czwartek, 7 czerwca 2012

Rozdział 43

Koniecznie przesłuchaj!Zapowiadał się naprawdę pracowity dzień. Trzeba zrobić zakupy a to łączy się z gigantycznymi kolejkami w sklepach, trzeba dokupić potrzebne rzeczy do prezentów no i w końcu trzeba zacząć sprzątać, piec gotować i… Mój Boże sukienka na wesele! Muszę wyglądać naprawdę olśniewająco na weselu więc nawet nie ma mowy abym założyła coś starego. Wchodząc do domu krzyknęłam:
- Ciociu! Zakupy! Teraz, już, natychmiast!-
- A od kiedy to ci się tak do zakupów śpieszy? – zapytała zdziwiona ciocia
- A od wtedy kiedy mnie Louis zaprosił na ślub- powiedziałam zadowolona
- Na ślub? To jedziemy, jedziemy po sukienkę- krzyknęła ciocia i zaczęła się zbierać
- Chwila! Trzeba zrobić listę zakupów na święta i takie tam. Ok.?-
- Jasne. Emmo nie bądź na mnie zła ale może byś w końcu zaprosiła tego chłopaka abym mogła go poznać? Niezręcznie byłoby mi Cię puszczać z kimś kogo nie znam na ślub a tym bardziej muszę go poznać bo nasłuchałam się już jaki to on jest boski- powiedziała Lucy szykując kartkę
- Dobrze, akurat dzisiaj ma przyjść wieczorem to może kolacja?-
- Świetny pomysł. Zamówimy coś bo nie będzie czasu na to aby coś ugotować. No to mów co tam trzeba- zaczęła ciocia a ja dyktowałam jej listę potrzebnych składników i rzeczy, które trzeba kupić.
- A co z choinką? – zapytałam
- A choinkę przywiezie Josh. Nie martw się. Wszystko w swoim czasie- powiedziała Lucy i zaczęła się zbierać. Pobiegłam na górę aby sprawdzić stan moich kosmetyków, dodatków i śmiało mogę stwierdzić, że brakuje mi wszystkiego. Wybiegając zamknęłam drzwi na klucz i pełna pozytywnej energii wsiadałam do auta.
Święta są takim okresem w roku kiedy nienawidzę robić zakupów. Gdy widzę ile ludzi krząta się od sklepu do sklepu i te roześmiane twarze dziecięce robi mi się słabo. Nie lubię bliskiego kontaktu z obcymi ludźmi. Gdy czuję, że dotyka mnie ktoś obcy spoconymi rękoma mam ochotę zwymiotować. W tym roku zapewne też nie obejdzie się bez takich. Wciągam przez nos mroźne powietrze. Liczę do dziesięciu i zaczynam zakupowy szał.
* Louis*
Nie mogłem przestać się śmiać z miny Emmy. Wiem, że jestem okropny ale ona była taka zmartwiona, przestraszona i zawstydzona, że nie mogłem inaczej postąpić. Czuję jak śnieg topi mi się pod bluzką. Malutkie strużki wody płyną po plecach a następnie zanikają w głębi spodni. Podjeżdżając pod dom widzę auto ojca. Chyba pierwszy raz w życiu cieszę się na jego widok. W końcu będę mógł porozmawiać z jakimś mężczyzną. Wchodząc do domu opuścił mnie dobry humor. Mama siedziała i płakała a ojciec stał nad nią i coś mówił.
- Co tu się dzieje?- zapytałem wytrącony z równowagi
- Cześć Synu!- przywitał się ojciec i chciał mnie przytulić, ale ja go odepchnąłem i spojrzałem głęboko w oczy
- Dlaczego mama płacze?- zapytałem
- Kochanie to łzy szczęścia- powiedziała mama i udawała, że się uśmiecha
- Nie kłam mamo! Przecież widzę, że między wami jest coś nie tak! Nie musicie udawać niczego. Widziałem mamo jak chodzisz i płaczesz po kątach tuż po tym jak tata dzwonił. A Ty? Ty nawet się nie zainteresowałeś, co u Twoich dzieci! Taki z Ciebie ojciec?- wykrzyczałem im prosto w twarz i pobiegłem na górę. Rzuciłem się wprost na łóżko i zacząłem płakać. Moja rodzina się rozwala. Najzwyczajniej w świecie tracę rodzinę. I pomyśleć, że niecałą godzinę temu mama była wesoła i roześmiana a teraz? Siedzi i płacze przez ojca w salonie.
- Louis!- do pokoju wpadła zapłakana Charlotte – Tata się pakuje! Zrób coś!-
krzyknęła dziewczyna a ja wstałem i poszedłem do sypialni rodziców.
- Co Ty robisz?- zapytałem ojca
- Synu- tata usiadł na rogu łóżka – jesteś już na tyle dorosły i za chwilę pewnie sam będziesz zakładał rodzinę więc mogę z Tobą szczerze porozmawiać. Ja i mama postanowiliśmy rozwieść się. – te słowa uderzyły we mnie bardzo mocno- Czasami już tak w życiu jest, że trzeba podjąć odpowiednią decyzję. Sam widziałeś, że od dawna nam się nie układało. Doszliśmy do takiego wniosku, że tak będzie najlepiej-
- Najlepiej?! Ciekawe dla kogo. Chyba tylko dla was bo dla nas już nie! Pomyślałeś chociaż przez moment jak to zaboli dziewczynki? Pomyślałeś przez chwilę jak to zaboli mamę, jak to zaboli mnie?! To miał być jakiś cholerny prezent pod choinkę?! Wcale Ci się nie dziwię bo całe życie myślałeś tylko o sobie a o nas już nie. Może to i lepiej? W końcu zawsze sam musiałem sobie radzić ze wszystkim w domu. Nie miałem żadnego autorytetu męskiego. Zawsze zazdrościłem moim kolegom dobrych stosunków z ojcami. Nienawidzę Cię. Wynoś się stąd. Nikt Cię już tu nie chce!- powiedziałem ojcowi prosto w twarz a ten zalała się łzami. W drzwiach pokoju stała mama
- Louis! To nie tak!- krzyczał ojciec ale ja już nie słuchałem. Chwyciłem kurtkę i wyszedłem z domu- Aleś go wychowała- usłyszałem od ojca na odchodne. Wsiadłem do auta i pojechałem przed siebie.
* Emma*
Pierwszym sklepem jaki odwiedziłyśmy był sklep za art. Spożywczymi. Przez całą, okrągłą godzinę błąkałyśmy się między pułkami z różnymi rzeczami. W końcu dotarłyśmy do kasy. Nasz koszyk był wypełniony po brzegi a ludzie dziwnie na nas spoglądali. Gdy udało się nam zapłacić i wypchnąć wózek ze sklepu od razu postanowiłyśmy wrzucić wszystko do bagażnika. Po kolejnych 15 minutach byłyśmy pozbawione swego rodzaju ciężaru. Kolejnymi sklepami,  które udało się nam odwiedzić były sklepy z sukienkami. Było wiele sukienek, które wpadły mi w oko ale niestety nie było mojego rozmiaru. W końcu pozbawiona wszelkiej nadziei weszłam do ostatniego sklepu i wtedy ujrzałam ją. Była idealna w każdym calu KLIK. Jednak jej cena zwaliła mnie z nóg.
- No bardzo ładna. Jest Twój rozmiar?- zapytała stojąca za mną Lucy
- Tak jest, ale spójrz- pokazałam jej metkę
- Nie martw się o cenę tylko leć i ją przymierz – powiedziała i wepchnęła mnie do przymierzalnia. Założyłam ją i stwierdziłam, że idealnie pasuje a na dodatek ładnie w niej wyglądam. To niesamowite. Wyszłam z przymierzalnia i zawołałam Lucy.
- Aż tak źle?- zapytałam patrząc na nią i jej minę
- Dziecko. Ściągaj ją i pędzimy do kasy. Jest kapitalna!- powiedziała urzeczona moim wyglądem Lucy
- Ale ciociu cena…- powiedziałam spoglądając na cenę ponownie
- Nie chcę abyś wyglądała gorzej od innych ani tym bardziej aby Louis zostawił Cię dla jakiejś dziewczyny, która będzie wyglądać lepiej od Ciebie- powiedziała ciocia i tym samym ucięła dyskusję. Grzecznie się przebrałam i zaniosłam ją do kasy. Żal mi się trochę zrobiło, że ona kosztowała aż tyle ale… była watra swojej ceny. Kolejnym punktem był Rossmann i zakup kosmetyków dla mnie, dla cioci no i kosmetyków dla chłopców jako uzupełnienie prezentu. Każdemu z nich wybrałam taki zapach, który najbardziej kojarzył mi się z nimi. Dla dziewczyn zgarnęłam trochę kosmetyków do twarzy i takie tam i pobiegłam do kasy. Następnie rozdzieliłam się z ciocią. Poszłam do sklepu ze słodyczami. Koniec końców wyszłam z trzema torbami słodyczy wypchanymi po brzegi. Zdałam sobie sprawę, że potrzebuję biżuterii więc wpadłam na samym końcu do sklepu z biżuterią. Kupiłam to co było mi potrzebne i zaczęłam poszukiwania ciocia. W końcu odnalazłam ją w sklepie z książkami i pojechałyśmy do domu.
* Louis*
Chciałem pojechać od razu do Em ale nie chciałem jej zawracać głowy moimi problemami. Sama przeszła niedawno utratę rodziny więc ma zbyt dużo swoich problemów. Postanowiłem, że pojadę zrobić zakupy jak gdyby nigdy nic. Święta to czas radości a nie czas smutku. W końcu dojechałem pod centrum handlowe i zaparkowałem auto. Mimo wszystko trzeba widzieć pozytywne strony tego wydarzenia. W końcu mama może będzie szczęśliwa. Nagle pośród wszystkich twarzy patrzących dziwnie na mnie zobaczyłem tę jedną i niezapomnianą. Pośród tłumu stała Eleonora.
* Zayn*
- Jak ja nienawidzę zakupów!- krzyknąłem wchodząc do domu. W ogóle kto wymyślił, żeby tyle jeść podczas świąt? Nie mam pojęcia. No i te prezenty- masakra. Ledwo zdążyłem ściągnąć buty a mama znów wygoniła mnie po zakupy. Zabrakło jej maku i bakalii. Super. Gdy dojechałem już po raz drugi pod to samo centrum nie mogłem uwierzyć oczom. Czy tam stał Louis i przytulał się do Eleonor? Nie chciałem jakoś za specjalnie wierzyć własnym oczom więc wysiadłem z auta i skierowałem się do owej pary.
- Louis?- zapytałem niepewnie
- O Zayn!- powitał mnie lekko przestraszony i zarazem smutny chłopak- Pamiętasz Eleonor?- zapytał
- Tak, pamiętam. Miło Cię znów wiedzieć El.- powitałem dziewczynę przyjacielskim uściskiem
- Mi również Ciebie miło widzieć Zayn.- powiedziała
- Lou, można na chwili?- zapytałem i odciągnąłem chłopaka na bok- Co Ty wyprawiasz? A co z Emmą? Przecież jak was zobaczą fotoreporterzy to już po was. Opanuj się chłopie-
- Ale my przecież stoimy i rozmawiamy- odparł chłopak nie widząc nic złego w swoim zachowaniu
- To Ty zawsze wszystkie swoje znajome tak obejmujesz? Nie wydaje mi się- odpowiedziałem i poszedłem po ten cholerny mak i bakalie.
* Emma*
Dzisiaj jest już 20 grudnia. Za całe 4 dni święta a ja? Coraz bardziej się stresuję. W końcu udało się nam dojechać do domu. Dosyć opornie szło nam to znoszenie zakupów ale po ok. 30 minutach wszystko odnalazło swoje miejsce w kuchni. Moje rzeczy zaniosłam na górę i zaczęłam pakować prezenty. Cieszyłam się jak małe dziecko. Włączyłam radio i w ten sposób wprowadziłam się w iście świąteczny nastrój. Za oknem zaczął sypać śnieg. Malutkie śniegowe płatki tańczyły w blasku słońca. Nagle poczułam, że opuściły mnie wszystkie troski i zmartwienia. Poczułam się szczęśliwa wiedząc, że dzisiaj spotkam się z moim chłopakiem i razem spędzimy ten zimny, grudniowy wieczór.
Było kilka minut po 17 gdy skończyłam pakowanie. Ogarnęłam pokój wzrokiem i stwierdziłam, że jednak nie obejdzie się bez miotacza ognia. Zeszłam na dół i wniosłam do pokoju odkurzacz. Ciuchy poskładałam do szafek a moją nową zdobycz powiesiłam na honorowym miejscu w szafie kosmetyki trafiły do łazienki a talerze do kuchni. Na samym końcu odkurzyłam podłogę i poszłam się wykąpać.
Po umyciu się włosy wysuszyłam i związałam je niebieską wstążką, która stanowczo nie pasowała do moich włosów. Ubrałam niebieską sukienkę z kokardą w talii, makijaż wykonałam pod kolor sukienki i zeszłam na dół aby nakryć do stołu. Gdy zeszłam na dół dało się wyczuć zapach lasu.
- Choinka!- krzyknęłam niczym małe dziecko i pognałam do salonu. Na kanapie siedziała ciocia z lampką wina w ręku.
- Mówiłam, że będzie choinka?  Proszę bardzo jest. Josh jeszcze jakbyś mógł znieść ozdoby ze strychu to byłabym okropnie wdzięczna- zwróciła się do mężczyzny stojącego tuż obok choinki. Josh skinął głową i już go nie było.
W kominku palił się ogień. Teraz salon wydawał się o niebo przytulniejszy niż zawsze. Poszłam do jadalni z zamiarem udekorowania stołu jednak było już to zrobione.
- Ty nakryłaś do stołu? – zapytałam ciocię
- Ach tak. Strasznie dawno tego nie robiła. Mam nadzieję, że się nie gniewasz-
- Nie skąd. Dziękuję- powiedziałam i podeszłam do niej dając jej buziaka w policzek. Pachniała słodkim winem- ale stanowczo nie pij już- zaśmiałam się i podeszłam do okna. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 18.30. Wybrałam numer do Louisa
- Tak?- odezwał się po kilku sygnałach
- Cześć kochanie. To co? O której się widzimy?- zapytałam
- Całkowicie zapomniałem o spotkaniu!- krzyknął chłopak do słuchawki- przepraszam Cię. Postaram się być za jakąś godzinę, dobrze?-
- Jasne, tylko uważaj na siebie. Jest strasznie ślisko-
- Ja zawsze uważam na siebie. Do zobaczenia- powiedział chłopak i rozłączył się. W szybie zobaczyłam Josha. Stał u wejścia salonu z ogromną ilością pudeł. Podbiegłam do niego i przejęłam kilka. Gdy zaczęłam ubierać choinkę w końcu poczułam się jak w domu.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Cóż tu powiedzieć? Brak mi słów do siebie i swojego stanu.
Keep and eat chocolate :]

środa, 6 czerwca 2012

Rozdział 42

Koniecznie posłuchaj w trakcie lub przed przeczytaniem!

Znajdowaliśmy się tak jakby na dworze. Oczywiście moja pierwsza myśl była ,, Coś na dworze jest gorąco’’ ale potem zauważyłam szyby. Staliśmy w oszklonym z każdej strony tarasie. Wokół ścian były ustawione świeczuszki, na podłodze leżał koc a na nim dużo, dużo jedzenia. Przed nami rozciągał się cudowny widok! Czułam się jak główna bohaterka jakiegoś romansidła z XVIII wieku.  Przed nami rozciągało się swego rodzaju jezioro, może staw. W tafli wody odbijał się blask księżyca a wokół spadały małe śniegowe płatki. Z kącika zaczęła lecieć muzyka. Spokojna, wyciszająca muzyka.
- Więc to nasza pierwsza prawdziwa randka?- zapytałam podekscytowana
- Tak. Nasza pierwsza randka- powiedział Louis i nalała nam do kieliszków wina.
- Jesteś niesamowity wiesz? Następnym razem to ja musze wymyślić jakąś niekonwencjonalną randkę. Może wyskoczymy do Chin i zjemy na Wielkim Murze Chińskim kolację?- zaśmiałam się
- Nie.. To nie to. Księżyc! Zjemy kolację na księżycu!- krzyknął Lou i zaczął poruszać się tak jakby nie działała na niego siła grawitacji. Zaczęłam się śmiać a po chwili chłopak dołączył do mnie. Uwielbiałam go. Uwielbiałam jego poczucie humoru i to, że za każdym razem potrafił mnie rozbawić. W końcu usiadł i zaczęliśmy jeść. Było mnóstwo owoców, które tak uwielbiałam, różnego rodzaju warzywka i dipy. Mnóstwo smakołyków. Jedliśmy, rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Normalna randka. Nagle weszła Jay:
-  Mogę na chwilkę porwać tego przystojniaczka?- zapytała
- Jasne, ale nie na długo!- powiedziałam i uśmiechnęłam się. Lou wysłał mi buziaczka w powietrzu a ja udawałam, że go łapię. Patrzyłam przed siebie na jezioro. Przypomniała mi się wycieczka z Patrykiem i to jak wpadliśmy razem do jeziora. Czuję, że na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Przypomina mi się wizyta w jego pokoju i…. ten dziennik! Szukam go w torebce ale najwyraźniej zostawiłam go w domu. Zaraz po powrocie muszę zobaczyć co się tam kryje. Widzę odbicie Louisa w szybie. Ten uśmiech nie wróży nic dobrego.
- Stało się coś?- pytam
- Stało się stało- mówi i wyciąga zza pleców piękną, herbacianą różę. Moja ulubiona
- Skąd wiedziałeś jakie lubie?- zapytałam zaskoczona
- Znam Cię – powiedział i pocałował w nos
- Ty mnie tu nie czaruj tylko mów, co się stało-
- Emmo. Jesteś dla mnie bardzo ważna- wyjął kopertę zza pleców
- Łapówka?- zaczęłam się śmiać w tak poważnej chwili- Louis ja kocham Cię i bez tego-
- Nie, jeszcze nie łapówka ale zaproszenie na ślub. Chcę abyś towarzyszyła mi na ślubie mojej kuzynki. – powiedział a mi zakręciło się w głowie. Niby nic takiego a brzmi to jak oświadczyny.
- Kiedy?- zapytałam
- 26 grudnia, godzina 19.00- powiedział i nagle poczułam gulę w gardle. Przecież ja mam wtedy próbę.. Jak ja się wyrobię? – zechcesz mi towarzyszy?- powtórzył pytanie chłopak
- Tak, z przyjemnością- powiedziałam i pocałowałam go w policzek.- Dziękuję-
- To ja dziękuję. Inaczej bym nie poszedł a tak to pójdę i zobaczę jaką dobrą tancerką jesteś- powiedział i zrobił śmieszną minę.
- Jakim tańcem będą zaczynać?-
- Walc wiedeński czy coś takiego- powiedział
-  Umiesz tańczyć?- zagadnęłam
- Nie… i Em nie mam zamiaru się uczyć- powiedział chłopak jakby znając moje myśli
- Nie będę Cię namawiać. Ale przyjemnie było by zatańczyć walca…- powiedziałam   i wróciłam do jedzenia. Wiedziałam, że Louis i tak się nie zgodzi więc po co nalegać? Usiadł obok mnie i powiedział:
- Nawet jakbym chciał Em to już nie ma na to czasu. -
- Tak, masz rację. Za kilka dni Wigilia i święta. Nie masz czym się przejmować- powiedziałam i zdobyłam się na uśmiech. Przecież mógł mnie poprosić o to abym go nauczyła ale cóż.. Lepiej pójść na łatwiznę. – A dużo osób będzie? – zapytałam chcąc zmienić temat
- Nie wiem, ale zapewne będzie to małe przyjęcie. Rodzina, przyjaciele i najbliżsi znajomi. -
- Ok., rozumiem- siedzieliśmy, jedliśmy i śmialiśmy się wspominając nasze wspólne przygody. Sama nie wiem kiedy zasnęłam.
* Louis*
Widziałem, że jest nie zadowolona ale co mogłem poradzić? Chcę jej zrobić niespodziankę. W końcu zmieniała temat. Atmosfera się rozluźniła. W pewnym momencie Em zasnęła na moich nogach więc zaniosłem ją do siebie. Musiałem ją rozebrać mimo iż nie chciałem naruszać jej strefy prywatności. Ściągnąłem jej spodnie, sweter, bluzkę i położyłem ją w samej bieliźnie spać. Patrzyłem na nią jak słodko śpi. To mój mały anioł. Jutro czeka mnie ciężki dzień. Czas na prezenty i zakupy świąteczne. W pewnym momencie zauważyłem, że i ja ledwo co się trzymam na nogach więc rozebrałem się i położyłem obok niej.
* Emma*
Obudziłam się z dosyć dużym bólem głowy. Coś my wczoraj robili? Nie mam pojęcia. Pamiętam do momentu zaproszenia mnie na ślub… Reszta? Pustka w głowie. Spojrzałam w okno. Sen uleciał tak samo szybko jak się pojawił. Zorientowałam się, że leżałam u Louisa w sypialnia. Nie zdziwiło by mnie to gdyby nie fakt, że byłam w samej bieliźnie… Lou też był półnagi…
- Louis!- powiedziałam i potrząsnęłam chłopakiem
- Co się dzieje?- powiedział zaspanym głosem
- Mogę Cię też o to zapytać… Dlaczego ja jestem.. No wiesz… W samej bieliźnie?-
- Och słonko nie pytaj nawet. Mogę Ci tylko tyle powiedzieć, że byłaś cudowna- gdy chłopak to mówił na jego twarzy zagościł uśmiech
- Jak to?- byłam nieźle przestraszona. Co ona ma na myśli mówiąc, że byłam cudowna? Czy chce mi uświadomić, ż przeżyłam swój pierwszy raz po pijaku?- Louis nie strasz mnie, tylko mówi co my robiliśmy wczoraj-
- No kotku. Trochę wyobraźni- odpowiedział i spojrzał wymownie na mnie
- To wcale nie jest śmieszne. Ja nic nie pamiętam!- powiedziałam i wstałam z łóżka. Miałam wrażenie, że brakuje mi tchu. Mimo iż na dworze było mroźnie uchyliłam okno, licząc, że świeże powietrze pozwoli mi uporządkować myśli. Wciągnęłam powietrze nosem a wypuściłam buzią, tak jak mnie uczono na zajęciach jogi.
- Taki wieczór a Ty nic nie pamiętasz?- powiedział Louis smutnym głosem i poczułam jego dłonie na mojej talii. – Ja Ci taką randkę sporządziłem a Ty nic?-
- Nie Lou, to nie tak. Pamiętam wszystko do tego momentu w którym zaprosiłeś mnie na ślub kuzynki. Pamiętam jeszcze to, że powiedziałeś, że nie będziesz się uczył walca a potem następuje jedna czarna dziura- odpowiedziałam i jeszcze mocniej wciągnęłam powietrze. Raz, dwa, trzy… liczyłam myśląc, że to mnie uspokoi.
- Pozwól, że Ci przypomnę. – przytulił mnie mocniej i mówił półszeptem jakby się bał, że ktoś usłyszy- Mianowicie potem poszliśmy na górę. Siedzieliśmy i chwilę rozmawialiśmy i w pewnym momencie stwierdziłaś, że jest Ci za gorąco, więc zaczęłaś pozbywać się po kolei wszystkich części garderoby, począwszy od spodni skończywszy na bluzeczce. Gdy już zostałaś w samej bieliźnie zbliżyłaś się do mnie i zaczęłaś całować. A dalej kotku użyj wyobraźni- czy ja sama go sprowokowałam do tego? Na to wygląda… Moja reputacja leci w dół.
- Louis ale ja byłam pijana.. Ja nie byłam sobą- powiedziałam wstydząc się za swoje czyny-  Doszło do czegoś tak?- zapytałam sama nie wiedząc czy chcę usłyszeć odpowiedź.
- Wiesz dobrze, że mieszkam na takim jakby pustkowiu bo inaczej obudzilibyśmy całą okolicę- powiedział a ja jak to ja. Uderzyłam głową w parapet. To nie jest normalne! Ja mam dopiero 17 lat a już robię takie rzeczy. Nie szanuję się. Stanowczo.
- A mama co na to?-
- Przychodziła kilka razy aby nas uciszyć. Śmiała się jak nie wiem- powiedział chłopak
- Co? Ona nas widziała w takiej sytuacji?-
- Kochanie… Ja nie wiem jak ja kolejny raz z Tobą będę spać. Muszę kupić sobie jakieś stopery czy coś….-
- Louis Ty mnie wkręcasz.. Jak nic. Przecież ja teraz się spalę ze wstydu przy Twojej mamie.- poczułam, że robię się czerwona.
- Nie przesadzaj. Każdemu się może zdarzyć. A teraz maszerujemy na śniadanie. Raz, raz!- powiedział Lou i ruszyliśmy na dół. Z każdym krokiem czułam większy strach. Co Jay sobie o mnie pomyślała? Czułam się jakbym zrobiła jakąś rzecz za którą grozi największa kara. W głowie kłębiło mi się mnóstwo scenariuszy sceny, która za chwile będzie miała miejsce.
- Witaj mamo!- przywitał się wesoło Louis z Jay siedzącą w fotelu
- Dzień Dobry śpiochy!- przywitała nas Jay buziakiem w policzek- jak się spało?- zapytała nas. Nie no… Ona chyba sobie kpiny robi
- Dobrze prawda Em?- odpowiedział Lou i spojrzał na mnie
- Tak, wybornie- odparłam – A Pani?- spytałam grzeczności
- Wiesz.. Gdyby nie te odgłosy z waszego pokoju spałoby się dużo lepiej- odpowiedział a ja poczułam, że robię się czerwona- Ale nie masz się dziecko co wstydzić. Każdemu z nas może się to zdarzyć. Swojego czasu ja też miałam taki problem- powiedziała i podała nam śniadanie. Jedliśmy w milczeniu. Bynajmniej ja. Lou siedział i prowadził żywą pogawędkę z mamą na temat świąt. Utkwiłam wzrok w martwym punkcie podłogi
- A Ty jak sądzisz Em?- skierowała do mnie pytanie Jay
- Och, przepraszam ale zamyśliłam się. Może Pani powtórzyć? -
- Pytałam czy wybierzemy się dzisiaj naszą trójką na zakupy świąteczne-
- Bardzo chętnie ale już obiecałam cioci, że pomogę jej w takich zakupach i zajmę się sprzątaniem i takie tam.-
- Nie ma sprawy. Obiecuję, że zwrócę Louisa niebawem- powiedziała i zaczęła sprzątać ze stołu.
- To ja pomogę- powiedziałam i zaczęłam zbierać rzeczy ze stołu. W między czasie Louis’owi udało się skraść kilka buziaków. Co za wariat
J
Po sprzątnięciu ze stołu wróciłam do pokoju aby się przebrać. Gdy byłam z samej bieliźnie do pokoju wpadł Louis
- Kochanie takie widoki z samego rana wpływają źle na mój umysł- powiedział chłopak obejmując mój brzuch. Przeszedł mnie prąd. Uwielbiałam jego dotyk.
- No to może jak kiedyś uda nam się zamieszkać razem to będziesz miał takie widoki 24 na dobę- powiedziałam robiąc zadziorną minę
- Nie prowokuj kobieto bo wiesz, że ja jestem skłonny do wszystkiego – powiedział i zaczął mnie całować po szyi schodząc coraz niżej. Odsunęłam się raptownie od niego wciągając na nogi spodnie
- ooo.. A mogło być tak przyjemnie- powiedział Louis i zrobił smutną minę
- Wszystko w swoim czasie – odparłam i ruszyłam do drzwi.
- Poczekaj! Odwiozę Cię!- krzyknął za mną chłopak i pośpiesznie założył jakieś ubrania.
- Dziękuję za wszystko! Do widzenia!- krzyknęłam do Jay
- Mam nadzieję, że zobaczymy się w święta- powiedziała a ja przytaknęłam. Poczułam się tak jakbym opuszczała własny dom. Uświadomiłam sobie, że to będą pierwsze święta bez mojej rodziny-bez prawdziwej rodziny. Stawiałam opór łzom, które cisnęły się do moich oczu ale nie dałam rady. Gdy zatrzymaliśmy się przed domem nie mogłam dłużej wytrzymać i zaczęłam płakać. Louis, który otworzył mi drzwi od razu przytulił mnie.
- ja wiem, że Ty za nimi tęsknisz- powiedział chłopak tuląc moje ciało- Przecież wiesz, że nic nie trwa wiecznie. Bóg nie bez przyczyny postanowił ich zabrać do siebie. Wiesz przecież, że jest im tam lepiej. Spójrz na to z innej strony. Dyby nie ich wypadek nie znalazłabyś się w Londynie, nie poznałabyś mnie, ja byłbym ciągle sam. Może On chciał dać Ci jakąś wartościową lekcje? -
- Ja wiem ale to tak cholernie boli. Jeszcze te święta. To takie rodzinne święto a ja nie ma już nikogo.- powiedziałam zrozpaczona
- Jak to nie masz? A ja? A Lucy, Jess, Cris, chłopaki i moja rodzina? To jest nic dla Ciebie?- zapytał mnie a ja zrozumiałam, że tak naprawdę teraz oni tworzą moją rodzinę.
- Nie. Kocham was jak swoich. – uniosłam wzrok chcąc mu podziękować, i w tym samym momencie oberwałam od niego śnieżką.
- Hej!- zaśmiałam się.
- I co? Nadal sądzisz, że jestem taki miły i słodki?- pytał chłopak lepiąc kolejną śnieżkę.
Sięgnęłam po śnieg, ulepiłam śnieżkę i rzuciłam w niego, po czym puściłam się do ucieczki przez trawnik. Biegnąc, schowałam wszelki smutek do kieszeni. Odchyliłam do tyły głowę, wystawiając twarz na mróz i słońce, to było takie przyjemne.   Chłopak pędził za mną również się śmiejąc.
- Myślisz, że jesteś szybsza ode mnie? Gram w zespole więc biegam po scenie, Panno Novak!-
Przebiegając obok drzewa, chwyciłam nową porcję śniegu, ale tym razem nawet nie lepiłam śnieżki, tylko od razu cisnęłam śniegiem przez ramię.
- Gratuluję celności!- zakpił Lou- Zdaje się, że jeden płatek wylądował na moim bucie- widziałam, że chciał mnie chwycić ale pobiegałam i schowałam się za domem.  Rozglądałam się uważnie stawiając kolejne kroki. Louisa nigdzie nie było.
- Louis? – zawołałam niepewnie. Dobra wygrałeś draniu. Wyłaś teraz- powiedziałam robiąc kilka kroków w tył. Bach! Lou pojawił się nagle przede mną przewracając mnie na ziemię. Ładował mi śnieg za bluzkę a ja wrzeszczałam i rzucałam się jak wściekła, gdy lodowaty śnieg palił moją nagą skórę. Potem położył się obok mnie, dysząc spoglądał w piękne, błękitne niebo.
- Już się poddajesz? – zapytał a jego ciepły oddech omiótł moją skórę. – Spodziewałem się lepszej kondycji po baletnicy- czułam zapach jego perfum.
- Och, jeszcze niczego nie widziałeś- odparłam bez namysłu. Wstałam i otrzepałam się ze śniegu.
- Pewnie tak.-Jego oczy błyszczały gdy patrzył na mnie. Czy on wiedział jak na mnie działa?
- Tylko czekaj, Panie Tomlison- zagroziłam mu, uderzając go lekko w ramię gdy wstał- już zabieram się za budowanie największej wyrzutni śnieżek w Londynie- powiedziałam i tuszyłam do drzwi wejściowych domu . Stałam gotowa wejść do domu gdy Lou zawołał.
- Dzięki za wczorajszy wieczór i noc. – odwróciłam się chcąc odpowiedzieć, a wtedy śnieżka uderzyła mnie prosto w twarz. Louis uniósł ręce o góry w geście tryumfu – Trafiona!- Podbiegłam i rzuciłam się na niego. A chwilę potem pocałowałam go. Byliśmy tak bardzo do siebie przyciśnięci, że czułam jego żebra. Delikatnie przygryzł moją dolną wargę a ja chwyciłam go za kark. Było to takie namiętne.
- Wow. – powiedział Louis
- Mów teraz jak było naprawdę albo- wzięłam do ręki dużą kupkę śniegu – Co miała na myśli Twoja mama mówiąc, że każdemu się to może zdarzyć? Louis czy my zrobiliśmy TO?- zapytałam nieźle zdenerwowana
- Em to wszystko była jedna wielka ściema- krzyknął chłopak a ja w akcie złości zaczęłam wrzucać mu śnieg za bluzkę.
- Jak Ty mogłeś! Wiesz jak ja się bałam i wstydziłam! Drań! – krzyknęłam
- Em tak strasznie chrapałaś, że mama przychodziła nas uciszyć- chłopak zanosił się śmiechem. – Żałuj, że nie wiedziałaś i nie widzisz swoje miny.-
- jak było w końcu?- zapytałam lekko zdezorientowana
- Przyniosłem Cię do pokoju bo zasnęłaś mi na kolanach a potem w pokoju rozebrałem Cię. Tylko tyle. Bez żadnych aktów miłosny- powiedział chłopak podnosząc się z ziemi.
- Och Ty!- cisnęłam w niego śniegiem. On podszedł do mnie i odgarnął mi mokre włosy z czoła.
- Kocham Cię jak się złościsz ale muszę już jechać. Wielmożny tatuś przyjechał a poza tym zakupy. Widzimy się wieczorem?- zapytał
- Tak ale tym razem u mnie i bez żadnego wina!- odparłam, pocałowałam go i patrzyłam jak odjeżdża.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dzisiaj troszkę opisu a wszystko za sprawą tego, że nudzi mnie to ciągłe leżenie plackiem na łóżku. Piosenka za każdym razem porusza moje serducho, dlatego umieściłam ją w rozdziale. Życzę miłego czytania i komentowania moi drodzy komentatorzy :) Uwielbiam was! Dobranoc xxx

wtorek, 5 czerwca 2012

Rozdział 41


Miłość jest pragnieniem szczęścia dla drugiej osoby. Słowo "miłość" może odnosić się do wielu różnorodnych uczuć, stanów i postaw, poczynając od ogólnego zadowolenia, a kończąc na silnej więzi międzyludzkiej, jednakże nie jest ona sama w sobie uczuciem. Miłość umożliwia samorealizację. Każdego dnia starałam się aby nikt nie zobaczył jak bardzo brakuje mi bliskości drugiej osoby. Jak bardzo brakuje mi bliskości Louisa. Oszukiwałam sama siebie mówiąc, że to minie, że to przejściowe załamanie. Każdy w swoim życiu przeżył coś takiego jak ja. Mogłam się oszukiwać ile chciałam ale uczuć nie mogłam się pozbyć. Nie chciały mnie opuścić. I wtedy gdy zobaczyłam go w moim pokoju to wszystko wróciło i wywróciło moje, ułożone do tej pory życie. Poczułam tę ,, miłość’’ dwa razy mocniej niż kiedyś. Co się działo ze mną? Czy brak mężczyzny aż tak na mnie działa? Nie wiedziałam co robić, czułam się jakbym wpadła w jakiś miłosny trans. Chciałam poczuć każdy kawałek jego ciała i nagle:
- Ała!- krzyknęłam. Poczułam żelazisty i słony smak. Krew. Dotknęłam wargi i ujrzałam na palcu czerwony płyn- Louis czy Ty mnie ugryzłeś?-
- No na to wygląda- powiedział chłopak i najzwyczajniej w świecie zawstydził się
- Zawsze jakieś urozmaicenie w związku musi być- powiedziałam i zaczęłam zbierać zakupy z podłogi.
- W związku?!- zapytał lekko oszołomiony chłopak. Nie powiem, że nie zrobiło mi się przykro. W milczeniu konturowałam moją pracę. W końcu Lou nie wytrzymał przejął ode mnie jedno z pudełek i ujął za dłonie.
- Em… Proszę porozmawiajmy jak dorośli. Nie możemy w kółko unikać tego tematu-
- Tak Louis- usiadłam na dywanie- Zwlekałam z ta rozmową ale w końcu przyszedł ten okropny czas kiedy trzeba się zmierzyć z własną słabością. Przez te dwa tygodnie gdy nie odzywaliśmy się do siebie ja dużo myślałam. Chciałam usunąć to uczucie gdzieś w cień, wyhodować inne ale nie potrafię. Ja nawet nie potrafię nie myśleć o Tobie. W końcu pewne osoby otworzyły mi oczy i zrozumiałam, że prawdziwego uczucia nie da się pozbyć. Louis ja… Ja Cię kocham. Kurde kocham Cię jak głupia i jestem zazdrosna o Ciebie jak nie wiem. Chcę abyśmy spróbowali jeszcze raz. Chcę tego bo wiem, że teraz nam się uda. Chcę tego bo Cię kocham. – powiedziałam i niepewnie spojrzałam na niego. Chłopak milczał i patrzył się na mnie. Poczułam się lekko zażenowana tą sytuacją. Wstałam i chciałam odejść. Jednak nie mogłam. Poczułam się tak jakby ktoś zabawił się mną. Nie wiem dlaczego.
- Louis powiesz coś w końcu?- zapytałam
- Ale co ja mam powiedzieć? Dla mnie wszystko jest już jasne. Em, czy wyrażasz zgodę na to aby kontynuować nasz związek?- zapytał chłopak teatralnym głosem
- Oczywiście baronie- odpowiedziałam
- Teraz możesz zmienić status na Facebook’u- powiedział a ja zaczęłam się śmiać. Jak to brzmi. ,, Możesz zmień status na Facebook’u” . Gdy już nieco uspokoiliśmy się Lou podszedł do mnie i powiedział:
- Wiesz czego mi najbardziej brakowało podczas tych wszystkich samotnych dni?-
- Czego?- zapytałam zaciekawiona
- A tego- powiedział i wziął mnie na ręce. Moje nogi owinęły go w pasie. Jego usta zbliżyły się do moich i zaczął mnie całować. Najpierw delikatnie, potem coraz bardziej namiętnie. – Dziewczyno, ale Ty na mnie działasz- powiedział Lou i zaczynał mi ściągać bluzkę. Wiedziałam, że jego myśli i czyny krążą wokół jednego. Powiem szczerze, że teraz byłam już gotowa na tego typu zbliżenie. Mało tego, chciałam  tego najbardziej na świecie. Gdy chłopak uporał się już z moją bluzką ktoś wpadł do pokoju
- Em bo już…- powiedział Cris- O Mój Panie!- krzyknął zakrywając twarz rękami- A ja Przecież Ci mówiłem, że nie chcę być tak wcześnie wujkiem!- mówił chłopak ciągle stojąc w drzwiach
- Może życzliwe pójdziesz sobie stąd?- zapytałam lekko poirytowana. Chłopaka jednak w żaden sposób to nie poruszyło więc wyrwałam się z objęć mojego lubego i ruszyłam do drzwi. Zauważyłam Daniela za Crisem i powiedziała
- Jak możesz to zabierz go stąd. No chyba, że planujecie oberwać wałkiem- wypchałam brata za drzwi i przekręciłam klucz
- Ale ona jest hot..- usłyszałam Daniela i złapałam się za włosy. Dopiero teraz zaczęła docierać do mnie powaga sytuacji. Cris widział mnie wraz z Louisem w jednoznacznej sytuacji.
- Stanowczo to nie jest bezpieczne miejsce na tego typu sprawy- skomentował Lou
- Zgadzam się. Oddasz mi bluzkę?- zapytałam
- A muszę? Em… Daj się nacieszyć oczom- powiedział chłopak robiąc minę zbitego psa
- Jeszcze będzie czas nie na takie widoki. A teraz bluzka- wyrwałam mu ją z rąk- i chodź zobaczysz jakie prezenty mam dla reszty- pociągnęłam go za rękę i zaczęliśmy oglądać. Jedno pudełko ukryłam głęboko, głęboko pod warstwą ubrań tak aby wzrok Louisa nie mógł go dostrzec.
- I jak? Spodobają im się?- zapytałam
- Moim zdaniem… To będą ich najlepsze prezenty! Idealnie trafione. Podziwiam Cię za to bo znasz ich stosunkowo krótko a już wiesz co kto lubi. -
- Nawet nie wiesz jakie to było trudne zadanie. Zresztą… To Twój prezent sprawił mi najwięcej kłopotów- powiedziała uśmiechając się cwaniacko
- Osz Ty!- krzyknął chłopak i zaczął mnie łaskotać. W końcu ubłagałam chłopaka aby przestał i położył się obok mnie. Leżeliśmy tak w milczeniu, spoglądając na siebie i bezgłośnie mówiąc jak bardzo się kochamy gdy w wnętrzu brzucha Louisa obudził się potwór.
- Czyli czas na kolację- powiedziałam i wstałam
- Przepraszam- wskazał na swój brzuch- za to. W ramach przeprosin daj zaprosić się na kolację-
- Chyba nie śmiem odmówić- powiedziałam i zaczęłam przeglądać szafę.
- Ubierz to- powiedział chłopak i wskazał czarne rurki, kremową bokserkę i ażurowy sweterek.
- Zaraz wrócę- rzekłam i znikłam w drzwiach łazienki.
*Louis*
I can’t belive  it! Ja i Emma znów razem. Znów poczułem sens życia, znów poczułem się potrzebny i szczęśliwy. W momencie w którym mnie pocałowała poczułem przypływ niewyobrażalnie dużej energii. Pierwsze koty za płoty. W przeciągu kilku sekund stałem się najszczęśliwszym facetem na Ziemi. Gdyby nie Cris pewnie doszłoby do czegoś. W gruncie rzeczy wolę się nie spieszyć z tą decyzją. Wszystko w swoim czasie. Gdym Em poszła się ubrać wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem do Liam’a.
- Będę Ci wdzięczny do końca życia jeżeli załatwisz mi catering do domu. -
- Na kiedy?-
- Na wczoraj? Szybko jak najszybciej. – powiedziałem czując przypływ adrenaliny
- Spoko postaram się zrobić to jak najszybciej. Niech zgadnę… Kolacja na tarasie wraz z Emmą?- zapytał Daddy
- Tak. Błagam pomóż mi- powiedziałem i szybko się rozłączyłem widząc Em wychodzącą z łazienki. Wglądała zjawiskowo. Jej włosy idealnie kontrastowały się z kolorem swetra.
- Możemy już iść- powiedziała i chwyciła moją dłoń.
- Em poczekaj. Wiesz, że Cię kocham?- zapytałem
- Wiem. Bo ja też to samo czuję do Ciebie- odpowiedział Rudek i przytulił się do mnie. Jest moc i siła! Zeszliśmy na dół i wstąpiliśmy do kuchni aby napić się soku. W salonie siedział Cris więc poszedłem się przywitać.
- Się masz Stary! Dawno Cię nie wiedziałem! Jak tam przygotowania do sam wiesz czego?- zapytał już ściszonym głosem
- Dobrze. – odpowiedziałem i zauważyłem, że do salonu wszedł młody, przystojny chłopak. Nie tego żeby mi się podobał ale naprawdę był przystojny
- O Lou! Poznaj Daniela. To mój kumpel. Chodzi w Em do klasy-
- Cześć Daniel, Louis jestem-
- Ten Louis? Sławny chłopak Em?- zapytał chłopak i zrobił dziwną minę
- Tak właśnie ten- odpowiedziałem i poczułem na plecach czyjeś ciało. Była to Em.
- Wy mi tu zatrzymujecie chłopaka a my się spieszymy na kolację. Koniec tych pogaduszek Louis. Chyba będziemy musieli poważnie porozmawiać. – powiedziała Em robić przy tym groźną ale jednocześnie słodką minę
- Sorki Panowie ale czeka mnie poważna rozmowa. Bywajcie!- powiedziałem i skierowaliśmy się do wyjścia. Na dworze padał śnieg.
* Daniel*
To była naprawdę jej chłopak? Nie sądziłem, że Em może tak nisko upaść. Śmieszny taki trochę ten gość był. Niby go nie znałem ale jakoś kojarzyłem. I do tego ta bluzka w paski. DANDETA. Myślałem, że jak znajdzie sobie faceta to naprawdę porządnego.  Jak zobaczyłem jak ona go tuli do siebie coś zapadło się w sercu. Nie potrafię jasno wyjaśnić tego co odczuwałem w danym momencie ale bolało Mnie to… I to cholernie. Dlaczego? Bo mi na niej okropnie zależało.
* Cris*
Daniel zrobił się jakiś inny gdy zobaczył naszą domową parkę. Spojrzał na chłopaka w dosyć chamski sposób i mi się to nie spodobało. Co jak co ale Louis akurat był w porządku. Gdy tylko opuścili dom zapytałem go:
- Co Ty dajesz? -
- Nie za bardzo rozumiem- odparł kolega
- Coś Ty się tak na nich patrzył?-
- Ja? Wydawało Cię się. Em miała ładny sweter-
- Stary nawet nie próbuj rozbijać jej szczęścia, rozumiesz? Nie widzisz, że ona jest happy?-
- A kto wczoraj mówił, że nie takie związki się burzyło?! Kto?! Ja?!-
- Wiem, ale nie widziałem jaka ona jest szczęśliwa. Nie waż się jej tknąć- powiedziałem mu a on odwrócił się  na pięcie i wyszedł z domu.
* Emma*
Już teraz wiem dlaczego wszystkie romantyczne sceny są kręcone po zmroku i w świetle księżyca. Niby padał śnieg ale tarcza Księżyca była doskonale widoczna. Szliśmy pustymi ulicami Londynu trzymając się za ręce. Już nie baliśmy się tego co ludzie powiedzą ani czy nas zobaczą fotoreporterzy. Zależało nam tylko na naszym szczęściu. Idąc tak rozmyślałam nad tym wszystkim. Marta miała rację odnośnie uczuć. Warto jest dać sobie szansę.
- Och spójrz!- krzyknął w pewnym momencie Lou na tyle głośno, że podskoczyłam- Automat do robienia zdjęć! Proszę! – powiedział i nawet nie czekając na moją zgodę pociągnął mnie w jego stronę. Chłopak usiadł na stołeczku i usadowił mnie na swoich kolanach. Zaczęliśmy robić głupie miny, przytulać i całować się. W końcu otrzymaliśmy zdjęcia i schowałam je do torebki aby nie zmokły. Szliśmy ok. 10 minut gdy doszliśmy… do Louisa domu?
- Myślałam, że idziemy na kolację- powiedziałam
- No tak. – odparł chłopak- u mnie- wyszczerzył ząbki
- To mogliśmy też równie dobrze zostać u mnie- powiedziałam i weszłam do przedpokoju. W domu jak zwykle było cicho, spokojnie i przytulnie. Dziewczynki zapewne spały a reszta gdzieś wybyła.
- Dobry wieczór- powitałam Jay. Ta widząc mnie podeszła i przytuliła mnie.
- No w końcu widzę moją synową- powiedziała uśmiechając się kobieta
- Mamo bez takich mi tu – powiedział Lou robiąc surową minę. – Teraz porywam Em na randkę z prawdziwego zdarzenia- powiedział chłopak i wziął mnie na ręce
- Cudownie! A Louis! Tata dzwonił, że jutro przyjeżdża- powiedziała mama i znikliśmy w mroku korytarzy. Nie powiem, że szliśmy długo. Po krótkim spacerze w mroku Lou postawił mnie na ziemię i uchylił drzwi. Na sam widok zaparło mi dech w piersiach.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem. Nic specjalnego. Smutek wyżera mi resztki mózgu... o.O
Siedzę i oglądam po raz setny ,, Czarnego Łabędzia".
Zayn WHY ARE YOU SO HOT????? *.*

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Rozdział 40

*Louis*
Obudziłem się kilka minut po 8. Na dworze było szaro, buro i nijako. Mając już odgórnie ustalony plan dnia pośpiesznie wstałem z łóżka. Założyłem na siebie moją ukochaną bluzę w paski, do tego jakieś szare jeansy i oczywiście szelki. Zszedłem na dół i postanowiłem poprawić co nieco stosunki z rodziną. Postanowiłem zrobić śniadanie. Pojechałem nawet po świeże pieczywo i wędlinę. Zrobiłem kakao, kawę, herbatę, kanapki, tosty i płatki. Wszystko ładnie ustawiłem na stole i skusiłem się jeszcze na to aby zrobić naleśniki. Jak pomyślałem tak zrobiłem. Po chwili wesoło podśpiewując robiłem cuda i cudeńka z patelnią. Po chwili był już cały stos pysznych naleśników. Nie minęło kilka minut a na schodach dało się usłyszeć pierwsze kroki zaspanych sióstr w tym mamy.
- Dzień Dobry!- powitałem wesoło moją rodzinę
- Dzień dobry Lou! A to co?- zapytała mama
- Cóż. Ostatnio mało czasu spędzamy razem więc postanowiłem jakoś nas zbliżyć wspólnym śniadaniem. Zapraszam do stołu- powiedziałem i wskazałem ręką stół. Dziewczęta zasiadły do stołu i zaczęły jeść. Dzień rozpoczął się na prawdę optymistycznie! Jednak rodzina to jest ogromna siła.
- Louis co słychać u Em?- zapytała mama. Wszystkie osoby w jadalni spoglądały na mnie
- Wszystko w porządku. Jadę dzisiaj do niej. Naprawdę dobrze- powiedziałem
- Tak się cieszę synu, że dobrze się wam wiedzie. A co kupisz jej na gwiazdkę?-
- No właśnie i tu jest problem. Chyba będę musiał skorzystać z Twojej pomocy mamo-
- Och Synu. Na mnie możesz zawsze liczyć- powiedziała mama i zaczęła sprzątać ze stołu
- Mamo ja to zrobię, odpocznij sobie- powiedziałem i przejąłem od niej talerze.
- kochany jesteś- odparła i usiadła w fotelu. Po chwili dziewczęta rozeszły się do swoich pokoi. Daisy została w salonie i zaczęła męczyć koty. Po chwili jeden z nich przybiegł do kuchni i skrył się za moimi nogami. Szczerze współczuję tym kotom. Gdy w miarę ogarnąłem kuchnię i jadalnie zadzwoniłem do Niall’a.
- Cześć! Co Ty na to aby w końcu wyjaśnić z chłopakami wszystkie sprawy?-
- Jasne stary ale wczoraj przyleciałem do domu. Więc raczej nie dziś.-
- O! To pozdrów mamę! Niech wie, że o niej pamiętamy. Ale widzimy się w święta prawda?-
- No jasne. Przyjadę w drugi dzień świąt. Sorki ale musze kończyć- kolacja- powiedział blondasek i się rozłączył. Próbowałem dodzwonić się do Harolda ale nic z tego nie wyszło. W końcu wybrałem numer Liam’a
- Tak?- odebrał chłopak po kilku sygnałach
- Cześ Li. Masz chwilę?-
- Jasne- odparł chłopak- coś się stało? Coś z Em?-
- Nie, wszystko ok. Ale między nami nie jest ok. Możemy się jakoś zobaczyć i pogadać?-
- No dobra….-
- A możesz zadzwonić do Zayna i go wziąć ze sobą?-
- Ok. To za pół godziny tam gdzie zawsze?-
- Ok. Do zobaczenia- odparłem i rozłączyłem się. Usiłowałem znów dodzwonić się do lokowatego, ale nic z tego. Wysłałem mu wiadomość z adresem i mam nadzieję, że jakoś do nas trafi. Pełen nadziei udałem się na spotkanie z przyjaciółmi.
* Zayn*
Od kilku dni męczyła mnie sprawa między mną, Em a Louis’em. Chciałem aby w jakiś sposób się to już zakończyło. Nie koniecznie musiało by to mieć szczęśliwe zakończenie. Po prostu chciałem wiedzieć czy ciągle mam przyjaciół. Zdawałem sobie sprawę z tego, że źle postąpiłem ale czy to wystarczy? Chyba nie. Siedziałem i jadłem śniadanie gdy zadzwonił Liam i powiedział, że spotykamy się za 30 minut w naszym ulubionym klubie. Wiedziałem, że to spotkanie będzie nie pomiędzy mną a Liam’em ale pomiędzy mną, Louis’em, Harrym i Liam’em. Niall pojechał do domu więc w jakiś sposób uniknie przysłowiowego rozlania krwi. Chwyciłem kurtkę i wyszedłem z domu. Musiałem oczyścić umysł z wszelkich wątpliwości.
* Emma*
Uwielbiam to miejsce! Najchętniej kupiłabym wszystko co tu się znajduje ale niestety nie ma tak dobrze. Na początku przeszłam obok wszystkich stoisk aby zorientować się co gdzie można kupić. Widziałam już kilka potencjalnych prezentów ale póki co powstrzymałam się od kupna owych przedmiotów. Widziałam jak chłopcy biegają od stoiska do stoiska próbując znaleźć odpowiednie rzeczy. W pewnym momencie w samym rogu hali dostrzegłam stoisko starszej kobiety. Sprzedawała rzeczy, które wyglądały na naprawdę wiekowe.
- Dzień Dobry!- przywitałam się uprzejmie
-  A witam Panienkę. Mogę jakoś pomóc?-
- O tak. Szukam prezentu dla mojej..- i tu się zawahałam- dla mojej mamy. – powiedziałam sama nie wiedząc dlaczego
- Dla mamy.. Proszę poczekać- powiedziała kobieta i znikła w głębi małego pomieszczenia. Po chwili wróciła niosąc w rękach coś owinięte w niebieski materiał. – Ta pamiątka jest dla mnie bezcenna. Normalnie bym jej nie sprzedała ale cóż. To tylko przedmiot.- powiedziała i odwinęła materiał. Moim oczom ukazało się prawdziwe cudo. Zapewne moje oczy zapłynęły z pożądania owego przedmiotu. Przede mną kobieta trzymała szkatułkę wykonaną z brzozowego drzewa. Na jej powierzchni widniała płaskorzeźba. Była prześliczna. Jej wnętrze wysłane było bardzo dobrej jakości materiałem a na wieczku było lusterko- Podobno została kiedyś wykonana dla samego króla. Wiem jedynie, że pochodzi z XVI w. i jest w naszej rodzinie przekazywana z pokolenia na pokolenie. -
- Jest prześliczna. Na pewno chce Pani ja sprzedać?- zapytałam
- Tak. Nie mam jej komu przekazać. Córka zerwała ze mną kontakt tak samo jak i syn. Więc cóż mogę zrobić?-
- To ja ją kupię- powiedziałam i wyjęłam portfel
- Och Panienko naprawdę nie trzeba. Potraktuj to jako prezent za ładne oczy- powiedziała i dała mi pudełeczko z szkatułką
- Ale ja nie mogę tego przyjąć. Proszę wziąć chociaż tyle- powiedziałam i wręczyłam jej 50 funtów. – Wesołych Świąt- powiedziałam i odeszłam dalej. Czyli prezent dla cioci mam załatwiony. Pozostało mi jeszcze 5 wariatów + Jess+ Cris+ Daniel+ mama i siostry Louisa. Czyli 13 osób.. Masakra. Jak święta to święta. Powiedziałam i ruszyłam na poszukiwanie prezentów.
* Louis*
Zbliżając się do miejsca w którym miałem spotkać się z chłopakami myślałem co im mam powiedzieć. Czy mam ich przeprosić? Czy mam im strzelić jakąś przemowę? Nie miałem pojęcia jak się zachować w takiej sytuacji. Zbliżyłem się do drzwi. Wziąłem głęboki oddech i wszedłem do środka.
Obok naszego stolika siedziała już cała paczka. No może z wyjątkiem Niall’a i Harry’ego.  Jestem ciekaw gdzie go wcięło.
- Cześć wam- powiedziałem siląc się na uśmiech.
- Cześć- powiedzieli zebrani zgodnym chórkiem
- Słuchacie. Nie chcę jakoś za specjalnie zabierać wam czasu bo wiem, że idą święta i jest dużo obowiązków ale ostatnie wydarzenia wpłynęły źle na naszą przyjaźń. Zdecydowanie kłótnie nam nie służą więc chciałem was przeprosić za moje zachowanie. Szczególnie Ciebie Zayn. Nie powinienem był tak reagować. Poza tym tęsknię za naszymi wygłupami, wspólnymi spotkaniami i po prostu tym naszym wspólnym byciem. Nie wiem jak Wy ale ja na święta chcę żyć w zgodzie. – wydusiłem to wszystko z siebie i usiadłem na fotel. Zapadła grobowa cisza.
- No tak- w końcu odezwał się Zayn- masz rację Lou. Ja też nie chcę się kłócić i kurde Lou. Jesteś dla mnie jak brat a ja zrobiłem takie świństwo. Uwierz mi żałuję tego co się wydarzyło. Przepraszam. – powiedział chłopak a ja widziałem, że naprawdę żałuje tego co zrobił.
- Chodźcie no moje pieszczochy – powiedział Daddy i zrobiliśmy największego niedźwiadka w historii 1D. I znów wszystko wróciło do normalności. Znów tworzyliśmy jedność jak za dawnych lat.
* Emma*
Po dosyć intensywnym spacerze z listy mogę wykreślić bliźniaczki i Jay. Bliźniaczkom znalazłam piękne, naprawdę urocze lalki. Nie były to lalki typu Barbie tylko były to lalki mojej młodości. Takie porcelanowe, ubrane w piękne sukienki i pięknie uczesane. Na pewno przypadną im do gustu. Dla Jay wyszukałam duże lustro z ozdobną ramą. Kiedyś wspominała coś o lustrze więc proszę bardzo. Do tego znalazłam tekturowe ozdobne pudełko. Będzie idealne na zdjęcia. Po kolejnej godzinie poszukiwań mogę śmiało wykreślić Daniela i Crisa. Daniel otrzyma winyle Marley’a a Cris całkiem spory zestaw narzędzi. ( nie wiem czy trafiłam ale zawsze coś) do tego dokupię im jakieś perfumy no i słodycze i będzie z głowy
J Pierwszą turę zakupów zaniosłam do auta i ponownie wróciłam na poszukiwania prezentów dla pozostałych.
* Zayn*
W momencie gdy Lou zaczął nas przepraszać myślałem, że żartuje. On przeprasza nas?  Niesamowite. W głębi duszy cieszyłem się, że w końcu zakończy się ten horror jakim były ostatnie dni. W końcu przyszła moja kolej a potem już był czas na przytulanie i mówienie sobie jak bardzo nas nam brakowało. Posiedzieliśmy jeszcze trochę w knajpce i w końcu każdy z nas poszedł w swoją stronę. Najczęściej były to różne centra handlowe itd. W końcu nastał ten moment gdy mogę znów powiedzieć, że mam cudownych przyjaciół.
* Louis*
Rozstaliśmy się w miarę szybko i moim celem nie było centrum handlowe tylko dom Emmy. Szedłem ulicami Londynu oglądając wystawy w sklepach. Wszystko było kolorowe i takie… sztuczne? Chciałem znaleźć coś naprawdę wyjątkowego dla całej paczki. Gdy spoglądałem na ludzi spieszących się do domów, sklepów lub coś w tym stylu ogarnął mnie swojego rodzaju spokój. Przynajmniej ja nie musze się martwić o święta. W prawdzie pomagam mamie i dziewczynom ale to nie jest jakaś bieganina po sklepach. To jest taki szybki spacer, wolny bieg. Rozmyślając tak o świętach i o prezentach doszedłem do domu Em. Zadzwoniłem do drzwi i ku mojemu zdziwieniu otworzyła mi Jess.
- Cześć Lou! Dawno Cię nie było u nas!-
- Cześć Jess. Jest może Em?-
- Oj.. Nie ma jej. Z samego rana pojechała gdzieś z Crisem i jego kolegą. Może wejdziesz i poczekasz na nią?- zapytała uchylając mi drzwi
- W gruncie rzeczy nie śpieszy mi się nigdzie. – powiedziałem i wszedłem do domu. Uderzyło mnie przyjemnie ciepłe powietrze. Jess zaprosiła mnie do kuchni, zrobiła herbaty, podała ciastka i zaczęliśmy rozmawiać i różnych rzeczach. W końcu zagadnąłem:
- Mogłabyś mi pomóc w znalezieniu prezentu dla Emmy?-
- Tak, oczywiście- powiedziała dziewczyna ukazując rząd idealnie białych zębów. W gruncie rzeczy była ładna bez tego wyzywającego make- up’u ale i tak nie przebije Emmy. Co to, to nie.
* Emma*
Stwierdzam, że zakupy świąteczne udały się jak nigdy. Dwóm starszym siostrom Louisa podaruję, pudełeczka na biżuterię wraz z biżuterią i kosmetyki, Zayn otrzyma lustro do trzymania w ręku, akcesoria do włosów i jakieś perfumy. Prezent dla Niall’a był nie lada wyzwaniem. W końcu zdecydowałam się na książkę obszerną książkę kucharską, fartuszek z jego imieniem i dużo różnych akcesoriów do kuchni. Liam i Harry też sprawili mi kłopot. Dla Liam’a mam zresztą jak dla wszystkich chłopaków perfumy, i 3 stare ksiązki o różnej tematyce. Harry postanowiłam kupić mu szczotkę do włosów
J a tak na poważnie to zdecydowałam się na bardzo ładny męski portfel. Kiedyś zauważyła, że jego już podupada więc będzie jak znalazł. No i na koniec został Louis. Dla niego mam coś specjalnego. Kupiłam stary album i tam zamieszczę nasze zdjęcia, do tego kupiłam kilka winyli do jego kolekcji i cóż bluzki w paski. Mam nadzieję, że każdy się jakoś zadowoli. Pozostaje mi jeszcze jutro pójść i zakupić kosmetyki i słodycze i święta mogę trwać. Z takie optymistycznym akcentem zaniosłam do auta zakupy i czekałam na chłopaków. Nie trwało to długo, zjawili się po 15 minutach. Postanowiliśmy coś zjeść i wyruszyć w drogę powrotną do Londynu.
* Louis*
Siedziałem tak z Jess może jakieś 2 godziny gdy w końcu stwierdziłem, że czekanie na Em jest jak czekanie na deszcz w czasie suszy. Bezsensu.
- Jess było miło ale ja już pójdę.-
- Poczekaj. Zadzwonię- powiedziała i wybrała do kogoś numer. Po chwili rozmowy powiedziała, że już zbliżają się do Londynu. Skoro już zbliżali się do Londynu to poczekać zawsze warto.
- Wiem!- Krzyknęła nagle dziewczyna- zrobimy Em niespodziankę! Chodź. Schowasz się w jej pokoju- powiedziała i pociągnęła mnie za sobą
- No nie wiem czy to jest dobry pomysł-
- Nie marudź tylko chodź. Będziesz jeszcze mi wdzięczny za to- powiedziała i wepchnęła mnie do pokoju. Rozejrzałem się dookoła. Wszędzie panował idealny porządek. Dziwne… Ostatnim razem był tu bałagan nie z tej ziemi. Po około 15 minutach na dole usłyszałem śmiechy i urywki rozmowy. Serce zaczęło przyśpieszać, a ja sam nie wiedziałem do czego doprowadzi moja wizyta w jej pokoju. Po chwili usłyszałem Em.
- Idę zaniosę to na górę i spróbuję się do niego dodzwonić-
- Do kogo?- zapytał Cris
- Do Louisa. Tęsknię za nim. – powiedziała i zbliżała się do pokoju. Z każdą sekundą bałem się coraz bardziej. Nawet sobie nie wyobrażacie jak bardzo można się bać kogoś kogo się kocha. Po chwili drzwi uchyliły się a w nich stanęła odwrócona do mnie Emma. Miała bardzo dużo zakupów więc zapytałem
- Może pomóc?-
- Chętnie. Padam z nóg- i w tej chwili kiedy to powiedziała odwróciła się i zaczęła piszczeć. Po chwili ciągle będąc roztrzęsiona zapytała
- A co Ty tu robisz?-
- To sprawka Jess.. Ona mnie tu…- ale nie mogłem dokończyć. Em rzuciła mi się w ramiona i wpoiła usta w moje.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dzisiaj taki nudny, spokojny i cóż... Do przewidzenia. Mam dla was dobrą wiadomość. Od dzisiaj tak sądzę.. Będą się pojawiać ( Mam nadzieję!) codziennie nowe rozdziały. Kto wie... może nawet po 2. A to wszystko sprawka tego, że leżę połamana w domu i mi się nudzi... A przy okazji dołek więc będzie sweet love, załamania itp :) Na pewno nie zabraknie przygód. Martwi mnie to, że tak mało osób wchodzi tu.. I tak mało osób komentuje... Życzę miłego czytania, komentowania i miłego wieczoru. Dobranoc xoxox
Pozdrawiam, Magda
P.S Spójrzcie na ten tyłek Zayna!! Nie mogę tego znieść. Co noc w głowie mam tylko jego i jakieś chore sny. Któraś z was prowadzi opowiadanie z Zayn'em w roli głównej. Zamorduję :] HOT *.*

niedziela, 3 czerwca 2012

Rozdział 39.


Czas jest miarą naszego życia. Śmierć cielesna jest dla człowieka naturalna. Wraz z nią następuje ostateczny kres ziemskiego życia bez możliwości powtórzenia go w innej postaci. Coraz częściej rozważałam sens życia ludzkiego.
- Człowiek jest istotą kruchą i nędzną- pomyślałam i weszłam do domu. Pierwszy raz od dawna wróciłam przed 20.00 do domu. Dobrze, że treningi zaczynają się dopiero po świętach. Wprawdzie drugi dzień świąt to już nie święta tylko odpoczynek i sprzątanie po wszystkich. Od razu poczłapałam na górę i weszłam pod prysznic. Czułam, że moje całe ciało lepi się od potu więc możecie sobie wyobrazić jaką poczułam ulgę gdy oblałam się ciepłą wodę i spłukałam z siebie wszelkie brudy tego świata. Pachnąca i przede wszystkim czysta zeszłam do kuchni ubrana w jedynie luźną koszulkę. Mokre włosy opadały mi na czoło a woda kapała z końcówek. Tosty z masłem orzechowym i szklanka gorącego kakao były moim wybawieniem. Przez cały dzień udało mi się zjeść tylko miskę musli z jogurtem i bananem. Dziwne… Wzięłam ten jakże sycący posiłek i rozłożyłam się na kanapie przed telewizorem. Miałam ochotę obejrzeć jakiś film więc zaczęłam szukać czegoś sensownego pośród wszystkich płyt. W końcu zdecydowałam się na ,, Czarnego Łabędzia” aby wczuć się jakoś w graną przeze mnie rolę.
- Co oglądasz?- zapytał przechodzący Cris
- Czarny Łabędź-
- Eeee.. To nie dla mnie- powiedział i ruszył dalej
- Mam tosty z masłem orzechowym i kakao- powiedziałam i nawet nie zdążyłam dokończyć a Cris już ładował się obok mnie- rozumiem, że za jedzenie jesteś w stanie zrobić wszystko-
- No jasne. Tym bardziej za takie pyszne jedzenie- odparł chłopak i zaczął wcinać moją kolację. Gdy film dobiegał końca miałam co do mojej roli poważne zastrzeżenia.
- Młoda nie wiem jak Ty ale ja spadam spać. Jutro wcześnie rano jadę do Birmingham.-
- A Ciebie po co tam wywiewa?-
- Zakupy świąteczne- odparł chłopak z dużym uśmiechem na twarzy. Ja zaczęłam też się uśmiechać i planować jutrzejszy dzień- O nie. Ja znam ten uśmiech. Nie, nie wezmę Cię ze sobą- zakomunikował chłopak nim ja zdołałam cokolwiek powiedzieć
- No ale jak Ty tak możesz. Własnej siostry nie weźmiesz? No nie bądź taką żyłką… Proszę Cię- mówiąc to zrobiłam najsłodsze oczy na świecie
- Oh czego Ty musisz być taka słodka?! Dobrze pojedziesz ze mną ale uprzedzam pobudka wcześnie rano i nie jadę sam. Dobranoc- powiedział chłopak i znikł za drzwiami prowadzącymi do kuchni. Wyłączyłam telewizor, zaniosłam naczynia do kuchni i pobiegłam do pokoju. Pełna radości, wrażeń i dziwnego lęku usnęłam niczym małe dziecko.
* Louis*
Dwa tygodni minęło od czasu naszego ostatniego spotkania. Nie dzwoniła, nie pisała, nie dawała znaku życia. Widziałem ją kilkakrotnie gdy wchodziła do szkoły. Nie wiedziałem co mam myśleć o tym wszystkim. Między mną a Liamem i Zaynem było ciągle dziwnie. Przy moim boku wiernie trwali Niall i Harry. Teraz wiem, że na nich można naprawdę liczyć. Próbowałem jakoś przeprosić Zayna za to co powiedziałem ale jego honor i chore ego było zbyt wysokie aby mi wybaczyć i tym samym przyznać się do błędu, który popełnił. Mieliśmy kilka wywiadów, sesji zdjęciowych podczas których było tak jak kiedyś. Brakowało mi tamtych dni gdy mogliśmy razem wyjść na miasto i po prostu zabawić się. Nie chcę abym na święta był na kogoś zły lub co gorsze nie chcę aby ktoś na mnie był zły. Dlatego postanowiłem, że pojadę jutro do Emmy i spotkam się z moimi dwoma obrażonymi przyjaciółmi. Jest koło 19.30 i widzę Em wychodzącą ze szkoły. Jej twarz promienieje. Jest taka radosna, taka szczęśliwa. Brakuje mi tego uśmiechu, jej śmiechu i jej… ust…Wyciąga telefon i wybiera do kogoś numer. W duchu mam nadzieję, że dzwoni do mnie ale gdy otwiera usta i zaczyna mówić rozumiem, że to nie ze mną chce w tej chwili rozmawiać. Stojące za mną auta a raczej źli na mnie kierowcy dają znać, żeby w końcu ruszył się. Odpalam pośpiesznie auto i ruszam do domu. Po rodzinnej kolacji zamykam się u siebie. Wielokrotnie wybieram numer do Em ale w końcu strach wygrywa i rozłączam się. Napuszczam do wanny gorącej wody i staram się odprężyć przed nadchodzącym dniem.
* Emma*
Jest 4.00 gdy na dole pokoju słyszę jakieś krzyki, bluźnierstwa i przewracane przedmioty. ,,No jak nic złodzieje.’’ Myślę i boję się zapalić lampkę. Po omacku szukam jakieś odpowiedniego przedmiotu. Pod ręką wyczuwam grubą książkę. Zapewne jest to medyczna książka. Powoli ściągam kołdrę z siebie i ostrożnie schodzę ze schodków. Widzę sylwetkę mężczyzny tuż obok okna. Powoli podchodzę, jestem naprawdę ostrożna i już biorę zamach i w tej samej chwili gdy chcę uderzyć złodzieja książką zapala się światło.
- Buuu!-  Moim oczom ukazuje się okropny potwór! Zaczynam piszczeć i uciekam w przeciwną stronę. Gdy już jestem obok drzwi i pociągam za klamkę za drzwiami ukazuje się drugi osobnik tylko jeszcze gorszy! Wygląda dokładnie tak jak ten z tego horroru. Serce o mało co nie wyskoczy mi z piersi. Nie potrafię racjonalnie myśleć. Jednak do głowy przychodzi mi pewien pomył i biorę mocny zamach nogą kierując ją w krocze mojego napastnika. Udało się!! Tryumf nad trumfami. Ohyda zgięła się w pół a ja depcząc po nim zbiegam ile sił w nogach do kuchni. Pierwsze co wpada mi w ręce to tasak do mięsa. Jednak zaczynam myśleć i jak dźgnęłabym to coś to mogła bym wylądować w pace więc nie ryzykuje i sięgam po wałek. Idę powoli, staram się wyrównać oddech jednak tuż zza rogu kuchni wyskakuje mi ta szkarada! Natychmiast biorę duży zamach i ździelam to coś po głowie. Widzę osuwającą się postać na podłogę. Zapalam światło i widzę moją ofiarę. Ręce trzęsą mi się niczym kolesiowi, który nie pił przez tydzień. Zabiję Crisa za to, że słysząc mój krzyk nie przyszedł mnie ratować z opresji. Spoglądam na owe coś leżące u moich stóp.
- Zaraz, zaraz…- mówię i schylam się. – Czy to jest….- mówię i dotykam twarzy ofiary. Guma!- Cholera jasna! – krzyczę i ściągam maskę. Ku mojemu zdziwieniu dostrzegam pod nią Crisa! Odwracam się i nalewam szklankę lodowatej wody. Polewam nią twarz Crisa.
- Co się stało? Ałaaaa…- mówi dotykając czubka głowy
- Ja Ci zaraz dam co się stało. Kretynie jeden mało co a bym zawału dostała! Czy Ty  jesteś mądry?- w tym samym czasie w którym krzyczę na Crisa w drzwiach pojawia się.. Daniel- A Ty tu co?- zapytałam zdziwiona. Po chwili przypomniałam sobie fakt iż potworów w moim pokoju było dwóch.
- Stary, Twoja siostra nas nieźle załatwiła. – mówi Daniel do Crisa.
- Czym Ty mnie uderzyłaś?- pyta Cris starając się podnieść.
- Wałek do ciasta czyni cuda- mówię i podchodzę do lodówki. Wyciągam dwa woreczki z lodem i podaję każdemu z nich. – Więcej ze mną nie zadzierajcie- mówię i idę przygotować się do podróży.
* Cris*
Nie spodziewałem się takiego obrotu spraw. Co prawda wiedziałem, że ta dziewczyna jest nieobliczalna ale, że aż do tego stopnia? Siedzieliśmy teraz z Danielem w kuchni każdy z woreczkiem lodu w ręku i myśleliśmy jak to możliwe? Teraz już nam nie jest potrzebny ochroniarz. Guz na głowie rósł powoli ale okropnie bolał. Po minie Daniela sądziłem, że on też nieźle oberwał.
- Skąd tyle siły w takiej kruchej dziewczynie?- zapytał Daniel
- Chłopie nie wiem ale następnym razem nie piszę się na to aby oberwać wałkiem do ciasta po głowie. -
- Miało być śmiesznie i zabawnie a nie zabawnie i boleśnie-
-  To pewnie sprawka Louisa. – stwierdziłem w żartach
- Jakiego Louisa?- zapytał mój kolega
- No chłopaka Emmy. W gruncie rzeczy nie wiem jak tam jest teraz między nimi ale wiem, że byli razem długo długo a teraz? Kto ich tam wie. Wiem jedno, że Emma kocha go ponad życie.- mówiąc to widziałem na twarzy Daniela malujące się rozczarowanie. Czyżby Em mu się podobała? Niewątpliwie. Sam w niej byłem zauroczony ale to trwało kilka dni, może kilka tygodni. Ona ma w sobie to coś co przyciąga ludzi. Ba! Co przyciąga facetów. I ja, jako przykładny brat musiałem przeprowadzić wywiad.
- Podoba Ci się Em?-

- Że co?!- zapytał lekko zdezorientowany chłopak
- No czy Em Ci się podoba- powtórzyłem pytanie
- Nie, skąd Ci to przyszło do głowy?-
- Czy oby na pewno mówisz prawdę ? Bo jakoś mi się inaczej wydaje…-
- No dobra. Podoba mi się Em i co? Nie mogę nic zrobić bo jak przed chwilą się dowiedziałem jest w związku.- powiedział lekko załamany Daniel
- Chłopie. Nie takie związki można zburzyć- powiedziałem i gdy zobaczyłem wchodząca Em do kuchni zamilkłem.
- Co będziecie burzyć?- zapytała
- A wiesz Daniel ma do zburzenia ścianę w domu- kłamałem jej jak z nut. Szturchnąłem chłopaka
- A no tak. Wiesz ściana i te sprawy- powiedział
- Zbieramy się?- zapytałem chcąc rozluźnić atmosferę.
- Poczekajcie- zaczęła Em- Chcę was przeprosić za to co wam zrobiłam. – podeszła do nas i złożyła delikatny pocałunek na naszych policzkach
- A to za co?- zapytałem
- Za cierpienie- odparła
- W takim razie mogę cierpieć non stop- zaśmiał się Daniel i ruszyliśmy na małą wycieczkę.
* Emma*
Podróż minęła nam w miłej atmosferze. Śmialiśmy się, rozmawialiśmy i snuliśmy plany na przyszłość. Cris miał prowadzić auto ale z racji tego iż dostał w głowę nie pozwoliłam siąść mu za kółkiem. Usiadł z tyłu i po 30 minutach jazdy usnął. Obok mnie siedział Daniel, który był naprawdę szarmanckim i uprzejmym mężczyzną.
- A Ty Em? Jakieś plany na przyszłość?- zagadnął mnie chłopak w pewnym momencie
- Najwyżej dwa dni w przód i to nie bardzo. Przy tym moim wariacie trudno jest cokolwiek planować. Ale wiesz… Chciałabym skończyć tę szkołę, zostać nauczycielką baletu, może w przyszłości dom, rodzina, dzieci. Nigdy nic nie wiadomo. Zresztą pewnie zostanę sama bo kto by chciał mieć taką żonę jak ja- powiedziałam i zaśmiałam się
- Nie przesadzaj. Niczego Ci nie brakuje, jesteś ładna, inteligenta a do tego miła i pomocna. Nie powiesz mi, że narzekasz na brak zainteresowania ze strony mężczyzn.-
- Różnie bywało. Kochałam jednego.. Czułam, że to moja jedyna miłość ale los był tak dla mnie miły, że wziął i mi go zabrał. A teraz? Teraz tak naprawdę nie wiem co czuję. Nie wiem czego chcę. Może życie w samotności jest lepsze? Któż to wie…. – powiedziałam i włączyłam radio aby uniknąć dalszych pytań ze strony mojego współtowarzysza. Leciało ,, Forever Young” Od razu zaczęłam śpiewać. Jakoś za specjalnie nie krępowała mnie obecność Daniela ani tym bardziej obecność Crisa. Gdy wydobyłam z siebie ostatnie dźwięki piosenki rozległy się gromkie brawa w aucie.
- Och dziękuję, że przybyliście tak licznie na mój koncert ale niestety muszę już kończyć bo nie umiem śpiewać – powiedziałam śmiejąc się.
- Nie dość, że mam ładną siostrę to jeszcze utalentowaną w nadzwyczajny sposób. Pomyśl poważnie nad tym śpiewaniem. Dobrze Ci to wychodzi.- powiedział Cris
- Śpiewaj jeszcze- powiedział ucieszony Daniel
- OK.- akurat w radio leciało ,, Last Christmas” więc po kilku sekundach włączyłam się do śpiewania i tym sposobem wprowadziłam nas w świąteczną atmosferę. W końcu minęliśmy znak, który poinformował nas, że jesteśmy w Birmingham. Dochodziła 6.30.
- Nie za wcześnie jak na sklepy?- zapytałam zdziwiona dlaczego jest tak wcześnie
- Ale my nie jedziemy do sklepu. Przecież w Londynie są takie same jak i tu. Jedziemy na tzw. Pchli targ.- powiedział Cris. Tak! To będzie idealna okazja na to aby kupić coś każdemu z chłopców i każdemu z rodziny!
- Jak ja Cię kocham za te pomysły – powiedziałam i pojechałam w kierunku przez niego wskazanym. Dochodziła 7.00 gdy zajęłam wolne miejsce na parkingu i weszliśmy do dużej hali targowej w której dało się wyczuć świąteczny klimat. Dookoła nas jak okiem sięgnąć były rozstawione stoły. Przykryte były one białymi obrusami ze świątecznym motywem. Hala miała dobre 2 piętra i około 500 metrów długości. Czeka mnie niesamowicie długi spacer.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że tak późno ale leczyłam skutki doła. Tak, tak. Po raz kolejny wpadam w dołek psychiczny z którego już tak łatwo nie wyjdę. Kocham was za to co robicie. Dobranoc xxx

sobota, 2 czerwca 2012

Rozdział 38.

* Louis*
Pojechaliśmy do niej jak najszybciej. Drzwi otworzyła nam Lucy
- Dzień Dobry! Czy jest może Em?-
- Niestety nie ma już jej. Może coś przekazać?-
- Nie, nie trzeba. Czy ona już wyjechała?-
- Louis nie wiem tak naprawdę gdzie ona jest. Dostałam od niej o 6.00 sms’a, że niedługo wróci. Martwię się o nią. Jest już późno a jej ciągle nie ma. Mam przeczucie, że coś się stało. – powiedziała załamana Lucy
- Jestem pewien, że nic jej nie będzie. – powiedziałem sam nie wierząc w swoje słowa.
- Co tak naprawdę między wami zaszło?- zapytała kobieta
- Ja sam nie wiem dlaczego Em zerwała ze mną. Powiedziała, że dłużej tak nie potrafi i że wyjeżdża. Tyle się od niej dowiedziałem. Próbowałem zadzwonić, zapytać ale zawsze to kończyło się tak samo. Odrzucała połączenie. -
- Louis ja się boję, że ona zrobiła sobie coś złego. Od kilku dni miała zły humor, chodziła smutna i zapłakana. Proszę pomóż mi ją odnaleźć.-
- Zaraz do niej spróbuję zadzwonić. – powiedziałem i wybrałem jej numer. Po kilku sygnałach odebrała. Po wymianie kilku słów powiedziała, że jest jak najdalej od problemów i rozłączyła się. Co to mogło oznaczać?
- I co powiedziała?- zapytała zapłakana Lucy
- Dziwne. Powiedziała, że jest jak najdalej od problemów.- odparłem
- Ale co to oznacza?- zapytał milczący do tej pory Niall
- Chyba zaczynam się domyślać. Lou lecisz ze mną. Wsiadaj do auta i jedziemy na lotnisko-
- Ale, że co? Dokąd?- zapytałem zdziwiony jej postawą
- Jak to dokąd? Do Wrocławia.- odparła kobieta i ruszyła do samochodu.
* Zayn*
Po chwili dogonił mnie Liam.
- Hej, poczekaj- powiedział a ja przystanąłem
- Czego chcesz?- zapytałem oschle.
- Pogadać-
- Jeśli chcesz prawić mi kazania na temat tego co zrobiłem to nie dzięki- odparłem i zacząłem iść dalej
- Nie, chcę Ci powiedzieć, że Cię rozumiem- teraz to mnie naprawdę wbiło w ziemię
- Rozumiesz mnie? -
- Tak. To była wina Louisa. Nigdy go nie było gdy tak naprawdę Em go potrzebowała. To Tobie się zwierzała z problemów, to z Tobą spędzała wolne chwile. Poczułeś się ważny dla niej prawda?- zagadnął chłopak i zdziwiło mnie to jak on dobrze mnie rozumiał.
- Tak. Poczułem się tak jak Lou. Zawsze blisko Em, zawsze razem, zawsze szczęśliwi. I wtedy gdy ona była tak blisko mnie to samo jakoś tak wyszło. Gdyby nie te wszystkie dwuznaczne sytuacje nie zrobiłbym tego. -
- A warto chociaż było?- zapytała Liam unosząc brwi
- Oj warto. Ten buziak wart był grzechu- powiedziałem i poszliśmy dalej.
* Louis*
Jechaliśmy na lotnisko. W głowie wszystkie myśli były skierowane w kierunku Emmy i tego co zrobiła. Jak ona mogła tal lekkomyślnie postąpić? Do Polski? Poleciała do Polski?
- Jesteśmy- oznajmił Niall a ja wraz z Lucy wybiegłem z auta
- Dzięki stary za wszystko. Zbierz chłopaków i powiedz im jaka jest sytuacja. Kocham Cię stary- powiedziałem i zacząłem biec za oddalającą się sylwetką starszej kobiety. Gdy w końcu udało mi się ja dogonić pociągnęła mnie za sobą prosto do samolotu. Jak się okazało był to jej służbowy samolot. Od razu wystartowaliśmy. Czekała nas pewnie długa podróż więc będę mieć czas na zebranie myśli. Widziałem jak Lucy prosi o wódkę z lodem. Alkohol nie przynosi nic dobrego. Zamknąłem oczy, włożyłem słuchawki do uszu i zacząłem szukać w miarę realnego wytłumaczenia tej sytuacji. Wszystko poszło na marne. W przeciągu dwóch piosenek usnąłem.
- Louis wstawaj!- obudziło mnie szarpnięcie za ramię.
- Lądujemy?- zapytałem i przetarłem zaspane oczy
- Tak. Załatwiłam nam hotel więc od razu do niego pojedziemy. Dziś już nic nie da się zrobić więc prześpimy się a rano wyruszymy na poszukiwania młodej uciekinierki- powiedziała Lucy gdy samolot przymierzał się do lądowania. W końcu zgodnie z planem pojechaliśmy do hotelu. Dostaliśmy osobne pokoju i nawet nie biorąc prysznica ponownie usnąłem.
Rankiem znów obudziła mnie Lucy. Tym razem bez żadnego pośpiechu. Zeszliśmy na śniadanie do hotelowej restauracji jednak miałem zbyt mocno ściśnięty żołądek aby móc cokolwiek zjeść. Wypiłem zaledwie kilka łyków herbaty, wziąłem kilka owoców do torby i ruszyliśmy na miasto. Szliśmy jak mniemam zabytkowymi uliczkami. Każda miała w sobie trochę magii. Lucy zaczęła mi opowiadać historię tego pięknego miasta. W końcu zbliżyliśmy się do pierwszego punktu naszej ,, wycieczki”. Kobieta zapukała do drzwi pewnego domu. Po chwili otworzyła nam młoda szatynka. Lucy zaczęła z nią rozmawiać jednak nic nie mogłem zrozumieć. Sądząc po jej minie nie było jej tu
- I co?- zapytałem gdy ruszyliśmy dalej
- Była tu ale jakąś godzinę temu wyszła. To była siostra Patryka- Marta. Czas najwyższy odwiedzić jej dom. – gdy usłyszałem, że mamy iść w miejsce gdzie Em spędziła całe swoje życie serce wywróciło mi się do góry nogami. Bałem się tego. Bałem się, że spotkamy ją tam a ja nie będę w stanie jej nic powiedzieć. Zaczął dzwonić mi telefon. Był to Niall
- Cześć Niall. Dolecieliśmy cało i zdrowo, Em wciąż nie ma ale ciągle jej szukamy- powiedziałem
- To dobrze. Mam nadzieję, że szybko ją odnajdziecie. Powiedziałem chłopakom co i jak. Jak coś będzie wiadomo pisz, dzwoń obojętnie co tylko daj znać.- powiedział chłopak lekkim głosem
- Jasne, trzymaj się.- rozłączyłem się i stanąłem przed dużym domem. Był naprawdę uroczy, do tego położony w malowniczej dzielnicy.
- To tu. To jej dom- powiedziała Lucy i sprawdziła drzwi. Były zamknięte więc nie ładnie mówiąc póki co udało nam się jedynie pocałować klamkę. – Nie wiem gdzie ona może być. Sądziłam, że będzie w którymś z tych oczywistych miejsc.-
- Spokojnie. Jest wcześnie więc nie ma czym się martwić. Chodźmy może na jakiś rynek lub też coś. Może tam będzie szukać wspomnień- zagadnąłem
- Dobrze. Nie zaszkodzi nam spróbować- powiedziała i kontynuowała mi swoją opowieść.
* Em*
Przede mną stała moją best friend do czasu gdy nie zaczęłam chodzić z Patrykiem. Nic się nie zmieniła. Jak zwykle tlenione włosy blond, usta w kolorze wiśni i oczy pomalowane brązowym cieniem.
- Nie mogę uwierzyć, że spotykam Cię właśnie tu. Podobno nieźle się urządziłaś w tym Londynie. One Direction i takie tam.. Kto by pomyślał.. Taka cnotka-
- Mi również miło Cię widzieć. Wprost niezmiernie się cieszę. A teraz wybacz ale wrócę do spożywania posiłku- powiedziałam schylając się nad talerz
- Ależ proszę. Zresztą i tak muszę lecieć. Casting do reklamy. Buziaczki- powiedziała, odwróciła się i ku mojej radości poszła w swoją stronę. Charakterek to nic jej się nie stępił. Jak zwykle była wyrachowana, zimna i zapatrzona w swoją osobę. Dokończyłam jeść posiłek, zapłaciłam i postanowiłam odwiedzić rynek.
Było tu jak zawsze. Pełno ludzi chodzących to tu, to tam. Najczęściej chodzili bez celu. Czułam się tak jak kiedyś tylko brakowało mi pewnego elementu. Tym elementem był Patryk. To z nim najczęściej wędrowałam po rynku wracając ze szkoły i śmiejąc się ze starszych ludzi, którzy chłodzili swoje stopy w fontannach. Zresztą my tez tak robiliśmy i było przy tym kupę śmiechu. Jednak gdy dotarłam do fontann przeżyłam rozczarowanie bo były wyłączone. No tak… Była zima więc nic dziwnego. Podeszłam do małej budki i kupiłam sobie małą kawę. Usiadłam na ławce i przyglądałam się. Chciałam jak najwięcej zapamiętać jak najwięcej szczegółów tego miejsca. Wrocław był specyficznym miastem Polski. Dominował w nim styl niemiecki i to było w nim takie nadzwyczajne. Wszystko stało mi się teraz takie obce, takie nieswoje. To już stanowczo nie było moje miasto. Moim matem był teraz Londyn a moje miejsce było u boku mężczyzny, którego kocham. Moje miejsce było przy boku Louisa. Już teraz wiedziałam, że to właśnie z nim chcę przechodzić różne kryzysy, budzi się przy jego boku i codziennie rano spoglądać w jego cudowne oczęta. Te kilka dni zmieniły mnie i moje nastawienie do uczuć. Te kilka dni pozwoliły mi zrozumieć idee prawdziwej miłości.
* Louis*
I ponowienie maszerowaliśmy zabytkowymi uliczkami ale tym razem było tu mnóstwo ludzi. Czułem się jak nigdy dobrze. Póki co żadna z fanek nie podbiegała do mnie z piskiem i nie płakała na mój widok. Mogłem w końcu być sobą. Ludzie nie patrzyli na to jak jestem ubrany czy też na to jak mam ułożone włosy. Teraz czułem się naprawdę dobrze. Czułem gdzieś obecność Em. Nie wiem jakim cudem ale czułem, że za niedługo ją zobaczę. I nagle znaleźliśmy się na dużej, otwartej przestrzeni. Był to duży rynek z pięknym widokiem. Wszędzie dookoła nas leżał śnieg, małe dzieci biegały krzycząc i rzucając się śnieżkami. Poczułem się jak w domu. Poczułem się jakbym to ja miał dopiero 7 lat. I nagle dostrzegłem znajomą mi sylwetkę. Lucy gdzieś znikła mi z oczu więc nie mogłem się zapytać czy to czasem nie jest Em. Rozglądałem się dookoła ale nigdzie jej nie dostrzegłem. Owa tajemnicza osoba siedziała do mnie tyłem. Była pochylona w stronę nieczynnej fontanny, trzymała coś w dłoniach ( jeżeli to Em, to pewnie trzymała gorącą kawę) a spod płaszcza wystawały rude loki. Bałem się, że jeżeli to ona to nie będę potrafił nic powiedzieć. Musiałem spróbować, musiałem się upewnić bo nie chciałem po raz kolejny jej stracić. Podszedłem na tyle blisko aby móc dotknąć jej ramienia.
- Przepraszam….- powiedziałem a kobieta odwróciła się. Zmroziło mnie od stóp do głów
* Emma*
Siedziałam tak, pochylona w stronę nieczynnego ustrojsta i sączyłam zimną już kawę. Rozmyślałam nad tym co znów mogę zrobić aby odzyskać Louisa. Do głowy przychodziły mi setki pomysłów ale w końcu zdecydowałam, że nie pomoże mi żaden. Zaczęłam zastanawiać się co bym powiedziała Louisowi gdyby przyjechał tu za mną i gdzieś mnie zobaczył. To byłby chyba największy dowód miłości jaki kiedykolwiek mi dano. Rozmyślając tak dalej nie spodziewałam się, że moje życzenie tak szybko się spełni. Nagle poczułam czyjś dotyk na barku i cichy głos mówiący
- Przepraszam…- odwróciłam się i  w tym momencie w którym zobaczyłam tę twarz oblał mnie zimny pot. To był Louis! Sam Louis w najczystszej postaci! Powoli wstałam ciągle patrząc na niego i nie mogąc uwierzyć, że to się dzieje naprawdę.
- Co Ty tu robisz?- zapytałam pierwsza
- Mógłbym zapytać Cię o to samo. – powiedział Lou. Tak bardzo chciałam go przytulić ale nie wiedziałam jaka będzie jego reakcja. Tak się cieszyła, że on tu był! Tak się cieszyłam, że on był teraz obok mnie, cały i zdrowy. Patrzeliśmy tak na siebie i w końcu to on przerwał milczenie
- Nigdy więcej tak nie rób rozumiesz? Wiesz jak się bałem o to, że mogło Ci się coś stać? Wiesz przez co przechodziła Lucy jak zniknęłaś?-
- Nawet nie mów, że się martwiłeś o mnie- powiedziałam nie wierząc w jego słowa
- No jasne, że się martwiłem. -
- Po tym wszystkim co Ci zrobiłam? Po tym jak podeptałam Twoje uczucia i wyrzuciłam je do kosza? Po tym jak Cię okłamałam mówiąc, że wyjeżdżam? Po tym wszystkim Ty o mnie ciągle się martwisz?- spojrzałam mu w oczy. Poczułam lekkie ciepło, które rozchodzi się po całym ciele ale oczy to oczy. Zaszły mgłą i po chwili znów zapłynęły rzewne łzy.
- Em, zrozum, że ja nie mogę przestać o Tobie myśleć! Nie mogę przestać Cię kochać z dnia na dzień! Nie mogę Cię znienawidzić za to, że Zayn pocałował Ciebie a Ty mu na to pozwoliłaś. Po części to rozumiem bo to była moja wina… Ale nie rozumiem dlaczego Zayn? Zresztą nie ważne jest to teraz. Zrozum to, że ja Cię kocham Em.- powiedział Louis a ja czułam, że jestem blisko załamania psychicznego. No bo niby jak ja mam się czuć gdy on mówi, że wie o tym wszystkim z Zaynem a na dodatek mówi, że to rozumie. Nie mogłam inaczej postąpić. Odwróciłam się i zaczęłam biec przed siebie ile w nogach sił.
* Louis*
Wymieniliśmy między sobą kilka zdań i nagle Em odwróciła się i po raz drugi uciekała przede mną. Nie, nie mogę jej stracić po raz drugi. Zacząłem biec za nią i po kilku metrach udało mi się ją chwycić za rękę.
- Em proszę poczekaj!- krzyknąłem na nią i tym samym spłoszyłem dookoła nas gołębie. – Nie możesz wiecznie uciekać przed odpowiedzialnością!- spojrzała na mnie i zaczęła
- Więc mów, co masz mi do powiedzenia.-
- Ja? Jak już wszystko Ci powiedziałem. Kocham Cię i chcę z Tobą być. Chcę się poprawić i znów poczuć sens życia. Chcę chodzi z Tobą za rękę po parku i w mroźne wieczory tulić się do Ciebie. Chcę chodzić z Tobą do kina na horrory i komedie romantyczne. Chce chodzić z Tobą na randki i chcę patrzeć jak się uśmiechasz. Chcę być z Tobą gdy jesteś smutna i gdy jesteś wesoła. Chcę po prostu z Tobą być. – patrzyłem na nią i widziałem, że nie wie co zrobić. Jej dłoń ciągle spoczywająca w mojej powili zaczęła się zacieśniać wokół mojej.
- Lou ja Ciebie również kocham ale zagubiłam się lekko w tym wszystkim. Były takie chwile w których wahałam się odnośnie mojego uczucia do Ciebie ale teraz wiem, że to był błąd. Wiedzę, że mnie kochasz i zależy Ci na mnie. Wiesz… Tam przy fontannie myślałam o Tobie i co by było gdybyś nagle pojawił się obok mnie. Po chwili poczułam czyjś dotyk i okazało się, że to Ty. Chciałam wtedy rzucić Ci się na szyję ale nie wiedziałam jaka będzie Twoja reakcja. A jeśli chodzi o to z Zaynem…-
- ciii…- przerwałem jej- nie musisz nic mówić. Zapomniałem już o tym ale proszę Cię wróć do mnie i niech wszystko będzie tak jak dawniej. Dziewczynki ciągle pytają kiedy przyjdziesz a ja już nie wiem co mam im mówić. Każde kolejne kłamstwo jest gorsze od pierwszego. A odnośnie tego rzucania się na szyję- powiedziałem i rozłożyłem ręce- poroszę. Zrób to- powiedziałem a dziewczyna spojrzała na mnie, odsunęła się i po chwili była już w moich ramionach. Obracałem się dookoła własnej osi trzymając ją w pasie i nie chcąc jej puścić. W końcu gdy stanęliśmy pocałowałem ją w czoło i mocno przytuliłem.
- Nie chcę Cię już więcej stracić. – powiedziałem a ona dodała
- Ja też. – i moglibyśmy tak stać w nieskończoność gdyby nie pewna kobieta.
- Bardzo ładna z was para! Mam nadzieję, że nie obrazicie się gdy wam powiem, że zrobiłam wam kilka ładnych zdjęć-
-  Nie, skąd. Możemy je zobaczyć?- zapytała Em
- Oczywiście. Zapraszam do mnie do salonu. Wydrukuję je państwu na pamiątkę- powiedziała a my poszliśmy za nią. Studio było naprawdę imponujące tak samo jak i zdjęcia! Były cudowne! Anna( tak nazywała się ta kobieta) wydrukowała je nam. Dodatkowo dostaliśmy kilka zdjęć Wrocławia po czym opuściliśmy budynek. Em dziwnie unikała mojego dotyku ale teraz nie chciałem poruszać tego tematu. Może potrzebuje czasu lub też coś.
- Przyleciałeś z Lucy?- zapytała w pewnym momencie
- Tak ale znikła mi gdzieś. Poczekaj, telefon dzwoni.- to była Lucy. Po krótkiej rozmowie tłumacząc jej, że znalazłem nasza zgubę umówiliśmy się pod dużą halą targową. Od razu ruszyliśmy tam wraz z Emmą. Coraz spoglądałem na nią kątem oka. Nie mogłem uwierzyć, że jest tuż obok mnie. Nasz spacer przerywały telefony od wszystkich członków zespołu. Pytali się czy znaleźliśmy Em a gdy im mówiłem, że tak to krzyczeli z radości wprost do słuchawki. W końcu dotarliśmy do naprawdę ogromnej hali a Lucy widząc nas zaczęła biec i w finiszu swojego biegu rzuciła się na Em. Z jej oczu spływały łzy- łzy szczęścia. Krzyczała niezrozumiałe dla mnie słowa ale wiedziałem, ze są one przepełnione miłością i troską o moją małą słodką Em. W końcu gdy odkleiła się od Em przykleiła się do mnie w podzięce za odnalezienie naszej zguby. Widziałem jak Em się śmieje. Tęskniłem za jej uśmiechem. Po tych czułościach przyszedł czas na zakupy. Wpadaliśmy do najróżniejszych sklepów i kupowaliśmy  najróżniejsze rzeczy. W końcu przyszedł ten czas gdy powiedziałem
- Poddaję się. Nie mam siły na zakupy- Em spoglądała na zegarek i krzyknęła
- Ja mam za godzinę samolot!- to był dopiero bieg na lotnisko. W ciągu 15 minut byliśmy w hali wypełnionej po brzegi ludem zmierzającym do domu na święta. Udało mi się zdobyć 2 bilety dla mnie i dla Lucy i po chwili nasz team zmierzał do domu- do Londynu.
* Em*
W samolocie siedziałam obok Louisa i cały lot myślałam jakby mu to powiedzieć, że muszę sobie wszystko poukładać w głowie. Dla mnie to się najzwyczajniej w świecie za szybko działo! No bo jakby nie spojrzeć pokłóciłam się z nim naprawdę porządnie i zerwałam z nim a teraz chłopak siedzi koło mnie wtulony w moje ramię, na dodatek trzyma mocno moją rękę i… I ja tak nie mogę. Czuję, że oszukuję zarówno jego jak i siebie. Kocham go to niepodważalny fakt ale nie zawsze jest tak kolorowo. Potrzebuję czasu. Tydzień, dwa.. i wszystko będzie jasne. Wysiadając z samolotu spoglądałam na mojego współtowarzysza i to była całkowicie inna osoba. Uśmiech od ucha do ucha, oczy mówiące wszystko no i cała postawa jego ciała. Doszliśmy do taksówki. I znów pożegnanie.
- Spotkamy się jutro?- zapytała z nadzieją w głosie chłopak
- Wiesz.. Ja potrzebuję jeszcze trochę czasu- powiedziałam i spojrzałam mu niepewnie w oczy.
- Jasne, dam Ci tyle ile go będzie trzeba. Nie musimy przecież spotykać się jako para tylko jako przyjaciele. Mam do Ciebie tylko jedną małą prośbę. Odbieraj ode mnie telefony- powiedział i uśmiechnął się
- Dobrze.- złożyłam delikatnego buziaka na jego policzku i oddaliłam się do mojego samochodu.
                                                            ***
Każdy kolejny dzień bez Louisa nie miał najmniejszego sensu. Zaczęłam chodzić do szkoły mimo iż miałam wolne. Daniel powiedział mi, że szkoła zamierza wystawić ,, Jezioro Łabędzie” i właśnie dzisiaj miał się odbyć swego rodzaju casting. Minęły 2 tygodnie od mojego powrotu z Polski. Nie widziałam się ani razu z Louisem ani nawet z nim nie rozmawiałam. Nie dzwonił, nie pisał, nie przychodził. Było mi smutno z tego powodu tym bardziej, że podjęłam decyzję i chciałam mu powiedzieć, że chcę spróbować jeszcze raz. Teraz będę musiała znów o nim zapomnieć. Ostatnie dni były dla mnie wykańczające. Niekończące się próby a na dodatek każda z nas walczyła o rolę Królowej Łabędzi. Myślałam, że taniec łączy ludzi ale bardzo się pomyliłam. Taniec raczej ich dzieli. Swojego czasu zawsze chciałam spróbować połączyć balet z tańcem nowoczesnym i tak też zrobię. Wkrótce nadarzy się doskonała do tego okazja. Jestem przedostatnia w kolejce do przesłuchania. Mamy już 17 grudnia. Za cały tydzień Wigilia. Muszę kupić prezenty. Zastanawiam się co kupić moim pięciu wariatom. Każdy to indywidualna osobowość ale razem tworzą jedność. Pomyślę o tym później bo akurat tera wywołano moje imię. Zatańczyłam to co miałam zatańczyć i zaczynam powoli się zbierać do domu. Powiem wam, że całkowicie dobrze mi poszło ale cóż.. Są lepsi.
- Panno Novak! Niech Pani poczeka!- krzyczy za mną Kobieta, która wybiera osoby do poszczególnych ról.
- Tak?-
- Treningi codziennie od 12.05 do 17.30 proszę się nie spóźniać. Zaczynamy od 26 grudnia. – Nie za bardzo rozumiałam o co jej chodzi ale przytaknęłam jej. Wychodząc ze szkoły zobaczyłam obsadę spektaklu. Nie mogłam uwierzyć! Dostałam główną rolę!!! Od razu zadzwoniłam do Daniela i powiedziałam mu tę jakże dobrą nowinę. Chłopak powiedział, że jest ze mnie dumny i trzymał za mnie kciuki. W głowie zaświtał mi pewien pomysł. Podeszłam do sekretariatu i zapytałam gdzie można dostać bilety na spektakl. Podesłała mnie do Sali nr.123 i kupiłam tam bilety. Nie powiem, żeby były tanie ale czego się nie robi dla rodziny? Zapowiadał się na prawdę dobry dzień.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Sweet Love :) Nie no... Już nie wiem co pisać.. Mam teraz mętlik w głowie i moje rozdziały są... złe? do kitu? Nie wiem jak to określić ale na pewno nie są dobre :/
Póki co życzę miłego czytania i miłego popołudnia :) xxx