sobota, 21 kwietnia 2012

♥♥♥


Rozdział 7

- To znów jakaś bajka tak? Chcesz abym Ci uwierzył i żeby wszystko było ok? Ale tym razem Ci tak łatwo nie pójdzie.- mówi Lou a ton jego głosu jest tak bardzo zmienny, że nie wiem co myśleć.
- Louis to nie jest żadna kolejna bajka. Zdaję sobie sprawę z tego, że powinnam była powiedzieć Ci to wcześniej ale bałam się Twojej reakcji. Bałam się, że znów zostanę sama.- mówię łamiącym się głosem.
- A na jakiej podstawie mam Ci w to uwierzyć? -
- Proszę, wysłuchaj mnie chociaż a potem nasze drogi mogą się rozdzielić.. Ale chcę mieć tę świadomość, że usiłowałam to naprawić.- błagam go.. dosłownie go błagam
- Dobrze, skoro tego chcesz to wysłucham Cię- mówiąc to siada na trawie i zakłada ręce na nogi. Robię to samo i zaczynam moją opowieść.
- Pamiętasz gdy się pierwszy raz spotkaliśmy? W tym samym dniu uśmiechnęłam się po raz pierwszy od miesiąca. Miesiąc wcześniej zginęła moja rodzina i Patryk w wypadku samochodowym. Przeżyłam tylko ja.- w moich oczach zbierają się łzy ale nie dbam o to. - Pewnego dnia obudziłam się w szpitalu ze złamaną ręką i poobijanym ciałem. Na skraju łóżka usiadła nieznana mi kobieta i powiedziała, że zarówno moi rodzice jak i Patryk nie przeżyli wypadku. Ciągle nie dopuszczam  do siebie tej myśli, że już ich tutaj nie ma. Tak bardzo za nimi tęsknię... - głos załamuje mi się w gardle a po policzkach płyną łzy- Nie byłam na ich pogrzebie bo po prostu nie mogłam tego znieść. To jest forma takiego wiecznego pożegnania a ja chcę aby oni ciągle byli przy mnie.. Tacy realni i żywi a nie zamknięci w drewnianych skrzyniach. Takim oto sposobem znalazłam się w Londynie. Opiekuje się mną siostra mojego taty. Mieszkam wraz z nią, pustą blondynką i jej bratem no i oczywiście całym gmachem służby. Ciotka ma taką pracę, że ciągle jej nie ma w domu więc jestem sama. Nie mam przyjaciół i zostałam sama. Ale tego dnia gdy Cię poznałam coś pękło we mnie i zrozumiałam, że to nie polega na tym żeby stać ciągle w miejscu i wspominać. Zrozumiałam, że trzeba iść do przodu mimo iż serce pęka...- nie daję już rady. Ukrywa twarz w dłoniach.
- A co z tym chłopakiem?- pyta Lou a sądząc po jego głosie jest zszokowany.
- Z Patrykiem? Ciągle stoję w tym samym miejscu czyli nie potrafię zapomnieć. Byliśmy parą 3 lata... Nie da się przestać kochać kogoś w jeden dzień.. Powoli uzmysławiam sobie, że jego już nie ma a on chciałby abym była szczęśliwa... Rozumiesz już mnie?- Spoglądam na niego a on na mnie i dostrzegam w jego oczach łzy.
- Boże jak ja Cię skrzywdziłem.. Ja na prawdę nie chciałem...- mówi Lou
- Daj spokój Lou. Rozumiem Cię i Twoje zachowanie. Sama pewnie tak samo bym się zachowała gdybyś pokazał mi zdjęcie jakiejś dziewczyny i powiedział, że ona jest Twoja. Bardzo chciała Ci powiedzieć o tym ale nie w takich okolicznościach. Po prostu Lou bałam się, że Cię stracę. Bałam się, że stracę po raz drugi kogoś na kim mi zależy. Nie czułam się tak dobrze przy nikim jak przy Tobie od śmierci rodziców. Ta dziura, którą teraz mam w sercu- mówiąc to wskazuję na serce- jej nie ma kiedy jestem przy Tobie.-
- Em... To co mówisz na prawdę jest cudowne.. Nie zasługuje na żadne słowo, które pada z Twoich ust. Okazałem się dupkiem mówiąc tak o Tobie. Nie powinienem tego robić. Mi na Tobie również zależy, 
nawet nie wiesz jak bardzo i wtedy jak powiedziałaś, że to Twój chłopak coś mnie cholernie ukuło w sercu i stąd moje takie dziwne zachowanie. Mam nadzieję, że mi wybaczysz kiedyś to zachowanie.-
- Lou, wybaczam Ci to tu i teraz- mówię mi i zanoszę się tak okropnym płaczem, którego sama nie rozumiem. W tym samym momencie Lou obejmuje mnie mocno swoim ramieniem i szepce do ucha
,, Nie pozwolę Ci więcej być smutną w swoim życiu. Daj mi tylko jedną, ostatnią szansę". Kiwam głową na znak zgody i wtulam się w jego ciepłe ciało. Po chwili płacz ustaje a ja zasypiam.
                                                                  ***
Budzę się w całkowicie innym miejscu. Nie jesteśmy już nad rzeką tylko w pokoju z bardzo dużym łóżkiem. Rozglądam się za Louisem. Jest tuż obok mnie i smacznie śpi. Dookoła mnie panuje półmrok. Jedynym źródłem światła jest tu naftowa lampa ustawiona w rogu pokoju. Spoglądam na Louisa i dostrzegam, że drży. Bez namysłu oddaję mu swoją kołdrę a sama biorę koc. Składam delikatny pocałunek na jego policzku i zasypiam. Kolejny raz budzi mnie tym razem słońce i zapach w domu. Przekręcam się na  drugą stronę i dostrzegam, że Louisa nie ma. Gdzie on znikł? Czyżby doszedł do wniosku, że nie warto być z kimś takim jak ja i odszedł? Tak bez słowa? Nie... On nie mógłby tak... Przykrywam się kołdrą po czubek nosa i czekam aż ktoś mnie i moje bezsensowne życie dobije...
Po chwili słyszę otwierane drzwi i kto w nich stoi? Nikt inny tylko Lou. Jego uśmiech zwalcza wszelkie złe myśli a taca i pyszności, które na niej trzyma wywołują u mnie burczenie w brzuchu.
- Chyba przyszedłem w porę mały głodomorze -
- O tak tak! Nie znęcaj się już nade mną tylko daj mi tę tacę- mówię mu śmiejąc się
- W życiu nie ma nic za darmo - mówiąc to nadstawia policzek a ja ofiaruje mu buziaka. W zamian za to dostaję tacę z jedzeniem. Czego na niej nie ma? Jest wszystko począwszy od pieczywa a skończywszy na owocach. Lou kładzie się obok mnie i zajadamy się pysznościami. Po kilku minutach wszystko znika a taca lśni czystością.
- Wow... Ale się najadłam.. Takie pyszności można jeść codziennie-
- O tak! Musimy tu częściej wpadać.-
- A tak w ogóle to gdzie mu jesteśmy?- pytam zdezorientowana
- Jesteśmy u mojej mamy przyjaciółki. Wczoraj tam nad rzeką zasnęłaś mi na kolanach więc zadzwoniłem do niej a ona zaoferowała mi pomoc. Nie powiem, że łatwo mi było Cię tu donieść ale jakoś dałem radę- śmieje się Lou a ja już wiem, że za to będą tortury w postaci łaskotek. Jak postanawiam tak robię. Po chwili Lou błaga o litość a ja odnoszę zwycięstwo.
                                                                       ***
Około południa zbieramy się od znajomej Lou i kierujemy się w kierunku auta.
- No to wycieczki ciąg dalszy- mówi Lou i tajemniczo spogląda na mnie
- Co?!- pytam zdziwiona- ale jak to?-
- No tak to... Znam świetne miejsce a muszę Ci coś bardzo ważnego powiedzieć...- mówi tajemniczo
- No dobrze... Skoro musisz to jedźmy- wsiadamy do auta i kierujemy się na południe.
Broadway Tower o zachodzie słońca wygląda niesamowicie. Mimo iż wieje niemiłosiernie cieszę się, że mam u boku Louisa cieszę się, że mogę się do niego przytulić.
- Wiesz jest tu takie miejsce w którym podobno spełniają się życzenia. Legenda głosi, że kiedyś pewien zakochany młodzieniec przyszedł właśnie pod tę wieżę i napisał na kartce swoje skryte pragnienie. Włożył ową kartkę pod kamień i odszedł. Po kilku dniach jego życie się zmieniło bo spełniło się jego życzenie. Więc mam propozycję. Napiszmy to o czym marzymy i włóżmy pod ten kamień. Wiem, że może to jest głupie i banalne ale ja wierzę w to.- mówiąc to dał mi kartkę i długopis. Długo się zastanawiałam co mam napisać. Na początku pomyślałam o rodzicach a potem o Patryku. W końcu uświadomiłam sobie, że to bez sensu bo ich i tak już tu nie ma więc spojrzałam na Lou i wtedy uświadomiłam sobie w jakim  miejscu teraz jestem. Zależy mi na Lou i to bardzo. Nie kocham go ale pewnego rodzaju więź pociąga nas coraz bardziej ku sobie. Szybko napisałam na kartce ,, Chcę aby Lou pokochał mnie taką jaką jestem i chcę abym w końcu była szczęśliwa''. Wkładam bez namysłu kartkę pod kamień i szukam Lou. Znów zniknął! I wtedy do głowy przychodzi mi pomysł. Pod który kamień on wsadził tę cholerną kartkę? Jest jest! Otwieram ją i czytam szybko co tam naskrobał. To co tam pisze odmienia moje życie na zawsze....

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I jest kolejny! Długi nawet za długi ale to chyba dobrze będziecie mogli poczytać sobie i żyć w nieświadomości co on tam napisał bo kolejny rozdział pojawi się dopiero we wtorek.. Niestety.. Przepraszam was wszystkich serdecznie ale takie jest nasze życie.
Miłego czytania :)

                                                                       

piątek, 20 kwietnia 2012

Rozdział 6

Byłam bardzo ciekawa dokąd Lou mnie zabierze. Jechaliśmy już spory czas i ciągle nie zapowiadało się na to abyśmy mieli zakończyć naszą wycieczkę.
- Lou.. Możesz mi powiedzieć dokąd jedziemy?- zapytałam z nadzieją, że odpowie
- No przecież to niespodzianka Em..- odpowiedział Lou
- No to chociaż powiedz mi czy będzie też tam reszta Twojego zespołu- chciałam uzyskać chodź jedną krótką informację
- Nie, nie będzie ich tam. Jak mógłbym zabrać towarzystwo na pierwszą randkę?- pytając spojrzał na mnie tak jak niegdyś Patryk
- Więc to nasza pierwsza randka?- spytałam uśmiechając się do niego. Nie odpowiedział nic tylko uśmiechnął się i włączył radio. Właśnie leciała piosenka  ,,She Will Be Loved " bardzo ją lubiłam więc bez dłuższego zastanawiania się zaczęłam śpiewać. Po chwili Lou dołączył do mnie i powstał na prawdę interesujący duet. Gdy piosenka ucichła Lou powiedział
- Dziewczyno! Ale Ty masz głos! -
- Ja?- speszyłam się- No coś Ty.. To było tylko wygłupianie się- odpowiedziałam czyją, że się rumienię
- Tak, tak.. Za niedługo mnie z branży wygryziesz- zaśmiał się Lou a ja pokazałam mu język- Czego ja o Tobie jeszcze nie wiem?- zapytał a ja zaczęłam myśleć. Nie wiesz o mnie tego, że jestem sama na tym świecie i jak to określiła Jessica jestem bardzo uboga. Nie wiesz, że moją pasją jest taniec. O właśnie! Musze poszukać szkoły w tym tygodniu.. Nie wiesz, że jak kogoś pokocham to na wieki... Niewiele myśląc wyciągam portfel i szukam naszego zdjęcia. Patrzę na nie i widzę jak uśmiechamy się do obiektywu.. Patrzymy na niego tak jakbyśmy mieli być ze sobą do końca świata a nawet dalej. Nikt nie spodziewał się, że tak szybko los nas rozdzieli.
- Poznaj mnie a się przekonasz- odpowiadam po chwili namysłu i chowam zdjęcie do torebki.
Samochód powoli skręca, na dworze zapada zmrok a Londyn już dawno znikł za nami. Spoglądam na tabliczkę informującą mnie o nazwie miejscowości ,, Cotswolds". Coś mówi mi ta nazwa ale nie potrafię sprecyzować co.Lou zatrzymuje auto, wysiada, otwiera moje drzwi i podaje mi rękę. Jak dobrze jest móc wyprostować nogi!
- Las na końcu świata?- pytam lekko rozczarowana
- Poczekaj.... Troszkę zaufania i cierpliwości - mówi Lou i zakrywa mi oczy dłońmi. Jego ręce pachną lasem.. Pachną brzozami, które tak bardzo uwielbiam. Raz po raz potykam się o jakieś gałęzie ale nie przejmuję się tym bo wiem, że Lou mnie złapie. Po kilku minutach Lou odsłania mi oczy a ja jestem w szoku...
- Jejku Lou.. Ale to piękne... - tylko tyle udaje mi się wypowiedzieć.
- Tak piękne jak Ty.- mówiąc to daje mi buziaka w policzek i chwyta za dłoń. Moje oczy nie wierzą w to co widzą. Przede mną rozciąga się Tamiza a my stoimy na starym pomoście, który jest oświetlony tysiącami malutkich świeczek. Pośrodku pomostu stoi stolik dla dwóch osób. Po lewej są dwaj skrzypkowie, którzy powoli zaczynają grać delikatną melodię. Czuję się najszczęśliwszą kobietą na świecie. Po chwili ogarnia mnie ból w sercu... Miesiąc temu straciłam rodzinę i chłopaka a już umawiam się z kimś innym i jestem szczęśliwa! Tak nie powinno być. Powinnam teraz leżeć w pokoju i wspominać rodziców. Powinnam czuć niechęć do życia a ja co? Chcę żyć i się cieszyć.. Z zamyślenia wyrywa mnie głos Lou
- Usiądziesz?- pyta zatroskany
- Tak, tak oczywiście. Po prostu jestem w szoku. Tak to wszystko pięknie wygląda. - i znów nie mówię prawdy... Muszę coś z tym zrobić. Nie mogę go okłamywać w nieskończoność, że wszystko jest dobrze. W tym samym czasie kelnerzy przynoszą jedzenie i nalewają nam po lampce czerwonego wina. Mama zawsze odkąd skończyłam 13 lat serwowała mi do obiadu lampkę wina. Mówiła, że woli żebym w domu nauczyła się pić a nie gdzieś na ulicy tanie wino. I miała rację. Dzięki niej teraz wiem jak się zachować.
Jedzenie było bardzo pyszne. Zaserwowano nam kaczkę w ziołach z pieczonymi ziemniakami a na deser była szarlotka z waniliowymi lodami.
- Wszystko było bardzo pyszne- mówię do Lou
- Tak, mi też bardzo smakowało. To co? Może teraz opowiesz mi coś więcej o sobie? Może coś o rodzinie? - czuję ukłucie w sercu ale teraz już jest najwyższa pora aby to zrobić. Najwyższa pora aby powiedzieć całą prawdę. Wyjmuję portfel a z niego zdjęcia rodziny i Patryka.
- To jest moja mama Ewa.- mówiąc to wskazuję na kobietę o rudych włosach i pięknej twarzy. Bardzo bym chciała móc ją zobaczyć jak zwykle uśmiechniętą od ucha do ucha z konewką w ręce, brudnych od ziemi ogrodniczkach i słomianym kapeluszu.
- Bardzo ładna. Już teraz wiem po kim odziedziczyłaś swoją urodę.- mówi Lou
- To mój tata Karol.- wskazuję na mężczyznę w okularach przeciwsłonecznych szczerzącego się do obiektywu. Właśnie to cały tata.. Wariat jakich mało- Tu z kolei są moje siostry, bliźniaczki Oliwia i Matra- pokazuję mu na zdjęciu dwie dziewczynki przebrane za wróżki. Miały proste blond włosy po tacie.. Zawsze ich im zazdrościłam. - I cóż. To cała moja rodzina.-
- A to kto? To Twój brat?- pyta Lou spoglądając na zdjęcie Patryka.
- Nie Lou, to nie jest mój brat. To mój by... - nie nie mogę wypowiedzieć słowa były... nie potrafię..- To mój chłopak Patryk- spoglądam na nas... Jak ja chciałabym poczuć jego zapach. Móc włożyć jego koszulę i pograć na konsoli. A wieczorem móc wyjść na spacer z psem i pocałować go na dobranoc.
- To Ty masz chłopaka?- Pyta zdziwiony Lou. Nawet nie czeka na odpowiedź tylko odchodzi od stolika pozostawiając mnie samą. Nie mam siły wstać i gnać za nim, chociaż tak bardzo chcę.
- Lou! To nie tak! Poczekaj!- krzyczę za nim ale on mnie już nie słucha. Jego już tu nie ma.
                                                                      ***
Mija godzina. Jego ciągle nie ma. Zapłakana siedzę przy stoliku sącząc gorzkie wino. Obsługa dawno już odjechała a ja zostałam znów sama. Postanawiam poszukać Lou i jakoś wyjaśnić mu to wszystko.., Tylko czy on będzie chciał mnie słuchać?
Noc jest bardzo ciepła i gwieździsta. Słychać żaby i inne nocne zwierzęta. W oddali dostrzegam postać rzucającą kamienie do rzeki. Tak się cieszę, że to Lou. Podchodzę do niego, kładę rękę ja jego ramieniu ale on ją odtrąca.
- Lou- usiłuję powiedzieć cokolwiek sensownego- to na prawdę nie jest tak jak myślisz.-
- A jak?! Jak to jest?!- krzyczy Lou
- Posłuchaj...- zaczynam ale nie jest dane mi skończyć
- Nie, to Ty posłuchaj. Przyjeżdżasz do Londynu, spotykasz sławnego gościa, który o dziwo zaczyna coś do Ciebie czuć a Ty co? Ty masz chłopaka, który czeka gdzieś tam na Ciebie w Polsce i nawet nie raczysz o tym powiedzieć! Spotkałem wiele takich dziewczyn jak Ty ale na prawdę myślałem, że jesteś inna! Nawet nie wiesz jak ja się teraz czuję! - krzyczy Lou i dostrzegam na jego twarzy łzę.
- Ale Lou. Pozwól mi powiedzieć.-
- Nie. Nie chcę już słuchać jakichkolwiek wymówek od Ciebie. Jesteś taka sama jak te wszystkie inne fanki- mówi to spoglądając mi prosto w oczy i odchodzi. Zostawia mnie tak samą nad tą rzeką i po prostu odchodzi.
- Lou- zaczynam- oni nie żyją. - mówię to i zalewam się łzami. Najwyraźniej to co powiedziałam trafiło do niego bo się zatrzymuje i patrzy w moją stronę.
- Co takiego?- pyta zdziwiony
- Moi rodzice, rodzeństwo i ten chłopak nie żyją- mówię po raz kolejny a słowa te wychodzą ze mnie jak żyletki.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dzisiaj nieco dłużej a tego przyczyną jest to, że prawdopodobnie przez kolejne 3 dni nie wstawię żadnego rozdziału bo jadę w góry. Przepraszam was najmocniej. Dziękuję za wszystkie komentarze na prawdę wiele radości daje mi każde słowo.
Miłego czytania, komentować i dobranoc :)

czwartek, 19 kwietnia 2012

Rozdział 5

Pokój wygląda jak typowy pokój nastolatki. Jest wykończony w stylu lat 90., na ścianach wiszą płyty winylowe, w rogu stoi włączony komputer a wszędzie dookoła porozrzucane są ubrania. Coś mi tu nie pasuje... Przecież cioci sypialnia jest na dole a jej nie ma w domu więc komputer nie byłby włączony. Słyszę otwierające się drzwi. Odwracam się powoli a widzę że patrzy na mnie nie kto inny jak blondynka. Tak. Właśnie blondynka o pięknych długich nogach, płaskim brzuchu, dużych bodajże zielonych oczach i do tego te czerwone usta.
- Co Ty tu robisz?- pyta się mnie a jej wzrok omiata całą moją sylwetkę w ciągu kliku sekund.
- Mogę Cię zapytać o to samo- odpowiadając robię to samo co ona.
- Sorry ale to ja pierwsza zadałam Ci pytanie. A poza tym kim jesteś?!-
- Jestem Emma. Mieszkam tu.-
- Mieszkasz tu? To ciekawe.. Bo od kiedy pamiętam ten dom liczył tylko 3 domowników. Mnie, babcię i Crisa- odpowiedziała, i jak to robią plastikowe laleczki zarzuciła do tyłu swoimi włosami
- Babica? Cris? To ciocia Lucy jest Twoją babcią?!- moje ciało było w tym momencie kłębkiem nerwów. Jak ona nie mogła mi powiedzieć, że będę mieszkać w domu z taką lalą i jakimś chłopakiem?
- Tak Lucy to moja babcia.. A niech pomyśle.. Tak coś wspominała o ubogiej bratanicy, która straciła rodziców tak? No faktycznie na za bogatą to Ty mi nie wyglądasz. A tak w ogóle to jestem Jessica i w moim pokoju nie ma miejsca na nas dwie... Więc cóż? Wyjdziesz czy Ci pomóc?- jestem w całkowitym szoku i nie potrafię nic zrobić. Jessica wypycha mnie chamsko z pokoju i zamyka przed nosem drzwi. Uboga bratanica? Na za bogatą jej nie wyglądam? Co za podła dziewczyna! Nie potrafię zrobić nic innego tylko wbiegam do pokoju kładę się na łóżku i zanoszę łzami.
Rano budzi mnie telefon. Patrzę na wyświetlacz nie kto inny jak Lou. Jeszcze jego tu brakowało.
- Halo?- mówię nie przytomnym głosem
- Cześć Em, tu Lou. Mam nadzieję, że Cię nie obudziłem.- mówi zdenerwowany głos
- Cześć Lou! Nie, nie obudziłeś mnie  - kłamię jak z nut
- O to kamień z serca. Słuchaj chciałem Cię za wczoraj prze..-
- Daj spokój. Nie ma o czym mówić. - przerywam mu w połowie zdania
- No jak to nie ma- mówi oburzonym głosem- jest i to dużo. Co Ty na to aby się spotkać dzisiaj o 16.00?
- Dobrze, spotkajmy się to porozmawiamy. Gdzie mam być?- pytam ziewając przy tym
- Powiedzmy, że masz być przy swojej bramie a ja po Ciebie przyjadę- odpowiada
- Dobrze. W takim razie do zobaczenia-
- Do zobaczenia, dobranoc.-
- Dobranoc?!- pytam zdziwiona
- Tak dobranoc. Przecież słyszę jak ziewasz. - odpowiada a w jego głosie słychać śmiech. Po chwili słyszę dźwięk odkładanej słuchawki. No tak, kłamstwo ma krótkie nogi a ja nie potrafię kłamać.
Zamykam na chwilę oczy i nawet nie zauważam, że już śpię.
Budzi mnie słońce. Jest godzina 12.00. W końcu czas wstać myślę i robię to co mówię. Włączam płytę 1D, w końcu trzeba ją przesłuchać. Po kilku piosenkach stwierdzam, że na prawdę są dobrzy. A głos Harrego? Sama słodycz.
Przyglądam się w lustrze i przypomina mi się wczorajsza rozmowa z tą wiedźmą. Co ona ma czego ja nie ma? Pomyślmy.. Ona ma długie, proste, blond włosy a ja? Rude fale.. Ot co. Spoglądam na biust.. Tu mam lekką przewagę, od razu robi się weselej. Do swojego brzucha nie mam nic ale te nogi. Maskara... A twarz? No cóż.. Mam orzechowe oczy, jasną cerę, duże wiśniowe usta... Trzeba cieszyć się z tego co się ma.
Schodzę na dół i kogo widzę? Samego diabła w kobiecej skórze.
- O witaj.. Jak Ci tam?? Esma?- pyta i robi przy tym kaczy dzióbek
- Emma jak już.- odwarkuje
- A! No tak!- odwraca się ode mnie i idzie w swoją stronę. Co za ulga. W drodze do kuchni słyszę jak mówi coś do kogoś i słyszę nawet swoje imię. Chyba jej nie polubię. Otwieram lodówkę i patrzę co dobrego można zjeść. W końcu decyduje się na gofry z dżemem ananasowym i czekoladą a do tego sok z pomarańczy. Nie mija wiele czasu a zapach gofrów czuć w całym domu. Gdy siadam do stołu widzę męską sylwetkę zmierzającą w moją stronę. Nie widzę go całkiem dokładnie ale jest bardzo dobrze zbudowany bo jest bez koszulki. Ma brązowe krótkie włosy i ciemną karnację.
- O cześć! Ty musisz być Emma tak?- wita mnie dosyć serdecznie- jestem Cris i mieszkam tu wraz z Lucy i siostrą. Z tego co słyszałem już się poznaliście i wyglądasz o wiele lepiej niż Cię opisała. A co tak pięknie pachnie?- zagląda mi do talerza- Gofry? jejciu jak ja dawno nie jadłem gofrów! Mogę prosić o jednego?- robi maślane oczka i nie mam serca aby nie zrobić mu tych gofrów. Po chwili dostaje to co chciał a ja postanawiam dokończyć śniadanie.
- Na prawdę pyszne. W końcu w tym domu będzie tak jak powinno być. Prawdziwe jedzenie. - uśmiecham się bo to miłe co mówi. Jest na prawdę miły a do tego przystojny. Oczywiście nie tak przystojny jak Lou ale zawsze coś.
- Może powiesz mi coś o sobie?- pyta patrząc na mnie.
- Cóż mogę Ci powiedzieć. Zapytaj swojej siostry ona wie wszystko najlepiej.- mówię ze złością
- Co ona Ci takiego powiedziała, że jesteś taka zła?-
- Co mi powiedziała? Niech pomyślę... - gdy chcę już coś powiedzieć przerywa mi jej głos
- O Cris! Widzę, że już poznałeś naszą ubogą krewną.- posyła mu olśniewający uśmiech
- Ubogą krewną?! Dziewczyno opanuj się i myśl czasem co mówisz. To, że Ty nie masz uczuć nie znaczy, że musisz ranić inne osoby- wygarnia jej Cris wszystko to co tak bardzo chciałam jej powiedzieć
- Wrzuć na luz ok? Spójrz tylko na nią a potem na nas. Ona nie pasuje całkowicie do naszego życia. Jest jak ta przybłęda, którą przygarnia się z litości.-
- Co Ty w ogóle mówi Lucy nas przygarnęła? Byliśmy dla niej całkowicie obcy a ona co dla nas zrobiła? Więc czasem myśl kobieto co mówisz dobrze?- Cris trafił chyba w jej czuły punkt bo nagle zamilkła i stała się czerwona.
- Więc ciocia Lucy wcale nie jest waszą babcią?- pytam zdziwiona
- Ależ skąd! Pewnie Jess znów wymyśliła bajkę. - odpowiada Cris
To dla mnie już za wiele. Niewiele myśląc odchodzę od stoły i idę do siebie aby to wszystko przemyśleć. Słyszę za sobą tylko głos Crisa
- I widzisz co zrobiłaś! Jesteś chyba bez serca! Jak mogłaś Jess?! Emmo! Emmo poczekaj!-
Wcale nie chcę czekać ani na niego ani na nią. Czuję się zraniona a jednocześnie zadowolona. Zamykam za sobą drzwi.
Po 15 minutach słysze ciche pukanie do drzwi.
- Tak?- Pytam
- To ja Cris mogę?-
- Tak oczywiście, wchodź. - odpowiadam
- Emmo. Tak bardzo chcę Cię przeprosić za jej zachowanie. - zaczyna Cris
- Hej. Na prawdę nic się nie stało. Co prawda lekko mnie to zabolało ale tylko tyle.- i znów kłamię
- Na pewno? Nie wyglądasz za dobrze- mówiąc to wyciera dłonią łzę z mojego policzka
- Tak. Wszystko ok.- spoglądam na zegarek. Cholera! za 2 godz. jestem umówiona z Lou a nawet nie zaczęłam się szykować- Mogę mieć do Ciebie prośbę?-
- Jasne! Zawsze i wszędzie!- odpowiada chłopaka. Napięcie powoli opada.
- Pomożesz mi wybrać coś ładnego i skromnego? Idę na spacer z kimś ważnym dla mnie- nie wierzę, że to mówię. Kiedyś nie wyobrażałam sobie kogoś na miejscu Patryka a teraz? Idę na randkę ze sławny chłopakiem. W czasie gdy ja się kąpałam Cris szukał ubrania. W końcu wybrał, delikatną beżową sukienkę z koronki a do tego botki na małym obcasie. Bardzo mi się to spodobało więc postanowiłam to założyć. Była już 15.30! Musiałam jeszcze ułożyć włosy i zrobić makijaż. Poszło mi to w miarę sprawnie.
- Zamknij oczy! - krzyczę z łazienki
- Dobrze!- słyszę jego głos. Wychodzę z łazienki i staję tuż obok niego.
- I jak?- pytam się. Chłopak otwiera oczy i przez dłuższy czas nic nie mówi.
- Dobra, wybieramy co innego.- mówię i już to widzę jak Lou patrzy na mnie spod byka, że spóźniam się na pierwszą randkę.
- Nie! Nie mówiłem nic bo jestem w szoku. Nigdy nie widziałem tak pięknej dziewczyny. Wyglądasz cudownie. - nie wierzę w to co słyszę ale chyba mówi prawdę bo się rumieni
- Dziękuję Ci za pomoc!- daję mu buziaka w policzek - a teraz lecę bo się spóźnię!Ostanie spojrzenie w lustro, ostatni uśmiech do Crisa i już mnie nie ma. Nie czekam zbyt długo bo nagle podjeżdża Lou. Wysiada z auta i jego oczy mówią wszystko. Udaje mu się wyszeptać tylko WOW. Podchodzi i patrzy się na mnie tymi cudownymi oczami.
- Będziemy tak stać czy działamy coś?- pytam uśmiechnięta
- Tak, tak oczywiście!- otwiera drzwi a ja wsiadam. Po chwili jest już Lou- Przepraszam, że tak chamsko się gapiłem ale wyglądasz rewelacyjnie! - nie wiem co powiedzieć więc tylko się uśmiecham . Rzucam ostanie spojrzenie na dom i widzę, że całej sytuacji przyglądała się Jessica.
- To dokąd mnie porywasz?- pytam zadowolona z siebie
- Niespodzianka- odpowiada Lou i uśmiecha się tajemniczo.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No to na dzisiaj tyle dobrego.Nie ma rewelacji ale.... Martwi mnie to, że tak mało osób to czyta więc rozważam to czy tego bloga nie zamknąć. Jeśli będziecie go czytać to piszcie... Czekam na komentarze :)

środa, 18 kwietnia 2012

Rozdiał 4

Biegliśmy tak trzymając się za ręce dobre 10 minut. Gdy odwróciliśmy się nie było nikogo na ulicy tylko my.
- Kobieto ale Ty masz kondycję- wysapał Lou
- Ja? Nie.. Chodziło się troszkę na tę siłownię i biegało z psem- powiedziałam zadowolona z siebie
- To ja w takim bądź razie współczuję Twojemu psu- zaśmiał się Louis. Dałam mu kuksańca w bok i poszliśmy dalej trzymając się za dłonie. Powoli zbliżaliśmy się do mojego domu.
- To tutaj- powiedziałam smutna, że to już koniec naszego spaceru
- To Twój dom? Wow.. Nieźle Twoi rodzice muszą zarabiać.- odpowiedział. Zrobiło mi się okropnie głupio i smutno. Nie wiedziałam co odpowiedzieć.
- Dziękuję Ci Lou za cudowne po południe. Na prawdę było mi miło Cię poznać.- tylko tyle udało mi się wydusić.
- Nie dziękuj Em. Mi również było strasznie miło spotkać tak niesamowitą dziewczynę jak Ty. Wierz mi lub nie ale nigdy jeszcze kogoś takiego jak Ty nie spotkałem- rzekł Lou i uśmiechnął się
- To chyba dobrze.- odpowiedziałam i zdobyłam się na lekki uśmiech. I nastał ten moment gdy panuje krępująca cisza. Przerwał go cichy głos Louisa
- Em, wiem, że tak głupio się pytać ale czy miałabyś ochotę gdzieś jutro ze mną wyjść?- zapytał niepewnie
- Wiesz..- specjalnie przeciągałam tę chwilę- bardzo chętnie z Tobą wyjdę-
- Nie strasz mnie już tak nigdy więcej- zaśmiał się Lou- a może podasz mi swój numer?- wymieniliśmy się numerami i nastał czas pożegnania. Jak zwykle inicjatywę przejął Lou
- Dziękuję Ci jeszcze raz Em za ten dzień- zaczął powoli- nie spodziewałem się takiego obrotu spraw na jednym lunchu- i znów uśmiech
- Jasne, nie ma sprawy. Szczerze powiem, że pierwszy dzień w Londynie mogę uznać za udany.-
Lou zbliżył się na niebezpiecznie bliska odległość. Czułam zapach jego perfum. Połączenie pergaminu, brzozy i nutka tajemnicy. Czuję jak nogi miękną mi na samą myśl o jego ustach i oczach. Jedną ręką delikatnie ujmuje moją dłoń a drugą kładzie na policzku i delikatnie przesuwa moją twarz tak, że patrzę mu teraz prosto w oczy. Przytula mnie a ja odwzajemniam to. Po raz pierwszy czuję się szczęśliwa od.. Nie wytrzymuje, potok łez zalewa moją twarz.
- Em, co się dzieje? Ja Cię na prawdę przepraszam za ten uścisk. Zachowałem się jak egoista- jest bardzo zatroskany mimo iż tego nie widzę ale to czuję. Ciągle trzymam jego dłonie w swoich a one drżą.
- Lou to nie przez Ciebie. Na prawdę muszę już iść.- odwracam się i zostawiam go tam samego bez słowa wyjaśnienia. Po chwili czuję jak coś odwraca mnie do tyłu. Nie coś tylko ktoś a mianowicie Lou. Wszystko dzieje się tak szybko, że nawet nie zauważam kiedy usta Lou są tuż przy moich. Odpycham go od siebie i po prostu mówię mu prosto w twarz
- Lou ja nie mogę tak a Ty powinieneś już iść- po raz kolejny odwracam się i tym razem co sił w nogach biegnę w kierunku drzwi.
Po chwili jestem już w domu. Niewiele myśląc kieruje się do kuchni w której zastaję Lilian, mówię jej że idę się położyć, chwytam tace z jedzeniem i po chwili już mnie nie ma. Zamykam się w swoim pokoju. Patrzę na zegarek dochodzi dopiero 23.00 dosyć wcześnie jak na mnie. Biorę szybki prysznic i zasiadam przed telewizorem konsumując kanapki. Gdy kończę jeść przychodzi mi do głowy pomysł aby pozwiedzać dom bo tak na prawdę nie miałam dzisiaj okazji. Wychodzę z pokoju i kieruję się do pierwszych drzwi. Otwieram je i co widzę? Prywatną bibliotekę. Pomieszczenie jest bardzo duże bo ciągnie się aż przez dwa piętra a wokół mnie rozchodzi się zapach książek. Uwielbiam ten zapach, stary pergamin, okładki z prawdziwej skóry... I nagle przypomina mi się zapach Lou i jego usta. Potrząsam głową i otwieram kolejne drzwi. To co widzę w tym pokoju budzi we mnie grozę i złość.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na dzisiaj tyle. Mam nadzieję, że takim zakończeniem przyciągnę was do dalszego czytania. Jest wątek miłosny :) Przepraszam, że tak krótko i w miarę nudno ale czeka na mnie esej z anglika i sami rozumiecie. Komentowac dawać pomysły i co tylko wam przyjdzie do głowy :)
Dobranoc :)

wtorek, 17 kwietnia 2012

Rozdział 3

Lekko otworzyłam oczy i pierwsze co ujrzałam to jego oczy. Były takie szare.. Takich jeszcze nie widziałam. Leżałabym jeszcze na tej ziemi bardzo długo gdyby ten tajemniczy chłopak się nie odezwał:
- Jejku tak strasznie Cię przepraszam. Z reguły nigdy nie wpadam na ludzi ot tak- mówiąc to posłał mi jeden z tych brytyjskich uśmiechów
- Spokojnie, nic się nie stało z wyjątkiem Twojego lunchu na mojej koszuli.- odpowiedziałam paląc buraka
- Oj co tam lunch. Można kupić drugi. Oj. Przepraszam, gdzie moje maniery. Czy zechcesz podać mi rękę?- zapytał nieśmiało chłopak. Gdy wstałam mogłam go zobaczyć w pełnej okazałości. Miał brązowe włosy ułożone w stylu artystyczny nieład, koszulka była biała w niebieskie paski a do tego czerwone rurki i szelki. Niesamowite.. Na prawdę ma wyczucie stylu! Usłyszałam za sobą delikatne chrząknięcie.
- Oj Lou. Miałeś iść tylko po lunch a nie podrywać jakieś dziewczyny.- powiedział chłopak w loczkach
- Sorki Loczek ale jak sam możesz zauważyć miałem mały wypadek- i tu wskazał ręką na moją koszulę
- Oj widzę ostro bracie Ci idzie. Od razu wszystko na biust? A gdzie Twoje maniery?!- chłopak o mało co nie pękł ze śmiechu a mój koszulkowy przyjaciel zaczął się lekko denerwować i czerwienić.
- To ja może nie będę wam przeszkadzać. Odkupię Ci ten lunch i zapomnijmy o sprawie.- powiedziałam
- Co? Nie nie.. Z nami Ci tak łatwo nie pójdzie. W ramach przeprosin daj się zaprosić na lunch.- zaproponował chłopak, którego nazwano Lou.
- No dobrze, mogę pójść tylko dajcie mi chwilę. Muszę iść kupić sobie jakąś koszulkę.-
- No i gdzie te moje maniery?- krzyknął chłopak i odbiegł od nas. Powrócił po ok. 10 min. z uśmiechem na twarzy.- Proszę. Mam nadzieję, że będzie w sam raz. - Spojrzałam do torby i ujrzałam bluzkę z napisem I love England.
- Przepraszam ale nie mogę tego przyjąć-
-Ależ oczywiście, że możesz- wtrącił się Loczek- leć się przebierz i idziemy coś zjeść
Tak też zrobiłam. Stałam w toalecie i się przebierałam gdy nagle ujrzałam drugą bluzkę z napisem I love One Direction i nie mogłam uwierzyć. Stali tam Loczek i Lou a obok nich jeszcze 3 kolesi. Nie kojarzyłam tego zespołu jakoś za specjalnie ale nie chciałam dać po sobie tego poznać. Ostatni raz spojrzałam w lustro i wyszłam w ich stronę.
- Tak w ogóle to jestem Louis a to Harry- powiedział ,, koszulkowy" chłopak
- Miło mi.- podałam im rękę- jestem Emma.
- Emma? Jak ta Emma od Pottera?- zapytał Harry
- Tak, właściwie tak.- odpowiedziałam lekko speszona. Usiedliśmy w jakiejś knajpce na końcu ulicy. Był stąd piękny widok. Mieliśmy widok na London Eye. Muszę tam kiedyś pójść. Podeszła do nas młoda kelnerka, która patrzyła na chłopców jak na obrazek.
- Co podać państwu?- zapytała o mało co nie piszcząc. Bardzo mnie to zdziwiło.
- Ja poproszę.... - i tyle słyszałam. Zapatrzyłam się na Lou. Był tak bardzo przystojny. Blask świec bardzo mu pomagał bo wyglądał bajecznie. Te usta, te oczy i te dłonie. Z zamyślenia wyrwał mnie głos:
- Emmo? Emmo? A co dla Ciebie?- pytał Harry
-Yyymm.... Poproszę sałatkę z kurczakiem i do tego frytki.- odpowiedziałam. Kelnerka odwróciła się i idąc o mało co nie zahaczyła o róg kolejnego stolika. Ciągle na nas spoglądała.
- Więc Emmo...-zaczął Lou
- Wolę Em.. Jeśli to nie problem- powiedziałam. Szczerze nie znosiłam całej formy tego imienia
- Dobrze. Więc Em. Jesteś po raz pierwszy w Londynie?-
- Tak. Jestem tu pierwszy raz.-
- I jak? Podoba Ci się miasto?- pytał dalej.
- Tak! bardzo! nie sądziłam, że tu kiedykolwiek świeci słońce- Powiedziałam to i uśmiechnęłam się do chłopców.
- Oj tak. Czasami nawet nie wiesz jak bardzo świeci!- zaśmiał się Harry. W tym samym momencie kelnerka przyniosła zamówienia.
- Przepraszam Panów. Czy można prosić o autograf?- zapytała tak nieśmiało. Ale zaraz.. o autograf?!
- Och tak, oczywiście. Jak masz na imię?- zapytał Harry
- Vievien.- odpowiedziała ze świeczkami w oczach. Dostała to co chciała. chłopcy pomachali jej na odchodne a ja na nich spojrzałam chyba dosyć dziwnie bo obaj na raz zapytali  ,, Co?"
- Autograf? wiedzieliście jaka ta dziewczyna była wami podekscytowana?- zapytałam
- No to chyba normalne, prawda?- odpowiedział Lou.
- Normalne? Czy to jest normalne, że podchodzi do nas obca laska i znikąd pyta was o autograf?-
- Lou. Nie widzisz, że ona nic nie wie?- powiedział Loczek
- Em, Ty nic na prawdę nie wiesz?- zapytał Lou a ja pokiwałam głową, że tak- Oj Em. Na prawdę nie wiesz jak ranisz moje serce w tym momencie.. - zrobił skwaszoną minę
- Przepraszam Lou. Ale mogę wiedzieć o co chodzi?-
- Jasne! Jesteśmy z zespołu One Direction. Występowaliśmy w tamtym roku w programie X-Factor i zajęliśmy 3 miejsce. Stąd ta kelnerka, stąd ten autograf i stąd to wszystko. Sądziłem, że wszyscy już o nas słyszeli a tu proszę- uśmiechnął się Harry-
- Wow. Na prawdę nie widziałam. Przepraszam was- odpowiedziałam ze skruchą
- Na prawdę nie szkodzi. Nawet nie wiesz jak cudownie jest spotkać taką dziewczynę jak Ty. Zero pisków, zero płaczu, zero krzyku. Uwielbiam Cię- powiedział Lou i posłał kolejny cudowny uśmiech
Posiłek dokończyliśmy w milczeniu, chłopcy zapłacili przez co zaczęłam się kłócić ale w końcu stanęło po ich stronie.
- No to chyba pora się pożegnać- powiedziałam lekko smutna bo oni okazali się na prawdę fajni. Nie tacy jak inne gwiazdy, tylko tacy serdeczni.
- Chyba żartujesz.- krzyknął Lou- nie pozbędziesz się mnie tak prędko!-
- Oj coś Ty Lou tu już tego... To nic tu po mnie spadam!- powiedział Harry- a co do Ciebie Em, miło było Cię poznać i mam nadzieję na kolejne miłe spotkanie!- powiedział, przytulił mnie i odszedł w swoją stronę.
- Gdzie mieszkasz?- zapytał Lou
- Tuż przy Hyde Park.- odpowiedziałam mu. Już wewnętrznie się cieszyłam  bo wiedziałam, że będzie chciał mnie odprowadzić
- Mogę Cię w takim bądź razie odprowadzić?- zapytał nieśmiało z miną szczeniaczka
- Oczywiście Lou- uśmiechnęłam się na co on odpowiedział tym samym odkrywając rząd białych ząbków
- Co Cię sprowadza co Londynu?-
- Będę tu mieszkać przez najbliższe.. hmm... dajmy na to 100 lat-
-Ooo... A skąd przybyłaś piękna nieznajoma?- zapytał Lou z nutką słodyczy w głosie
- Prosto z Polski słodki młodzieńcze. Prosto z Wrocławia.- wypowiedziałam tę nazwę i wszystko wróciło. Ból rozdzierał moje serce. Starałam się to ukryć ale na darmo.
- A to Cię poniosło. Hej...- Lou zobaczył pierwszą łzę na moim policzku- Em co się dzieje?-
- Nic Lou na prawdę nic.- Akurat mijaliśmy sklep muzyczny- chodź wejdziemy do środka i kupię sobie waszą płytę-
- Dobrze.- Tak też zrobiliśmy. Po długich poszukiwaniach udało nam się znaleźć ostatni album ,, Up All Night". Stojąc w kolejce do kasy zrobiło się lekkie zamieszanie, Stado fanek wbiegło do sklepu i dosłownie rzuciło się na Louisa. Nie wiem co się działo. Zapłaciłam za płytę i po prostu chwyciłam Lou za rękę i wybiegliśmy ze sklepu.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Udało mi się to w jakiś cudowny sposób dokończyć. Leniwy ten rozdział nudy i długi. Proszę komentowac bo nie wiem czy pisac dalej czy też nie.. czy się podoba i w ogóle... Śpijcie dobrze. :)

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Rozdział 2

Ciągle nie dopuszczam do siebie tej myśli, że jestem już sama. No i ku mojej ,,radości" muszę zamieszkać z ciotką w Londynie. Przecież ja mam tu... Tak właściwie to nie mam już nic. Cały miesiąc zajęło mi uporządkowanie spraw rodziców, załatwienie formalności odnośnie mojego wyjazdu do Londynu i pożegnanie się z całym doczesnym życiem. Nie byłam na pogrzebie. Żadnym.. Nie dałam rady... Wczoraj poszłam na cmentarz. Złożyłam kwiaty na grobach i o dziwo nie popłakałam się. Teraz stoję przed moim domem. Wokół mnie jest mnóstwo kartonów w których zamknięte jest tyle historii. Cóż mogę na to poradzić? Nic. Takie życie. Muszę iść do przodu. Patrzę jak młoda para z dzieckiem wchodzi do
MOJEGO domu. Czuję się jakby ktoś wszedł z brudnymi butami w moje życie. Ja chcę tu zostać! Kocham to miasto, ten klimat i to w jaki sposób rozumiemy się z moim psem, którego muszę oddać... Co to za życie?! Dookoła coraz mnie kartonów a to oznacza, że odchodzę stąd na zawsze.. Wsiadam do samochodu i po raz ostatni spoglądam na mój dom, na ulicę na której wiecznie było pełno zabawek dziewczynek i na której pierwsze raz ujrzałam Patryka i dostałam od niego buziaka. Oczy zachodzą mi mgłą.. Nie chcę tego pamiętać.
                                                                             ***
Po około godzinie lotu w końcu lądujemy. Londyn nie jest taki jak sobie wyobrażałam. Nie pada deszcz, ludzie całkiem przyzwoicie ubrani. Klasyczne duże miasto. Przed nami zatrzymuje się limuzyna z której wychodzi młody chłopak i otwiera przede mną drzwi.
- Moja droga Panno. Masz zamiar wejść czy mam Cię popchnąć? - wyrywa mnie z zamyślenie głos ciotki
- Ach. Przepraszam po prostu nie sądziłam, że to po nas- odpowiadam jej czując, że oblewam się purpurą
Londyn to piękne miasto tylko za dużo ludzi. Zatrzymujemy się na światłach. Jakiś młody chłopak śle mi piękny uśmiech. Nie zastanawiając się długo odpowiadam mu tym samym.
- Widzę Emmo, że Londyn korzystnie wpływa na Twoje samopoczucie-
- Tak. Bardzo lubię to miasto, dziękuję-
Dojeżdżamy do dużej posiadłości (Ciocia jest strasznie zamożna). Przede mną otwiera się piękny, duży ogród z fontanną pośrodku. Dom wygląda tak jak sobie wyobrażałam. Klasyczny z XIX w.
- Witam Cię w moich skromnych progach. Mam nadzieję, że będzie nam się dobrze razem mieszkać- mówi ciocia. Uśmiecha się odsłaniając rząd białych zębów. Chyba nie będzie tak źle.
Pierwsze co rzuca się w oczy gdy otwiera się drzwi to duża przestrzeń. Na przeciwko drzwi są schody prowadzące na górę, po lewej stronie jest salon z bardzo dużym kominkiem i bajeczną plazmą. Dalej z salonu przechodzi się do jadalni urządzonej w nowoczesnym stylu. Jadalnia jest połączona z otwartą kuchnią za którą widzę duży taras a tuż obok basen. Idę za ciocią na górę. Idziemy do samego końca korytarza gdy ciocia się odwraca i mówi:
- Za tymi drzwiami jest Twoje małe królestwo. Szczerze powiem, że nie widziałam jeszcze tego pokoju ale mogę Cię zapewnić na pewno Ci się spodoba-
Odchodzi. Tak bez słowa po prostu odchodzi. Powoli naciskam klamkę. Strasznie się boję co mnie czeka za tymi drzwiami. Ale to co widzę przerasta moje największe marzenia. Pokój jest tak ogromny, że trudno ogarnąć go wzrokiem. Jest tu duży kominek, telewizor  i schody na górę! Niewiele czekając zostawiam wszystko i rzucam się w stronę schodów. Na górze jest łóżko. Piękne duże łóżko na którym na pewno będę mogła się wyspać. Gdy emocje już trochę opadają schodzę na dół i otwieram pierwsze drzwi. Łazienka. Takiej dużej to ja nigdy nie widziałam. Co tu dużo mówić. Wykończona jest drewnem i kamieniem, prysznic, szafeczki itp. Kolejne drzwi prowadzą do ogromnej garderoby w której o dziwo jest duża ilość ubrań i to nie byle jakich! Słyszę lekkie pukanie.
- Tak?- pytam. Patrzę wchodzi ciocia
- I jak? Podoba się?-
- Tak oczywiście!- podbiegam i przytulam ją.
-O! tego się nie spodziewałam. Jak się rozpakujesz możesz przyjść na dół?-
- Tak, oczywiście- odpowiadam zadowolona. Jestem jej tak bardzo wdzięczna za to, że mnie wzięła i się mną teraz opiekuje. Po około godzinnym rozpakowywani rzeczy schodzę na dół. Kieruję się ku kuchni gdzie siedzi ciocia i ruchem ręki wskazuje mi abym usiadła. Siadam tuż obok niej.
- Emmo. Jak wiesz mam bardzo dużo pracy i często mnie nie ma w domu. Tak też będzie przez najbliższy miesiąc. Jest mi na prawdę bardzo przykro, że muszę Cię zostawić samą w takiej sytuacji.
- Nie ciociu. Na prawdę nie musisz nic mówić. Rozumiem Cię. Bardzo dziękuję Ci, że będziesz się mną opiekować. Jestem bardzo Ci wdzięczna.- mówię spokojnym głosem
- Dziecko. Trzeba sobie pomagać. Wybacz mi kochanie ale teraz pójdę i zacznę się pakować. Za 4 godziny mam samolot. Zrób sobie coś do jedzenia. Lodówka jest pełna. Nie musisz się o nic martwić. Podczas mojej nieobecności opiekować się będzie Tobą Lilian.-
- Dobrze. A ciociu.. Mam małe pytanie. Czy mogłabym dzisiaj wyjść?- pytam nieśmiało
- Tak, oczywiści. Gdy będziesz chciała wracać do domu to zadzwoń po Josha. Tam na stoliku jest numer-
- Dziękuję- podchodzę do niej i daję jej buziaka prosto w czerwony policzek
- A! Emmo! pieniądze!- wciska mi katę kredytową do ręki i odchodzi
Wychodzę z domu ubrana w czerwoną koszulę w kratkę, czarne spodnie i conversy. Wchodząc do baru potykam się i upadam wprost na osobę wychodzącą z baru. Zamknęłam ze strachu oczy a gdy je otwieram nie mogę uwierzyć w to co widzę.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak tak wiem... Sama nuda i nuda. W kolejny będzie robić się ciekawiej. No i musicie mnie jakoś zmobilizować. Poproszę o min. 3 komentarze.. Dodajcie mi otuchy :)