrobiło mi się gorąco
- Wszystko ok.? Zrobiłeś się strasznie blady- zagadnęła Em przykładając mi rękę do czoła- Dobrze się czujesz? Jesteś strasznie gorący-
- Tak tylko wiesz… Widok krwi nie działa na mnie zbyt dobrze- odparłem wycofując się z kuchni
- Trzeba było tak od razu. Usiądź w salonie a ja sama to posprzątam- powiedziała prowadząc mnie na kanapę
- To ja  posprzątam salon, ciągle pełno tu szkieł- powiedziałem i zacząłem zbierać te, które udało mi się zobaczyć. Następnie wziąłem odkurzać i odkurzyłem podłogę aby być pewnym, że wszystko dobrze posprzątane. Po wykonanej pracy przyglądałem się Emmie jak lata po kuchni z mopem. Nawet sprzątając wyglądała seksownie. W końcu zawołała mnie i ku mojemu zdziwieniu na stole było podane śniadanie.
- Trzeba było mnie zawołać. Pomógłbym Ci- powiedziałem i spojrzałem na nią. Jej twarz była w mące. Moja wariatka- Poczekaj Em, masz tu coś…- powiedziałem i chwyciłem po mąkę. Po chwili wysypałem ją na jej twarz.
- Co Ty wyprawiasz?!- wrzasnęła – Odbiło Ci?-
- Teraz wyglądasz jak kucharka!- zaśmiałem się
- Ja Ci dam kucharka- odparła i wylała na moją głowę ciasto, które jak zakładam było przeznaczone na naleśniki
- To chyba Ty oszalałaś!- krzyknąłem ściągając lepką maź z moich włosów. -Moje włosy! -
- Och Panie Tomlison! Niech Pan tak nie dba o siebie po pomyślą o Panu same brzydkie rzeczy- zaśmiała się Emma stojąca tuż przy zlewie.
- Ja Ci pokaże brzydkie rzeczy- powiedziałem i rozpętałem prawdziwą wojnę na jedzenie.
- A wy tu co?- zapytał Cris wchodzący do kuchni. Wybrał zły moment ponieważ akurat w ruch poszły jajka. Jedno z nich wylądowało na samym środku twarzy chłopaka. Obydwoje wybuchliśmy śmiechem
- Ta…. To dzięki- powiedział zrezygnowany i poszedł do swojego pokoju. Kolejną ofiarą padła Lucy jednak tym razem nie było to jajko ale brzoskwiniowy pudding.
- Wystarczy tego już!- wrzasnęła- obydwoje marsz pod prysznic!- jak kazała tak zrobiliśmy. Ja zająłem prysznic na parterze a Em w swoim pokoju. Gdy już byliśmy czyści i pachnący zadzwonił do mnie telefon. Była to mama z informacją, że jednak wybierze się na zakupy i za około godzinę mamy spotkać się w domu na rozmowie. Wiedziałem, że będzie to dosyć trudna rozmowa ale była ona potrzeba jak deszcz w czasie suszy. Emma chyba to zauważyła bo ujęła moją dłoń i spojrzała na mnie z troską.
- Cokolwiek by się działo w twoim życiu zawsze jest jakaś pozytywna tego strona. Wiem, że masz niełatwe życie i wiem, że jest Ci naprawdę trudno ale pamiętaj, że masz mnie i możesz na mnie zawsze liczyć. Pamiętasz? Ja i Ty zgrany team?- zapytała i uśmiechnęła się niepewnie. Odwzajemniłem ten uśmiech ale jakoś nie za specjalnie było mi do śmiechu.- Louis co się dzieje? Martwię się o Ciebie-
- Nic, naprawdę nic.- odparłem i wstałem- przepraszam Cię ale teraz muszę już iść, musze pomóc mamie. Dziękuję za każdy wieczór spędzony z Tobą. Zawsze było cudownie- powiedziałem wstając z łóżka i kierując się do drzwi
- Ale.. Ale… Dlaczego to brzmi jak pożegnanie?- zapytała idąc za mną. Jej głos przepełniony był troską i bólem. Nie odpowiedziałem na to pytanie tylko chwyciłem kurtkę i skierowałem się do auta.
- A śniadanie?- usłyszałem szept Em za moimi plecami.
- Kocham Cię – powiedziałem i odpaliłem silnik auta. Po chwili już mnie tam nie było.
* Harry*
Nie powiem, że ta wczorajsza akcja z Emmą nie napędziła mi stracha. Strasznie martwiłem się zarówno o nią jak i o Louisa. Wiedziałem, że jest teraz pod dobrą opieką ale ciągle miałem przed oczami jej obraz, takiej bladej, kruchej, bezbronnej. Nie ukrywam, że była ona dla mnie naprawdę ważna ale ta sytuacja była beznadziejna. Próbowałem umawiać się na randki z wieloma dziewczynami ale za każdym razem porównywałem je do Em i nic z tego nie wychodziło. Ona była niezastąpiona. Wstałem rano z zamiarem odwiedzenia naszej chorej ale wolałem najpierw zadzwonić i dowiedzieć się czy czasami nie ma tam Louisa. Wolałem nie spotkać go u niej. Zbliżała się 12 godzina gdy postanowiłem do niej zadzwonić. Każdy kolejny sygnał wydawał się wiecznością.  Za pierwszym podejściem nie odebrała, o dziwo za drugim też nie. Postanowiłem dać sobie spokój bo może spała. Leniwie zabrałem się za konsumowanie śniadania, które przygotował mi tata. Gdy zanosiłem naczynia do zmywarki moim oczom ukazała się mała, biała kartka papieru i pochyłe pismo taty.
Harry, wiem, że zapewne masz inne plany na wieczór ale może byśmy wieczorem ubrali choinkę? Postaram się być w domu przed 20.00. Proszę bądź również i Ty. Kocham, tata  xoxo
Kiedy ostatni raz spędziłem trochę czasu z tatą? Od czasu gdy wyrzucił z domu mamę nie potrafiłem z nim rozmawiać. Ta sprawa ciągle mnie bolała na tyle mocno, że poświęciłem dobre kontakty z ojcem aby zapomnieć o tym wszystkim. Skoro chciał pobyć ze mną, może nawet porozmawiać to czemu nie? W końcu niecodziennie udaje mi się być z nim sam na sam. Ponownie wybrałem numer Em.
- Aleś Ty jesteś natrętny- usłyszałem zaspany głos Em
- Tak myślałem, że śpisz. Nie przeszkadzam?- zapytałem niepewnie
- Skąd, właśnie śniłam o klacie Malika, to nic takiego- odpowiedziała z przekąsem
- Hahaha- zaśmiałem się- Przejdźmy do rzeczy. Jak się czujesz?-
- Hmm… Bywało lepiej- powiedziała smutnym? Głosem
- Mogę wpaść?- wypaliłem znienacka
- Tak, właśnie Louis mnie popuścił bez słowa więc przyda się ktoś komu będę mogła się wypłakać. Za ile będziesz?-
- Wiesz… Za godzinę?-
- Ok. Tylko nie jedz nic na mieście. Będę czekać z obiadem-
- Tak jest żono- odparłem i rozłączyłem się. Od razu pognałem  na górę myśląc w co się ubiorę. Musi być to coś na luzie, nie chcę aby zauważyła, że się stroję czy coś. W końcu zdecydowałem się na coś w tym stylu : KLIK. Postanowiłem skoczyć jeszcze do cukierni po jakiś ciastko i już jechałem do Em.
* Emma*
Tuż po tym jak Lou odjechał bez słowa poszłam do siebie aby zatopić swoje smutki i smuteczki w czekoladzie. Gdy tak siedziałam i opychałam się nią poczułam okropne zmęczenie i zamknęłam na chwilkę oczy. Dosłownie na chwilkę.
Obudziła mnie wibracja telefonu. To był Hazza. Po krótkiej rozmowie zdecydowaliśmy się na to aby przyjechał. Spojrzałam w lustro. Byłam wczorajsza. Blada skóra, podkrążone oczy a powyżej w oczach łzy. Sukienka pomięta, na czubku głowy gniazdo a do tego odwinięty bandaż.
- Ogarnij się kobieto- powiedziałam sama do siebie dodając lekko otuchy mojemu ciału. Szybki prysznic i ,, W co by się tu ubrać?’’ Po intensywnym grzebaniu w szafie wzięłam sweter KLIK i jakieś zwykłe, czarne jeansy. Na nogi założyłam kolorowe ciapki i pomaszerowałam do kuchni. W domu nie było znów cioci. Jakieś ważne zebranie jak zwykle. A kto mi pomoże w takiej beznadziejnej sytuacji? Nie kto inny jak Harry. Ugotowałam dla nas i dla mojego rodzeństwa pomidorówkę i zrobiłam nuggetsy z kurczaka oraz sałatkę. Po chwili do kuchni wbiegła Jess a za nią Cris.
- 4 nakrycia? Przecież nie ma Lucy- zapytała Jess
- Będziemy mieć gościa- odparłam nakrywając do stołu
- Lou?-
- Nie tym razem – odpowiedziałam tajemniczo się uśmiechając
- A wiesz, że zdrada  nie popłaca?- zagadną Cris
- Ale ja mu się nie mogę oprzeć- powiedziałam i w tym samym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi- O wilku mowa!- krzyknęła i pognałam do drzwi
* Jess*
Ciekawiło mnie to z kim się tam moja siostra umówiła. Z przedpokoju dobiegał męski głos więc może to jakieś ciacho? Szczerze powiem, że przez ten dom nigdy nie przewinęło się tylu mężczyzn do czasu gdy przyszła do nas Em. Ale to dobrze, zawsze można było wyrwać jakiegoś. Moje zdziwienie musiało być ogromne gdy przed nami stanął nikt inny jak
- Harry?- zapytałam – To ten gościu warty zdrady?-
- No tak. Po prostu uwielbiam go całego- odparła Em i pocałowała go w policzek. No to ładnie. Siostrzyczka bawi się dwoma chłopcami na raz… Ciekawe co by na to powiedział Louis…
- Jemy już?- zapytał Cris
- A ten to jak Niall. Ciągle tylko jeść, jeść i jeść. – zaśmiała się Harry a tuż po nim Em. – Poczekaj! Pomogę Ci!- krzyknął za znikającą w kuchni Em Styles
- Dziwne…- szepnęłam spoglądając na Crisa
- Ale, że co dziwne?-
- No to wszystko. Wczoraj Louis, dzisiaj Harry. A jutro kto?-
- Daj spokój. Oni się tylko przyjaźnią-
- A ja tam w to wątpię… Zobaczysz. Jeszcze coś z tego wyjdzie.
* Tymczasem w kuchni*
- Jess tak zawsze reaguje na gości płci przeciwnej?- zagadnął chłopak dziewczynę nalewającą zupę do wazy
- Wiesz. Ona zawsze była dziwnie nastawiona do ludzie więc dziwisz się? A może Ty się jej podobasz? – zaśmiała się i spojrzała na chłopaka oblewającego się szkarłatnym rumieńcem
-  Daj spokój. Ostatnim razem dała już popis swoich możliwości. Patrz co Ci przyniosłem chorowitku- powiedział i postawił przed nią papierowe pudełko
- Dla mnie? A co to takiego?-
- Otwórz i zobacz- powiedział i spojrzał na nią. Jej twarz zalewał uśmiech od którego nie można było oderwać oczu. Była taka śliczna gdy się uśmiechała.
- Miodownik?- pisnęła z wrażenia- Harry skąd Ty wiedziałeś, że uwielbiam to ciasto?-
- Zasadniczo jesteśmy do siebie podobnie- odparł chłopak przytulając dziewczynę. Wydawała się mu taka krucha gdy trzymał ją w ramionach. W końcu spojrzał jej w oczy i powiedział:
- Nie dzielimy się prawda?-
- Oczywiście, że nie – zaśmiała się i pokierowali się z jedzeniem do jadalni.
* Jess*
- Daj spokój. Spójrz na nią i na Louisa a potem na nią i na Harry’ego. To całkowicie dwa inne światy, dwie inne bajki. -
- No może i masz rację ale to nie zmienia faktu, że Em wprost uwielbia tego lokowatego małolata. – odpowiedziałam i spojrzałam w kierunku drzwi. Słychać było śmiech dochodzący z kuchni i po chwili wróciła do nas roześmiana para. Jedzenie naprawdę było smaczne. Po skończonym posiłku chcieliśmy odnieść talerze do kuchni ale Em krzyknęła:
- Zostawicie! My posprzątamy, prawda Harry?-
- Tak.- odpowiedział chłopak i spojrzał na nią. W ich spojrzeniu było coś niepokojącego. Spoko, skoro chcieli sprzątać ten bałagan proszę bardzo. Ja spadam na miasto.
* Harry*
Gdy Jess i Cris udali się do siebie ja z Em szybko zapakowaliśmy naczynia do zmywarki, zrobiliśmy herbatę i wraz z ciastem pognaliśmy na górę. Widać było, że coś się działo bo wokół łóżka walały się puste opakowania po czekoladzie.
- No to słucham Cię moja najdroższa- powiedziałem i słuchałem każdego jej słowa. Nie poganiałem jej, cierpliwie czekałem aż wysmarka nos lub otrze łzy. Kiedy było naprawdę z nią krucho chwytałem jej dłoń lub po prostu przytulałem.
- I tak to właśnie wygląda- zakończyła w ten sposób swoją opowieść. Szczerze powiem, że nie rozumiałem Louisa. Bo jak można ranić  ten sposób swoją dziewczynę?
- A u Ciebie ok.?- zapytała w końcu ucinając tym samym wypowiedź na temat swojej osoby. Opowiedziałem jej wszystko od A do Z. Potem nastąpiła przyjemniejsza część wieczoru a mianowicie ta, w której ogląda się komedie, płacze wyłącznie ze śmiechu i zajada się pysznym ciastem w obecności świetnej dziewczyny. I właśnie dzięki takim dniom zbliżaliśmy się do siebie niesamowicie szybko.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Uwielbiam dla was pisać. Sprawia mi to taką przyjemność jak jedzenie lodów w gorące, letnie wieczory siedząc w Parku i śmianie się z ludzi. Tak, mam dobry humor. Dzięki za ponad 5000 wejść! Jesteście niesamowici. Za niedługo po raz kolejny zrobię zestawienie blogów bo przybyło kilka dobrych więc jeśli chcecie jakoś swój wypromować to piszcie w komentarzach adres lub wysyłajcie na pocztę : enjoy17@wp.pl
Kocham, miłego czytania xoxo

piątek, 8 czerwca 2012

Rozdział 44

Jak mogłem zapomnieć o randce z własną dziewczyną? To wszystko zapewne przez te cholerne problemy w domu.. Zayn miał rację. Nie dość, że spędziłem cały dzień z Eleonor to na dodatek usiłuje sam siebie oszukać. Bałem się właśnie tego dnia w którym znów spotkam El. Bałem się, że uczucia do niej powrócą. I bach! Wszystko jak na złość wróciło. Pożegnałem się z nią i szybko pojechałem do domu myśląc w co się ubrać. Gdy znalazłem się tuż przed nim byłem świadkiem tego jak Fell usiłowała przekonać tatę żeby nie odchodził. Łzy napłynęły mi do oczu. Wpadłem do domu jak burza nie mówiąc ani słowa. Pobiegłem na górę, chwyciłem jakieś spodnie, koszulę i marynarkę i znikłem za drzwiami prowadzącymi do łazienki. Zimny prysznic- to jest to co było mi potrzebne w takim momencie. Spojrzałem na zegarek 19.25. Spokojnie, wyrobię się. Wychodząc z łazienki usłyszałem płacz dobiegający z mamy pokoju.
- Mamo wszystko ok.?- zapytałem uchylając lekko drzwi
- Tak.. Nie przejmuj się. Jedziesz do Em?-
- Tak ale jak chcesz to zadzwonię i powiem, że wypadło mi coś-
- Nie synu, nie trzeba. Jutro porozmawiamy. Przepraszam, że z dzisiejszych zakupów nie wyszło nic dobrego…- powiedziała mama
- Mamo ja zrobiłem te zakupy więc jutro zajmiemy się domem, dobrze?-
- Dobrze a teraz zmykaj- powiedziała i zdobyła się na uśmiech. Podszedłem do niej i przytuliłem ją mówiąc, że wszystko będzie dobrze. Po drodze wstąpiłem do bliźniaczek by zobaczyć czy śpią. Spały jak aniołki. Jadąc do Em wstąpiłem jeszcze do sklepu po kwiaty i wino. Chcę aby ten wieczór był wyjątkowy.
* Emma*
Ubierając choinkę wspominałam ten dzień, w którym w domu zawsze pachniało makiem, bakaliami i lasem. Uwielbiałam święta do czasu gdy byli przy mnie rodzice. Ciągle nie mogę poradzić sobie z myślą, że ich już tu nie ma. Jakby ktoś w ostatnie święta Bożego Narodzenia powiedział mi, że kolejne spędzę w Londynie, bez rodziny i Patryka- wyśmiałabym go i idąc po najmniejszej linii oporu znienawidziłabym. W ogóle kto chciałby podważać moje szczęście? Przypomniała mi się ta noc w której przepadł sens mojego życia. Od razu wybrałam numer do Lou
- Louis?-
- Tak wiem Em, już jadę. Strasznie śnieg pada więc mogę się chwilę spóźnić.- powiedział chłopak
- Nie szkodzi. Proszę Cię tylko o to abyś jechał ostrożnie.-
- Dobrze słonko- odpowiedział i się rozłączył. Czy wyobrażam sobie życie bez Louisa? Chyba nie. Zbyt dużo razem przeszliśmy abym mogła go zostawić. Byłam z nim po prostu szczęśliwa. Gdy skończyłam moje dzieło nie mogłam uwierzyć własnym oczom. O czymś takim marzyłam całe życie: KLIK.
Na dworze było ciemno i padał gęsty śnieg. Wyszłam na taras i zobaczyłam, że każdy dom w okolicy jest już przyozdobiony. Postanowiłam ozdobić i nasz. Ubrałam się ciepło i wyszłam przed dom z pudełkiem pełnym lampek i różnych świecących rzeczy. Na pierwszy ogień poszły te najdłuższe łańcuchy, które postanowiłam umieścić na balkonach i w przydomowym ogródku. Po kilkunastu minutach siłowania się z łańcuchami zobaczyłam auto, które zbliżało się do domu. Poczułam, e na mojej twarzy mimowolnie pojawia się uśmiech.
- A Ty tu co?- zapytał Louis podchodząc do mnie
- A nie widać? Wyglądam jakiegoś przystojniaka na białym rumaku-
- To ja już Ci nie wystarczam?- zapytał chłopak z przekąsem
- Wiesz… W ostateczności możesz być- powiedziałam kontynuując wcześniejszą pracę. Louis stwierdził, że to nie jest praca dla kobiet i postanowił przejąć ode mnie to zadanie. Gdy tak stałam i patrzyłam na tego mojego ukochanego zaczęłam myśleć jakby to było gdybyśmy byli prawdziwą parą. Mówiąc prawdziwą mam na myśli małżeństwo. Widziałam jak na mnie patrzył za każdym razem gdy coś mówiłam a gdy wyznawał mi miłość jego oczy płonęły z zachwytu. Między nami była ta chemia o której mówiła każda zakochana para. Między nami było prawdziwe uczucie.
- ….,prawda?- zapytał mnie
- Wiesz chyba to zimno zamroziło mi mózg- zaśmiałam się
- Znów się wyłączyłaś?- zapytał się z uśmiechem na twarzy
- Tak troszkę ale tylko na sekundkę- powiedziałam
- Gotowa? – zapytał chłopak trzymając w ręku włącznik do światełek
- Tak jest Panie Louis’ie!- powiedziałam i podeszłam bliżej niego. W momencie kiedy oparłam policzek o jego bark rozbłysło wokół nas tysiące malutkich światełek.  Był to niesamowity widok. Ogród wydawał się żyć podczas gdy wokół nas było zapewne jakieś – 20 stopni.
- Ślicznie – powiedziałam i spojrzałam mu w oczy. Były lśniące niczym diamenty. Wiedziałam, że Lou był przystojny ale to światło potęgowało to wrażenie. Zbliżyłam się do niego i już prawie poczułam smak jego ust gdy…
- Na mrozie się nie całuje bo będzie się mieć popękane usta!- krzyknęła ciocia przez uchylone drzwi tarasu- Chodźcie na kolację bo wszystko wystygnie-
Mimo ostrzeżeń cioci Louis schylił się i pocałował mnie w czubek nosa.
- Ale zaraz!- krzyknął z opóźnionym tempem- kolacja?! Nic nie wspominałaś o wspólnej kolacji- w jego głosie było słychać strach
- No jakoś nie było okazji ale nie bój się na pewno wyjdziesz z tego cało- powiedziała cytując jego słowa i uśmiechając się przy tym zadziornie. Chwyciłam chłopaka za rękę i ruszyliśmy w kierunku wejścia.
* Louis*
Zacząłem panikować. Nie wiedziałem czego mam się spodziewać. Dobrze, że miałem wino i kwiaty no i całe szczęście, że pomyślałem o w miarę wykwintnym stroju. Gdy weszliśmy do domu poczułem silne ukłucie w sercu. Już przy samym wejściu można było poczuć świąteczną atmosferę. Żałowałem, że moje życie rodzinne potoczyło się nie w tę stronę co trzeba. Żałowałem tego, że teraz już nie będę mógł siedzieć z ojcem i oglądać Frankenstein’a. To była taka nasza mała świąteczna tradycja. Boże Narodzenie, ja i tata razem na kanapie z miską popcornu i mały seans filmowy. Gdy Em zdjęła płaszcz moim oczom ukazała się jej cudowna sylwetka.
- Jak zwykle śliczna- powiedziałem i wręczyłem jej bukiet kwiatów
-Och, nie trzeba było – powiedziała a jej policzki pokryły się różem. – ale mimo wszystko to miłe uczucie, dostać od mężczyzny kwiaty- stanęła na palcach i dała mi buziaka w policzek
- I tylko tyle za tak piękne kwiaty?- zapytałem ze smutkiem w głosie
- Och.. To co lepsze zostawia się na później- powiedziała i pociągnęła mnie za rękę w kierunku salonu. W kominku palił się ogień, w rogu stała choinka a w jadalni pięknie przyozdobiony stół. Przed nami pojawiła się starsza kobieta.
- Ciociu masz wreszcie możliwość poznania mojego chłopaka Louisa- powiedziała Em
- Bardzo mi miło Cię poznać młody człowieku. Jestem Lucy i jestem ciotką Emmy. Jakoś nie było odpowiedniego momentu na poznanie się wcześniej- powiedziała i podała mi dłoń. Ja zrobiłem to samo ale dodatkowo złożyłem delikatny pocałunek na owej dłoni. Następnie podałem jej wino i spojrzałem na Em. Była bardziej spięta ode mnie.
- No spójrz Em, nie dość, że przystojny, szarmancki to jeszcze wychowany jak trzeba.- Chyba zdałem pierwszy test.- Usiądźcie do stołu a ja zawołam resztę. – powiedziała i wyszła z jadalni
- Wyluzuj się- powiedziałem i szturchnąłem Em w bok
- Daj spokój. Modliłam się aby nie narobiła mi wstydu- odpowiedziała i odetchnęła głęboko
- Już po wszystkim- pocieszyłem ją i przytuliłem. Czekając na wszystkich mogłem rozejrzeć się co nieco po pomieszczeniu. Była to jadalnia urządzona w stylu nowoczesnym. Zawsze chwaliłem sobie takie pomieszczenia w których można było poruszać się bez obawy potrącenia kogoś KILK.
Po pewnym czasie wróciła do nas Lucy niosąc duże naczynie. Za nią powolutku szli Jess i Cris.
- Cześć Louis!- powiedzieli niemal jednocześnie. Odpowiedziałem im i podsunąłem krzesło zarówno Emmie, Jessice jak i Lucy. Kobieta zaserwowała nam kaczkę w ziołach, pieczone ziemniaki i surówkę z kapusty a na deser pyszny sernik wiedeński. Tuż po kolacji dostaliśmy po lampce wina i atmosfera zaczęła się rozluźniać. Lucy pytała mnie o plany na przyszłość, dom, rodzeństwo i w końcu o rodziców. Czułem, że moja mina nie wygląda najlepiej gdy mówiłem o ojcu ale wydarzenia sprzed kilu godzin ciągle dawały o sobie znać.
- Daj spokój chłopakowi ciociu- powiedziała w końcu Em widząc jak męczę się z tym wszystkim. Chwyciłem ją za rękę na znak podziękowania za wyciągnięcie mnie z tej rozmowy.
- No co? Po prostu chcę wiedzieć wszystko o moim zięciu- powiedziała kobieta i się uśmiechnęła- Jak Ty ciągle nadajesz o nim to ja nic nie mówię-
- Ciooociu!- jęknęła Em i ukryła twarz pod serwetką
- No co? Dobra.. Już nie będę wam przeszkadzać idę spać. Louis może zostaniesz na noc? Nie będziesz jechać w taką pogodę a poza tym piłeś. U Emmy jest dużo miejsca więc zmieścicie się- Em spojrzała na mnie dosyć wymownym wzrokiem- Ale dzieci bez żadnym różnych tam bo wiecie.. Ja w miarę młoda jestem więc nie uśmiecha mi się być babcią w tak młodym wieku ale było by cudownie trzymać taką kruszynkę w rękach ale co ja gadam! Louis!- kobieta spojrzała na mnie- jak już to z zabezpieczeniem- wstała i wyszła. Emma zrobiła tzw. FACEPALM.
- Z kim ja żyje- powiedziała i dopiła wino.
- Ja też już idę. Jutro mam ostatnie zaliczenie w szkole- powiedziała Jess i pociągnęła za sobą Cris
- Ale jedzenie…- powiedział chłopak smutnym głosem
- Nie marudź tylko chodź!- pociągnęła go mocniej Jess a ja i Lou zaczęliśmy się śmiać. Chłopak spoglądał na mnie
- No co? Ubrudziłam się czyj jak?- zapytała ciągle się śmiejąc
- Nie, ale uwielbiam patrzeć jak się uśmiechasz. Jesteś wtedy taka prawdziwa-
- A zazwyczaj to jestem sztuczna?- zapytała ze zdziwieniem na twarzy
- Nie- zaśmiałem się- Głuptasku… Ja ciągle nie mogę uwierzyć, że mam taką cudowną dziewczynę.- powiedziałem a ona wstała od stołu.
* Emma*
On potrafił sprawić, że chciałam żyć i cieszyć się bez końca. Wstałam, wzięłam butelkę wina, kieliszki, sernik i ruszyłam do salonu. Za mną człapał Louis. Zgasiłam wszędzie światła. Teraz jedynym źródłem blasku był ogień z kominka przed którym ułożyliśmy się. Wszystko budowało dosyć intymny nastrój. Siedzieliśmy i sączyliśmy gorzkie wino patrząc się na siebie. Louis  stroił różne śmieszne miny i w końcu trach! Kieliszek z winem upadł na ziemię ochlapując przy tym spodnie Louisa.
- Ściągaj je szybko!- powiedziałam wstając
- Ale że co? Tak od razu?- zapytał ze śmiechem w głosie. Nie czekając aż on życzliwie zechce ściągnąć te spodnie podeszłam do niego i zaczęłam je rozpinać. W tym samym momencie gdy rozpinałam guzik zapaliło się światło.
- Emma?! – krzyknęła ciocia
- To nie tak jak myślisz!- krzyknęłam dalej ściągając spodnie chłopakowi
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tadaaa.... Bez rewelacji... Mam wrażenie, że coraz mniej osób to czyta... Mało komentarzy :[ przykro mi...
Zmieniłam ustawienia i teraz komentarze można dodawać ANONIMOWO.
Czytajcie, komentujcie, piszcie co myślicie. Kocham za wszystko xoxo